Wydanie bieżące

15 lutego 4 (316) / 2017

Natalia Kaniak,

PRZEMOC BANALNA (TOTALNIE NIE NOSTALGIA. MEMUAR)

A A A
Z gniewu i bezsilności bardzo rzadko powstają wartościowe dzieła autobiograficzne. Może dlatego Wanda Hagedorn potrzebowała kilku dekad i kilkunastu tysięcy kilometrów, by z dystansem spojrzeć na (nie tylko) swoją historię.

„Totalnie nie nostalgia” to opowieść o dorastaniu autorki, skoncentrowana na analizie rodzinnych relacji, uważnie punktująca wychowawcze błędy, konsekwencje źle pojmowanej tradycji, opacznie rozumianego konserwatyzmu i dziwnego odłamu katolicyzmu, w którym brak krztyny chrześcijańskich wartości. W opowieści dane jest nam podróżować razem z bohaterką: od Szczecina, przez Kołobrzeg i Pruszków, aż po Melbourne, w którym protagonistka wpada na pomysł ujęcia swoich wspomnień w formę memuaru.

Próżno szukać w tej historii pozytywnej męskiej postaci. Nie z powodu ich braku w życiu Wandy Hagedorn, ale prawdopodobnie dlatego, że nawet na poziomie fabularnym autorka nie chciała wprowadzać ich w polskie rodzinne piekiełko. Znajdziemy tu cały wachlarz odrażających typów: upupiające ciało pedagogiczne (głównie żeńskie), psychopatycznego ojca, molestujących księży, dziadków i wujków, „głowy rodzin” w przepoconych podkoszulkach „żonobijkach”, niewydarzonych kuzynów bez grama charakteru. Do tego w kontrapunkcie: zastęp wystraszonych matek, córek i sióstr, przyzwyczajonych i zrezygnowanych ciotek oraz niezapomniana babcia-dewotka. Jest też kilka godnych podziwu postaci: nielubiana i niewidoczna, choć jakże wyrazista, „Stara Niemra” oraz przecudowna (druga) babcia z masą sekretów przyprawiających o rumieńce.

„Totalnie nie nostalgia” jest dziełem o emocjonalno-gatunkowym ciężarze oraz podobnej formule, co „Fun Home. Tragikomiks rodzinny” Alison Bechdel. Różnicę stanowi odmienny problem ojca bohaterki; problem, z którym mogła się spotkać przerażająco spora liczba kobiet należących do pewnego pokolenia. Część mnie każe mi wierzyć, że takich historii było i nadal bywa nieproporcjonalnie dużo. Wanda Hagedorn daje nam jednak pewną nadzieję i odpowiedź: jest nią wiedza i chęć zrozumienia konkretnych zachowań. To pierwsze autorka odnalazła w tekstach szanowanych akademików: u niezastąpionego Zygmunta Freuda i Brunona Bettelheima, w tekstach (rzadko szanowanych w Polsce) autorek feministycznych – wspomnianej Alison Bechdel, Carol Hanisch czy bell hooks – oraz w klasyce, do której Wanda Hagedorn uciekała jeszcze w dzieciństwie: u Pameli Lyndon Travers i Colette.

Znacznie trudniej jednak zdobyć się na powrót do własnej młodości i bolesnych wspomnień. Tu Wandzie Hagedorn przyszedł z pomocą Jacek Frąś, który z filmowym zacięciem rozrysował całą historię. Jego kreska jest nienachalna, prosta i oddająca tylko niezbędne detale, kolorystyka zaś (brunatno-szara, niczym zaparzone w plecaku klisze z Zorki) uderza w powszechne wizualne wspomnienia Peerelu.

Trudno analizować album tak samoświadomy i napisany z perspektywy intelektualistki, która nie tylko ukazuje swoją młodość, ale i ujawnia ogólnie przyjęty pokoleniowy schemat zachowań. Jednocześnie Wanda Hagedorn uświadamia nam, że to, co działo się w jej rodzinie, wcale nie musiało się wydarzyć, a nakreślając własną młodość, pragnie przestrzec młodsze pokolenia i wyczulić je na (ignorowaną od lat) kulturę gwałtu, z wszystkimi jej najdrobniejszymi przejawami. „Totalnie nie nostalgia” to komiks rozliczeniowy i potrzebny na polskim rynku – jest także kawałkiem literatury, który ma szansę zachwycić czytelniczki i czytelników kilku pokoleń.
Wanda Hagedorn, Jacek Frąś: „Totalnie nie nostalgia. Memuar”. Wydawnictwo Kultura Gniewu / Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2017.