Wydanie bieżące

1 lutego 3 (315) / 2017

Kamila Czaja,

OSIEDLOWE ZBRODNIE I WYKROCZENIA (WOJCIECH CHMIELARZ: 'OSIEDLE MARZEŃ')

A A A
Gramatyka bestselleru
Powrót Mortki

Swoją „znajomość” z Wojciechem Chmielarzem zaczęłam nie najlepiej: od kryminału „Wampir” (2015), który nie przekonał mnie jakoś szczególnie. Nie polubiłam detektywa Dawida Wolskiego, język powieści wydał mi się sztywny, intryga niewystarczająco wciągająca. Na szczęście przeczytałam w internecie komentarz, że „prawdziwy” Chmielarz to ten od cyklu o komisarzu Mortce. Dałam autorowi jeszcze jedną szansę i w efekcie szybko nadrobiłam serię, docierając do jej najnowszej, czwartej już odsłony.

Odchudzony” kryminał

Odsłona ta na pierwszy rzut oka – czy raczej: na pierwszy dotyk – robi wrażenie gorsze od wcześniejszych. Czarne ostatnio postanowiło wydawać książki Chmielarza (na razie „Osiedle marzeń” i wznowienie „Podpalacza”) w bardziej „paperbackowej”, drukowanej na cieńszym papierze wersji. Rzadko dostrzegam takie kwestie, a w tym wypadku aż sprawdziłam (zmiana marki papieru i zejście z 80 g/m2 w „Przejęciu” do 53 g/m2 w „Osiedlu marzeń”). Czytelnicy traktujący „Osiedle marzeń” jako lekturę na podróż docenią pewnie „lekkość” rozwiązania, ale trochę szkoda, bo dotychczas „materiałowe” aspekty kryminałów wołowieckiego wydawnictwa jakoś ten gatunek dowartościowywały. Nie zamierzam jednak oceniać książki po gramaturze papieru – najważniejsze jest to, co na „odchudzonym” papierze wydrukowano. Za poprzednią część przygód Mortki, „Przejęcie” (2014), Chmielarz dostał Nagrodę Wielkiego Kalibru, oczekiwania wobec kolejnego tomu były więc wysokie. I autor szczęśliwie w dużej mierze trzyma poziom i mimo pewnych nie do końca chyba trafnych decyzji przy selekcji materiału kolejny raz proponuje powieść wciągającą i niegłupią.

Za zamkniętymi bramami

Znów dobrze wypada oscylowanie między prywatnością a „wielkim światem”, między polityką, finansjerą, mediami a codziennością ludzi, których dotyka zbrodnia, między prawdziwymi emocjami i maskami wkładanymi na użytek społecznej gry. Pomysł umieszczenia części akcji na zamkniętym osiedlu pozwala Chmielarzowi trafnie portretować lęki i obsesje „nowych mieszczan”. Ale także inne, mniej imponujące miejsca zamieszkania, kryją liczne sekrety. Trzeba przyznać pisarzowi, że przy okazji relacji ze śledztwa mistrzowsko demaskuje mit uroków wynajmowania mieszkania z grupą rówieśników. Jeśli ktoś sądzi, że to życie rodem z serialu „Przyjaciele”, to przy lekturze „Osiedla marzeń” pewnie nieco się zdziwi. Świetnie wypada też wątek relacji polsko-ukraińskich, które można by gorzko podsumować za jedną z bohaterek: „Gęby mieli pełne frazesów o słowiańskiej wspólnocie, Partnerstwie Wschodnim i o tym, że trzeba Ukrainę ciągnąć na Zachód, ale jak przychodziło co do czego, to tylko Wołyń, Wołyń i Wołyń” (s. 31). Im więcej konfliktów, często długo tłumionych i nagle wybuchających, tym u Chmielarza ciekawiej. Pewnie dlatego mój ulubiony tom cyklu to „Farma lalek” – prowincjonalny, duszny świat Krotowic, do których trafia Mortka, dał autorowi szansę stworzenia fabularnej fabuły w pełnej sekretów zamkniętej społeczności (przy czym pisarz ciekawie urozmaica klasyczną konwencję). Atmosfera „Osiedla marzeń” nie jest może aż tak sugestywna, ale Warszawa na kartach tej powieści nieraz pokazuje, że elegancka powłoka to zaledwie wygodne złudzenie.

Pokochać Kochana

W najnowszej odsłonie serii Mortka wydaje się nieco odsunięty na drugi plan. Chmielarz ciekawie pokazuje zmiany, które zachodzą w życiu komisarza, ale daje tym razem nieco więcej miejsca Suchockiej, Kochanowi i postaciom w różny sposób uwikłanym z sprawę zamordowania studentki dziennikarstwa. Sucha, jak wnioskuję z internetowych dyskusji, ma sporo fanów, ale mnie nie do końca przekonuje. Trochę przypomina mi Lisbeth Salander z książek Stiega Larssona – też jest nieco na siłę kreowana na postać tajemniczą i nieposkromioną. Jeszcze nie czuję, że to bohaterka z krwi i kości (przyznaję jednak, że dodanie takiej postaci nieco osłabia „patriarchalny” wydźwięk wcześniejszych tomów, chociaż Chmielarz nadal mocno skupia się na portretowaniu „mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”). Natomiast za poprowadzenie w „Osiedlu marzeń” wątku Kochana, który wraca do pracy po przymusowym urlopie, należą się Chmielarzowi brawa. Ten antypatyczny, brutalny, w poprzednich tomach nieco prymitywny policjant nabiera w nowej powieści większej głębi w kwestiach osobistych. Na dodatek może się wykazać w paru śledztwach, a czytanie o nich przypomina trochę granie w dodatkową małą grę komputerową wewnątrz większej i powinno sprawić fanom kryminałów dużą frajdę. Dobrze lub co najmniej znośnie wypadają postacie drugoplanowe – także te po przestępczej stronie barykady.

Co za dużo…

Równocześnie takie nagromadzenie bohaterów i wydarzeń sprawia, że „Osiedle marzeń” chwilami wydaje się przeładowane, jakby autor chciał możliwie zagmatwać sytuację i rozszerzyć panoramę społeczną. Robi to dość umiejętnie, ale chwilami nieco traci z oczu główną oś fabularną – a ta zawsze była jego mocną stroną. Poza tym ryzykowne wydaje się opowiadanie w kolejnych tomach wydarzeń oddzielonych od siebie niewielką przerwą czasową (w książce z 2016 roku nadal jesteśmy fabularnie w roku 2010), przez co trzyma się Chmielarz tego samego tła i tych samych powiązań, co w „Podpalaczu” i „Przejęciu”. Być może za jakiś czas cykl o Mortce będzie kusił bardziej szansą sprawdzenia, co słychać u ulubionych bohaterów, niż pełnokrwistą i zamkniętą kryminalną zagadką. Taką niezbyt optymistyczną przyszłość sugerowałoby też zostawienie wielu wątków „Osiedla marzeń” bez wyjaśnienia, co zapewne ma zachęcić do sięgnięcia po kolejne tomy, w których te zagadki, nadrzędne wobec pojedynczego morderstwa, znajdą rozwinięcie. A może lepiej byłoby pokusić się o przeskok czasowy i zmianę warunków gry? Jak długo jeszcze napięte relacje Mortki z wszechwładnym gangsterem Borzestowskim będą w stanie pobudzać wyobraźnię czytelników?

Czekając na piątkę

Nie ma jednak powodu, by z góry bardzo martwić się o formę Chmielarza, a wypunktowanie słabszych punktów „Osiedla marzeń” można potraktować raczej jako narzekanie wywołane wysokim poziomem całej serii i w efekcie nieco wygórowanymi oczekiwaniami. Wprawdzie nadal na czele listy najlepszych książek tego pisarza mam „Farmę lalek”, a i „Przejęcie” chyba wciągnęło mnie mocniej. Ale najnowszy tom jest zdecydowanie bardziej naturalny niż „Wampir” (otwierający cykl gliwicki) i bardziej przemyślany niż „Podpalacz” (pierwsza odsłona serii o Mortce). Najnowsza powieść Chmielarza to po prostu porządny kryminał, w którym postacie mają psychologiczną głębię, a praca policji bywa żmudna i nie polega tylko na tajemniczych przebłyskach śledczego geniuszu. Do tego dochodzą niezły styl i umiejętność zaskakującego, ale logicznego budowania poszczególnych scen, a także odwaga w tworzeniu wytracających odbiorcę z optymistycznej wizji świata przemyśleń bohaterów. Poza tym są tu obowiązkowe u Chmielarza zwroty akcji i – co tak ważne w kryminale – zaskoczenie czytelnika w finale, który ma jednak sensowne umocowanie w całości książki. Zaczynam więc niecierpliwe oczekiwanie na piąty tom przygód Jakuba Mortki, po który sięgnę na pewno – nawet jeśli będę miała ochotę po lekturze trochę ponarzekać.
Wojciech Chmielarz: „Osiedle marzeń”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2016 [seria: Ze Strachem].