Wydanie bieżące

15 marca 6 (318) / 2017

Adrianna Ryłko,

SPACER PO DZIKIEJ STRONIE (TRAINSPOTTING: 20 LAT PÓŹNIEJ)

A A A
KONTRKULTURA CZY PUNK? OKOŁOMUZYCZNE ODCZYTANIA „TRAINSPOTTING” DANNY’EGO BOYLE’A
Muzyka jest dla każdego pokolenia jednym z najważniejszych obszarów określających tożsamość, wyrażających styl życia, zainteresowania i wartości. Ścieżka dźwiękowa „Trainspotting” nakreśla stany emocjonalne bohaterów, komentuje ich poczynania, trafnie przedstawiając wszystko, co jest dla nich ważne, odzwierciedlając ich problemy, mentalność, postawy, marzenia, styl życia. Ale muzyka jest także pełnokrwistym bohaterem filmu, dopełniającym jego artystyczny wymiar i podsuwającym klucze interpretacyjne. Kreśli portret popkulturowego świata lat 90. ubiegłego wieku, odtwarza nastrój i specyfikę czasu, w którym zanurzone jest pokolenie bohaterów.

W filmie usłyszymy więc ważny dla ówczesnej brytyjskiej sceny brit pop (Pulp – „Mile End”, Blur – „Sing”) czy rock alternatywny (reprezentowany przez grupę Elastica i ich „2:1”, a także zespół Sleeper i utwory „Statuesque” oraz „Atomic”). Brzmieniowy styl dekady eksploatują muzycy New Order, jednego z czołowych zespołów nurtu syntezatorowego lat 80. w utworze „Temptation”. Pojawia się też elektroniczna alternatywa: „Dark and Long (Dark Train)” oraz „Born Slippy. NUXX” grupy Underworld (której film pomógł osiągnąć sukces komercyjny). Nie mogło oczywiście zabraknąć ciągle żywego czaru poprzedniej dekady, reprezentowanej przez imprezowe „Temptation” grupy Heaven 17. Mamy więc do czynienia z tym wszystkim, przy czym młodzi ludzie spędzali czas wolny i przeżywali w klubach gorączkę sobotnich nocy.

Być jak Iggy Pop

Film okraszony jest nie tylko tym, co aktualne dla ostatniej dekady XX wieku. Obecni są również wykonawcy sprzed dwóch dekad, będący muzycznymi idolami bohaterów: Iggy Pop oraz Lou Reed. Ten pierwszy to ojciec chrzestny punk rocka, drugi – symbol alternatywnej sceny amerykańskiej, lider grupy The Velvet Underground, której pierwszy album postrzega się jako pierwowzór muzyki punkrockowej. I to właśnie ich twórczość nasuwa najwięcej tropów interpretacyjnych, tym bardziej, że nie pojawia się jedynie w warstwie pozadiegetycznej (jako część ścieżki dźwiękowej), ale stanowi także istotny element fabularny filmu.

To ich utwory komentują tęsknotę bohaterów za wolnością, buntem i wyzwoleniem, czyli za wszystkim tym, co uosabiała kontrkulturowa rewolta, która przyczyniła się do ekspansji rock’n’rolla, oraz punk rock, który stworzył własną, specyficznie buntowniczą stylistykę. Twórczość obu muzyków, choć nie należy bezpośrednio do nurtu hipisowskiego, a raczej do alternatywnego i punkowego, ideowo wiąże się z kontrkulturą lat 60. Sprawy, przeciwko którym kierują swój bunt, są zgoła podobne. Zmieniły się środki wyrażania protestu, jego hasła i charakter. Nic dziwnego zatem, że ci dwaj muzycy o ekstremalnym i skandalicznym życiorysie pełnym narkotykowych i alkoholowych ekscesów oraz bujnego życia erotycznego, stali się dla bohaterów wzorem wolności. Są przepisem na młodość, źródłem inspiracji i fascynacji.

Bohaterowie „Trainspotting” znajdują w muzyce problemy, z którymi sami muszą się mierzyć, m.in. kwestie dotyczące narkotyków. Albumy „The Idiot” (to z niego pochodzi zawarty na dwupłytowym filmowym soundtracku „The Passenger”) i „Lust for Life” (płyta zawierająca utwór o tym samym tytule obecny w scenie otwierającej) powstały tuż po wyjściu Iggy’ego Popa z narkotykowego nałogu i zawierają opisy jego doświadczeń z używkami.

Gen X, gen hippie

„Trainspotting” bywał rozpatrywany pod kątem pokrewieństwa z kontrkulturowymi ideami lat 60. Istotnie, można w portrecie środowiska edynburskich narkomanów odnaleźć pewne cechy wspólne z hipisowską rewoltą oraz właściwym jej stylem życia. Generacja X, do której należą bohaterowie filmu, szukała wspólnego języka z ruchami beatników i hipisów – widać to nie tylko w filmie Danny’ego Boyle’a, ale i w „Narkotykowym kowboju” Gusa Van Santa (występuje w nim sam Burroughs!).

Pokolenie X znajduje w życiorysach bitników nie tylko wzór wolności, ale i problemy podobne do tych, z którymi samo się zmaga. Z hipisami z kolei łączy je przekonanie o istnieniu alternatywnego świata. Drzwi do niego otworzyć mają narkotyki, które w gruncie rzeczy stanowią jedynie ucieczkę i znieczulenie. W przeciwieństwie do hipisów, reprezentanci pokolenia X nie starają się dzięki narkotykom ani lepiej poznać samych siebie, ani intensywniej percypować rzeczywistość. Chcą się po prostu bawić. Nie bez powodu nazywani są czasem pokoleniem „nic na serio”. Tym, co łączy ich z hipisowskim podejściem do narkotyków, jest natomiast próba wyzwolenia się z poprawnego i poukładanego życia, jakie proponuje im pokolenie rodziców i komercyjny świat.

Podobnie jest z bohaterami „Trainspotting”nie umieją unieść ciężaru dorosłości w takim kształcie, jaki narzuca im społeczeństwo. Są słabi, bierni i zagubieni w rzeczywistości. Mają dosyć uporządkowanego, konwencjonalnego życia, są rozczarowani wizją regularnej pracy i zawiedzeni konsumpcjonizmem, zakładającym podporządkowanie się karierze i dorabianiu się. Pozbawieni przyszłości, bez perspektyw i pomysłu na siebie, unikają odpowiedzialności i uciekają w heroinę. Wprawdzie nie raz chcieli już skończyć z nałogiem i zacząć od nowa w inny sposób, jednak nie widzą żadnej innej drogi.

Tak samo jak młodzi Amerykanie 30 lat wcześniej, edynburscy narkomani chcieli żyć dniem dzisiejszym. Tyle że ideał wolności utożsamiali jedynie z dobrą zabawą i ucieczką od nudnej rzeczywistości, nie opierając go na żadnym systemie wartości. Trudno znaleźć tutaj postawy pacyfistyczne czy filozofię Wschodu, a wolna miłość dzieci kwiatów stała się hedonistycznym seksem. Trudno też doszukać się minimalnej choćby dozy hipisowskiego pragnienia złączenia się z naturą, która utraciła swoją moc i właściwie nie ma żadnego znaczenia. Wprawdzie bohaterowie wybierają się na wycieczkę za miasto, zainicjowaną przez jednego z członków paczki, by „odetchnąć świeżym powietrzem”, ale wyjazd ten kwituje negatywnie nastawiony (podobnie jak reszta kompanów) do pomysłu Renton: „Tkwimy w gnoju po uszy, świeże powietrze nic tu nie da”.

Kontrkulturowy rys ma także dzielenie przez narkomanów wspólnego mieszkania. Tworzą przez to coś na kształt komuny (rzecz jasna, tej ze schyłku kontrkultury, komuny pełzającej po dnie narkotykowego nałogu): troskliwie wstrzykują sobie nawzajem heroinę, mają nawet wspólne dziecko – i nikt nie ma pewności, kto jest jego ojcem. Narkomani z „Trainspotting”, jeżeli są jakimś wcieleniem hipisów, to właśnie tych z okresu upadku kontrkultury, kiedy hasło „Peace and Love” zastąpiono hasłem „Sex, Drugs and Rock’n’Roll”, a miękkie narkotyki, stanowiące środek poznania prawdy o świecie, sposób na złączenie z naturą i odnalezienie harmonii, zamieniono na narkotyki twarde, najczęściej na heroinę, co było jednym z powodów degradacji i ostatecznego upadku ruchu.

Drugie Lato Miłości

Sporym uchybieniem byłoby pominięcie kwestii związku kontrkultury z muzyką lat 90. Filozofię życia bohaterów trafnie wykłada utwór „Loaded” z płyty „Screamdelica” zespołu Primal Scream. Utwór wprawdzie nie znalazł się na ścieżce dźwiękowej filmu (możemy usłyszeć inne dzieło grupy), ale mógłby stać się hymnem bohaterów:

„Chcemy być wolni

Chcemy być wolni, aby robić to czego chcemy

i chcemy być naładowani

i chcemy spędzać dobrze czas

To jest to, co chcemy robić!”

Kontrkulturowe ukierunkowanie grupy podkreśla na tym albumie przede wszystkim prosta rockowa stylistyka z nawiązaniami do gospelu w warstwie wokalnej oraz elementami nurtów dub i house. To jedna z tych płyt, które na przełomie dekad wyniosły muzykę taneczną na salony. Lato 1989 ogłoszono Drugim Latem Miłości. Młodość, bunt i wolność przeniosły się z naturalnego pleneru do klubu. Rock’n’roll znalazł miejsce w świecie nowej elektroniki (nazywanej znacząco acid housem) i pigułek ecstasy. Dwa lata później, u szczytu swojej popularności na Wyspach, nowa muzyka klubowa wzbogaciła się o jeszcze dwa ważne albumy: „The White Room” grupy The KLF oraz „Blue Lines” zespołu Massive Attack. Jednak symbolem tej rewolucji pozostanie właśnie „Screamdelica”.

Można w tym fakcie upatrywać powodów obecności w filmie muzyki Primal Scream – utworu „Transpotting” oraz nieobecnego w samym filmie, lecz zawartego na płytowym wydawnictwie kawałka zatytułowanego „Come Together”, pochodzącego właśnie z albumu „Screamdelica”. Ten ostatni, już w tytule nasuwający skojarzenia z utworem Beatlesów z 1969 roku (którego pierwotna wersja powstała na potrzeby kampanii wyborczej Timothy'ego Leary’ego) zawiera hipisowską ideę narkotykowej ucieczki i zjednoczenia, pokazującego, że kontestacja jest wciąż żywą kulturowo tkanką:

„Zabierz mnie prosto z tego świata

Zabierz mnie w podróż (…)

Zabierz mnie, prosto między gwiazdy (…)

Połączmy się

Połączmy się w jedność”.

Anarchy in the U.K.

Styl życia bohaterów, pomimo pokrewieństwa ze schyłkowym okresem kontrkultury, wydaje się jednak bardziej podobny do założeń ruchu punkowego. Przede wszystkim wskazuje na to obecność wspomnianych już amerykańskich skandalistów: Iggy’ego Popa oraz Lou Reeda, związanych z nurtem protopunkowym (Lou Reed i jego działalność w zespole The Velvet Underground) czy punkowym (zaryzykuję takie stwierdzenie o The Stooges i późniejszej solowej działalności Iggy’ego Popa). Punk rock i jego ideologia kształtują się jednocześnie w Wielkiej Brytanii i USA, a obie odmiany tego nurtu wzajemnie na siebie wpływają.

W najczystszej postaci punk powstał jednak na gruncie brytyjskim – przede wszystkim jako nurt związany z buntem młodzieży proletariackiej stającej w obliczu kryzysu społecznego i politycznego końca lat 70. ubiegłego wieku. Protest skierowany był przeciw kapitalistycznemu systemowi i szerzonej przez establishment ideologii konsumeryzmu, która zniewalała jednostkę. Bunt o charakterze rewolty nie proponował żadnych alternatywnych rozwiązań dotyczących modelu społecznego, pozostawał zatem na poziomie samego sprzeciwu, który był w dużej mierze prowokacją i sprowadzał się do anarchistycznych haseł w rodzaju „No Future”.

„Nie wiem, co mam robić, ale wiem, jak to osiągnąć. Niszcząc!” – śpiewał Johnny Rotten w „Anarchy in the U.K”. Czyż nie przypomina to postawy bohaterów „Trainspotting” z ich niechęcią do systemu, narzucanych przez ogół wartości oraz konserwatywnego stylu życia (dom, rodzina, kariera, telewizor, korzystny kredyt itd.)? Anarchistyczne hasło lidera Sex Pistols mogłoby stać się kolejnym mottem narkomańskiego środowiska bohaterów filmu: „nie wiem, co mam robić, więc niszczę” – w tym przypadku siebie i swoją przyszłość przez narkotyki (przyszłość, która i tak zdaje się mieć dla nich wątpliwy sens).

Żądza życia

„Wybierz życie, pracę, sławę, rodzinę, wypasiony telewizor, pralkę, samochód, odtwarzacz kompaktów i otwieracz do puszek. Wybierz zdrowie, zdrowe żarcie, ubezpieczenie, korzystny kredyt, dom, przyjaciół. Dres, torbę sportową, garnitur z bogatej oferty, samodzielność i pytanie »kim ty, kurwa, jesteś«. Wybierz kapcie, gazetę, telewizor, niezdrowe jedzenie. I tak zdechniesz w zasranym wyrku, zostawiając smród, który wąchać będą twoje bachory. Wybrać przyszłość, życie… Tylko po co? Wybrałem coś innego. Dlaczego? Tak sobie. Póki mam towar – nieważne” – otwierający monolog Rentona jest manifestem nie tylko bohaterów filmu, ale i pokolenia wchodzącego w dorosłość w połowie lat 90. Towarzyszy mu utwór Iggy’ego Popa „Lust for Life”, czyli „Żądza życia”. Wymowa jest prosta – młodzi ludzie przejawiają ową żądzę, jakąś pierwotną siłę młodości, ale jest to głód, na który nie mają sposobu. Dlatego uciekają w narkotyki i hedonistyczny seks, zabijając pustkę, niedobór celów i wartości, na których mogliby się oprzeć. „Lust for Life” odczytywać można jako kolejny ironiczny komentarz, tym razem do życia spędzonego na konsumowaniu i gromadzeniu dóbr, o którym mówi Renton – typowego stylu życia społeczeństw kapitalistycznych.

Po drugiej stronie

Iggy Pop – idol narkomańskiego światka – stale powraca w filmie jako punkt odniesienia i ikona buntowniczego stylu życia, ale także jako symbol dzielący dwa światy: świat ćpunów i buntowników oraz świat „dzieci komercji”. Uosabiany przez niego światopogląd stanowi powód poważnych kłótni i rozpadu związków („poszło o kasetę wideo, Iggy’ego Popa i takie tam...” – żali się Tommy w rozmowie z Rentonem). Bo bunt obcy jest, wbrew pozorom, dziewczynom, z którymi spotykają się bohaterowie. Należą one do drugiego światka, nie są buntowniczkami, raczej przeciwnie – zanurzone są w świecie komercyjnym, czego symbolem jest pismo „Cosmopolitan”, będące źródłem porad seksualnych i sercowych, które próbują wdrażać dla zabawy (a może na poważnie?) do swoich związków.

Diane, nieletnia przedstawicielka „pokolenia MTV”, nie rozumie muzycznej fascynacji Rentona. W jednej ze scen wykłada mu, że nie może tkwić wiecznie w tym samym miejscu, marząc o heroinie i Iggym Popie (przy czym przekręca nazwisko muzyka). Renton i jego muzyka są dla niej niezrozumiałymi reliktami. Diane jest również uosobieniem życia toczącego się na komercyjnym poletku wśród wytworów kultury popularnej. Jej pokolenie ma już nową muzykę – techno i klubową elektronikę oraz nowe narkotyki – ecstasy.

Renton, częściowo pod wpływem Diane, chce spróbować żyć inaczej. Znajduje na to tylko jedno rozwiązanie – prowadzić życie takie jak wszyscy. Przemianę inauguruje w filmie teledyskowy, dynamiczny fragment pokazujący kolorowy, turystyczny Londyn. Pojawiają się więc ujęcia ikonicznych londyńskich miejsc, obrazy szczęśliwych ludzi jedzących lody, karmiących gołębie czy podróżujących czerwonymi piętrowymi autobusami. To Wielka Brytania bez problemów, bez narkomanów, ciemnych ulic, ponurych dzielnic i podejrzanych klubów, z grajkami ulicznymi i sympatycznymi motocyklistami, uśmiechniętym gwardzistą, luksusowymi wieżowcami ze szkła i zadbanymi zabytkami… Ot, sielski, acz żywy i atrakcyjny Londyn z katalogów biura podróży, kreujący stereotypowy obraz całej Wielkiej Brytanii.

To na tę stronę chce teraz przejść Renton. Wybiera poprawne życie, które nie zna ciemnych zaułków rzeczywistości, znajduje pracę w nieruchomościach i powoli zaczyna wsiąkać w ten świat. A przynajmniej tak mu się wydaje… Aż do odwiedzin jego dawnych przyjaciół. Sekwencję tę dopełnia popowy utwór Ice’a MC „Think About the Way” (po raz kolejny pojawia się znaczący tytuł). Chwytliwa przyśpiewka na miarę wytworów kultury popularnej tego pokroju – „Boom Diggy Diggy Diggy Boom Diggy Boom” – nie mogła trafniej oddawać prześmiewczego wydźwięku tych kadrów.

Wielki błękit

Na ścieżce dźwiękowej „Trainspotting” znalazł się także utwór „Deep Blue Day” z albumu „Apollo: Atmospheres and Soundtracks” Briana Eno. Podstawową cechą i zarazem celem twórczości tego artysty była muzyka, stanowiąca część realnego świata i bezkolizyjnie z nim współistniejąca. Efekt ten uzyskał Eno w otwartych i płynnych kompozycjach, złożonych z powtarzalnych motywów i dźwięków, przede wszystkim zaś dzięki przestrzenności i harmonijnej niespieszności. Zarówno tytuł, jak i sama atmosfera tej ambientowej kompozycji przywodzi na myśl melancholijny nastrój. W scenie, której towarzyszy, wytwarza jednak czystą groteskę: Renton nurkuje w muszli klozetowej, aby wyłowić czopki z opium. Ściek zamienia się w przejrzystą toń morską, symbolizującą szczęście odzyskania narkotyku.

Psychodeliczny wymiar tej muzyki łączy się z surrealizmem motywu nurkowania w toalecie i jednocześnie groteskowo z nim kontrastuje. Ta humorystyczna scena, bez uciekania się do patosu, przynosi refleksję na temat mentalności narkomanów zdolnych zrobić wszystko, aby zdobyć niezbędną do funkcjonowania substancję. Zresztą cały film będzie obśmiewał powagę, z jaką podchodzi się do kwestii narkomanii, nie bagatelizując jednak problemu. Wręcz przeciwnie – przerysowanie wywołuje uśmiech, po to, by po chwili rozbawienie ustąpiło poważnej refleksji. Nie ma tu ani grama dydaktyzmu i moralizatorstwa, jednak obecny jest przekaz, pomimo niejednoznaczności i otwartości interpretacyjnej. W tym właśnie (między innymi) tkwi mistrzostwo tego filmu.

Muzyka w „Trainspotting” komentuje stany psychiczne bohaterów. Tak jest w przypadku „Sing” britpopowej grupy Blur – senny, kołysankowy utwór pojawia się, gdy umiera dziecko Sick Boya i ten ciężko to przeżywa. Najistotniejszym przykładem takiego zastosowania muzyki jest jednak „Perfect Day” Lou Reeda wykorzystany w scenie przedawkowania heroiny przez Rentona – idylliczne brzmienie utworu ilustruje jego narkotykowy odlot, jednocześnie znów przełamując tragizm sytuacji:

„Po prostu pozwalasz mi się trzymać (…)

doskonały dzień

Wszystkie problemy za nami

Pozostawieni sami sobie

Jest tak zabawnie”.

Nie inaczej jest z utworem „A Final Hit” („Ostatni strzał”). Pojawia się on, kiedy Renton chce wziąć ostatnią działkę. Wiemy jednak, i sam bohater też jest tego świadomy, że na pewno nie będzie to ostatnia, lecz przeciwnie – pierwsza działka na nowo rozpoczynająca uzależnienie. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj niepokojący nastrój utworu, oddający dramat sytuacji. Jest to jeden z nielicznych momentów, gdy twórcy nie starają się za pomocą muzyki przełamać patosu sytuacji.

Chyba najważniejszym fragmentem ścieżki dźwiękowej jest „Born Slippy. NUXX” grupy Underworld. Transowy charakter kompozycji doskonale ilustruje stany psychiczne bohaterów podczas narkotykowych eskapad. Zarówno rytmiczny wokal i dynamiczna, pulsująca muzyka utrzymana w stylistyce popularnego w elektronice lat 90. gatunku trance, jak i warstwa tekstowa przywodzą na myśl gmatwaninę myśli i natłok bodźców, coś pomiędzy stanem niepokoju a euforyczną, emocjonalną „jazdą bez trzymanki”. Słowo „slippy” w brytyjskim slangu oznacza bycie pod wpływem środków odurzających. Tytuł „Born Slippy” w kontekście tekstu piosenki, jak i w odniesieniu do samych bohaterów filmu, określać może kogoś w rodzaju wytworu swojego środowiska.

Dzika strona mocy

Ani w filmie, ani na dwupłytowym soundtracku nie ma za to utworu „Walk on the Wild Side” („Spacer po dzikiej stronie”) Lou Reeda. A przecież znakomicie wpisuje się on w przekaz „Trainspotting”, który opowiada właśnie o ciemnej, ale zarazem wyzwolonej i dzikiej stronie życia. W obu dziełach odnajdujemy zaproszenie do młodości, zabawy, a przede wszystkim nieskrępowanej niczym wolności i – co się z tym wiąże – do wyuzdania i hedonizmu, do życia po swojemu, życia teraźniejszością. Bo przecież – podobnie jak miejsce, o którym śpiewa Lou Reed – ukazana w filmie dzielnica Edynburga to chora odnoga miasta, dom ćpunów i prostytutek, miejsce narkotykowego handlu.

Tłumaczenia tekstów piosenek pochodzą ze strony tekstowo.pl, niektóre zostały zredagowane przez Autorkę.