15 marca 6 (318) / 2017

Maksymilian Wroniszewski,

UTOPIA MOBILNOŚCI (BAŁKA I KRAKOWIAK W ZBROJOWNI SZTUKI)

A A A
Fotograficzna dokumentacja wystawy Mirosława Bałki i Katarzyny Krakowiak „Jutro nie przyjdzie nigdy”, która od listopada do stycznia prezentowana była w białostockiej Galerii Arsenał, przedstawia układające się w słowa neony – oderwane od sensu hasła równomiernie rozłożone na parkiecie galerii (m.in.: „żółtaczka”, „bez sensu”, „pamięć”, „sexy”, „zagrożenie” „drzazgi”, „jest”). W krótkim tekście kuratorskim towarzyszącym wystawie Marek Wasilewski umieszcza pracę Bałki i Krakowiak w kontekście „powszechnie odczuwanej inflacji znaczenia słów w przestrzeni publicznej”, politycznego i medialnego dyskursu, którego nieodłącznymi elementami stały się „agresja, demagogia i kłamstwo”, „symbolicznej przemocy” mogącej zawierać się w słowach (Wasilewski 2017). Rozproszone słowa, które mogłyby ułożyć się w różne opowieści, nie układają się w nic. Pozostają zagadką, łamigłówką, a jej niepokojąca wieloznaczność potęguje pragnienie nadania im jednolitej formy, ułożenia spójnej narracji, będącej ostatecznym sensem wiążącym w jedno wszystkie z nich. Oto pragnienie spełnienia, które nigdy nie nastąpi.

Objaśniając tytuł wystawy, Wasilewski przywołuje dwa rozdziały z książki Richarda Barbrooka: „Przyszłość jest taka jak kiedyś” oraz „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie”. W „Przyszłościach wyobrażonych” – bo taki tytuł nosi książka brytyjskiego badacza – omówione zostały radzieckie i amerykańskie metody politycznego i ideologicznego zarządzania wizjami przyszłości. Marksowska idea komunistycznego raju versus technologiczna utopia Sieci McLuhana; proletariat jako podmiot historii versus upodmiotowiona maszyna – te dwa wyobrażenia o przyszłości, która ma nadejść, wyznaczały bieguny zimnowojennej ideologicznej rozgrywki. Barbrook interesuje się zwłaszcza żywotnością mitu technologicznej utopii i stawia pytanie: „dlaczego wyobrażone przyszłości z lat minionych przetrwały, nietknięte, do naszych czasów?” (Barbrook 2009: 26).

Taka wykładnia kwestii „jutra, które nie nadchodzi”, sugeruje możliwość „politycznego” i (w konsekwencji) „społecznego” odczytania białostockiej wystawy, tymczasem jej wersja gdańska, prezentowana od drugiej połowy stycznia w przestrzeni Zbrojowni Sztuki na gdańskiej Akademii jest – by tak rzec – bardziej „kameralna”, pozwala ujrzeć to, co „społeczne”, dzięki temu, co egzystencjalne, a nie ideologiczne/polityczne. Oto dwie drogi prowadzące do odczytania wystawy jako diagnozy pewnego aspektu życia społecznego. Pierwsza oparta jest na obnażeniu utopii ideologii, druga wiedzie przez indywidualne doświadczenie. Jeśli zatem książka Barbrooka może w jakiś sposób pomóc w opisie gdańskiej wystawy, to nie tyle za sprawą zajmujących rozważań autora, lecz… jej okładki zaprojektowanej przez Mariusza Filipowicza. Przedstawia ona robota, siedzącego na globie w pozycji „Myśliciela” Rodina. Ale ta figura sedens, gest podparcia głowy, zaciśnięta pięść i kula, na której spoczywa robot, nasuwać mogą skojarzenia także z innym dziełem – z „Melancholią” Albrechta Dürera (skądinąd bliską Bałce, który trzy lata temu na londyńskiej wystawie „Die Traumdeutung 25,31m AMSL” pokazał rzeźbę odtwarzającą znajdujący się na obrazie polyhedron). Okładką polskiego wydania książki Barbrooka rządzi zasada paradoksu. Łączy ona bowiem Utopię i Melancholię, przeciwstawne siły, które – jak powiada Marek Bieńczyk – niczym „dwie szekspirowskie siostry nienawidzą się serdecznie i hipnotycznie przyciągają” (Bieńczyk 2014: 52). Kontekstu dla gdańskiej wystawy nie stanowi raczej kwestia niemogących ziścić się politycznych wizji przyszłości, a pytanie o to, jaki obraz przybiera dziś, w naszych zaawansowanych technologicznie czasach, melancholijne pragnienie istnienia w innym stanie, czym jest dzisiaj możliwość „ruchu mającego nadać jakiś inny kształt naszemu życiu” (Bieńczyk 2014: 135).

Wchodząc do Zbrojowni, można było odnieść wrażenie, że nie odbywa się w niej żadna wystawa. Gdyby nie informujący o godzinach jej otwarcia baner umieszczony przed wejściem, wielu zapewne nie zadałoby sobie nawet trudu jej odszukania. Dopiero po przejściu przez pustą, słabo oświetloną Zbrojownię, dochodziło się do prowizorycznego przepierzenia, za którym znajdowała się wystawa. W Białymstoku przestrzeń galerii w całości zagospodarowana była przez instalacje Bałki i Krakowiak, w Gdańsku zostały one „zepchnięte w kąt” galerii, ukryte, niemal niewidoczne. Po chwili można było zorientować się, że jednym z elementów wystawy jest rozchodzący się w przestrzeni dźwięk, ledwie słyszalny monotonny szum. W Arsenale oglądający swobodnie poruszali się po dużej przestrzeni, w której umieszczone zostały neony, z kolei odwiedzający Zbrojownię musieli wchodzić dwójkami do zaaranżowanego niewielkiego pomieszczenia, gdzie oprócz neonów znajdowały się palety, stelaże, barierki, których nagromadzenie czyniło z wystawy rodzaj magazynu, rupieciarni. Białostockie wydarzenie było „wystawą” w pełnym tego słowa znaczeniu – ekspozycja była „wystawiona na widok”, pełna, gotowa, skończona. W Gdańsku wejściu w klaustrofobiczną przestrzeń towarzyszyło poczucie zażenowania związane z niepewnością spojrzenia na coś, co wydawało się jedynie kulisami właściwej wystawy, modelem do złożenia, nieumyślnie podejrzanym „szkicem”.

Projekt Bałki i Krakowiak nie miał na celu badania granic sztuki, sprawdzenia tego, czy umieszczone w galerii „rupiecie” mogą stać się dziełem sztuki (od stu lat wiadomo, że tak). Nie był on też performatywnym eksperymentem zachęcającym oglądających do współtworzenia wystawy ani dziełem in progress ulegającym kolejnym rekonfiguracjom. Elementem decydującym o interpretacji wystawy jest właśnie jej zaburzony odbiór, niepewność i zakłopotanie związane z wkroczeniem w jej przestrzeń.

Bałka i Krakowiak ukazali niestałość jako – paradoksalnie – jeden z najbardziej permanentnych stanów naszego dzisiejszego istnienia. Ten „skandal nieprzygotowania”, jakiego można było doświadczyć, oglądając gdańską wystawę, bierze się z jednej strony z naszego przyzwyczajenia do obcowania z gotowym „produktem”, doświadczania uładzonej powierzchni rzeczywistości. Z drugiej jednak owo „nieprzygotowanie” wyrasta także z nadziei, że lepsze ma dopiero nadejść. W wydanej niedawno w Polsce książce „The Wellness Syndrome” Carl Cederström i Andre Spicer śledzą przykłady tego, w jaki sposób kapitalistyczne społeczeństwo uczyniło dobre samopoczucie i ciągły rozwój moralnymi nakazami; w jaki sposób zapanował „terror szczęścia”. „On/a” – piszą o archetypicznej postaci nowej kultury kapitalizmu – „jest obrazem, który wszyscy musimy naśladować, aby przeżyć. Musimy cały czas być w ruchu. Tweetujemy, postujemy, hostujemy, szerujemy, linkujemy, lajkujemy. Źródło, jakim jest profil facebookowy elastycznego pracownika, nigdy nie wyschnie. Kluczowe jest nie to, co osiągnąłeś, lecz to, czym możesz się stać. Liczy się twoje ja potencjalne, a nie aktualne” (Cederström, Spicer 2016: 25). I dalej: „Frapującym aspektem pracy nad sobą jest to, że nigdy nie zostanie ona zakończona” (Cederström, Spicer 2016: 45). Oczywiście, czym innym jest świadomość nieuniknionej ciągłej zmiany, jaka staje się naszym udziałem, czym innym zaś złudne przeświadczenie, że doprowadzić może ona do jakiegoś określonego celu. Ta druga perspektywa to aktualna odsłona melancholijnego Wiecznego Teraz. Bałka i Krakowiak ten ciągły ruch zdają się na chwilę zatrzymywać i metaforycznie przenosić w przestrzeń wystawy, obnażając tym samym współczesny modus vivendi – wewnętrzny nakaz trwania w nieustannym ruchu, zwiastującą utopię „mobilność”, potencjalnie przygotowującą na nadejście lepszego jutra, które nigdy nie nastąpi.

LITERATURA:

R. Barbrook: „Przyszłości wyobrażone. Od myślącej maszyny do globalnej wioski”. Tłum. J. Dzierzgowski. Warszawa 2009.

M. Bieńczyk: „Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty”. Warszawa 2014.

C. Cederström, A. Spicer: „Pętla dobrego samopoczucia”. Tłum. Ł. Żurek. Przedmowa M. Halber. Warszawa 2016.

M. Wasilewski: „Mirosław Bałka i Katarzyna Krakowiak. Jutro nie przyjdzie nigdy” http://galeria-arsenal.pl/wystawy/miroslaw-balka-i-katarzyna-krakowiak-jutro-nie-przyjdzie-nigdy, dostęp: 2 lutego 2017.
Mirosław Bałka, Katarzyna Krakowiak: „Jutro nie przyjdzie nigdy”. Kurator: Marek Wasilewski. Zbrojownia Sztuki w Gdańsku, 18.01.–5.02.2017.