15 lutego 4 (316) / 2017

Przemysław Pieniążek,

WIĘZY KRWI (JAM JEST LEGION)

A A A

Rok 1942. Wywiad brytyjski wchodzi w posiadanie informacji o tajnej superbroni nazistów, która może zdecydowanie odmienić oblicze wojny. Jest nią dziesięcioletnia rumuńska dziewczynka potrafiąca mentalnie kontrolować każde stworzenie zainfekowane choćby jedną kroplą jej krwi. Rozpoczyna się desperacki wyścig z czasem, w którym uczestniczy nie mniej potężny gracz, mający do wyrównania rachunki z małą władczynią marionetek.



Ekskluzywne zbiorcze wydanie „Jam jest Legion”, bestsellerowego tryptyku sprawnie łączącego elementy wampirycznego horroru, soczystego kryminału, emocjonującej historii szpiegowskiej oraz iście wybuchowej political fiction, to pozycja nie do przeoczenia dla wszystkich miłośników komiksowej rozrywki w najlepszym wykonaniu. Ów przetłumaczony na dziesięć języków dreszczowiec – powracający do Polski w pełnej krasie dzięki oficynie OMG! Wytwórnia Słowobrazu – swoją światową renomę zawdzięcza kreatywnej współpracy scenarzysty Fabiena Nury’ego i rysownika Johna Cassadaya, wspieranych przez nie mniej od nich utalentowaną i cenioną w branży kolorystkę Laurę Martin.



Francuski autor, mający na koncie popularne także w naszym kraju serie „W.E.S.T.” (współtworzoną z Xavierem Dorisonem i Christianem Rossim) oraz „Pewnego razu we Francji” (ilustrowaną przez Sylvaina Vallée), tym razem przygotował wielowątkową intrygę, skutecznie podnoszącą poziom czytelniczej adrenaliny. Nienagannie budowana dramaturgia, przekonująco przedstawieni (w dodatku mocno ambiwalentni) bohaterowie, dynamiczna zmiana lokacji, filmowy montaż kadrów, niezłe dialogi oraz sprawne łączenie wątków nadnaturalnych z reminiscencjami autentycznych wydarzeń – „Jam jest Legion” przykuwa uwagę od pierwszej strony, podtrzymując zainteresowanie opowieścią do samego końca. Jeżeli cenicie sobie pełnokrwiste, energetyzujące, choć bez wątpienia klimatyczne fabuły reinterpretujące mity o nieumarłych krwiopijcach, a w dodatku macie w życzliwej pamięci filmy pokroju „Tylko dla orłów” (1968) Briana G. Huttona, „Twierdzy” (1983) Michaela Manna czy „Bękartów wojny” (2009) Quentina Tarantino, recenzowany komiks z dużą dozą prawdopodobieństwa przypadnie wam do gustu.



Oczywiście, pełen sukces tego przedsięwzięcia nie byłby możliwy bez wsparcia Johna Cassadaya i Laury Martin, mających na koncie fantastyczną oprawę wizualną do „Planetary” według scenariuszy Warrena Ellisa. Amerykański grafik, uhonorowany w 2005 roku Nagrodą Eisnera za „Tańczącego fauna” (czyli pierwszą część omawianego dzieła), potwierdza swoją klasę bezbłędną kompozycją scen akcji, eksperymentowaniem ze zmiennością planów oraz umiejętnością oddawania emocjonalnych niuansów malujących się na obliczach protagonistów. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że warstwa plastyczna „Jam jest Legion” spokojnie mogłaby posłużyć za storyboard dla widowiskowej, trzymającej w napięciu realizacji.



Warto odnotować, że niniejsze wydanie tej nietuzinkowej trylogii (oparte na francuskiej reedycji towarzyszącej obchodom czterdziestolecia oficyny Les Humanoïdes Associés) zostało wzbogacone o zwięzłe posłowie autorstwa dziennikarza Philippe’a Petera oraz galerię okładek uwzględnionych w europejskiej i amerykańskiej edycji dzieła. Ot, sympatyczny dodatek do komiksowego rarytasu, który powinni wrzucić na kieł wszyscy amatorzy mocnych wrażeń. 


Fabien Nury, John Cassaday, Laura Martin: „Jam jest Legion” („Je suis Légion – intégrale”). Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo OMG! Wytwórnia Słowobrazu. Warszawa 2016.