Wydanie bieżące

1 marca 5 (317) / 2017

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

SZOK! PISARKA Z WAŁBRZYCHA WYDAŁA NOWĄ POWIEŚĆ O... KRÓLIKACH (JOANNA BATOR: 'ROK KRÓLIKA')

A A A
Tabloidowy tytuł tego tekstu nie jest obliczony wyłącznie na przyciągnięcie uwagi czytelnika, który w czasopiśmie kulturalnym nie spodziewa się takiej stylistyki – w najnowszej powieści Joanny Bator, „Roku królika”, tabloidowe nagłówki odgrywają niebagatelną rolę. Główna bohaterka, autorka romansów i kryminałów historycznych, Julia Mrok, uważa, że w tabloidowych nagłówkach zaszyfrowane są wiadomości, które mają pomóc jej pokierować własnym życiem. Gdzie zaprowadzą poczytną pisarkę? Jaki obraz świata można skonstruować na ich podstawie?

Julia Mrok postanawia zniknąć. Fascynują ją znikające dziewczyny, takie, które pewnego dnia powiedziały po prostu „ja wysiadam” i więcej się nie pojawiły. Postanawia zmienić tożsamość i uciec z Warszawy. Swoje nowe „ja” tworzy jak postać literacką i literatura jest także tworzywem, z którego szyje. Nowe, fałszywe dokumenty załatwia jej Myszkin, sama podpisuje się najpierw jako Marta Demertej (której auto o historii nie do prześledzenia sprzedaje niejaki Walmąt), zaś jej nowe imię i nazwisko brzmi Anna Karr. Farbuje włosy, nosi zmieniające kolor oczu soczewki, a ruchy, gesty i styl ubierania się zapożycza od dziewczyny ze słuchawkami na uszach, którą minęła na ulicy. Kierunek swojej podróży wybiera na podstawie nagłówka w tabloidzie zostawionym w dworcowej kawiarni – w Ząbkowicach Śląskich, przed wojną Frankenstein, grasuje królik grozy, w którego weszła dusza zmarłej właścicielki zwierzątka, teraz okrutnie i krwawo mszcząca się na mieszkańcach miasteczka. Motywacją do zniknięcia jest nie tylko porzucenie swojego dawnego „ja”, podróż w nieznane i ściganie, niczym Alicja w Krainie Czarów, królika ukrytego w Ząbkowicach Śląskich. Bohaterka podejrzewa, że jej kochankowie, Al i Aleksander, weszli w zmowę za jej plecami i planują morderstwo. Aby udaremnić ich mordercze plany, starannie planuje swoje zniknięcie, pozbywa się swoich ubrań, laptopa i komórki, zaciera ślady i jako Anna Karr przybywa do hotelu w Ząbkowicach, w którym mieści się także „Spa pod Królikiem”.

Podróż do małego miasteczka śladem „królika grozy” przypomina pościg Alicji za białym królikiem także pod względem niezwykłości miejsca, do jakiego trafia bohaterka – Ząbkowice to spowite gęstą mgłą, oniryczne miasto o płynnej i zmiennej topografii, zamieszkane przez bardzo osobliwych mieszkańców. Właścicielka hotelu, była miss, Wiktoria Frankowska, to kobieta o dwóch twarzach – w najbardziej dosłownym znaczeniu, gdyż połowę jej twarzy stanowią pooparzeniowe blizny. W hotelu pracuje także kucharka Basia, która prowadzi holistyczną terapię w „Spa pod Królikiem”. Po mieście szwenda się także Dziadek Konkursowy, nieco pomylony staruszek, próbujący nieskładnie przekazać Julii/Annie jakąś opowieść, nieco przerażający chłopiec z zajęczą wargą, dwie starsze panie, siostry bliźniaczki wraz z niepokojącą kolekcją lalek, osobliwi goście hotelowi. Julia Mrok próbuje rozwikłać zagadkę królika grozy i zniknięcia Sandry Jasnej oraz katastrofy, jaka wydarzyła się w życiu Dziadka Konkursowego. Te pozornie oddalone od siebie opowieści splotą się w jedną, a jej finał będzie w najzupełniej konwencjonalny sposób zaskakujący.

Narracja początkowo prowadzona jest w konwencji kryminału, a czytelnik nie może mieć pewności, czy to świat przedstawiony jest skonstruowany jak po drugiej stronie lustra, czy to główny bohater i zarazem narrator stopniowo popada w szaleństwo i to zaburza jego percepcję. Czy kochankowie Julii uknuli morderstwo, czy to raczej omamy Julii? Czy Ząbkowice Śląskie to takie polskie miasteczko Twin Peaks (a trochę z lynchowskiej estetyki zostało tu zaczerpnięte), czy oglądamy je z zaburzonej perspektywy narratorki? I, ostatecznie, czy to literatura – rozpoczęta przez bohaterkę nowa powieść – naśladuje życie, czy to życie naśladuje pisany dopiero krwawy romans? „Rok królika” zbudowany jest na podwojeniach – dwóch kochanków, dwie tożsamości narratorki, siostry bliźniaczki, dwie twarze Wiktorii Frankowskiej, dwie nazwy miasta, Julia Mrok próbująca odnaleźć Sandrę Jasną... Pary i odbicia stanowią oś konstrukcyjną, która pozwala także na poruszanie się tak w rejestrze horrorowo-kryminalnym, jak i wysokoartystycznym, a zarazem dystansowanie się wobec obu. Bator ironizuje na temat „uczonych” komentarzy krytyków, opisując, wcale dowcipnie, szczere zdziwienie i radość Ala, autora kryminałów, który nigdy nie czytał Bataille’a, a został przez ambitnego krytyka posądzony o nawiązywanie do „Historii oka”. Autorka raz po raz puszcza oko do „branżowego” czytelnika – pisząc na przykład o warszawskim geju w różowych okularach, który krytycznie czyta Marksa i marzy o stypendium Fulbrighta. Zarazem czerpie z estetyki brukowca i obrazu prowincji (w rozumieniu, rzecz jasna, całego obszaru kraju poza miastem stołecznym Warszawą), jaki się z niego wyłania – królików grozy, morderców blondynek, mrocznych bliźniaczek, absurdalnych i paranormalnych wydarzeń. Czy takie balansowanie między, trzeba przyznać, precyzyjnie konstruowanymi parami, odbiciami i antynomiami, zaowocowało udaną powieścią?

Problem z „Rokiem królika” jest taki, że zszyty jest z najwyższej klasy surowców, które wszystkie razem mogły dać bardzo ciekawy efekt. Co poszło nie tak? Powieść, którą można, w dużym uproszczeniu, nazwać ironicznym wykorzystaniem konwencji powieści grozy, opartej na egzotyzacji polskiej prowincji rodem z tabloidów, z lynchowskim klimatem, nawiązującej zarówno do „Kosmosu”, jak i „Ferdydurke” Gombrowicza, z nieco queerowym freak show w tle, zapowiada się jak energetyzujący koktajl z ironii, groteski i literatury najwyższej próby. Bator balansuje między planem serio i planem ironiczno-groteskowym, wikła się w skomplikowany system podwojeń i zależności na różnych poziomach tekstu i w efekcie nie wiadomo, gdzie kończy się boleśnie kiczowata powieść pisana przez Julię Mrok, a gdzie zaczyna się świadome literackie pogrywanie z konwencjami Joanny Bator. Niestety, ale „Rok królika”, zapowiadając się niezwykle interesująco, zawodzi wszelkie czytelnicze oczekiwania. Igranie z kiczem kończy się ciężkim, momentami niepoprawnie egzaltowanym stylem, który staje się po prostu nieznośny, a sama powieść – nudna. W „Roku królika”, co muszę przyznać z żalem, nieumiejętne balansowanie na granicy kiczu zupełnie zaprzepaściło kampowy potencjał tej narracji.
Joanna Bator: „Rok królika”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2016.