Wydanie bieżące

15 marca 6 (318) / 2017

Radosław Pisula,

KOSMOS W OGNIU (ANIHILACJA. TOM 1)

A A A
„Anihilacja” jest jednym ze sztandarowych „wielkich wydarzeń” Marvela, zapoczątkowanych wraz z „Upadkiem Avengers”, gdy wydawnictwo zaczęło ciągiem publikować historie wypełnione masą tie-inów w celu wyssania jak największej ilości pieniędzy z kieszeni czytelników. Na szczęście ta kosmiczna historia obrała bardziej przemyślany kierunek, gdyż stoi za nią dużo ciekawszy projekt niż w przypadku inicjatyw pokroju „Samego strachu” czy „Avengers kontra X-Men”.

W 2006 roku kosmos Marvela, kiedyś tętniący życiem i świetnymi historiami, znajdował się na marginesie zainteresowań scenarzystów, eksponujących w pisanych przez siebie fabułach wątki dotyczące bardziej obrony Ziemi niż innych zakątków wszechświata. Na szczęście znalazła się wówczas grupa autorów, na czele z weteranem Keithem Giffenem i duetem Dan Abnett/Andy Lanning, którzy przedstawili wydawcy prosty w swoich założeniach pomysł: niech kolejna kosmiczna historia ma iście kosmiczny rozmach, wykorzystując całą moc opowieści niemożliwych. A czy może być coś lepszego od największych dział w galaktyce zmuszonych do połączenia sił w obliczu (niszczącej wszystko na swojej drodze) hordy paskudnych najeźdźców ze Strefy Negatywnej?

Wstęp do pierwszego tomu „Anihilacji” przedstawia zarówno szczegółową dewastację pewnej istotnej planety, jak również historię znanego z kinowych ekranów Draxa (patrz: „Strażnicy Galaktyki”). Po tym błyskawicznym wstępie następują cztery miniserie ukazujące wojenne działania kilku najbardziej znaczących graczy (Nova, Ronan, Silver Surfer, Super-Skrull). W końcu przechodzimy do finałowego starcia w ramach głównego dania, jakim jest sama „Anihilacja”. Wszystko to (razem z periodykiem poświęconym heroldom Galactusa) zostało zebrane w trzech sporych tomach, z których pierwszy – zawierający miniserie Draxa, Novy oraz prolog – ukazał się niedawno pod szyldem Egmont Polska.  

Scenarzyści z powodzeniem wprowadzają czytelników w niuanse konfliktu: miniserie łączą się ze sobą naturalnie, a postacie przeskakują do kolejnych opowieści, niemniej jednak każda historia działa na własnych zasadach. Na pewno nie wszystkie epizody przypadną czytelnikowi do gustu, choć całe wydarzenie imponuje swoją stawką oraz blockbusterowym rozmachem. Mimo wszystko wad nie brakuje. Giffen to przedstawiciel starej szkoły scenopisarstwa i czasami jego historie, mimo iż nadal błyskotliwe, wydają się przegadane. Opowieść o Draxie robi niezłe wrażenie. Opiera się ona na szkielecie fabularnym znanym z filmowych klasyków pokroju „Straży przybocznej” Akiry Kurosawy czy „Za garść dolarów” Sergio Leone (samotny mściciel, początkowo niechętny, zraniony, ratuje małe miasteczko przed najazdem złoczyńców) i przenosi zakurzonego wojownika w XXI wiek. Szkoda tylko, że ów epizod nie pozostaje w pamięci na długo. Krótki prolog z Novą to z kolei świetna wojenna fabuła podkreślona wielkimi eksplozjami, torująca drogę dla całej „Anihilacji”.

Jeśli chodzi o warstwę wizualną albumu, dobór rysowników nie budzi większych zastrzeżeń. Historię Draxa ilustruje nieco plastikowy, choć nieźle operujący cieniami Mitch Breitweiser, prolog to robota kreskówkowej, ale niebywale szczegółowej kreski Scotta Kolinsa, a za miniserię Novy odpowiada (lekko naśladujący Mike’a Mignolę) Kev Walker, który swój własny styl wyrobi dobrych kilka lat później. Mówiąc krótko: oprawa graficzna komiksu to solidna, ciesząca oko gatunkowa robota, dopasowana do dynamicznej akcji.

Ogólnie rzecz ujmując, pierwszy tom „Anihilacji” jest naprawdę niezłym wstępem do jednego z najbardziej przemyślanych „wielkich wydarzeń” Marvela w XXI wieku. Panuje tu co prawda spory chaos związany z nagromadzeniem kosmicznych istot, ale na szczęście całość uzupełniają charakterystyki postaci. To jedna z tych zakrojonych na wielką skalę opowieści (w stylu niedawnej „Nieskończoności”), gdzie dopiero po zakończeniu ostatniego tomu można w pełni docenić stopień jej fabularnego skomplikowania i to, jak dobrze zarysowano w niej wszystkie strony konfliktu. Warto zainteresować się „Anihilacją” – szczególnie jeśli lubicie superbohaterskie SF i narracje, w których wybuchy kolejnych planet są na porządku dziennym. Być może nie wszystko działa tu idealnie, ale na pewno czuć w tym dziele miłość twórców do kosmicznej strony największego komiksowego uniwersum. Jak znalazł przed nową częścią filmowych „Strażników Galaktyki”.
Keith Giffen, Dan Abnett, Andy Lanning, Mitch Breitweiser, Scott Kolins, Ariel Olivetti, Kev Walker: „Anihilacja. Tom 1” („Annihilation. Volume 1”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.