Wydanie bieżące

15 marca 6 (318) / 2017

Adriana Biedrowska,

SPÓR I MILCZENIE ('SPORNE POSTACI POLSKIEJ KRYTYKI FEMINISTYCZNEJ PO 1989 ROKU')

A A A
„Sporne postaci polskiej krytyki feministycznej po 1989 roku” to książka będąca pokłosiem seminarium, które odbyło się w 2015 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Inspiracją dla autorów i autorek do ponownego przyjrzenia się temu nurtowi krytyki były głosy wieszczące stagnację, jednowymiarowość i popadanie w schematyczność skutkującą przewidywalnymi wynikami akademickich analiz i równie oczywistymi, stereotypowymi już bohater(k)ami literatury pięknej spod znaku feminizmu. Ostrzeżenia te, kierowane wszak ze strony osób będących autorytetami w tej dziedzinie (Krystyna Kłosińska, Grażyna Borkowska, Ewa Kraskowska…), są w dużej mierze zasadne i mają na celu nie tyle krytykę totalną, ile zachętę do nowego, świeżego spojrzenia na feministyczne badania literackie. Z drugiej jednak strony należy mieć na uwadze, że krytyka feministyczna, zwłaszcza najnowsza, chętnie czerpie z innych nurtów badawczych i jest otwarta na nowe idee. Jak przypomina w artykule wstępnym redaktorka tomu, Monika Świerkosz: „Autorewizja, reinterpretacja, rewindykacja, polemiki i nawiązania – krytyka feministyczna to nieustanny dialog z własną tradycją badawczą i innymi językami opisu literackiej rzeczywistości: z psychoanalizą, dekonstrukcją, strukturalizmem, marksizmem, postkolonializmem, posthumanizmem” (M. Świerkosz: „Przeciwko stabilizacji lekturowych sensów. Po co nam sporne postaci?”, s. 8-9).

Próbą walki z groźbą badawczej stagnacji ma być wedle Świerkosz „nadczytanie”, które w („klasycznych” już dla feministycznej krytyki literackiej) „Arachnologiach” zaproponowała Nancy K. Miller. Pomysł, choć wcale nie nowy, na pierwszy rzut oka wydaje się dobry, ale po spojrzeniu na spis treści omawianego tomu można zacząć wątpić w skuteczność tej „metody”, a to ze względu na materiał badawczy – bo czy można nad-czytywać coś, co dopiero trzeba prze-czytać? Czy można toczyć spór o coś, co dopiero wyłania się z krytycznoliterackiego milczenia? Wśród nazwisk „do zrewidowania” można znaleźć Marię Kuncewiczową, Marię Janion, Witolda Gombrowicza (to notabene jeden z zaledwie dwóch przedstawicieli płci męskiej, których twórczość została omówiona przez autorów niniejszej publikacji)… No, może jeszcze Stanisławę Przybyszewską. Postaci takie jak Katarzyna Suchodolska, Gustawa Jarecka czy Franciszka Arnsztajnowa są wciąż zbyt „niszowe”, znane zbyt małym kręgom odbiorców, by można było ich twórczość „nadczytywać” czy polemizować z powstałymi już interpretacjami tekstów tych pisarek. Wydaje się, że jedyny spór, jaki można tu toczyć, dotyczyłby tego, dlaczego pisarstwo tak interesujących (co stwierdzam już po lekturze „Spornych postaci…”) twórczyń pozostaje wciąż (niemal) białą plamą na mapie feministycznej krytyki literackiej. Artykuły traktujące o tych autorkach są bardziej prezentacją postaci i zarysowaniem głównych (bądź najistotniejszych z punktu widzenia krytyki feministycznej) wątków ich twórczości aniżeli przedstawieniem nowego, alternatywnego spojrzenia na tę twórczość, „nadczytaniem” jej.

Zgodne z zasadą czytania „wbrew”, „na przekór” pisane są przede wszystkim dwa teksty z recenzowanego tu zbioru – Moniki Świerkosz, próbującej na nowo odczytać Stanisławę Przybyszewską, a także Urszuli Chowaniec, która na krytyczny warsztat wzięła najbardziej znaną książkę Heleny Boguszewskiej „Całe życie Sabiny”. Chowaniec, choć mocno przybliża czytelnikowi rys biograficzny autorki (twierdząc, skądinąd słusznie, że jest to pisarka zapomniana, nieznana poza wąskim kręgiem polonistów), stara się odejść od „czytania empatycznego”, chce uskuteczniać lekturę „wbrew” – przede wszystkim wbrew tradycji literackiej, która interpretowała dotąd „Całe życie Sabiny” głównie przez pryzmat biografii Heleny Boguszewskiej, utożsamiając wręcz autorkę z powieściową kreacją. „Na nowo więc odkrywam (…) Boguszewską w nie-Sabinie” (U. Chowaniec: „»Zostają same kobiety i męczą się więcej niż wszystkie ojczyzny razem wzięte…« O »Całym życiu Sabiny« Heleny Boguszewskiej”, s. 322) – pisze zwięźle badaczka, podsumowując swoje czytelnicze poszukiwania. Z kolei Monika Świerkosz, snując refleksje o dotychczasowych odczytaniach życia i twórczości Stanisławy Przybyszewskiej, pogłębia analizę wyrażonej we wstępie potrzeby zmiany feministycznego sposobu czytania, a także analizuje pojęcie „kobiecości” literatury, przypominając, że określenie „literatura kobieca” jest sformułowaniem „skradzionym dyskursowi patriarchalnemu, pojęciem-przezwą, przejętym i zrewindykowanym, jednak wyrastającym z mizoginistycznego przekonania, że kobieta jest w dyskursie (w kulturze) kimś obcym, kimś radykalnie Innym” (M. Świerkosz: „O »niekobiecości« jako problematycznej kategorii w czytaniu literatury kobiet. Na marginesie recepcji biografii i twórczości Stanisławy Przybyszewskiej”, s. 29). Okazuje się więc, że spór o to, co kryje się pod terminem „literatura kobieca”, toczący się – co przypominają inni autorzy omawianego tomu – od ponad wieku, wciąż pozostaje nierozstrzygnięty. W spór ten włączyła się także bohaterka szkicu Świerkosz, Stanisława Przybyszewska, autorka „niekobieca” (przede wszystkim antycielesna, jak wskazuje badaczka), opowiadając się po stronie twórczości „mentalnej” (ani męskiej, ani kobiecej), zauważając przy okazji, że różnice w pisarstwie autorów i autorek są zdeterminowane – mówiąc współczesnym językiem – przede wszystkim genderowo. Świerkosz proponuje odejście od schematycznego już, nie tylko na gruncie badań feministycznych, odczytywania autorki „Sprawy Dantona” przez pryzmat jej relacji z ojcem czy marginalizowania roli kobiet (w tym matki) w jej życiu. Badaczka zachęca, by spojrzeć na projekt artystyczno-filozoficzny Przybyszewskiej nie tyle jako na „efekt działania nieuświadomionych sił (kompleksów, resentymentów i lęków)”, ile „przejaw jej ogromnej autorefleksyjności” (tamże, s. 36); nie tyle jako pisarstwo z gruntu pasywnej ofiary mrocznej legendy ojca, ile przemyślaną twórczość świadomej siebie kobiety.

Warto w tym miejscu podkreślić, że proponując lekturę „wbrew”, Świerkosz jest świadoma zagrożeń, które czyhają na interpretatora idącego drogą „nadczytywania”. Referując rozpoznania Ewy Graczyk, pionierki feministycznego czytania Przybyszewskiej, zauważa, że „nieufność” Graczyk wobec autorki „Sprawy Dantona” niesie za sobą niebezpieczeństwo pewnego rodzaju nadinterpretacji. Świerkosz zadaje retoryczne, lecz fundamentalne pytanie: „Czy to nie pułapka kryjąca się w pokusie czytania »wbrew« autorce, jakby zawsze wiedziało się lepiej niż ona? Czy tak rozumiana lektura symptomatyczna nie prowadzi do »nadczytywania«, które nigdy nie daje wiary i zawsze domyśla się ukrytej prawdy, ignoruje to, co świadome, na powierzchni, wypowiedziane, doszukując się znaczenia jedynie tam, gdzie nieświadome i przemilczane?” (tamże, s. 40). Pozostawione bez odpowiedzi pytanie skłania do refleksji nad obranym sposobem lektury i niejako udowadnia, że „autorewizja, reinterpretacja, rewindykacja”, o których Świerkosz wspominała we wstępie, naprawdę towarzyszą współczesnym feministycznym badaniom literackim.

„Sporne” w omawianym tu tomie okazują się nie tylko postaci, ale także proponowane przez autorów szkiców idee. Przykładem takiego rozumienia „sporności” jest w mojej opinii artykuł „Przebudzenie mocy. Maria Janion i posthumanizm”, w którym Samuel Nowak wydaje się nie tyle pokazywać „sporność” omawianej przez siebie postaci czy też kruszyć fundament tej feministycznej „wyroczni”, „królowej matki” (jak można by było sądzić po tytule całego zbioru), ile – moim zdaniem – niezbyt przekonująco wtłaczać Janion w nurt posthumanistyczny, próbować udowodnić, że autorka „Gorączki romantycznej” już przed laty snuła refleksje, które można dziś włączyć w obręb dyskursu posthumanistycznego. Dobrym podsumowaniem dążeń Nowaka do wpisania Janion w kolejny obszar działań literaturoznawców (i nie tylko) wydaje się fragment innego szkicu z niniejszego tomu. Otóż Błażej Warkocki, omawiając kategorie kobiecości i męskości w jednym z opowiadań Witolda Gombrowicza, pisze o autorze „Bakakaju” następująco: „Nie chciałbym w ten sposób powiedzieć, że Gombrowicz – po tym jak stał się pierwszym egzystencjalistą, pierwszym strukturalistą i być może również poststrukturalistą – został również pierwszym antycypatorem teorii queer” (B. Warkocki: „Wola niewiedzy. O Dziewictwie Witolda Gombrowicza”, s. 248-249). Badacz ostrzega zatem przed lekturą, powiedzmy, tendencyjną, narzucającą zakładaną uprzednio teorię, której literatura miałaby być jedynie – wybiórczym nieco – zobrazowaniem. Okazuje się bowiem, że „dla chcącego nic trudnego” i przy odrobinie wysiłku można udowodnić nawet sprzeczne tezy (Gombrowicz jako strukturalista i poststrukturalista zarazem). W przypadku tekstu Samuela Nowaka Janion jest zatem sporna o tyle, o ile można spierać się o jej „zawłaszczenie”, „wykorzystanie” przez autora artykułu.

Najciekawszym w mojej opinii tekstem zamieszczonym w omawianym zbiorze jest szkic Mateusza Skuchy przybliżający twórczość Franciszki Arnsztajnowej, nieznanej szerzej poetki żydowskiego pochodzenia, debiutującej pod koniec XIX wieku. To postać o tyle ciekawa, że uwikłana podwójnie, wykluczona niejako i poprzez płeć, i rasę (religię, narodowość); tworząca jako kobieta, a jednocześnie zatajająca płeć w wierszach dotyczących kwestii żydowskich; dążąca do asymilacji z polskim społeczeństwem (pod koniec życia nawet ochrzczona), ale dobrowolnie, mimo zorganizowanej pomocy, idąca na śmierć do getta. Skucha dogłębnie analizuje między innymi dwa wiersze Arnsztajnowej dotyczące problemów narodowościowych, a mianowicie nieudanej asymilacji (mimo tysiącletniej już historii Żydów na terenach polskich) – „Czy runą kiedy tych przesądów mury” oraz „Przybłęda”. Ciekawa wydaje się, zwłaszcza w drugim utworze, metaforyka macierzyńska: matką „odtrącającą” okazuje się Polska, „wzywającą” zaś – Palestyna; żadna z nich w tym czasie jednak nie istniała jako państwo, co tym bardziej podkreśla wykluczenie, którego doświadczają Żydzi. Mimo tego typu „kobiecej” metaforyki podmiot liryczny obu wierszy zawsze jest męski – czy to indywidualny, czy zbiorowy; poetka ukrywa swoją płeć za liryczną maską. Okazuje się, że w patriarchalnej tradycji żydowskiej kobieta nie ma prawa, by reprezentować zbiorowość. Gdy Arnsztajnowa wypowiada się w imieniu Żydów w Polsce, „nie może ujawniać swojej płci, ponieważ kobiecość odpowiada sferze profanum, a zagadnienie narodu żydowskiego wiąże się dla niej z sacrum” (M. Skucha: „Dwie matki. O żydowskich utworach Franciszki Arnsztajnowej”, s. 293-294). Autor szkicu podaje także inne możliwości interpretacji – poetka, z uwagi na swoją pozycję społeczną, mogła nie odczuwać dyskryminacji ze względu na płeć tak mocno, jak niechęci społeczeństwa do Żydów, w związku z czym zdecydowała się mocniej zawalczyć o asymilację, nie emancypację. Skucha widzi w Arnsztajnowej i jej twórczości szerokie pole do dalszych analiz feministycznych. Poetka „Nie jest w stanie (…) uzgodnić swojej tożsamości – ani płciowej, ani narodowej. Gdy mówi jako Żyd, wyrzeka się swojej kobiecości. Z kolei gdy mówi jako kobieta, nie ujawnia swojej żydowskości” (tamże, s. 299). Czy jednak konstruowanie męskiego podmiotu oznacza, że poetki „mówią wówczas jako mężczyźni? Czy pod męską maską nie przemycają właśnie kobiecego doświadczenia?” (tamże). Te i inne pytania Skucha pozostawia bez odpowiedzi, pozwalając, by inni badacze mogli ponownie przyjrzeć się (nie tylko) tej fascynującej postaci.

Jak każda publikacja pokonferencyjna, także „Sporne postaci krytyki feministycznej po 1989 roku” to zbiór niejednorodny, choć oscylujący wokół zakreślonego w tytule tematu. Dzięki temu jednak może sięgnąć po niego zarówno czytelnik zainteresowany nowym odczytaniem znanych już pisarek (jak Maria Kuncewiczowa), twórczością żydowską (szkice o Racheli Auerbach i Franciszce Arnsztajnowej), początkami emancypacji w Polsce (tekst o Piotrze Chmielowskim) bądź poznawaniem nieznanych dotąd szerzej pisarek i działaczek (artykuły opisujące prozę Katarzyny Suchodolskiej czy traktujące o nowym spojrzeniu na powojenne aktywistki komunistyczne). Lektura zaproponowanych tekstów może doprowadzić do bardzo ciekawych, momentami zaskakujących wniosków. W czasach gdy co rusz słyszy się głosy o atakującym zewsząd „genderze”, warto wiedzieć, że o płci społeczno-kulturowej pisał już Piotr Chmielowski, i to w 1895 roku. Karolina Szymaniak, kreśląc szkic o Racheli Auerbach, stwierdza: „Nasuwa się oczywiście banalna konstatacja, że pewne problemy i idee mają o wiele dłuższą historię, niż zwykło się nam wydawać” (K. Szymaniak: „Próba zdekonspirowania imienia własnego. Kilka uwag o Racheli Auerbach i obecności jidyszowych autorek w historii literatury polskiej”, s. 102). Nie zgodzę się ze stwierdzeniem o „banalności” tego wniosku. Od wieków wiadomo, że historia jest nauczycielką życia, lecz mimo to nie potrafimy uczyć się na błędach przodków. Literatura jest odbiciem tej historii, a omawiana tu książka pokazuje, jak pisarki przed stoma i więcej laty uwrażliwiały na palące wtedy (i dziś) problemy. Uważny czytelnik na pewno nie będzie zawiedziony.
„Sporne postaci polskiej krytyki feministycznej po 1989 roku”. Red. Monika Świerkosz. Wydawnictwo Naukowe Katedra. Gdańsk 2016.