Wydanie bieżące

15 marca 6 (318) / 2017

Sabina Strózik,

ZNÓW TO(Ż)SAMO(ŚĆ) ('POMIĘDZY TOŻSAMOŚCIĄ A OBRAZEM')

A A A
Książkę „Pomiędzy tożsamością a obrazem” otwiera grafika Leny Achtelik z cyklu „Aura pamięci”. Szkic doskonale obrazuje następującą potem treść. Niepokojąca biel koszuli mężczyzny kontrastuje z jakoby zamazaną ostrymi pociągnięciami twarzą. Po tożsamości, personaliach siedzącego mężczyzny nie ma śladu. Możemy próbować odczytywać pozostałe ślady – poszlaki stroju, zgarbionych ramion, rozchylonej między guzikami kamizelki. Nic to jednak nie przyniesie. Ziejąca próżnia, z rozmachem wykreślona twarz przyciąga nas, każe patrzeć, przyglądać się i zgadywać. Próbujemy domyślić się, odnaleźć, naznaczyć. Skazani jednak jesteśmy na porażkę. Między tożsamością a obrazem pozostaje nicość.

Uzupełnić luki

I właśnie ta przestrzeń staje się przedmiotem namysłu twórców monografii. Współautorzy interpretują wykazany brak w znacząco różny sposób, próbując trochę rozjaśnić plamę po twarzy bezimiennego mężczyzny – patrona projektu.

Potencjalna uwaga dotycząca braku spójności tekstów zamieszczonych w książce „Pomiędzy tożsamością a obrazem” musi spotkać się z zarzutem wyważania otwartych drzwi. Nie da się zapewne stworzyć monografii napisanej przez różnych autorów tak, aby czytało się ją jak spójną pracę. Łączyć powinien ich jednak ściśle sprecyzowany temat, żeby różnice w poetyce nadrobione zostały przez wspólnotę przedmiotu rozważań. Niestety, w tym przypadku trudno odnaleźć tę nić porozumienia. Redaktorzy na okładce publikacji niezwykle zgrabnie tłumaczą się z takiego stanu rzeczy, uprzedzając zarzut, który może się pod adresem książki pojawić. Piszą: „Autorzy tekstów zawartych w tomie zadają pytanie, co wyłania się ze zderzenia obu pojęć. Przedmiotem ich zainteresowań jest więc nie tożsamość bądź obraz, ale wszystko to, co odnajdziemy pomiędzy nimi, co wyrasta na skrzyżowaniu dyskursów. Zamieszczone tu studia obejmują refleksją zarówno sztukę, jak i literaturę, film, fotografię czy poezję”.

Przyznaję, że takie postawienie sprawy zmniejsza, a może ukierunkowuje oczekiwania, jakie ma się względem tomu. Nie zmienia to faktu, iż autorzy w bardzo różnym stopniu wywiązali się z powinności pisania o związkach tożsamości i obrazu. Niektóre z tekstów budzą podziw – zwłaszcza erudycją, swobodnym poruszaniem się w pracach badaczy, wyszukiwaniem pól nieodkrytych, które szybko zostają świetnie zagospodarowane – twórczo i interesująco. Niektóre z artykułów jednak traktują nadrzędny temat jedynie jako pretekst do, czasem niezbyt udanych, rozmyślań i interpretacji (tu czynię głównie zarzut autorce piszącej o haiku), niewiele mających wspólnego z deklarowanym przedmiotem rozmyślań. Z uwagi na wielość tekstów w tomie i niemożność skomentowania wszystkich, odniosę się jedynie do kilku wybranych prac.

Między obrazem a obrazem

Większość autorów stawia na szaleństwo widzialnego i wnikliwym okiem przygląda się fotografiom i obrazom. Według mnie na największe uznanie zasługuje tutaj Violetta Sajkiewicz, której tekst o malarstwie Neo Raucha jest poruszającą i wnikliwą miniaturą traktującą o tożsamości, poczuciu przynależności i trudnych związkach przeszłości z przyszłością, pracą z wielką wrażliwością podchodzącą do samej materii malarskiej, pochylającą się nad szczegółem, techniką i uniwersalną wymową obrazu. Z niezwykłym wyczuciem autorka pisze o pułapkach fałszywej nostalgii i pustych kalkach naśladownictwa. Porusza oczywiście specyficzny typ tożsamości, bo jest to przede wszystkim poczucie przynależności do narodu, wciąż w twórczości malarza boleśnie weryfikowane, łagodzone czasem groteską, czasem ironią, rozprawiające się ze świadomością raju obiecanego, ale niespełnionego.

Świetny (i chyba najaktualniejszy, choć pozornie z wielkim potencjałem zdezaktualizowania) szkic Jakuba Dziewita ma dwoisty charakter – jest rzetelnym sprawozdaniem z dziejów fotografii, ale także porywająco te rozważania interpretuje, odnajdując dla siebie niszę, i przekonująco adaptuje myśl Foucaulta, zastrzegając, że to jedynie „eksperymentmyślowy” (s. 190). Robi to w sposób niezwykle intersujący, zmuszający do namysłu nie tylko nad naukową teorią, ale i nad codziennym fenomenem, od którego nie jesteśmy już chyba w stanie uciec. Interpretacja zjawiska selfie, której dokonuje autor, jest tak poruszająca, nęcąca i przekonująca, że nie poważę się jej tutaj skracać.

Podobną estetykę reprezentuje tekst o związkach fotografii ze śmiercią autorstwa Anny Jarmuszkiewicz. W sposób zgoła odmienny od Dziewita przygląda się ona śladom pozostawionej na dagerotypach tożsamości, wnikliwie opisując paradoks reifikacji istnienia zamkniętego w ramach odbitki (s. 95). Przywołany przez autorkę Proust jest doskonałym obiektem jej rozważań. Jarmuszkiewicz cytuje fragmenty Proustowskiej prozy traktującej o ocalającej mocy spojrzenia i o złudzeniu, oszukańczej ułudzie takiej niespełnionej obietnicy.

Otwierający tom tekst Miłosza Markiewicza natomiast przewrotnie zachęca do zamknięcia oczu. Autor powtarza założenie, które pojawia się na okładce książki, i zarzeka się, że „nie powinniśmy chyba mówić o obrazie tożsamości, lecz o tożsamości jako obrazie” (s. 13). Swoje rozmyślania wyrosłe między innymi z lektury Giorgia Agambena, Hansa Beltinga i Anny Szyjkowskiej-Piotrowskiej uzupełnia o interpretację obrazów Leny Achtelik i Ewy Juszkiewicz. Jedyny zarzut, jaki mogę mieć do tego świetnie napisanego tekstu, to wstęp, który do swych rozważań dopisuje Markiewicz. Ta proza poetycka, mająca czytelnika zapewne skłonić do refleksji, poruszyć dziejącym się jakoby przed jego oczami misterium patrzenia-niepatrzenia (czy, jak pisze autor za Betlingiem, „bycia-niebycia” [s. 11])w lustro, razi. Nie licuje z późniejszym erudycyjnym wywodem i niewiele wnosi.

Esej Justyny Hanny Budzik jest ciekawym spojrzeniem na (jak twierdzi autorka) melancholię płynącą z portretów Waltera Benjamina zrobionych przez Gisèle Freund. Esej to interesująca próba wyczytania melancholii z fotografii pisarza, z licznymi odwołaniami do gigantów prac nad „niczym, które boli”. Niestety, nie dość, że koncepcja nie przekonuje (o czym chyba wie sama autorka, pisząc: „Być może Sontag i Arno – a wraz z nimi ja – dostrzegają melancholię na zdjęciach Benjamina z księgarni i biblioteki, ponieważ z jego tekstówi biografii wiadomo, iż był melancholikiem, i wiedza ta wywiera nieuświadomiony wpływ na odbiór fotografii. Odnoszę wrażenie, iż Freund – zapalona fotoreporterka i portrecistka – nie próbowała przyjąć melancholijnego spojrzenia na świat, które podpatrywać mogła zarówno w bezpośrednim kontakcie z pisarzem, jak i w jego pracach” [s. 76-77]), to – choć tekst jest ciekawy – nie dostrzegam powinowactwa z założeniami tomu. Nie pomaga także fakt, że w eseju słowo „tożsamość” nie pojawia się ani razu.

Sabina Rotowska przedstawia natomiast kompendium rozmaitych tożsamości, dekoduje symbole zdobiące żydowskie nagrobki, tworzy słownik pojęć (choć odżegnuje się od tego – „Dzięki bogatej symbolice żydowskiej zastosowanej na nagrobkach, nie przypominają one po prostu słownika biograficznego” [s. 113]) i zarysowuje fascynujący obraz tożsamości judaistycznej. Brakuje jednak własnej myśli interpretacyjnej. Autorka tworzy niezwykle interesujący katalog – ale jedynie katalog – znaków.

Anna Duda, pochylająca się nad fotografią tańca, przedstawia ciekawą koncepcję autorstwa Marii Anny Potockiej. Szeroko omawia trzy kategorie, wyodrębnione przez badaczkę: sytuacja momentu (s. 164), sytuacja syntetyczna (s. 166) oraz sytuacja w planie rozległym (s. 170) i egzemplifikuje je świetnie dobranymi fotografiami, które omawia i wyjaśnia. Sposób organizacji tekstu autorki musi budzić zazdrość, tak jest spójny i uporządkowany. Doskonale wyważona proporcja między przedstawieniem podstawowego stanu badań a nowatorskimi interpretacjami sprawia, że tekst okazuje się interesujący dla każdego.

Bez wątpienia „Pomiędzy tożsamością a obrazem” jest inicjatywą ciekawą. Poszukiwanie śladów tożsamości, rozsianych znaków identyfikacji w różnych dziedzinach sztuki umożliwia głębszy namysł nad otaczającą nas rzeczywistością. Być może w tym tkwi siła publikacji – w jej pozornej wadzie. Zakreśla ona bowiem tak szeroki horyzont, zatacza tak szerokie kręgi, że uświadamiamy sobie, że od tożsamości, odciskania swojego piętna, trudno jest nam uciec.
„Pomiędzy tożsamością a obrazem”. Red. Miłosz Markiewicz, Agata Stronciwilk, Paweł Ziegler. Wydawnictwo grupakulturalna.pl. Katowice 2016 [seria: Historia i Teoria Kultury (HiT Kultury)].
Wersja elektroniczna publikacji dostępna jest do darmowego pobrania na stronie wydawcy: http://www.grupakulturalna.pl/?page_id=426
Dwutygodnik „artPAPIER" objął książkę patronatem medialnym.