15 lutego 4 (316) / 2017

Rafał Strózik,

SPOTKANIE PSYCHOANALITYKA Z (POST)WIDZEM (SPLIT)

A A A
We are many, you are but one.

(Ermac w „Mortal Kombat”, 2011)

Krytycy filmowi i miłośnicy kina niejednokrotnie żywiołowo okrzykują „Split” (2016) wielkim powrotem M. Nighta Shyamalana po latach spektakularnych artystycznych porażek. Entuzjastyczne przyjęcie najnowszego dzieła twórcy „Znaków” (2002) zarówno wśród krytyków, jak i widzów – wszak kasowego sukcesu realizacji nie były w stanie przyćmić nawet rozgrywki Super Bowl w Stanach Zjednoczonych – jest zjawiskiem w pełni zrozumiałym. Shyamalanowi udało się zrealizować dzieło, które kiełkowało już w trakcie produkcji „Niezniszczalnego” (2000). „Split” jest zatem filmem kierowanym przede wszystkim do licznych miłośników wczesnego okresu twórczości reżysera, w tym również do autora niniejszego tekstu. Niemniej, często wyznaczana sztywna granica pomiędzy „słabymi” i „udanymi” produkcjami Shyamalana zmusza do namysłu nad wolnością artystyczną mierzącego się z oczekiwaniami widzów reżysera.

Kevin Wendell Crumb (James McAvoy), uznany pracownik miejskiego zoo i zarazem jeden z głównych bohaterów „Split”, zmaga się z rozszczepieniem osobowości. Z upływem lat i w wyniku kolejnych traumatycznych przeżyć, Kevin staje się „nosicielem” coraz to liczniejszych, niekiedy skrajnie wręcz kontrastujących istnień. Kiedy kontrolę nad bohaterem przejmuje grupa sprzymierzonych ze sobą osobowości, Kevin uprowadza trójkę wracających z imprezy urodzinowej nastolatek – antyspołeczną i apatyczną Casey (Anya Taylor-Joy) oraz prowadzące „typowe” beztroskie życie Claire (Haley Lu Richardson) i Marcię (Jessica Sula). Starająca się zrozumieć motywy oprawcy Casey odkrywa, że „mieszkańcy” w ciele swego surogatu planują złożyć nastolatki w rytualnej ofierze w trakcie narodzin ostatecznej i najpotężniejszej alter osobowości Kevina – Bestii.

Najnowsze dzieło Shyamalana przepełnione jest miłością do magii kina i w tym właśnie kontekście nie sposób nie porównywać „Split” do wcześniejszej „Wizyty”. O ile jednak film z 2015 roku jest dziełem jawnie autotematycznym, które nie boi się zaprosić widza do wspólnego namysłu nad teorią filmu, o tyle „Split” prezentuje drugą stronę monety, żywiąc niepodważalną wiarę w niezwykłość kinowego obrazu i starając się przekazać w ten sposób widzowi to, co pozornie jest nieuchwytne. Zawarte w „Wizycie” zagadnienia, m.in. kreowania rzeczywistości przy użyciu obrazu i dźwięku (doświadczanie świata za pomocą obiektywu kamery) oraz jednoczesne podanie w wątpliwość autorytatywności obrazu (tendencyjność trzymającego kamerę i idące z tym w parze pytanie o moralność autora obrazu) stoją w opozycji do najnowszego dzieła Shyamalna. „Split” pozbawione jest chłodnej, analitycznej ascezy. James McAvoy wznosi się na wyżyny kunsztu aktorskiego, wcielając się w kilka kontrastujących ze sobą postaci. W kolejnych scenach przeskakuje z jednej sylwetki psychologicznej do drugiej, niczym uczestnik castingu zmuszony w jak najkrótszym czasie uwieść swoich widzów warsztatem i sztuczkami mimicznymi.

W przeciwieństwie do „milczącej” „Wizyty”, w najnowszym dziele Shyamalana niemal od pierwszych chwil seansu przedstawionym wydarzeniom towarzyszy ścieżka dźwiękowa. Starająca się zminimalizować ilość miejsc, czasów i wydarzeń realizacja z 2015 roku kontrastuje – ponownie – z rozszczepioną fabułą najnowszego filmu. „Split” sprawnie przenosi widza między poszczególnymi miejscami i okresami w życiu bohaterów. O ile w przypadku „Wizyty” można odnieść wrażenie, że widz zostaje zaproszony do zdystansowania się wobec wyświetlanych obrazów z pełną świadomością tego, z czym ma do czynienia, o tyle „Split” zdaje się pochłaniającym bez reszty parkiem rozrywki, którego najważniejszym celem jest przechwycenie czujności widza i zakleszczenie go w filmowym świecie przedstawionym. Zakleszczenie to uznać jednak można za artystyczną sztuczkę zmuszającą widza do zderzenia się z rzeczywistością.

Kevin – nieobecny bohater filmu – zdaje się stanowić lustrzane odbicie współczesnego odbiorcy szeroko pojmowanej sztuki. „Żyjemy w czasach zalewu informacji” – mimochodem rzuca Barry, jedno z licznych alter ego Kevina, w trakcie wizyty w gabinecie zaprzyjaźnionej psycholog (Betty Buckley), gdy chce uniknąć odpowiedzi na niewygodne pytanie. Współczesny odbiorca, za sprawą postępującej cyfryzacji mediów i rosnącej ilości kanałów dostępu do tekstów kultury, ma zdecydowanie więcej okazji do obcowania ze sztuką i zatracania się w niej. Poszukująca nowych wrażeń i doświadczeń osoba coraz częściej przeobraża się w prosumenta sztuki. Stanowi fundament fandomu. Przywdziewa maski swoich ulubionych bohaterów na festiwalach, targach i zlotach (cosplay). Nie mogąc pogodzić się z zakończeniem przygód bohaterów ulubionych serii książek, filmów, gier i komiksów, miłośnik światów fikcyjnych staje się autorem fanowskich fikcji. W oceanie informacji, obrazów oraz dźwięków człowiek zawodowo niezwiązany z tworzeniem sztuki jest zatem już nie tylko biernym jej odbiorcą, ale i aktywnym uczestnikiem, współtwórcą i kuratorem. Przyjmuje tym samym rolę surogatu licznych fikcyjnych światów i tożsamości, z którymi się zżywa. Zarówno Kevin, jak i współczesny uczestnik kultury upodabniają się do postaci Ermaca z serii gier wideo „Mortal Kombat”, golema wykreowanego z uwięzionych dusz poległych wojowników. Doświadczenie życia w coraz większym stopniu zastępowane jest przez doświadczenie szeroko pojmowanej sztuki, która z kolei wprowadza nową jakość w kreowaniu ludzkich tożsamości.

Sztuka i media, kształtując postrzeganie rzeczywistości, pozwalają odbiorcom i użytkownikom na przekroczenie ograniczeń czasoprzestrzennych, a także – w kontekście wypływającego ze „Split” przesłania – tych fizycznych. Ciało ludzkie w filmie Shyamalana potraktowane jest niemal w cronenbergowskim stylu. Organizm – kości, ścięgna, mięśnie, tkanka – to tylko konstrukt, który poddawać można dowolnym przemianom. Co jednak ciekawe, ulegające przekształceniom ciało staje się w „Split” nośnikiem życiorysu. Ludzkie mięso jest niczym papirus z zapisem historycznym, dzięki któremu odczytywać można interakcje międzyludzkie oraz nabyte doświadczenia. „Pokaż mi swe ciało, a powiem ci, kim jesteś” – wykrzykuje film w stronę widzów. Zachodzące w Kevinie przemiany psychosomatyczne – a zatem również przemiany zachodzące w widzu – pozwalają nie tylko na dokonanie rzeczy „niemożliwych”, ale także na wytworzenie nowych środków komunikacji. Wżarte w ciało „tatuaże” wydarzeń, z którymi mierzy się Casey, pozwalają na nawiązanie nici porozumienia z surogatem-Kevinem.

M. Night Shyamalan oficjalnie już rozważa stworzenie sequela rozwijającego zawarte w „Split” wątki. Z pewnością pozwoli to powiększyć sieć wzajemnych korelacji i odniesień do powstałych w przeszłości dzieł filmowych, co wzbudza entuzjazm fanów wcześniejszej twórczości reżysera. Warto powrócić jednak do pytania o przyszłość artystyczną Shyamalana. Czy twórca „Szóstego zmysłu” (1999) spełni oczekiwania fanów? „Split” jako puzzle movie z otwartym zakończeniem pozwala rozpościerać liczne linie interpretacyjne i domysły napędzające kult filmów. Stworzenie dzieła stawiającego kropkę nad „i” może obedrzeć objęte kultem produkcje z ich magii. Czy tego właśnie chcą użytkownicy sztuki oraz Shyamalan?
„Split”. Reżyseria i scenariusz: M. Night Shyamalan. Obsada: James McAvoy, Anya Taylor-Joy, Betty Buckley, Haley Lu Richardson, Jessica Sula i in. Zdjęcia: Mike Gioulakis. Produkcja: USA 2016, 116 min.