Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (319) / 2017

Katarzyna Warmuz,

PALEO KOSZMAR (CAPTAIN FANTASTIC)

A A A
Od kilku tygodni śledzę stronę promującą filmy poruszające idee lewicowe. Jest to rarytas, smaczek dla tych, którzy w kinematografii szukają historii wypartych przez mainstream, wątków walk klasowych albo dokumentów przedstawiających miejsca ukryte, takie jak kontenery czy korporacyjne boksy… Różnorodność zestawienia jest zadziwiająca. Po obejrzeniu kilku pozycji z listy można dojść do wniosku, że spis sporządzany jest przez kogoś, kto zręcznie porusza się po myśli lewicowej, a przynajmniej wie, kiedy dochodzi do mieszania pojęć, zjawisk albo idei. Zadziwiające jest, że oscarowy „Captain Fantastic” pojawił się na stronie, na której można znaleźć m.in. trzygodzinny dokument o puczu w Chile albo biograficzny szkic o Chomskim. Po takim zestawieniu trudno podejść do dzieła Matta Rossa bez specjalnych oczekiwań. Uczucie zdegustowania i rozczarowania wywołane mąceniem pojęć oraz próba nakreślenia Bena (Viggo Mortensen) jako postaci, z którą odbiorczyni powinna się utożsamiać, nie wydają się problemami marginalnymi.

Młode małżeństwo, sprzeciwiając się kapitalizmowi i kulturze konsumpcji, postanawia zamieszkać w lesie i tam, w otoczeniu wysokich sosen i strumieni, założyć rodzinę. Pierwsze minuty filmu „Captain Fantastic” ukazują, że stworzenie dobrze prosperującej idylli jest możliwe. Pięknie wykończone meble, swetry z własnoręcznie międlonego lnu, brak skrupułów w zabijaniu zwierząt oraz nieobecność wysoko przetworzonego cukru w diecie, mnóstwo książek i nocne śpiewanie z gitarą przy ognisku – to elementy, które mają odbiorczyni dzieła Rossa pokazać, jak wygląda rodzina, która nazbyt serio podeszła do mody na życie w stylu paleo. Nagłym zwrotem w dziejach całej rodziny jest śmierć matki. Przez większość filmu jej historia będzie rozsnuta wokół skrawków informacji – zdjęć, retrospektyw lub onirycznych wizji. Niemniej samo zdarzenie jest siłą napędową akcji i powoduje spotkanie z rodziną kobiety, zwłaszcza z ojcem, który uważa Bena za nieodpowiedzialnego przygłupa.

Wydawałoby się, że zetknięcie „lewicującego” ojca z liberalnym teściem spowoduje ostry zgrzyt w narracji. Niestety, do nagłego podzielenia widowni, w moim przekonaniu, nie dochodzi, bowiem wydarzenia mające miejsce przed spotkaniem Jacka (Frank Langella) wprowadzają spory dysonans w postrzeganiu Bena. Intuicyjnie mniemam, że bohater grany przez Mortensena miał wzbudzać dużą sympatię. Zostało to zniweczone przez pochopne wnioski Rossa wysunięte po lekturze kilku komunistycznych teksów oraz hipisowskich poradników dla przyszłych rodziców. Ulokowanie leśnej rodziny w dyskursie lewicowym wprowadza wiele zgrzytów, które powodują, że nieopisanie Bena nomenklaturą Jacka graniczy z cudem.

Niekonsekwencji można wskazać kilka. Po pierwsze, odizolowanie dzieci powoduje, że ich szeroka wiedza na temat matematyki, fizyki, literatury oraz znajomość kilku języków jest w lesie nieprzydatna. Oczywiście, w konfrontacji z innymi dziećmi Zaja (Shree Crooks) wypada wspaniale, ale cóż z wiedzy, która jest wyalienowana ze sfery społeczno-politycznej? Innym przykładem jest scena, w której widz dowiaduje się, że teren w lesie został zakupiony przez Bena. Ta mimochodem rzucona w filmie informacja może nie mieć znaczenia. Tyle że Ross portretuje paleo rodzinę jako lekko owładniętą myślą anarchistyczną, co objawia się w kreowaniu leśnego domostwa na kształt federacji i obchodzeniu urodzin Noama Chomsky’ego. Niesnasek polegających na miksowaniu pojęć oraz braku światopoglądowej spójności można doszukiwać się w niemalże każdej minucie, co powoduje, że film „Captain Fantastic” ogląda się mozolnie. Jeszcze innym aspektem, który powoduje absmak, jest konstrukcja postaci Jacka, konserwatywnego dziadka. Po raz kolejny można odnieść wrażenie, że miał to być zły charakter, antagonista krzyżujący plany rodziny. Jack wzbudza trochę sympatii chłodnym podejściem do poczynań Bena i niezwykłą czułością wobec dzieci. Jednak jego obraz jest silnie połączony z przepychem, którym się otacza, oraz nieukrywaną fascynacją myślistwem.

W filmie Rossa irytuje również brak silnego kobiecego głosu. To prawda, że akcja zdeterminowana została przez śmierć matki, ale trudno zrozumieć, dlaczego to zdarzenie jest jednoznaczne ze skreśleniem innych żeńskich stanowisk. Tym bardziej, że antagonizm między Benem i Jackiem powoduje w pewnym momencie odsunięcie dzieciaków z pola widzenia, co wpływa na odbiór całego filmu. To bójka dwóch mężczyzn jest tutaj istotna. Na drugim planie zarysowane zostały rozterki najstarszego syna, Bo (George MacKay), dla którego wyjście z lasu jest najbardziej opresyjne i najeżone trudnościami. Chłopak nie potrafi uwieść ładnej blondynki, a kilkanaście listów z najlepszych uczelni wprowadza go w zadumę nad swoją przyszłością. Niewątpliwie, w filmie Rossa brakuje bohaterki, która musiałaby się z czymś zmierzyć, na przykład z określeniem swojej przyszłości, z cielesnością czy seksualnością. Dziewczyny w „Captain Fantastic” odgarniają jedynie swoje rude włosy, grają na gitarze i czasami pochwalą się jakąś ciekawostką ze świata nauki. Niestety, nie są one w dziele Rossa pełnokrwistymi bohaterkami i zostały umieszczone na obrzeżach fallocentrycznego światka. To nie kobiety, a kukiełki, które poruszają się tak, jak im rozkaże ojciec, dziadek lub starszy brat.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się idealnie dopracowane, ale po kilkunastu minutach można odnieść wrażenie, że „Captain Fantastic” jest zbudowany wokół znalezionych w Wikipedii haseł, takich jak marksizm, trockizm, maoizm, kultura hipisowska, anarchizm, kapitalizm oraz ze wszelkich pobocznych wątków wynikających z wymienionych tu terminów. Ross chciał stworzyć film odpowiadający niemalże wszystkim, aby liberał i przysłowiowy lewak znaleźli dla siebie przytulne miejsce. Prawda jest taka, że bardziej połechtani zostaną zwolennicy wolnorynkowej ekonomii niż osoby identyfikujące się jako jednostki związane z lewicą. Oczywiście, wyszkolone w recytowaniu Karty Praw dzieciaki wzbudzają podziw. Ich znajomość badań Chomsky’ego albo kapitalistycznych mechanizmów wyzysku klasy robotniczej, prekarnej również mogą wprawić potencjalnego widza w zachwyt. Tyle że cóż z tego, skoro Ben stworzył swoim pociechom skrytkę w lesie i pozbawił je komplementarnych, społecznych kompetencji? Co zrobić z wiedzą, która nie ma przełożenia na empiryczne doświadczenie życia w kapitalistycznym świecie? Jest to niezmiernie zastanawiająca kwestia. Czy Ross drwi z lewicy? Czy skłonny jest przyklasnąć liberałom? Nawet zakończenie, ukazujące kompromis między szałasem w lesie a życiem w metropolii, nie daje precyzyjnej odpowiedzi. Odbiorczyni filmu nie wie, czy dzieci połączyły teorię z praktyką, ale za to wie, że cała rodzina przekonała się do cukru.
„Captain Fantastic”. Scenariusz i reżyseria: Matt Ross. Zdjęcia: Stéphane Fontaine. Obsada: Viggo Mortensen, George MacKay, Samantha Isler i in. Produkcja: USA 2016, 118 min.