Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (319) / 2017

Radosław Pisula,

ŻYCIE I CZASY SELINY KYLE (CATWOMAN: NIE MA LEKKO)

A A A
Rok przyszło czekać polskim czytelnikom na kolejną odsłonę solowych przygód Catwoman. Znakomita edycja w wersji deluxe wymusza jednak taki tryb wydawniczy, a Selina w interpretacji Eda Brubakera zdecydowanie na to zasługuje. Oto jedna z najbardziej przemyślanych serii (ostatecznie jednak niezbyt) superbohaterskich ukazujących się w XXI wieku.

Brubaker należy do czołówki scenarzystów na amerykańskim rynku. Autor mający na koncie dziesiątki znakomitych tytułów porusza się w wielu gatunkach – chociaż najmocniej czuje się podczas figlowania z kryminałem – a od kilkunastu miesięcy przeprowadza ofensywę na polski rynek (vide: „Fatale”, „Tajni Avengers”, „Velvet”, „Gotham Central”, „X-Men – Mordercza geneza” czy nadchodzący „Immortal Iron Fist”). Potrafi też z niezwykłym wyczuciem wyciągać z niebytu znane postacie i przy pomocy swoich ulubionych konwencji zamieniać ich przygody w prawdziwe fabularne tarany – w ten sposób przez siedem lat konsekwentnie bawił się Kapitanem Ameryką, uwikłanym w kolejne thrillery szpiegowskie. Przygody Catwoman to jego pierwsza bardzo długa seria. Twórca z pewnością mógł odetchnąć pełną piersią podczas kreowania na nowo świata Kyle – bohaterki, która w tym czasie mało kogo w wydawnictwie obchodziła (jako postać co prawda istotna z historycznego punktu widzenia, ale już mocno zakurzona).

W kapitalnym wprowadzeniu, jakim był poprzedni tom – gdzie Catwoman „zmartwychwstała”, poznała sędziwego detektywa Slama Bradleya, spotkała dawną przyjaciółkę Holly i postanowiła trochę zmienić swoje życie, a także uratować bliską sobie dzielnicę East End – Brubaker ustawił pionki na dramaturgicznej planszy i przedstawił najistotniejszych graczy, by w drugim tomie na dobre zacząć rozwijać intrygę zakrojoną na szeroką skalę. Nowy album (podobnie jak jego poprzednik) to zbiór kapitalnych opowieści kryminalnych, ale – w przeciwieństwie do wielu innych regularnych serii – najważniejsze są tu postacie, ich ciągły rozwój oraz wzajemne konfrontacje, przeprowadzane w różnych konfiguracjach na planie ciągle ewoluującego świata przedstawionego. Nie spotkamy tutaj kilku oddzielnych opowiastek, marginalnie powiązanych ze sobą: „Nie ma lekko” wypełniają dynamiczne fabuły, ale między kolejnymi kadrami wszystkie najważniejsze postacie (Selina, Slam, Holly) radują się, cierpią, przechodzą przemiany. I w tym tkwi największa siła tego cyklu – Brubaker uwielbia swoich bohaterów niczym wyrozumiały przyjaciel i wikłając ich w różne gatunkowe schematy (czarny kryminał, opowieść o włamie, podróż przez Stany Zjednoczone), na pierwszym miejscu stawia ich uczucia. Napotkamy tutaj tak delikatne i przyziemne problemy, jak bolesne błędy z przeszłości, zerwane więzy rodzinne, miłosne rozklekotanie czy znakomicie przeprowadzona wiwisekcja szoku pourazowego.

Mimo miłości do noiru scenarzysta nie pozwala sobie, czytelnikom i bohaterom na chwilę stagnacji, serwując wszystkim zainteresowanym prawdziwą „jazdę bez trzymanki” – zaczyna od obyczajowej historii, by przez naprawdę porażający thriller przejść w zapewniającą katharsis powieść drogi i skończyć znów w objęciach smolistego kryminału. Nie ma tu miejsca na nudę: Brubaker wciąż zaskakuje, nie unika elementów superbohaterskich (znakomite gościnne występy znanych trykociarzy), ale w świetle jupiterów cały czas stoją niejednoznaczni, życiowo zagubieni protagoniści, z którymi niezwykle łatwo się utożsamiać – nawet, jeśli mówimy o skaczącej po dachach złodziejce w ciasnym kostiumie i facecie przebranym za nietoperza.

W całym zbiorku jedynym trochę słabszym elementem jest wprowadzenie (niezbyt angażującego) wątku nadnaturalnego, który jednak niknie w nawale przyziemnego dobra serwowanego przez Brubakera. „Nie ma lekko” to zakrojona na wielką skalę opowieść wprowadzająca w nowy wiek zasłużoną postać, której perypetie znakomicie się śledzi. Scenarzysta ma wyraźne nastawienie na „serialowe” pisanie swoich historii, dzięki czemu brak w recenzowanym dziele niepotrzebnych opisów – dialogi są celne, inteligentne, a ludzie rozmawiają jak ludzie, czego znakomitym przykładem jest rozgrywająca się na dachu scena dialogu Bradleya i Batmana, zakończona wypaleniem przez tego pierwszego papierosa – przekazująca więcej znaczeń niż tysiąc słów.

Wizualna narracja napędza pomysły Brubakera. Lwią część albumu zilustrował Cameron Stewart, którego prace (zachowujące swój styl) pod warsztatowym względem w pewien sposób przywodzą na myśl nieodżałowanego i znanego z poprzedniego tomu Darwyna Cooke’a. Jego kreskówkowe, niezwykle dynamiczne rysunki idealnie komponują się z kolorami, przez co cała armia wysmakowanych barw (przygaszone kolory przecinane w odpowiednich momentach jaskrawymi elementami) pędzi równym tempem ze zmieniającym się tonem kolejnych historii. Przedstawiona przez artystę mimika bohaterów często mówi o postaciach więcej niż dialogi. Catwoman w ujęciu Stewarta jest już nie tylko seksowną femme fatale, lecz przede wszystkim silną kobietą z całym archipelagiem emocji wypisanych na twarzy. Natomiast historie autorstwa gościnnych rysowników są dopasowane do odpowiednich segmentów – tak jak niezwykłe, zakochane w geometrycznych figurach, wyciszone prace Javiera Pulido, podkreślające opowieść zafiksowaną na wewnętrznych przeżyciach bohaterów.

Ed Brubaker jest jednym z najlepszych scenarzystów nie tyle XXI wieku, co (piszę to z pełnym przekonaniem) całej historii komiksu. Swoją wersją przygód tytułowej postaci udowadnia on, że nie tylko niezależne prace mogą być przesycone autorską magią. Cykl Amerykanina jest znakomitą i kompleksową opowieścią z niezwykle złożonymi protagonistami, kipiącą od emocji, ale nie uciekającą od swoich barwnych korzeni. „Catwoman” to jeden z najlepszych komiksów wydawanych obecnie na naszym rynku, bijący na głowę taśmowe serie trykociarskie. Bierzcie w ciemno, bo Seliny Kyle w tej wersji po prostu nie da się nie lubić.
Ed Brubaker, Cameron Stewart, Javier Pulido, Brad Rader: „Catwoman: Nie ma lekko” („Catwoman: No Easy Way Down”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.