Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (79) / 2007

Grzegorz Mucha,

OLO WALICKI

A A A
„Kaszëbë”. OWA 2007.
Olo Walicki jest kontrabasistą, kompozytorem, aranżerem i producentem. W takiej, zapewne nieprzypadkowej, kolejności wymienił swoje talenty na własnej stronie internetowej. Walicki jest postacią nietypową na scenie polskiej muzyki improwizowanej. Niewielu bowiem muzyków współtworzących grupy jassowe współpracuje zarazem ze starą jazzową gwardią. Tymczasem Walicki, będąc od lat podporą ważnego zespołu sceny jassowej, Łoskotu, oraz grupy Szwagierkolaska, równocześnie (w latach 1996-2004) grał w kwartecie prowadzonym przez Zbigniewa Namysłowskiego. Jego kariera jest zawiła i nieco przypomina losy Leszka Możdżera. Z tym ostatnim zresztą zetknął się m.in. podczas nagrywania muzyki teatralnej. Dotychczas Walicki wziął udział w nagraniu około 40 płyt. Od 2000 roku prowadzi własne wydawnictwo płytowe. Ważniejsze tytuły, jakie wydał, to „Do dziesięciu” grupy (0-58) oraz własny projekt „Metalla Pretiosa”. Nie wiem, czy jego muzyczna postawa jest wynikiem talentu wykraczającego poza gazetowe szufladki, czy wynika z chęci przypodobania się szerszej grupie słuchaczy. Jego najnowszy projekt nie daje odpowiedzi na to pytanie.

Album „Kaszëbë”, projekt wykorzystujący folklor kaszubski, został przygotowany specjalnie na koncert otwierający Europejski Festiwal Folkowy, organizowany przez Europejską Unię Radiową. W nagraniu muzyki wzięli udział ważni instrumentaliści: perkusista Kuba Staruszkiewicz, gitarzysta Piotr Pawlak oraz akordeonista Cezary Paciorek. Walicki zaangażował także śpiewające panie: Marię Namysłowską, Karolinę Amirian, oraz recytującą kaszubskie teksty Damrokę Kwidzińską. Jednak wbrew oczekiwaniom, muzyka nie jest zbyt mocno osadzona w folklorze. Więcej w niej, znanego w naszym kraju, jazzowego schematu. Przeważa rodzaj soczystej ballady z wyraźnymi wpływami twórczości Joe Zawinula. Wspomniane wpływy potęguje zwłaszcza sposób traktowania instrumentu (dźwięku) przez Cezarego Paciorka. Liryczne ballady zdecydowanie mogą liczyć na akceptację miłośników jazzu spod znaku Anny Marii Jopek. Nie ma tu mowy o rewolucji. Jakże inna jest ta płyta od muzyki Łoskotu, choć przyznaję, że nigdy nie przepadałem za ich dziwną drapieżnością. Walicki solo robi coś innego. Pewno taka stylistyka jest mu bliższa. Prawdopodobnie byłoby to jedno z wielu polskich „podejść” do lekkiego jazzu, gdyby nie wspomniana „kaszubskość”. Zdecydowanie zapada w pamięć głos i słowa wypowiadane przez Damrokę Kwidzińską. Teksty, których nie rozumiemy, zaciekawiają. Stwarzają nastrój wchodzenia w nieco odrealniony świat. Świat bliski, ale niezrozumiały – równoległy.

Mamy obecnie w Polsce prawdziwy wysyp wykonawców czerpiących z folkloru. Zjawisko ciekawe, zdumiewające, ale najczęściej nużące. Zastanawiam się, w jakiej mierze jest to wyraz prawdziwej fascynacji muzyką ludową, a na ile przejaw kolejnej muzycznej mody? Należy jednak dodać, że „Kaszëbë” nie wypada źle na tle konkurencji. Przede wszystkim słychać erudycję muzyczną Walickiego – kompozytora. Poza tym nagranie nie jest nachalną próbą łączenia folkloru z jazzem, rockiem, zgrywą i Bóg wie czym jeszcze, jak to u nas najczęściej bywa. To projekt solidny i dojrzały, aczkolwiek są to cechy dające słuchaczowi przede wszystkim wytchnienie. Ktoś poszukujący muzyki „pod włos” niczego dla siebie tu nie znajdzie.