15 marca 6 (318) / 2017

Natalia Kaniak,

ZIMNY DRAŃ Z GITARĄ (LOVE IN VAIN. ROBERT JOHNSON 1911-1938)

A A A
Robert Johnson nie był przyjemnym gościem, lecz obłąkanym pijakiem zainteresowanym własną muzyką, w którego życiu można wyróżnić trzy główne cele: seks, picie na umór i granie na gitarze. Aby osiągnąć owe zamierzenia, Johnson wykorzystywał każdą napotkaną na swojej drodze osobę. Mezzo i Jean-Michel Dupont nie przedstawiają muzyka jako natchnionego artysty, którego (mimo wielu wad) można polubić. Autorzy komiksu są absolutnie zakochani w jego zmityzowanej postaci, ale doskonale wiedzą, że opowiadanie przesłodzonych historii zupełnie nie pasuje do jej kontekstu i bluesowego klimatu.

„Love in Vain” to próba przypomnienia krótkiej historii Roberta Johnsona. Nieznanego (z imienia i nazwiska) szerszej publiczności gitarzysty, którego utwory zna każdy choć odrobinę zainteresowany muzyką. Interpretacje jego piosenek i melodii rozwijały lub podkradały gwiazdy muzyki gitarowej: Eric Clapton, Bob Dylan, The Rolling Stones czy Led Zeppelin. Utwory Johnsona stały się bluesowymi standardami, na których fundamentach można było tworzyć rock’n’rollowe hity. W tej materii artysta przerobił folkową pracę u podstaw, dzięki której rozwinęły się typowo amerykańskie gitarowe gatunki. Niewielu o nim pamięta, bo – jak przekonują autorzy recenzowanego albumu – bez gitary nie był przesadnie charyzmatyczny.

Mezzo, czyli Pascal Mesemberg (którego wieloletnia praktyka i talent sprawiają, że swoimi ilustracjami potrafi za każdym razem zbudować odmienny klimat i estetykę), nadał opowieści o Johnsonie mroku godnego „Black Hole” Charlesa Burnsa. W „Love in Vain” również mamy do czynienia z tonącymi w czerniach kadrami, w których trudno określić porę dnia. Twarze postaci rozbłyskują w ciemności ostrymi konturami, co przywodzi na myśl popularną w fotografii metodę oświetlania ciemnoskórych modeli. Mimo że mamy do czynienia z komiksem i rysunkiem, który takie technologiczne ograniczenia może zwyczajnie ominąć, to wizualny koncept albumu (wydanie imituje podłużny album fotograficzny) zdecydowanie przemawia za taką ilustratorską metodą.

Konsternację mogą jednak budzić niefortunne zabiegi translatorskie. Możliwe, że stanowią one zamysł samych twórców, którzy już we francuskiej wersji komiksu postanowili nie przekładać niektórych zwrotów z języka angielskiego, w szczególności tych kojarzonych z kulturą czarnoskórych. Nie zmienia to faktu, że o ile sami Francuzi (na złość reformie Richelieu) używają w mowie sporo anglicyzmów, o tyle wszystkie nieprzetłumaczone zwroty mają już swoje polskie odpowiedniki oraz znaczenie bardzo zbliżone do oryginału. Dlatego mierżą wszelkie „Sisters”, „Mistah” i „Damn”, w których miejsce aż prosi się o zwyczajne „siostry”, „Panule” i „szlagi”. Nie zostały również przetłumaczone utwory stanowiące niemal połowę warstwy tekstowej albumu, co utrudniać może odbiór tym, którzy mimo wszystko nie znają angielskiego na tyle dobrze, by czerpać jakąkolwiek przyjemność z lektury. Rozumiem jednak zamysł, upodabniający tę publikację do przydługiej ballady rozpisanej na kilkanaście postaci, gdzie oryginalne teksty piosenek stanowią nieprzetłumaczalną część, której nie należy ruszać.

Codzienność ciemnoskórego artysty nie była łatwa ani w latach 20. ani 30., stąd Roberta Johnsona można rozpatrywać również jako krnąbrnego buntownika, który nie miał zamiaru spełniać niczyich oczekiwań. Dlatego duetowi Dupont/Mezzo nie można odmówić odwagi i wyrozumiałości. Nie każdy fan bluesa będzie zachwycony portretem legendarnego muzyka, ale ten przewrotny hołd jest w zupełności usprawiedliwiony i wart swojego czasu.
Jean-Michel Dupont, Pascal „Mezzo” Mesemberg: „Love in Vain. Robert Johnson 1911-1938”. Tłumaczenie: Olga Mysłowska. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2017.