Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (319) / 2017

Sławomir Iwasiów,

KOLEKCJONER PAMIĘCI. PODRÓŻ (W PRZESZŁOŚĆ) Z CLAUDIO MAGRISEM

A A A
Claudio Magris (ur. 1939), włoski pisarz, eseista, germanista i tłumacz literatury niemieckiej, to autor z kilku powodów zajmujący dla polskiego czytelnika. Ostatnio ukazała się na naszym rynku wydawniczym, przetłumaczona przez Joannę Ugniewską, powieść pod tytułem „Postępowanie umorzone”. Warto w związku z tym poświęcić tej książce uwagę, jak i przypomnieć sylwetkę oraz dorobek pisarza. „Postępowanie umorzone” – jako współczesna proza europejska – jest bowiem związane z innymi książkami Magrisa.

Magris podejmuje zagadnienia istotne z punktu widzenia dzisiejszych przemian Starego Kontynentu, a przede wszystkim jest zainteresowany tematyką Europy Środkowej, co nierzadko znajdowało – i wciąż znajduje – odzwierciedlenie w jego twórczości prozatorskiej. Pisarz chętnie nawiązuje do takich kategorii, jak podróż, tożsamość europejska, wielokulturowość czy figury miast, nie są mu obce i zagadnienia historii XX wieku, i współczesnej polityki – pisał także o Polsce, głównie o wydarzeniach związanych z rewolucjami lat 80. XX wieku. Zofia Zaleska, recenzując na łamach „dwutygodnika.com” minipowieść „Domysły na temat pewnej szabli”, stwierdziła: „Spoglądanie w przeszłość fascynuje pisarza od zawsze”. Autor współpracuje z „Zeszytami Literackimi”, które w 2009 roku opublikowały, między innymi, jego książkę pod tytułem „Podróż bez końca” w przekładzie Joanny Ugniewskiej (po polsku można przeczytać choćby: „Dunaj”, „Inne morze”, „Mikrokosmosy”, „Na oślep” czy wspomniane „Domysły na temat pewnej szabli”). Magris to zatem autor światowego formatu, ale jakoś „oswojony”, bliski polskiej kulturze najnowszej. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród (w 2016 roku Nagrody Franza Kafki), został wyróżniony również w Polsce – sejneńska Fundacja Pogranicze nadała mu tytuł „Człowieka Pogranicza”. Sam pisarz nierzadko przyznaje w wywiadach, że Polska jest dla niego krajem szczególnym – zaczął tu przyjeżdżać jeszcze w latach 70. ubiegłego stulecia.

O ile wcześniejsza twórczość Włocha, głównie eseistyczna, nierzadko dotyczyła podróżowania, mobilności, ruchliwości świata, tak w gatunku powieściowym Magris, i w tej najnowszej książce również, dotyka nieco innych, choć pokrewnych sobie problemów: przeszłości, pamięci i historii, które pod jego piórem zyskują wymiar, by tak rzec, „konstruktywistyczny”.

Główną bohaterką „Postępowania umorzonego” jest Luisa Brooks, która zajmuje się spuścizną intrygującego kolekcjonera i pasjonata – dziełem jego życia miało być stworzenie Muzeum Wojny. Narracja Magrisa jest inspirowana życiorysem i dorobkiem Diega de Henriqueza (1909–1974), triesteńskiego profesora, który zebrał około piętnastu tysięcy przedmiotów (jak broń) związanych z wojną i działaniami wojennymi, dwadzieścia cztery tysiące fotografii, około trzystu tomów z zapiskami diarystycznymi, a także plakaty, książki, mapy, nagrania muzyczne i filmy. Kolekcja obejmuje rzeczy związane przede wszystkim z dwiema wielkimi wojnami XX wieku – zamierzeniem autora było jednak nie tyle pokazanie samej wojny, ile przemian społecznych towarzyszących konfliktom zbrojnym. Civico Museo della Guerra per la Pace Diego de Henriquez funkcjonuje w Trieście od 2014 roku.

Opowieść Magrisa nawiązuje do dokonań triesteńskiego profesora – tam, gdzie skończyło się życie rzeczywistego Diega de Henriqueza (czyli w 1974 roku podczas pożaru magazynu – spłonęła wtedy część jego zbiorów), rozpoczyna się swoista „misja” fikcyjnej bohaterki powieści. Po śmierci kolekcjonera, owianej mgłą tajemnicy, Luisa stara się dociec, w jaki sposób badacz postrzegał przeszłość i na czym polegał jego muzealniczy projekt. Sama w związku z tym angażuje się w „konstruowanie” narracji o historii wojny i wymyśla – kierując się zdobytymi notatkami i wskazówkami – plany muzeum. Nie są to kwestie obce twórczości Magrisa. W zbiorze esejów „Podróż bez końca” tak pisał o doświadczaniu europejskiej historii i wielokulturowości: „Nie ma podróży bez przekraczania granic – politycznych, językowych, społecznych, kulturowych, psychologicznych, również tych niewidocznych, oddzielających jedną dzielnicę od drugiej w tym samym mieście, granic między osobami, pokrętnych granic, które w naszym własnym piekle rozdzielają nas” (s. 12).

W dużej mierze „przekraczania granic”, ale też specyficznej podróży, „katabazy” do wnętrza europejskiej historii (i piekła XX wieku!) dotyczy właśnie najnowsza powieść, „Postępowanie umorzone” – autor stawia w niej pytanie o to, jak pojmujemy przeszłość (czy w ogóle mamy do niej dostęp?), ale też na jakiej zasadzie tworzymy jej konstrukcję, czyli narrację historyczną. Teoretycy opowiadania o przeszłości, jak Hayden White, podsunęli odpowiedź na to pytanie – historia, podobnie jak literatura, mniej lub bardziej, ale zawsze w pewnym stopniu poddaje się narracyjnym przekształceniom, ma w sobie coś z „twórczości”, nieodmienne zderzają się w niej te same siły, co w literaturze: „fikcyjność” i „realność”. W jakimś sensie obrazem tych problemów jest przestrzeń muzeum – wystawa to przecież nie tyle przeszłość „odkryta”, ile „skonstruowana”.

Przechodząc do fabuły „Postępowania umorzonego” – Luisa zmaga się z projektem muzeum, które ma przedstawiać horror wojny i wpływ działań wojennych na codzienne życie ludzi w te działania uwikłanych. Tak jak tajemnicza i makabryczna jest śmierć kolekcjonera, tak i postać bohaterki wydaje się intrygująca i powiązana (zrazu niewidzialną nicią) z projektem Muzeum Wojny – Luisa jest córką Żydówki i Amerykanina, czarnoskórego żołnierza. Bohaterka, przynajmniej na początku, sprawia wrażenie zachwyconej i pochłoniętej opus magnum nieżyjącego kolekcjonera: „Pocałunek, ukąszenie – staję się taka jak on; tyle czytam jego papierów, że zaczynam się z nim utożsamiać, zajmuję się jego karabinami maszynowymi i jego mieczami, teraz zaś, kiedy nabrałam zwyczaju zabierania tych szpargałów wieczorem do domu, trochę kartek i trochę fotografii, i zastanawiam się, jak je rozmieścić, aż ogarnia mnie sen, zaczynam w końcu wierzyć, że wszystko sprowadza się jedynie do wojny i każdy znak jest blizną” (s. 13). Niepokojące może być zachowanie Luisy – czy nie staje się taka, jak jej poprzednik? Czy przypadkiem nie dopada ją szaleństwo podobne do tego, które może towarzyszyć policjantowi ścigającemu seryjnego mordercę? Powieść Magrisa można czytać jak kryminał – mamy tu przecież i morderstwo, i zagadkę, i interesującą, mocno zarysowaną główną bohaterkę, starającą się za wszelką cenę rozwikłać tajemnicę (są w narrację wplecione poszczególne rozdziały opowiadające o jej „prywatnych” losach).

W oczach Luisy, a także z punktu widzenia czytelnika, plan zebrania „wszystkich” eksponatów dotyczących wojny to zadanie tyleż ambitne, co w makabryczny sposób absurdalne: „Może bał się umierać, lecz z pewnością nie bał się śmierci; pośród dżipów, bagnetów, szabli i bandoletów czuł się pewnie tak jak pośród posągów i tablic na cmentarzu, gdzie miecz w rękach rycerza z marmuru czuwającego nad grobem nie uderza nigdy z impetem. Podobno napisał nawet do prezydenta Stanów Zjednoczonych, prosząc go o system namierzania Norden, który pozwolił zrzucić bombę na Hiroszimę” (s. 15). Oto i współczesny problem „humanistyczny”: na ile da się odnaleźć i zachować ślady przeszłości? Jaki sens ma pamiętanie o tym, co minęło? Jak historia wpływa na teraźniejszość, a jak teraźniejszość kształtuje historię? To nie tylko wątpliwości dotyczące estetyki – czyli tego, jak muzeum będzie „skomponowane” – ale nie mniej ważne zagadnienie polityczne: w jaki sposób – i jakimi środkami – muzealne sale będą „przemawiały” do odwiedzających.

Luisa niejako na sobie próbuje różnych planów, projektów, koncepcji – zastanawia się, jak mogłoby wyglądać to muzeum, które wykreował w swoim nieco szalonym, a na pewno genialnym umyśle kolekcjoner. Dużą część narracji wypełniają jej kolejne przemyślenia, układane na gorąco pod wpływem inspiracji, podsycane zarówno zebranymi przedmiotami, jak i zapiskami muzealnika. Bohaterka pyta samą siebie: „Muzeum jako ruchomy hipertekst, gdzie wszystko przemieszcza się albo znika i ulega unicestwieniu, tak jak prawdopodobnie nastąpiło to w jego głowie?” (s. 17).

Sama idea Magrisa – żeby przypomnieć postać Diega de Henriqueza i skupić się na układaniu po trosze fikcyjnego, a po trosze realnego planu Muzeum Wojny – spotyka się z wciąż żywymi (w humanistyce, publicystyce, dyskusjach w mediach) rozważaniami na temat historii. Dlatego też narrację „Postępowania umorzonego” miejscami czyta się jak esej. Magris zastanawia się: jak ukazać losy kogoś, kto przez całe życie maniakalnie zbierał przedmioty świadczące o życiu (i śmierci) innych ludzi? Jaka powinna być forma, w której zostanie przedstawiony dorobek muzealnika i wizja jego muzeum? Jak skomponować ekspozycję składającą się z tysięcy przeplatających się ze sobą opowieści pojedynczych osób? To wątki istotne z punktu widzenia kultury XXI wieku: jak powinno wyglądać muzeum i jaka jest funkcja tego rodzaju instytucji, które stanowią część krajobrazu współczesnego miasta? I Magris, i Luisa – każde na swój sposób – mierzą się z tymi problemami. Magris daje pod rozwagę trudności opowiadania o przeszłości; Luisa jest niczym Wergiliusz – oprowadza czytelnika po kolejnych salach muzeum, daje wgląd w wydarzenia, z którymi były związane poszczególne eksponaty: „Sala nr 6. – MP44, zawieszony na prawej ścianie. Niemiecki karabin automatyczny z czasów drugiej wojny światowej, na wyposażeniu pułku 1083 dywizji 544 Wehrmachtu, w której Otto Schimek został wyznaczony do VIII kompanii grenadierów” (s. 219).

Najbardziej poruszającą częścią kolekcji są zeszyty z wynotowanymi zapiskami więźniów obozu koncentracyjnego i jedynego na terenie Włoch nazistowskiego krematorium – Risiera di San Sabba. Ten wątek napędza sensacyjny czy kryminalny wątek powieści – wśród wyrytych na ścianach cel napisów miała znajdować się także lista współpracujących z nazistami kolaborantów. Czy dlatego kolekcjoner znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Może ktoś chciał, razem z nim, spalić dowody zbrodni z przeszłości? Taka jest nie tylko siła historii, ale i trudna do przecenienia moc oddziaływania auto/biografii, która może zmienić postrzeganie rzeczywistości – wyryty na ścianie napis, dziennik, wspomnienie być może mówią o zamierzchłych wydarzeniach więcej niż niektóre eksponaty.

W powieści Magrisa muzeum ma jeszcze inną funkcję – projekt genialnego kolekcjonera, i podążającej jego śladami Luisy, jest specyficznym miejscem, które łączy przeszłość i teraźniejszość. Muzeum przekształca się w interaktywną mapę historii, wymagającą dopisania legendy – jednakowoż to nie punkty (eksponaty) na tej mapie są najważniejsze, bo nierzadko są dla „podróżnika” (zwiedzającego) trudne do odczytania. To „legenda” – a więc opowieść towarzysząca zebranym przedmiotom – najwięcej mówi o przeszłości zamkniętej w muzealnych salach. Luisa przebywa tę drogę i w końcu znajduje rozwiązanie: „Kiedy dociera się do ostatniej sali, żeby wyjść, trzeba wrócić, przejść jeszcze raz tę samą drogę i odnaleźć wszystko, co, jak sądziliśmy, zostawić za sobą, wyjść tymi samymi drzwiami, przez które przeszliśmy” (s. 418). Czy to znaczy, że zagłębiając się w muzealne sale trzeba, po prostu, odnaleźć samego siebie?

Może właśnie na tym polega trudność układania narracji o historii? Na mozolnym wracaniu do przeszłości, której wcale się nie chce? Na ciągłym podróżowaniu do początku, który jednocześnie staje się końcem? Na rozdrapywaniu wciąż świeżych ran? Mówiąc o tym, czego (pozornie) już nie ma – o tragedii, cierpieniu i śmierci – musimy nieodmiennie opowiadać o naszych własnych losach.
Claudio Magris: „Postępowanie umorzone”. Tłum. Joanna Ugniewska. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2017.