Wydanie bieżące

1 marca 5 (317) / 2017

Michał Centkowski,

KARABIN I KRZYŻ (KLĄTWA)

A A A
Zanim śmiertelnie obrazimy się na spektakl Olivera Frljića za kilka odważnych i prowokacyjnych, acz wciąż przecież symbolicznych, bo teatralnych gestów, spróbujmy zastanowić się nad tym, co jeden z najważniejszych europejskich reżyserów chce nam powiedzieć o nas. Co widzi, patrząc na Polskę, bezkompromisowy, wolny od lokalnych koterii, politycznych gier i ciężaru martyrologii artysta, pochodzący z kraju o niemniej skomplikowanej od naszej, tak często służącej za wymówkę, historii? Mówi nam rzeczy wstrząsające i gorzkie, rzeczy, które za wszelka cenę staramy się przed sobą ukryć i których nikt nie chciałby o sobie usłyszeć.

Na pustej scenie Teatru Powszechnego stoi ogromny krzyż; w jego cieniu toczy się akcja spektaklu, jak zresztą i bieg naszego życia publicznego. Jest tylko krzyż i grupa aktorów –  współczesny chór. Z pomocą świetnej muzyki i światła (reżyserowanego przez Jacqueline Sobiszewski), reżyser tworzy niezwykle sugestywny, precyzyjnie skonstruowany sceniczny świat. Wszystko zaczyna się od rozmowy warszawskich aktorów z Brechtem – o Wyspiańskim, teatrze i Polsce. To nie przypadek – prosty, powściągliwy formalnie, niemal ascetyczny, a przy tym szalenie autoironiczny spektakl Frljića ma w sobie sporo z twórczości ojca teatru politycznego. Wyprzedzając uderzenie, Chorwat błyskotliwie ogrywa narosłe wokół jego twórczości etykiety skandalisty i prowokatora. Bezczelnie kpi z oczekiwań i przyzwyczajeń widowni, ale i kwestionuje własny język oraz metody. Nie ma w tym kokieterii ani pretensjonalności, bo reżyser oddaje głos aktorom. Klara Bielawka piętnuje upodobania wrażliwych społecznie twórców, którzy z ustami pełnymi feministycznych frazesów z lubością upokarzają na scenie kobiece bohaterki. Barbara Wysocka kwestionuje szczerość lewicowych ideałów reżysera, tak dobrze odnajdującego się w głównym nurcie życia kulturalnego, opartego przecież w dużej mierze na obiegu pieniądza.

Ale jest w tej „Klątwie” także dużo bezlitosnej przenikliwości Wyspiańskiego, choć jego dramat wybrzmiewa jedynie we fragmentach. Reżyser redukuje sztukę do podstawowej i fundamentalnej relacji. Na scenie spotykamy właściwie dwie postaci, dwie figury, kolejno odgrywane przez aktorów i aktorki – Księdza i Młodą, mężczyznę i kobietę – Pana i Niewolnika. Zmuszona przez wiejską społeczność do ochrzczenia dziecka, Dziewka (Klara Bielawka) musi kupić sakrament u Księdza (Michał Czachor), a gdy nie ma już niczego, co mogłaby oddać, oddaje mu siebie. W przejmującej scenie rozmowy z synem Matka księdza (znakomita Maria Robaszkiewicz) zazdrośnie walczy o jego miłość, bo bez niej przestaje istnieć. Dramaturdzy (Jakimiak, Injac i Wichowska) umiejętnie łączą tekst Wyspiańskiego ze współczesnym teatrem politycznym i dokumentalnym, żywiącym się osobistymi doświadczeniami aktorów. Cierpienie bohaterek dramatu współbrzmi na scenie z odważnym, niemal drapieżnym monologiem Karoliny Adamczyk, broniącej prawa kobiety do decydowania o sobie i swoim ciele.

Jest w spektaklu Frljića także genialna w swojej prostocie scena – ubrani w sutanny bohaterowie siedzą w rzędzie i jakby do rytmu, na komendę wcielającego się w postać mistrza ceremonii Arkadiusza Brykalskiego, składają z różnej wielkości krzyżyków karabiny. A później mierzą nimi w nas i w siebie nawzajem. Ten przerażający obraz wiele mówi o zinstytucjonalizowanej religii, ale jeszcze więcej o nas, bo to my ostatecznie używamy jej jak broni przeciw innemu, obcemu, przeciw sobie nawzajem. To my sięgamy po nią jak po wymówkę, żeby krzywdzić, ranić i uprzedmiotawiać, a czasem nawet zabijać. Najwięcej emocji zapewne i tak wzbudzi nazwanie Jana Pawła II obrońcą pedofilów, nawet jeśli rzeczywistość ostatnimi zatrważającymi doniesieniami z Australii właśnie dopisuje do tej brutalnej scenicznej wypowiedzi jeszcze brutalniejszy epilog.

Oliver Frljić mówi o okrucieństwie, uprzedmiotowieniu i prześladowaniu kobiet, o religii wciąż wykorzystywanej jako narzędzie dominacji i zniewolenia, zinstytucjonalizowanej symbolicznej i fizycznej przemocy. O nienawiści wobec innego, która zresztą doskonale obywa się bez symbolicznego uprawomocnienia, bo tkwi głęboko zakorzeniona w stadnym myśleniu, konformizmie i małostkowości. Mówi szczerze, bez ogródek i teatralnych fajerwerków. Nie wdzięczy się, ale i nie sili na to, by zohydzić nam obraz nas samych. Nie musi. „Klątwa” to spektakl precyzyjnie wyreżyserowany, znakomicie napisany i wspaniale zagrany, przy tym skromny i druzgocący zarazem. 
„Klątwa”. Na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego. Reżyseria: Oliver Frljić. Dramaturgia: Agnieszka Jakimiak, Joanna Wichowska, Goran Injac. Kostiumy: Sandra Dekanić. Reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski. Obsada: Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Maria Robaszkiewicz, Barbara Wysocka, Julia Wyszyńska, Jacek Beler, Arkadiusz Brykalski, Michał Czachor. Premiera: 19 lutego 2017, Teatr Powszechny w Warszawie.