Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (319) / 2017

Andrzej Ciszewski,

BROTHERS IN ARMS (KAPITAN AMERYKA: BIAŁY)

A A A
Amerykański patriota o nadludzkiej sile, bajecznym refleksie i prawdziwie heroicznej niezłomności walczy o wolność, sprawiedliwość oraz szereg innych ideałów. Wykorzystujący narodowe barwy kostium superbohatera skrywa jednak człowieka z krwi i kości, cierpiącego z powodu samotności i nieukojonego żalu po stracie partnera i najlepszego przyjaciela. Mimo upływu lat Steve Rogers wciąż nie potrafi zapomnieć o czasach, gdy podział na dobro i zło wydawał się niepomiernie łatwiejszy. O czasach, gdy u jego boku stał James „Bucky” Barnes, którego przedwczesna śmierć okazała się najbardziej dotkliwą porażką w biografii Kapitana Ameryki.

Czwarta odsłona „kolorowego” cyklu Jepha Loeba i Tima Sale’a, ukazującego klasyczne postaci z uniwersum Marvela przepracowujące ból, rozpacz oraz traumę po stracie bliskich ich sercu osób, w niczym nie ustępuje poprzednim epizodom tej kameralnej serii. Pierwszoosobowa narracja snuta przez protagonistę tomu zabiera nas do czasów największej świetności herosa z tarczą, który wraz z nieodłącznym kompanem codziennie narażał życie w walce z przeważającymi siłami wroga (patrz: nazistami). Okoliczności, w których Barnes odkrywa tajną tożsamość Rogersa, intensywny trening młodszego o zaledwie kilka lat partnera, pierwsza wspólna misja oraz feralna eskapada w grudniu 1941 roku, gdy bohaterowie (wraz ze Straszliwym Komando dowodzonym przez sierżanta Nicka Fury’ego) muszą zmierzyć się z oddziałami Red Skulla to tylko niektóre z wątków dookreślających uczucia łączące trykociarskie duo.

Podczas gdy „Daredevil: Żółty” (kolor symbolizujący tchórzostwo), „Spider-Man: Niebieski” (barwa odwołująca się do melancholii) oraz „Hulk: Szary” (tytułowa dominanta oznacza niejednoznaczność) opowiadały o wielkiej utraconej miłości, w „Kapitanie Ameryce: Białym” Jeph Loeb proponuje spojrzenie na relację między dwiema bardzo różnymi, a jednak pod wieloma względami bliźniaczymi duszami. Pełen wzniosłych ideałów (często zupełnie nieprzystających do wzorców zachowań obowiązujących na froncie i poza liniami wroga), zawsze „robiący swoje” Steve oraz gniewny, choć nigdy nie tracący wiary w swojego przyjaciela Bucky doskonale wpisują się w role rodem z melodramatu (w pewnym momencie akcja przenosi się nawet do Casablanki!), aczkolwiek – co należy podkreślić – uczucie łączące wojaków jest czysto platoniczne.

Retrospektywna opowieść o doświadczeniu straty, niemożności zaznania pocieszenia oraz cenie podejmowanych wyborów wiele zyskuje za sprawą solidnej warstwy językowej (refleksyjny ton wypowiedzi Kapitana Ameryki, dobrze napisane dialogi) oraz braku ckliwości i taniego moralizatorstwa. Atutem historii, optymalnie bilansującej wątki obyczajowe, przygodowe i sensacyjne, są jak zawsze stylowe prace Tima Sale’a. Charakterystyczna kreska artysty doskonale sprawdza się w sekwencjach dynamicznej akcji, ale przede wszystkim w wyciszonych kadrach (kapitalna zmiana planów ze szczególnym uwzględnieniem detalu) akcentujących bogate spektrum emocji malujących się na twarzach protagonistów. Pieczę nad kolorami sprawuje natomiast Dave Stewart, nadający tej równie konfesyjnej, co symbolicznej opowieści odpowiedni ton. Okraszony galerią szkiców oraz wywiadem z autorami „Kapitan Ameryka: Biały” powinien przypaść do gustu zarówno miłośnikom tej wydawniczej inicjatywy, jak i fanom (nie tylko wspólnej) twórczości Jepha Loeba i Tima Sale’a. 
Jeph Loeb, Tim Sale: „Kapitan Ameryka: Biały” („Captain America: White”). Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2017.