Wydanie bieżące

15 marca 6 (318) / 2017

Maciej Kostrzewa-Dawidziuk,

STĄPAJĄC PO CIENKIM LODZIE (MACIEJ MIŁKOWSKI: 'DRUGIE SPOTKANIE')

A A A
„Drugie spotkanie” Macieja Miłkowskiego to zbiór dwunastu przewrotnych, ciekawych formalnie i zgrabnie skonstruowanych opowiadań wydanych przez Zeszyty Literackie. Ze względu na udany, choć niezbyt głośny debiut w 2014 roku, łódzki pisarz został wystawiony na próbę literackiej wytrzymałości, z której jednak – jak zresztą z wielu innych rzeczy – zdaje się kpić. Pisze w jednym z opowiadań: „Absurd. Skoro już ta pierwsza [książka] znakomita, to po co komu następna?” Na ile jednak są to przekonania autora, a na ile jednego z powołanych przezeń do życia bohaterów? Na to, jak i na wiele innych pytań zadanych w „Drugim spotkaniu”, odpowiedzieć można tylko tak, jak potrafi odpowiedzieć sam Miłkowski: „nie wiadomo”. „Drugie spotkanie” jest książką osobliwą w swojej niekonsekwencji. To, co stanowi o sile niektórych opowiadań, inne zakopuje żywcem. Wady i ułomności jednego tekstu mogą niespodziewanie okazać się największymi walorami kolejnego.

David Foster Wallace przestrzegał, że ironia jest bronią obosieczną. Daje nam wolność, demitologizując rzeczywistość i zrywając maski, ale jednocześnie może nas jej pozbawić, jeśli służyć będzie wyłącznie samej sobie. W ironii Miłkowski jest rozdarty. Prawdą jest, że potrafi przedstawić przez jej pryzmat tematy ważne, takie jak Zagłada czy sytuacja Żydów w powojennej Polsce, z drugiej jednak strony wielokrotnie używa jej w odniesieniu do rzeczy błahych, na zasadzie prostego, humorystycznego zabiegu literackiego urozmaicającego lekturę.

Obszar cienkiego lodu, po którym stąpa Miłkowski, wykracza poza ironię. Przejawy pisarskiej niepewności pojawiają się bowiem także w odniesieniu do obecnej w jego opowiadaniach intertekstualności. Czasem, np. w zaskakującym opowiadaniu „Kto jest kim w psychiatrii ekwadorskiej”, wielość literackich nawiązań służy zbudowaniu całego kontekstu i mikrokosmosu, które oplatają i wypełniają zarysowane przez autora wydarzenia. Kiedy indziej, chociażby w „Sezonie na szparagi”, stworzona przez Miłkowskiego paralela pomiędzy bohaterami jego opowiadania a Aschenbachem i Tadziem z mannowskiej „Śmierci w Wenecji” nie służy w zasadzie niczemu.

Podobne zarzuty można wystosować także wobec języka, z jakiego korzysta autor. Mimo że posługuje się nim biegle i z dbałością, momentami zbyt mocno przywiązuje się do wiernego naśladownictwa mowy potocznej – nie tylko w dialogach pomiędzy bohaterami (co dałoby się usprawiedliwić chęcią realistycznego przedstawienia typowej rozmowy), ale również w monologowych przemyśleniach narratora. Zarzut ten postawić można jednak, jak się zdaje, nie tylko Miłkowskiemu, ale i wielu innym współczesnym autorom, którzy zapożyczyli z literatury chłopskiej gawędziarski, pełen niedomówień ton, by zakreślić nim wszelkiej maści historie, sytuacje i obrazy.

Kiedy jednak trzeba, Miłkowski potrafi pewnie stanąć na twardym gruncie, zachwycić pomysłowością, zdiagnozować polskie kompleksy, zadać pytanie bez odpowiedzi. Jest w stanie z niebywałą precyzją usunąć granicę pomiędzy autorem a bohaterem i dzięki temu prowadzić ciekawe metaliterackie rozważania.

Docenić należy zajmującą kreację bohaterów „Drugiego spotkania”. Zawieszeni w swoich własnych czasoprzestrzeniach, myślą o świecie w samych domysłach. Często niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, która odmieniłaby ich życie, mogliby zostać scharakteryzowani – w myśl filozofii Kierkegaarda – jako osoby znajdujące się w estetycznym stadium rozwoju osobowości. Brakuje im odwagi do spalenia za sobą mostów, do podjęcia jednej decyzji, z której nie mogliby się wycofać. Brakuje im siły, by dojrzeć. Zarysy tego tematu, niezwykle obszernego i godnego pogłębienia, widoczne są w prozie Miłkowskiego. Niestety zbyt często problematyka dojrzewania przez podejmowanie decyzji budowana jest w „Drugim spotkaniu” na gruncie wątku miłosnego, a tym samym sprowadzana do kwestii: „co by było, gdybym wysiadł za nią z autobusu?”.

Miłkowski napisał książkę o powojennych rozliczeniach, ludzkim sumieniu, chorobliwej pogoni za miłością, kondycji polskiej literatury, dojrzewaniu. Choć zakres jego refleksji jest niebywale obszerny, łódzki pisarz nie wystarczająco pogłębia zagadnienia, o których pisze. Być może winną jest forma opowiadania, którą tak bardzo ceni, a która nie pozwala mu rozwinąć pewnych myśli? Być może – wbrew jego upodobaniom – to właśnie powieść umożliwiłaby wnikliwsze spojrzenie na pewne nurtujące go tematy? „Drugie spotkanie” to w konsekwencji książka, wobec której, jak sądzę, łatwo nabyć stosunek ambiwalentny. Dwa przeciwstawne oblicza literatury Miłkowskiego widoczne są niemal na każdej jej stronie. Czy jednak coś, co zarazem urzeka i brzydnie, nie jest godne uwagi?
Maciej Miłowski: „Drugie spotkanie”. Zeszyty Literackie. Warszawa 2017.