Wydanie bieżące

15 lutego 4 (316) / 2017

Kamila Czaja,

LINGWISTYCZNA DYDAKTYKA (STANISŁAW BARAŃCZAK: 'JĘZYK POETYCKI MIRONA BIAŁOSZEWSKIEGO')

A A A
Wznowienie książki „Język poetycki Mirona Białoszewskiego” w siedemdziesiątą rocznicę urodzin Stanisława Barańczaka to świetny pomysł. Pierwsze wydanie z 1974 roku funkcjonuje w świadomości młodych pokoleń chyba trochę jako zakurzona klasyka, przypis pojawiający się w nowszych pracach. Warto więc rzecz odświeżyć i pokazać jej wartość tu i teraz. A że publikację uzupełniono o „Aneks”, czyli jedenaście innych tekstów Barańczaka o Białoszewskim, to dodatkową zaletą okazuje się fakt, że już nie trzeba ich szukać rozproszonych po czasopismach i tomach. Równocześnie jednak inicjatywa jest ryzykowna, bo jeśli w obliczu nowej edycji zbyt łatwo zapomni się, że chodzi o książkę napisaną ponad cztery dekady temu, to można źle zinterpretować wrażenie, że to wszystko gdzieś się już czytało. Owszem, czytało się, bo na pracę z 1974 badacze powołują się tak często, że poznawana dziś sprawia wrażenie nieco wtórnej – paradoksalnie właśnie przez swoją oryginalność i trafność, od dziesięcioleci skłaniające innych do cytowania (wydaje mi się, że podobny los już spotkał na przykład, znacznie przecież nowszą, „Melancholię” Marka Bieńczyka). Poza tym kusi, by oczekiwać od książki Barańczaka literaturoznawczej „nowoczesności”, by porównywać ten tom z dzisiejszymi trendami badawczymi – a przy takim podejściu trudno oddać sprawiedliwość tej ważnej publikacji. Zamiast więc szczegółowo streszczać znane, zakorzenione w badaniach nad Białoszewskim koncepcje Barańczaka, spróbuję po prostu zdać relację z tego, jak czyta się „Język poetycki…” dziś, jakie refleksje budzi ta lektura.

„A źródło wciąż bije…”

Rdzeń koncepcji – związki języka poetyckiego Barańczaka z językiem dziecięcym, mówionym i potocznym – nadal przekonuje, ale raczej jako punkt wyjścia, który wielu po autorze pracy podjęło i, skoro te relacje zostały już tak wyraziście opisane, poszło dalej. Po latach nadal jednak imponują szczegółowe analizy uzasadniające przyjęte założenia, ale chyba jeszcze większe wrażenie robi umiejętność ukazania sprzeczności w poezji Białoszewskiego jako celowych, znaczących, wręcz fundamentalnych dla zrozumienia tej twórczości. Już we wstępie Barańczak tłumaczy: „Podstawowym paradoksem poezji Białoszewskiego jest właśnie współistnienie pozornej językowej niespójności i bogatej nadorganizacji wewnętrznej” (s. 19), by potem konsekwentnie uzasadniać „pozorność” różnych niespójności. W rozdziale „W stronę języka dziecięcego” objaśnia więc na przykład: „Opisane wyżej tendencje są oznakami szczególnie »naiwnej«, dziecięcej postawy wobec języka i rozumienia jego korelacji z rzeczywistością; jednocześnie jednak same tę naiwność najwyraziściej demaskują” (s. 97), w partii „W stronę języka mówionego” zauważa: „Wprowadzane przez Białoszewskiego w obręb tekstu korekcje pełnią więc podwójną rolę: poprawienia i zarazem uwydatnienia popełnionego błędu” (s. 175), a w części „W stronę języka potocznego” napomina: „Bardzo niewielu krytyków i badaczy (…) rozumiało, że istota poezji Białoszewskiego tkwi właśnie w zawieszeniu pomiędzy alternatywnymi wartościami: większość komentatorów wolała dostrzec jednoznaczny prymat którejś z nich” (s. 205). Trafnie tę cechę książki podsumowuje w „Posłowiu” Adam Poprawa: „(…) tak przez Barańczaka preferowane (strukturalistyczne) układy binarne nie pojawiają się po to, by problem został rozwiązany w harmonii, lecz w celu podkreślenia nieusuwalnych napięć” (Poprawa 2016: 413).

Inna imponująca – także dzisiaj – cecha „Języka poetyckiego…” to dydaktyczny potencjał. Nie tylko pomysłowe analizy i trafne wnioski syntetyzujące skłaniają do uczenia się o Białoszewskim właśnie od Barańczaka. Wyraźnie wyznaczone części, spójność wywodu wzmocniona jeszcze tabelkami, zestawienia pojęć w kolumnach, dokładne wyjaśnienie danego zagadnienia przed przejściem do następnego, wypunktowanie kwestii, które są potem kolejno omawiane… Przy całej wirtuozerii interpretacyjnej książka Barańczaka to równocześnie gotowy skrypt, z którego można bez trudu zrobić notatki (podobnie będzie w przypadku późniejszego o dekadę „Uciekiniera z Utopii” poświęconego twórczości Zbigniewa Herberta). Na tym dydaktycznie przemyślanym tle raził mnie nieco brak wyraźnego zakończenia całości (chociaż pojawiają się przydatne podsumowania cząstkowe), ale Poprawa uważa takie „niedomykanie monografii” (Poprawa 2016: 417) za zaletę i przekonująco dowodzi, że to wyraz twórczego podejścia Barańczaka do omawianej poezji.

Nie bez znaczenia nie tylko dla decyzji o wznowieniu książki, ale i dla odbioru tomu jest fakt, że napisał ją właśnie Barańczak. Autor wyraźnie uobecnia się w tej pracy – od odważnie krytycznego przeglądu stanu badań, przez wspomniane już talenty analityczno-interpretacyjne i dydaktyczne, poprzez te miejsca w tekście, które łatwo można by odnieść do poezji samego Barańczaka. Zaproponowane na przykładach zaczerpniętych z twórczości Białoszewskiego (a wcześniej w „Nieufnych i zadufanych” w kontekście poezji Tymoteusza Karpowicza) „deleksykalizacje związków frazeologicznych” z powodzeniem posłużą potem choćby Dariuszowi Pawelcowi do uchwycenia ważnych cech poetyki poznańskiego „nowofalowca”. A Piotr Sobolczyk na „Język poetycki Mirona Białoszewskiego” spojrzy wręcz „jako na naukową (obiektywną) weryfikację poetyckich wartości wyznawanych przez poetę Barańczaka” (Sobolczyk 2006: 415).

Zalety liczącej sobie ponad czterdzieści lat pracy sprawiają, że nawet jeśli ktoś zna jej zasadnicze tezy z innych opracowań albo bardzo daleko odszedł od strukturalizmu, to skorzysta na powtórce, którą w ramach serii „Sztuka Czytania” umożliwiło czytelnikom Wydawnictwo Ossolineum.

Ciągi dalsze

Więcej moich wątpliwości wzbudza „Aneks”. Według „Noty wydawniczej” starano się unikać powtórzeń – ale chyba nie do końca się to udało. Problem ten dotyczy przede wszystkim artykułów sprzed rozprawy doktorskiej lub z roku jej wydania („Miron Białoszewski albo Indywidualizm”, „Dwa razy o Białoszewskim”, „Donosy rzeczywistości i protokoły z epoki”), bo wnoszą one niewiele ponad to, co pojawia się już w „Języku poetyckim…”. A czytając w co drugim tekście o koncepcji „powrotu do łona”, czytelnik przechodzi od afirmacji wobec konceptu, przez wzruszenie ramion, że to już było, po irytację, że zrozumiał i bez czwartego przypomnienia. Sporo powtórek wobec wcześniejszych prac zawiera artykuł „Człowiek bezbronny. O »Pamiętniku z powstania warszawskiego« Mirona Białoszewskiego”, ale jako szkic poświęcony jednemu dziełu czyta się dobrze. Nieźle broni się też zwięzły szkic „Białoszewski po angielsku” – komentarz do tłumaczeń dokonanych przez Andrzeja Buszę i Bogdana Czaykowskiego.

Jednak właściwie dopiero od tekstu „Widok z dziewiątego piętra”, poświęconego tomikowi „Odczepić się”, zaczyna się nieredundantny „Aneks”, któremu trudno coś zarzucić. Kolejne prace dotyczą już bowiem twórczości Białoszewskiego późniejszej niż ta omówiona w rozprawie doktorskiej, są więc ważnym dopełnieniem tamtej książki. „Widok…”, „Pożegnanie z Białoszewskim”, „Nieznany autokomentarz Białoszewskiego” i „Rzeczywistość Białoszewskiego” czyta się (nawet jeśli zna się te teksty z wcześniejszych wydań) z przyjemnością i poczuciem nowych odkryć. Barańczak sygnalizuje w tych artykułach inspirujące paralele między Białoszewskim i Gombrowiczem, fenomenalnie analizuje od wielu stron frazę „donosy rzeczywistości”, podsuwa tropy psychoanalityczne i konsekwentnie walczy o złożoną, niespłyconą pamięć o Białoszewskim: „Kiedy wreszcie popularne analizy, podręczniki szkolne, literackie leksykony zechcą obie te strony ujrzeć naraz i pod hasłem »Białoszewski« obok »wielki eksperymentator« zapisać »wielki realista«, określenia »poeta rupieci« czy »poeta języka« zastąpić przez »poeta całości doświadczenia ludzkiego«?” (s. 349).

Dwa najnowsze teksty, „Kim naprawdę byli »dwaj panowie stateczności«?, albo: Z frontu walki o gdybizm, albo: Sławiński nareszcie uzupełniony” oraz „Ach, gdyby nawet kieł wyrwali… Moja nie wytrąbiona do dna oda do radości”, zasługują na osobną wzmiankę. Na tle naukowej/krytycznoliterackiej powagi reszty tomu propozycje te sytuują się bowiem po stronie komizmu. Drugi z nich to część znanego parodystycznego zbiorku „Bóg, trąba i Ojczyzna”, ale wyjęty z kontekstu świetnie zamyka książkę niepoważnym poetyckim akcentem. Pierwszy natomiast po prostu trzeba przeczytać. Misterne dowodzenie (imponujące sprawnością warsztatową i inwencją, ale niemające poparcia w chronologii), że Białoszewski „Balladę od rymu” napisał o… Kabarecie Starszych Panów, służy tu pokonaniu postmodernizmu jego własną bronią. A efekt wywołać może płacz ze śmiechu – dla współczesnych badaczy literatury będący pewnie równocześnie trochę płaczem nad sobą…

Ubi sunt        

Przy całym zachwycie wywołanym merytoryczną, dydaktyczną i stylistyczną wartością rozszerzonej edycji „Języka poetyckiego…” często na plan pierwszy wysuwa się inne odczucie: obcowania ze światem, którego już nie ma. Mimo świadomości, że lata 70. nie były sielankowe, trudno nie poczuć ukłucia zazdrości, gdy Poprawa wspomina, że pierwsze wydanie książki Barańczaka widział w witrynie księgarskiej, i wzdycha: „Książki miały wtedy dużo miejsca” (Poprawa 2016: 399).

Lektura wznowionej publikacji budzi też tęsknotę za literaturoznawczą rozwagą, której przejaw stanowi choćby podejście Barańczaka do tego, czy interpretacji utworu jest nieskończenie wiele, czy też mamy do czynienia z jedną właściwą odpowiedzią: „Prawda leży chyba pośrodku: wieloznaczność jest w jakiś sposób ograniczana i regulowana przez stałą obecność semantycznego inwariantu” (s. 180). Dziś „wolno” z literaturą robić więcej – ale często prowadzi to do jej „używania”. Podobne refleksje snuje Poprawa: „Pisanie o Białoszewskim posiada więc u Barańczaka wymiar społeczny i filozoficzny; znamienne przy tym, że badacz, zgodnie z przyjętymi założeniami i metodologią, pozostaje cały czas bardzo blisko tekstu literackiego, jego strukturalizm jest par excellence filologiczny. Ta cecha staje się wyraźnie (i nostalgicznie – podkr. K.C.) widoczna dzisiaj, kiedy powstaje mnóstwo literaturoznawczych prac, w których literatura nader szybko okazuje się pretekstem do snucia (skądinąd ciekawych) refleksji kulturoznawczych, antropologicznych, politologicznych, zwłaszcza zaś metateoretycznych” (Poprawa 2016: 412).

Dzisiejszy czytelnik „Języka poetyckiego Mirona Białoszewskiego” musi się więc liczyć z tym, że po lekturze będzie nie tylko pod wrażaniem, ale i pod presją, by zastanowić się nad własnym oglądem tekstu literackiego. Dydaktyczny talent Barańczaka objawia się więc także w tym aspekcie – z upływem lat jeszcze zyskując na sile.

LITERATURA:      

Poprawa A.: „Posłowie”. W: S. Barańczak: „Język poetycki Mirona Białoszewskiego”. Wrocław 2016.

Sobolczyk P.: „Od dyskursu krytycznoliterackiego do literaturoznawczego (naukowego). Stanisław Barańczak o Białoszewskim”. W: „Literatura i wiedza”. Red. W. Bolecki, E. Dąbrowska. Warszawa 2006.
Stanisław Barańczak: „Język poetyki Mirona Białoszewskiego”. Red. Adam Poprawa. Wydanie drugie, rozszerzone. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2016 [seria: Sztuka Czytania].