Wydanie bieżące

1 marca 5 (317) / 2017

Marek Bochniarz,

ŚMIERĆ ZA PIĘKNE SARNY (WOKÓŁ POKOTU)

A A A
Podobno dzieci i ryby

pozbawiono głosu

ale to chyba na niby,

jeśli mam uwzględnić ryby.

 

Więc omijaj ich siedziby,

nie wzywaj losu,

skoro dzieci tak jak ryby

nie miewają głosu

Robert Stiller, „Z rybami to nieprawda” (Stiller 1977: 5)

 

Główna bohaterka „Pokotu” to starsza pani, która mieszka w górskiej chacie w Sudetach razem z dwiema sukami. Poza tym, że jest zagorzałą obrończynią zwierząt, Janina Duszejko fascynuje się też astrologią. I komu nie ułoży horoskopu, ten umiera. A wszyscy, którzy giną w „Pokocie”, są uwikłani w „holocaust zwierząt”.

Najnowszy film Agnieszki Holland dotyczy cierpienia zwierząt w kontekście hodowli przemysłowej i polowań; ba! – zahacza nawet o kwestię ich podmiotowości. Jego akcja rozgrywa się niemniej w kraju, w którym dyskusja na te tematy nie należała dotąd do nadmiernie rozwiniętych – przynajmniej w sferze publicznej. Zresztą, samo hasło animal studies również nie zyskało zbytniej popularności. Sprawdziłem je w lokalnej bibliotece uniwersyteckiej w Poznaniu – i z pewnym zdziwieniem odkryłem, że nawet bibliotekarze nie raczyli go jeszcze uwzględnić. Preferują raczej katalogowanie zwierząt ze względu na kraje pochodzenia (na czym opiera się bardziej myśl przyrodnicza aniżeli kulturowa), wysuwając na jeden z głównych planów kwestię hodowli. Najbliższe animal studies hasło – tyle że obecne w katalogu biblioteki miejskiej, a więc popularnej, ludowej – brzmi: „ludzie a zwierzęta”. Kolejność jest tu zresztą bardzo istotna – bo w Polsce człowiek zawsze znajduje się na pierwszym miejscu, zwierzęta są mu w całości podporządkowane.

Animal studies przez krótką chwilę miały szansę zrobić w narracji katolickiej, prawicowo-konserwatywnej karierę, a przez to przedostać się do dyskusji publicznej. Okazja nadarzyła się, gdy zostały uznane za „niebezpieczną ideologię”, a zestawione z gender studies, tudzież „dżenderyzmem” mogło na nowo rozbudzić lęk. Do nieudanej próby doszło na początku 2014 roku, gdy dziennikarze „Naszego Dziennika”, „Gościa Niedzielnego” oraz portalu Fronda.pl skierowali uwagę swoich czytelników na konferencję „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?” organizowaną przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk (publikacja z tej sesji została zresztą wydana rok później). Na ten lęk i trwogę, że naukowcy odwracają naturalny porządek rzeczy, zwrócili nawet uwagę dziennikarze „Gazety Wyborczej” – Ewa Siedlecka w artykule „Nowy wróg po gender: animal studies” cytowała co bardziej charakterystyczne ustępy ze wspomnianych gazet.

W artykule „Gender to pryszcz! Animal studies…” opublikowanym na portalu Fronda.pl można było przeczytać następujący komentarz dotyczący konferencji PAN-u: „Nie wiemy, co Państwo na to, ale nas szczególnie zainteresowało zagadnienie »holocaustu zwierząt« (czy Żydzi, ofiary Holocaustu nie powinni czuć się urażeni?) oraz problem mięsności(?) i męskości. Nie wiemy też za bardzo, co mają oznaczać »prawa zwierząt«… Na ciekawą rzecz zwraca uwagę Redakcja Gosc.pl, komentując zapowiedź konferencji. Gosc.pl przypomina rysunek satyryczny Krauzego, z którym homoaktywiści poszli do sądu, bo poczuli się urażeni (i przegrali). Przedstawiał dwóch »pobierających się« mężczyzn oraz trzeciego, mówiącego do kozy: »Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub i zaraz potem my«. W kontekście zapowiadanej konferencji wspomniana satyra wydaje się trafną prognozą – komentuje Redakcja Gościa. Trudno się z nią nie zgodzić” (Fronda.pl: 5.02.2014).

Próba jednak się nie powiodła – jakby animal studies nie miały tak dużego pola rażenia jak gender, a zapewne też niezmiernie trudno było przekonać czytelników „Naszego Dziennika” czy „Gościa Niedzielnego”, że rozmowy akademików o zwierzętach cokolwiek zmienią – skoro z wyłączeniem tradycyjnego piątkowego postu, te właśnie zwierzęta mogą do woli konsumować, a jeśli trudnią się polowaniem – zabijać w ramach funkcjonujących przepisów prawa.

To, że wyróżnienie „Pokotu” Srebrnym Niedźwiedziem na tegorocznym Berlinale spotka się z pewnymi, acz ograniczonymi, kontrowersjami, było więc zgoła oczywiste. Oburzenie Cezarego Gmyza, dziennikarza i korespondenta TVP w Berlinie, który film Holland określił mianem „głęboko antychrześcijańskiego, właściwie pogańskiego” – dobrze wpisywało się w dotychczasową narrację.

Kino jako zemsta ofiar?

Jednak media lewicowe też nie są ukontentowane filmem Agnieszki Holland. W felietonie Kingi Dunin „Zemsta jest rozkoszą ofiar” reżyserka została skrytykowana za to, że jej dzieło reprezentuje „sztukę ostrożną”: „Wydaje mi się, że poważnie potraktowane przesłanie »Pokotu« mogłoby mieć dużo większy zasięg rażenia niż jedynie wkurzanie zawsze dotkniętej i oburzonej prawicy. Mogłoby, gdyby ten film konsekwentnie został w ten sposób poprowadzony. Gdyby nie udawał jakiegoś pseudokryminału. Gdyby Duszejko była bardziej mścicielką niż wariatką. Gdyby na końcu nie zostało to odniesione do jakieś idyllicznej utopii. Gdyby dawał widzowi szansę na zidentyfikowanie się z aktami zabójstwa, dał naprawdę posmakować zemsty” (Dunin 2017: krytykapolityczna.pl).

Dunin patrzy na „Pokot” przez pryzmat skandalu wokół spektaklu „Klątwa” w Teatrze Powszechnym w Warszawie, uznając ten pierwszy za mniej odważny. Niejako uznaje go więc automatycznie za gorszy pod względem szokowania czy może zawartości perswazji i zdolności przeprowadzenia symbolicznego ataku na przeciwników ideologicznych. Krytyczka stara się przekonać odbiorcę, że czasy politycznej poprawności się skończyły, a rolą sztuki jest „zagospodarowanie złych emocji, także pragnienia zemsty, w sposób cywilizowany, pozwalając nie tylko coś rozładować, przeżyć, ale i przemyśleć” (Dunin 2017: krytykapolityczna.pl).

Pytaniem otwartym pozostaje jednak to, czy Agnieszka Holland – poza tym, że jako osoba publiczna popiera środowisko lewicowe – musi uprawiać politykę za pomocą kina. Trzeba też dodać, że podczas pokazów „Pokotu” i w wywiadach artystka komentuje takie kwestie, jak „ustawa Szyszki” oraz poddaje krytyce nowe prawo łowieckie w Polsce, przyznające, jej zdaniem, zbyt wiele uprawnień myśliwym. Nad adaptacją prozy Olgi Tokarczuk pracowała cztery lata. Gdyby wszystkie uwagi Holland wygłaszane podczas paneli dyskusyjnych zostały bezceremonialnie upchane w „Pokocie”, raczej nie mielibyśmy do czynienia z filmem o uniwersalnym przesłaniu, który międzynarodowe jury Berlinale może nagrodzić statuetką, lecz z dziełem zrozumiałym przede wszystkim dla rodaków artystki, czymś w rodzaju współczesnego Kina Moralnego Niepokoju – które reprezentują zresztą „Powidoki” Andrzej Wajdy.

Dunin wydaje się głęboko przekonana, że autorka „Pokotu” powinna uprawiać publicystykę w kinie. Jednak – jak przyznaje sama Holland – kwestia praw zwierząt w Polsce jest dość słabo rozpoznana przez naszych zachodnich sąsiadów. Czy film ma zastąpić słowo pisane? „Pokot” może co najwyżej nakierować widza na polskie „problemy ze zwierzętami”, które zgłębi we własnym zakresie, o ile poczuje taką potrzebę.

Holocaust zwierząt

Jednym z odcieniów życia naszego wiejskiego jest myśliwstwo. Zamiłowanie do niego jest tak starém jak dzieje ludzie i stawało się niekiedy powołaniem dla całych epok i dla całych warstwo społeczeństwa; ztąd téż łączą się z życiem myśliwego tradycye, zwyczaje i obyczaje narodu, zostające w bezpośrednim związku z całym oddechem i życiem miejscowéj natury. (…) a już za czasów chrzesściaństwa obrali sobie myśliwi św. Huberta za patrona łowów i jest wiele przysłów myśliwskich przywiązanych do świąt dorocznych:

 

„Włodarz czeka na trop ciepły,

A łowca na skrzepły.”

 

„Między matkami, jak się zajesieni,

Najdzie Bartłomiéj najprzód trop jeleni.”

 

„Na Michała

Łowcy chwała!”

(Pol 1870 b.s.)

 

W „Pokocie” podważone zostało wyobrażenie o kulturze polowania, o pozornym pięknie związanych z nim tradycji, z którymi identyfikuje się tzw. „lobby myśliwskie”. To jakby zdemaskowanie kłamstwa na gruncie kina. W filmie Holland nie został jednak podjęty temat, który nigdy nie był przedmiotem refleksji w Polsce. Na szczególną uwagę zasługuje „Polowaneczko” Tomasza Matkowskiego. Zostało ono wydane w formie zbioru tekstów siedem lat temu – jako podsumowanie opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” artykułu, który ściągnął na autora ataki ze strony myśliwych. Matkowski skupił się w „Polowaneczku” przede wszystkim na drobiazgowym opisie praktyk związanych z polowaniem na jelenie. I sam opis stanu faktycznego – wejście za kulisy działań myśliwych – wystarczył, aby ci poczuli się zagrożeni i próbowali podważyć wiarygodność opisanych w artykule i książce faktów.

Ci, którzy przeczytają „Polowaneczko”, a wcześniej nie posiadali zdecydowanej opinii na temat polowań i myśliwych – po lekturze na pewno przyjmą postawę skrajnie negatywną. W recenzji książki na portalu ekologia.pl pt. „»Polowaneczko« – szokująca prawda o myślistwie” można przeczytać: „»Polowaneczko« to gorący głos przeciwko zabijaniu zwierząt dla przyjemności i sportu. Matkowski odwołuje się do epizodu w swoim życiu, gdy jako tłumacz towarzyszył cudzoziemcom polującym w Polsce. To, co wtedy zobaczył, na zawsze pozbawiło go złudzeń, że polowania są czymś więcej niż tylko mordowaniem dla rozrywki. W »Polowaneczku« odziera myślistwo z towarzyszącej mu otoczki kulturowej.

Siłą opowieści Matkowskiego jest autentyzm relacji naocznego świadka, uczestnika polowań w kilkudziesięciu obwodach łowieckich w Polsce. Autor sięgnął też po fachowe publikacje Polskiego Związku Łowieckiego i prasy łowieckiej, by zdemaskować fasadowy język ukrywający istotę morderczego hobby. W rzeczywistości za wzniosłą myśliwską mitologią kryje się… rytualny mord.

Bezkompromisowe stanowisko autora wywołało burzliwą reakcję i lawinę komentarzy internautów, zanim książka ukazała się drukiem. Analiza internetowej dyskusji oraz argumentów myśliwych stanowi ważną część »Polowaneczka«” (2009).

Przedstawione w „Pokocie” polowania w Sudetach odbywają się jakby bezustannie. Zwierzęta gromadnie uciekają przed niewidocznym człowiekiem, którego niebezpieczną obecność znaczą kolejne wystrzały. Holland przyjęła strategię, którą można porównać do kina batalistycznego. W filmie wojennym głównymi bohaterami są „nasi” wojownicy, a wróg często bywa niewidoczny. To atakująca z dystansu, anonimowa, a przez to przerażająca siła. Wróg ten może też zostać ukazany jako siła posiadająca niekwestionowaną przewagę – wówczas bohaterowie walczą na przykład w samotnej obronie placówki i są nieuchronnie skazani na męczeńską śmierć (tak umierają Amerykanie w „Bataanie” i Japończycy w „Krwi i piasku”). Ten konflikt – przeniesiony w „Pokocie” na ludzi i zwierzęta – tym silniej ujawnia bezbronność zwierząt, a także ich cierpienie. Śmierć odbywa się w aurze przerwanej, tragicznej ucieczki. Zwierzęta giną w zwolnionym tempie – trochę majestatycznie, a trochę koszmarnie. Trudno po seansie zapomnieć postrzelonego jelenia, padającego bokiem na drzewo czy zarywającego w śniegu dzika.

Bardzo dalekim porównaniem byłoby zapewne odniesienie do komedii kostiumowej „Przygody Toma Jonesa” (1963) Tony’ego Richardsona. W tym kultowym filmie, gdy brytyjska arystokracja wyrusza na polowanie, akcja rozgrywa się w nieopanowanym chaosie i hałasie – opuszczenie rezydencji w powozie puentuje przypadkowa, nagła śmierć kaczki pod kołami pojazdu. Reżyser akcentuje pijaństwo bohaterów w konwencji groteskowej. Gdy jeden z arystokratów próbuje dosiąść konia, to zarówno jeździec, jak i wierzchowiec przewracają się – gdyż wypili zbyt dużo alkoholu, aby „utrzymać pion”. Richardson pokazuje dokładnie te same proporcje co Holland – tropione zwierzęta są zupełnie bezbronne wobec mnogości myśliwych i arsenału, w który są wyposażeni (w „Przygodach Toma Jonesa” chmara ludzi, koni i psów ściga drobnego, nieszczęsnego lisa).

W „Pokocie” obecna jest też krytyka warunków, w których żyją zwierzęta hodowlane – co zostaje zademonstrowane na przykładzie fermy lisów, prowadzonej przez sadystę Jarosława Wnętrzaka (barwną kreację stworzył Borys Szyc). Fermy zwierząt – norek, lisów i kur – były w Polsce przedmiotem dyskusji dzięki działaniom stowarzyszenia Otwarte Klatki, którego działacze zorganizowali kampanie „Cena futra” oraz „Jak one to znoszą”, a także przygotowali dwa raporty. Pierwszy, pt. „Cena futra. Rzeczywistość polskich ferm futrzarskich” z 2012 roku, był efektem dwuletniego śledztwa na polskich fermach. Z kolei „Drapieżny biznes” o podtytule „Konsekwencje hodowli norek w Polsce dla ludzi, zwierząt i środowiska” został przygotowany w oparciu o dokumentację zgromadzoną w 2013 roku. Czytamy w nim: „W ciągu ostatnich kilku lat nastąpiło znaczne poszerzenie wiedzy na temat hodowli zwierząt na futro w Polsce, przede wszystkim dzięki publikacjom raportów Najwyższej Izby Kontroli dotyczących ferm w Wielkopolsce, raportu »Cena futra« oraz interwencjom na fermach zakończonym sprawami karnymi przeciwko hodowcom o znęcanie się nad zwierzętami. Jednocześnie obrazom i danym publikowanym przez organizacje i instytucje przeciwstawia się materiały promocyjne przemysłu futrzarskiego przedstawiające fermy norek jako »zwykłe gospodarstwa rolno-hodowlane«, a nawet przypisujące hodowli funkcję ekologiczną i ochrony zwierząt” (Stowarzyszenie Otwarte Klatki 2013: 11). Działacze OK przeprowadzili też szereg akcji w przestrzeni miejskiej w całej Polsce, aby zwrócić uwagę Polaków na problemy, które stały się przedmiotem obu raportów. „Pokot” dopisuje do tych działań doświadczenie publiczności w kinie, która zostaje skonfrontowana z cierpieniem zwierząt w sposób dotąd w polskim kinie nieobecny.

„Zabić księdza” raz jeszcze

Po poznańskiej premierze „Pokotu” z rozbawieniem opowiedziałem Agnieszce Holland o tym, jak zaskakująco trafnie relacje między Duszejko a księdzem Szelestem – reprezentującymi dwa odległe od siebie światopoglądy – oddają charakter osobliwego spotkania Olgi Tokarczuk z duchownym Wacławem Oszajcą, które pod hasłem „Religia a zwierzęta” odbyło się 2 października 2015 roku w Centrum Kultury „Zamek” w Poznaniu. Był to dość osobliwy panel dyskusyjny, gdyż – na co zwrócili uwagę rozgoryczeni i zdegustowani internauci już po jego odbyciu się – ksiądz okazał się niewspółmiernie źle przygotowanym do tematu rozmówcą, zwłaszcza w stosunku do Olgi Tokarczuk. Oszajca bardzo zajmująco mówił o uwikłaniu chrześcijaństwa w terminologię zaczerpniętą z kultur starożytnej Grecji i Rzymu. Opowiadał, jak to Biblia została przefiltrowana przez pojęcia pogańskie, przez co po drodze uległa „zanieczyszczeniom” i dziś jest niezrozumiała dla jej czytelników. O tym, jak to dziś teolodzy czytają na nowo Księgę Genesis i dochodzą do dość „heretyckich” wniosków. Mówił też o tym, co począć z niebem i piekłem i masą innych kwestii, o których rozprawiają owi teolodzy.

Tokarczuk z kolei stawiała sporo ważkich pytań o los zwierząt i wyjaśniła, jak zmieniło się ich postrzeganie (a w Indiach delfiny są już uznawane za osoby), omawiając wybrane współczesne zjawiska i badania. Oszajca z premedytacją ignorował te uwagi, unikając pytań pisarki i popadając w dywagacje bardzo odległe od tematu panelu – poświęcone na pewno religii, lecz w niewielkim stopniu zwierzętom. Dowiedzieć się można było bodaj tylko tego, że według Biblii zwierzęta nie mają duszy i są one podporządkowane człowiekowi – czyli padły dwie uwagi, które wypowiada ksiądz w „Pokocie”.

Po panelu dyskusyjnym próbowałem ustalić, kim jest ksiądz Wacław Oszajca, i co tak naprawdę myśli o zwierzętach. Symptomatyczne są jego wspomnienia z dzieciństwa, które przybliża czytelnikowi w tekście „Na chłopski rozum rzecz biorąc”. Z artykułu można się dowiedzieć, że w rodzinnej wsi autora data świniobicia było tak pewna, jak rytm pór roku, a i w piątki chłop jadł mięso, by mieć dość sił na pracę w polu – lokalny ksiądz był bezsilny i dawał dyspensę na konsumpcję mięsiwa: „Chłopski, to znaczy wieśniaczy, wiejski, właściwy kulturze agrarnej, a nie wyłącznie męski. Chłopskim rozumem z całą pewnością odznaczały się moja babka i mama, jak też wiele kobiet z mojej wsi. To dlatego przed żniwami urządzano świniobicie. W tym roku u nas, w następnym u sąsiadów, bo trzeba pamiętać, że lodówki nie zawsze były. Mięso więc solono, wekowano, wędzono, bo musiało go starczyć co najmniej na najbliższe dwa, trzy miesiące. Kiedy zaś zboże dojrzało już do zżęcia, nastawał święty czas. Ciężka praca wymaga dobrego jedzenia. Na zsiadłym mleku z kartofelkami i koperkiem żniwiarz długo nie pociągnie. Musiało być mięso również… w piątek. I nie było zmiłuj, żadna gospodyni nie odważyłaby się wysłać chłopa w pole bez wałówki” (Oszajca 2012).

Paradoksalnie, gdy podczas debaty Tokarczuk mówiła o tym, że w dzieciństwie zwierzęta inicjują w nas zło (miała na myśli to, że poprzez ich nieszczęsny los poznajemy, w jakim świecie przyszło nam żyć), to opowiadała również o tym, co musiało stać się doświadczeniem Oszajcy. Jak zresztą wyjaśnił ksiądz, przykazanie „nie zabijaj” powinno się tłumaczyć jako „nie morduj”. A skoro morderstwa są możliwe tylko w przypadku zabicia jednego człowieka przez drugiego, to w rzeźni grzechu nie ma.

W „Pokocie” ksiądz Szelest zarzuca Duszejko, że bluźni, gdy mówi o prawach zwierząt. Instruuje ją, że zwierzęta duszy nie mają, że za nie modlić się nie powinna – tylko za siebie, i o sobie myśleć. Ksiądz – tak, jak inni mieszkańcy wsi – uczestniczy w polowaniach, a w kościele organizuje przedstawienie we współpracy z myśliwymi. Podczas kazania poucza, że zwierzęta są pod opieką, a może bardziej kontrolą człowieka. Scena, w której Szelest zachęca przebraną za różne zwierzątka młodzież do udziału w polowaniach, to jeden z bardziej makabrycznych i groteskowych obrazów w filmie, w którym Holland przecież nie unika ukazywania przemocy.

Gdy Duszejko jest pouczana przez mężczyzn w filmie, kamera przyjmuje jej subiektywną perspektywę. Bohaterka patrzy na mięsiste usta, krzywe zęby, zarost. Człowiek głoszący swoją wyższość nad zwierzętami zostaje w „Pokocie” sprowadzony do tego, co fizyczne – a więc poniekąd mięsne. Perspektywę cielesną, symbolicznie „degradującą” człowieka do tego, co realne, proponuje w swojej poezji Katarzyna Gondek. W wierszu „Pamięta” pisze:

 

Trzeba pamiętać, że ciało mówi

Nie tylko miękko wargami

Trzeba pamiętać, że ciało się gubi

Zrzuca się schodząc warstwami

Trzeba pamiętać, że ciało pamięta

Choć zmienia się nie do poznania

Każda komórka następna przysięga

Nakazem zapamiętania

Trzeba pamiętać mówię to ciału

I wszystkim jego zwierzętom

Które, nie słysząc, całe zziajane

Do wodopoju mnie pędzą.

(Gondek 2015: 9)

 

LITERATURA:

K. Dunin: „Zemsta jest rozkoszą ofiar”. „Krytyka Polityczna”. 27 lutego 2017, http://krytykapolityczna.pl/felietony/kinga-dunin/zemsta-jest-rozkosza-ofiar/

„Gender to pryszcz! Animal studies…”, Fronda.pl. 5 lutego 2014, http://www.fronda.pl/a/gender-to-pryszcz-zwierzeta-i-ich-ludzie,34207.html.

K. Gondek: „Splątania”. Szczecin, Bezrzecze 2015.

W. Oszajca SJ: „Na chłopski rozum rzecz biorąc”. „W drodze” 2012, nr 2, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/wdrodze201202-chlopski.html.

W. Pol: „Rok myśliwca”. Poznań 1870.

„Polowaneczko” – szokująca prawda o myślistwie”. Ekologia.pl 2009, http://www.ekologia.pl/wiadomosci/srodowisko/polowaneczko-szokujaca-prawda-o-myslistwie,7349.html.

E. Siedlecka: „Nowy wróg po gender: animal studiem”. „Gazeta Wyborcza” z dn. 15 lutego 2014, http://wyborcza.pl/1,76842,15462718,Nowy_wrog_po_gender__animal_studies.html

R. Stiller: „Zwierzydełka”. Il. D. Mróz. Warszawa 1977.

Raporty Stowarzyszenia Otwarte Klatki:

„Cena futra. Rzeczywistość polskich ferm futrzarskich”. Poznań 2012, http://www.otwarteklatki.pl/materialy-cena-futra/.

„Drapieżny biznes. Konsekwencje hodowli norek w Polsce dla ludzi, zwierząt i środowiska”. Poznań 2013, http://www.otwarteklatki.pl/drapiezny_biznes/.