Wydanie bieżące

15 lutego 4 (316) / 2017

Katarzyna Warmuz,

NIEPOKÓJ GRAWITACJI (SZTUKA WYJĘTA Z CODZIENNOŚCI)

A A A
Wystawa „Sztuka wyjęta z codzienności”, która ma miejsce w krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, to retrospektywne spojrzenie na prace rumuńskiego artysty Daniela Spoerriego związanego m.in. z Nowym Realizmem i Fluxusem. Chociaż w tych grupach twórca stołów-pułapek nie stoi na podium, to wpisuje się idealnie w ich ideowe zaplecze, a przede wszystkim uzupełnia brakujące fragmenty mainstreamowych chwytów malarzy, performerów, z którymi współpracował. Na koncie Spoerriego znajduje się kolaboracja z takimi sławami sztuki popularnej, jak Andy Warhol, Yves Klein, Jean Tinguely. Wszystkich tych artystów łączą powroty do estetyki i myśli awangardy lat. 20 XX wieku oraz chęć prezentowania uporządkowanego bezładu.

Minimalistycznie zdeformowana codzienność w jej najbardziej powszechnym wymiarze to główna oś prac Spoerriego. W kompozycjach nazywanych przez artystę stołami-pułapkami tkwi spora doza niepokoju. W czasie przeglądania katalogu wystawy zdjęcia nie wzbudzają żadnego zaskoczenia. Na zastawionych stołach jest trochę brudno, widać zeschniętą pleśń wewnątrz niektórych obiektów, ale w gruncie rzeczy wszystko wydaje się normalne, raczej nudne. Tyle że Spoerri nie chce pokazywać poprawnej powszechności, a takie jej odkształcenie, które zwraca uwagę swoją formą. Dlatego wystawa oglądana w przestrzeni galeryjnej wzbudza zaniepokojenie, po pierwsze, poprzez ustawienie stołów w pionie i, po drugie, poprzez ustanowienie mebla jako zasadzki na perspektywę. Kwestia manipulowania zastaną i skonwencjonalizowaną rzeczywistością objawia się nie tylko w stołach-pułapkach, ale i w realizacjach podobnych, również wykorzystujących przedmioty znalezione na współczesnym dystopijnym śmietniku. Spoerri to artysta łaknący, zagarniający rzeczywistość w takiej postaci, w jakiej ją zastał (np. dzieło „To zostaje” prezentujące stół z pchlego targu) albo modyfikujący ją w celu wzburzenia w odbiorcach lekkiego dysonansu poprzez dodanie kilku elementów dziwnych, nieprzystających do większości. Takie zastosowanie obiektów jest silnie związane z Nowym Realizmem, bo wykorzystuje chwyty ruchu Dada, powoduje, że odbiorca może szukać tego fragmentu, który nie przystaje do reszty. Stoły uładzone, ciekawie zastawione Spoerii nazywa „fałszywymi stołami-pułapkami”. Rodzi się pytanie: co w tym jest z fałszerstwa? Czy jest to afrykańska maska postawiona obok porcelanowego talerza? Czy przaśna, ultrakolorowa i plastikowa figurka postawiona na eleganckim stole?

W zaprezentowanej kolekcji najbardziej przerażające są te elementy ekspozycji, które przedstawiają pieczołowicie ułożone w okręgach obiekty; tak jakby Spoerri prezentował żołądki osób chorób na picę, czyli na schorzenie polegające na zjadaniu przedmiotów niebędących żywnością albo surowców potrzebujących przetworzenia (takich jak mąka, surowe ziemniaki). Cała wystawa – podobnie jak inne dokonania rumuńskiego artysty – wygląda tak, jakby twórca miał apetyt na codzienność, na jej elementy bardzo ulotne i pragnące minimalnych zmian. Zagarnianie powszechności, nieuwzględniające wycyzelowanych formuł oraz jej cząstki, znajduje swoje miejsce w sztuce Spoerriego. W zbiorowisku jadów (heb. ręka), czyli wskaźników do czytania Tory, swoje miejsce znajdą niebieski marker z wysuniętym palcem oraz drewniana głowa kaczki, której dziób też wygląda jak palec. Spoerri idealnie wpisuje się w (nowo)dadaistyczne nurty, których celem było/jest nafaszerowanie przestrzeni galeryjnej tym, co znajduje się poza „elitarną” sferą muzeum. Mimo wszystko nie jest to działanie ekspansywne, szybkie i bezrefleksyjne, bo na etapie tworzenia asamblaży dochodzi do pewnego uszeregowania przedmiotów. Sam pomysł przytwierdzenia obiektów do deski, stołu, imitacji drogi wskazuje na to, że kompozycja ma być postrzegana jako sztuczna. Może właśnie na tym polegają pułapki Spoerriego? Zasadzki artysty przypuszczalnie są „dedykowane” naszym nawykom patrzenia na przedmioty codzienności i ich możliwościom konotowania form między sobą. W tej grze z odbiorcą wiele elementów można odnaleźć w sztuce znanej grupy Fluxus. Jedzenie kanapek, codziennie tych samych i w tej samej restauracji łączy się z twórczością Spoerriego nie tylko na zasadzie konsumpcji, ale i unaocznieniu monotonii z wplecionym zawadiackim dowcipem. Zresztą, rumuński artysta i Fluxus spotykają się w sztuce performansu, dzięki której twórca stołów-pułapek był najbardziej znany, za sprawą Eat Artu. W eseju, który towarzyszy wystawie w MOCAK-u, „Daniel Spoerri i jego performansy” Sabine Kaufmann zauważa, że performanse-bankiety związane z jedzeniem silnie łączą się z chęcią interakcji z widzem, ściślej: z uwzględnieniem jego działań w styczności z (nie)gotowym obiektem galeryjnym.

„Sztuka wyjęta z codzienności” to wystawa prezentująca dzieła pochodzące z różnych okresów twórczości Spoerriego, ale jednocześnie w całości kolekcji dostrzega się niebywałą konsekwencję właśnie w wyciąganiu obiektów z dnia powszechnego. Niektóre z nich, (fałszywe) stoły-pułapki, przynajmniej te pochodzące z lat 50. i 60., nie zawierają dopisanej daty, miejsca i godziny; takie informacje pojawiły się w późniejszym etapie artystycznej drogi Spoerriego. Z tego akcentu, a może raczej chwytu, wynika, że artysta pragnie w doskonały sposób nabrać odbiorcę. Podsuwając mu komunikaty o miejscu zdarzenia, akcie wyciągnięcia fragmentów rzeczywistości, Spoerri gra z procesami poznawczymi widzów, nie tylko poprzez ustawienie pionowe, przeczące grawitacji, ale przede wszystkim dzięki połączeniu zaniku ciążenia z komunikatem „tak było” albo „tak może być, jeśli tylko przekroczysz jednolitość”. Lampy-ryby, złote misie, bohomazy jako tła dla asamblaży, kryształy i sztućce z kości – to wszystko można znaleźć w twórczości Spoerriego i zagłębić się w realnie istniejącym kiczu.
Daniel Spoerri: „Sztuka wyjęta z codzienności”. MOCAK, Kraków, 21.10.2016-02.04.2017.