Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (319) / 2017

Paweł Kaczmarski,

ZAMIESZKAĆ W MONITORINGU (RADOSŁAW JURCZAK: 'PAMIĘĆ ZEWNĘTRZNA')

A A A
„Pamięć zewnętrzna” Radosława Jurczaka jest jednym z najlepszych poetyckich debiutów ostatnich lat.

To książka o dronach i imigrantach, miastach i religii, o pamięci, podmiotowości i doświadczeniach pokoleniowych.

To również fascynujące przedłużenie – i przetworzenie – dykcji Czesława Miłosza, Andrzeja Sosnowskiego oraz Tomasza Pułki.

To zarazem świetny przykład poezji, w której uwikłanie w tak zwane problemy społeczne (czy polityczne) idzie ręka w rękę z namysłem nad gramatyką, składnią i codziennymi językowymi przyzwyczajeniami.

To książka naraz eligijna i niemal ezoteryczna, a zarazem komentatorska i interwencyjna, miejscami hermetyczna, miejscami zaskakująco przejrzysta.

Zaś gdybyśmy dać mieli wiarę tym propagatorom „ekokrytyki”, dla których ekopoezja to nie po prostu wiersze o skałach i drzewach, lecz poezja zajmująca się relacją człowieka do jego środowiska – o tym, jak „my” istniejemy dzięki temu i w tym co „poza nami” – moglibyśmy zapewne powiedzieć, że debiut Jurczaka stanowi jeden z najmocniejszych ekopoetyckich gestów dekady. Niemal każdy wiersz z „Pamięci zewnętrznej” dotyka w pewnej mierze pytania o granice podmiotowości i jednostkowości, o to, w jaki sposób i kiedy rzeczy „na zewnątrz” uznajemy za część nas samych.

***

Nie da się tym razem zacząć inaczej niż od podmiotu; o ile Jurczak rzadko pisze bowiem o tym, kim jest mówiący w jego wierszach, o tyle bardzo chętnie mówi o tym, kim się bywa:

Europa

Bywa się czasem linią zmiany daty

podejrzaną ideą na senegalskich serwerach

rybą wyciągniętą z powietrza ot



tak bywa się Bywa się ręką okiem się nie bywa

okiem bywa kto inny zawsze bywa kto inny

Czymś się bywa w ogrodach w miastach i na łączach



na ulicach na placach (#na_Campo_di_Fiori)

Bywa się starym Grekiem który nie jest Sokratesem

bo ma inne zajęcia na przykład wyjść na ulicę

Ten komentarz do stanu Europy opisuje zarazem podstawowy dla podmiotu „Pamięci zewnętrznej” tryb bycia: narrator bywa, miga nam przed oczami, pojawia się na chwilę, znika, w ciągłym poruszeniu, w stałym przesunięciu. W jednym wierszu staje się dronem („A teraz”), w innym „tysiącem dotykowych ekranów” („#Hume”), w jeszcze innym mówi „Jestem pokoleniem mam tysiąc możliwych podstawień” („#pokoleniowy”). „Pamięć zewnętrzną” można pewnie czytać jako książkę o „byciu tysiącami”, o spiętrzeniu tożsamości, miejsc i głosów; wszak „spam jest zasadą wszechrzeczy” („Elegia dla Katedry Teorii Gier i Matematyki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego”). I nie byłoby może w owym pędzie podmiotu/podmiotów nic szczególnie zaskakującego dla czytelnika współczesnej poezji, gdyby nie to, jak chętnie Jurczak korzysta z pierwszoosobowej perspektywy i jak często wprowadza do książki obrazy czy wątki otwarcie biograficzne – jak choćby w wierszu „Waleta”:

Automatyczny system rozpoznawania twarzy

taki jak w aparatach i u niektórych świętych



opiera się na rytmie i każdą twarz w tym wierszu

poznaję (przynajmniej rytm):

na przykład kiedyś



pod sklepem na Kreuzbergu siadłem i płakałem

(ostatnie eurocenty wydałem na Leibniza



bo herbatniki są tanie a mogą udawać posiłek)

przysiadł się jakiś Arab: weź to jeszcze ogarnij:



mieszkamy we wnętrzu monety i czyja dłoń nią obraca

(tutaj wrzuć monetę tutaj pomyśl o jeszcze)

Jeśli bowiem podmiot wierszy Jurczaka jest podmiotem bywającym, to również w tym sensie, że nie jest nieobecny; cały czas opiera się na napięciu między byciem a niebyciem, między mówieniem wieloma głosami a przywiązaniem do jednostkowej, autorskiej perspektywy. To podmiot deklarujący czasem własną przejrzystość (czy przezroczystość – „a teraz jesteś przezroczysty jak Internet”, tak zaczyna się wiersz „GoogleGlass”), ale niewątpliwie obecny, mówiący każdorazowo konkretnym głosem, z każdorazowo konkretnego – choć zwykle trudnego do nazwania – miejsca. Może przez tę ruchliwość podmiotu tak trudno wiersze Jurczaka cytować – każda cząstka wydaje się mieć sens tylko w łączności z kolejną cząstką, każdy dwuwers wypadałoby przywołać w kontekście kolejnego dwuwersu.

Wrażenie pędu w wierszach z „Pamięci zewnętrznej” ma też uzasadnienie formalne. W pierwszej chwili może się wydawać, że to książka oparta na powtórzeniach; powracają słowa, frazy, wątki. Jeśli przyjrzymy się jej jednak bliżej, okaże się, że dominującą rolę odgrywa nie powtórzenie jako takie, tylko gradacja – otwieranie kolejnej cząstki (zdania, wersu) powtórzeniem frazy z cząstki poprzedniej:

#jakością_Biedronki (loop dla Jana Kalwina)



(0)

) Drzwi połyskliwe przesuwne:

świateł mnogość i dóbr

(jak temat do rozmowy któremu kończy się tlen)



(1)

Któremu kończy się tlen

(takoż i pieniądz) stoi

przed wejściem nie ma z czego odłożyć na powieki



(2)

(ma powieki przeszklone)

W niebiesiech szuka przekształceń

w niebiesiech wiele jest znaków konkretnie są kody kreskowe



Albo jak w „18 elegiach dla Aylana Kurdiego”:



(8)

wypłoszyć morza aż pokażą ciała

wypłoszyć ciała aż pokażą dna:



(9)

a teraz wrócić do siebie wyjść z każdego obrazu

a teraz wrócić w obraz mówiąc innymi dłońmi:



(10)

cudzymi dłońmi ażeby trwalszym murem

obszerne morze ażeby cement z rąk:



(11)

cementu z rąk ażeby spoiste morze

morza spoistego ażeby nie płoszyć ciał:

To najbardziej wyraziste przykłady, ale cała „Pamięć zewnętrzna” w pewnym sensie oparta jest na nieco szerzej rozumianej gradacji, na przenikaniu się kolejnych głosów – czy też na ich zazębianiu, na zasadzie budowania ciągu zębatek przenoszących ruch na kolejne zębatki. Powoduje to, owszem, wrażenie pewnej mechanicznej precyzji, ale jednocześnie niepowstrzymanego językowego flow i nagłego spiętrzania znaczeń (wszak gradacja jest dokładnie w pół drogi między powtórzeniem a wyliczeniem). Tempo wierszy Jurczaka jest świadectwem zarówno świetnego warsztatu, jak i czegoś więcej – tego szczególnego językowego wyczucia czy błysku, który u debiutantów ujawnia się jednak nieczęsto.

***

„Bywający” podmiot Jurczaka w kolejnych wierszach opisuje – dla nas bądź dla siebie samego – swój stosunek do tak zwanych problemów współczesnego świata. Pisze o kryzysie uchodźczym i wojnie, o rasizmie, terroryzmie i rynku pracy. W wyjątkowo poruszającym, cytowanym już wyżej wierszu „18 elegii dla Aylana Kurdiego” nawiązuje do głośnej historii trzyletniego syryjskiego chłopca, który utonął, próbując przeprawić się z rodziną przez Morze Śródziemne na drodze do Kanady:

(5)

kiedy byłem dzieckiem zawsze wierzyłem dłoniom

kiedy byłem dzieckiem nie zdążyłem utonąć:



(6)

kiedy wierzyłem dłoniom nie zdążyłem utonąć

kiedy zdążono za mnie nie omieszkałem prosić:



(7)

oczu pojemnych ażeby pełne morza

dłoniom cementu ażeby domy obszerne:

Wszystko jest tu w szczególny sposób empatyczne: wiersze Jurczaka nie udzielają może głosu wykluczonym i wyzyskiwanym w taki sposób jak wiersze Kopyta czy Góry, ale i tak nieustannie wykraczają ku innemu, pokazując, jak umowne i przygodne jest oddzielanie „nas” od „nie-nas”.

Równolegle z tym ruchem na zewnątrz poeta wykonuje ruch do środka, zastanawiając się… no właśnie, nad czym? Nad genezą języka? Strukturą podmiotu?

Głupi wiersz do tańczenia

(nie ma manichejczyków bo są firewalle

nie ma drgań ośrodka bo gnothi seauton

a wewnątrz nie ma frazy jest stukot algorytmy

jest flow i flow zostaje a potem są języki

W „środku” nie ma więc ani oczywistego centrum, ani dającego się rozłożyć na części pierwsze mechanizmu; zamiast nich jest flow, językowy pęd. Gdzie indziej Jurczak pisze „w snach czasem bywam człowiekiem śni że jest pustym pokojem” („SysRq (ta elegia jest o stanie wiedzy)”). Z każdego kolejnego wypadu do wnętrza podmiotu wracamy nie z większą pewnością, ale z pomnożonymi wątpliwościami odnośnie tego, czym owo wnętrze właściwie jest; i czy w ogóle istnieje – a jeśli tak, to gdzie się znajduje – jakieś centrum (jaźń? ośrodek decyzyjny?). Owszem, nie da się tych dośrodkowych ekskursji nie ponawiać, ale fraza gnothi seauton pobrzmiewa u Jurczaka cokolwiek ironicznie. „Coś w nas zapomina / że myśli to powody dla których nie żyjemy w światach”, czytamy w „LHC (Genewa)”; „Nie byliśmy jeszcze na pewno // pokoleniem graliśmy w grę grała w nas gra”, wybrzmiewa koda wiersza „Ta sama elegia napisana trzy razy”. To obrazy charakterystyczne dla poetyckiej wyobraźni autora – „my” jest niejasne, rozmyte w większej od siebie sile albo, niejako przeciwnie, zbyt szerokie, by móc znaczyć coś konkretnego (ale mimo to nie znika, w jakimś sensie jest i zostaje w wierszu przywołane). Strona bierna i czynna stają się wymienne, nie wiadomo, czy w wierszu jest jakieś „ja”, które w coś gra, czy to coś gra raczej pewnym „ja”. A do tego jest jeszcze pęd geograficzny, przerzucanie pomostów między odległymi miejscami (Nigeria, Palestyna, Bangladesz, Donieck, Berlin, Amsterdam…).

Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki poeta używa czasownika „mieszkać”. Zamieszkać można w kopiach zapasowych i monitoringu („PL.exe”), w licznikach („#ekologiczny”) i w podwzgórzu („SysRq”). Rodzi się oczywiście pytanie: kto mieszka? Jaka część „nas” czy „mnie” odpowiada za zakorzenienie, oswojenie, określenie miejsca? Od Jurczaka nie otrzymamy oczywiście jednoznacznej odpowiedzi; ostatni – tytułowy – wiersz książki zamyka przecież deklaracja „nic nie było pełne i zwarte”.

***

Na zewnątrz jest więc inny, którego nie potrafię od siebie oddzielić, wewnątrz zaś jakieś „ja”, którego nie potrafię dokładnie wskazać. Przy pierwszym kontakcie z „Pamięcią zewnętrzną” ulec można wrażeniu, że to przede wszystkim książka o wykraczaniu, wychodzeniu poza siebie – o empatii i wspólnocie, ale też o gubieniu się w medialno-informacyjnym szumie czy o płynności różnych tożsamości i autodefinicji. Ostatecznie Jurczaka interesuje jednak nie tyle sposób, w jaki „ja” wychodzi poza siebie, ale to, co poza ja wystaje; nie tyle płynność, co niemożność wskazania granicy. To subtelna, acz istotna różnica – wykraczanie poza „ja” (czy „się”) ku „innemu” zakładałoby jakiś relatywnie stabilny punkt startowy i widoczny punkt dojścia; jest „ja”, jest „inny” i jest akt przejścia (dlatego tak często empatia, zwłaszcza w literaturze, wiąże się z protekcjonalnym w gruncie rzeczy nastawieniem mówiącego – umacnia i dowartościowuje jego głos czy pozycję).

Tymczasem dla Jurczaka istotne jest to, co na granicy ja i nie-ja, bądź to, co ową opozycję podważa. Albo inaczej: zajmują go te rzeczy (osoby, miejsca), które składają się na jakieś „ja”, choć jednocześnie wydają się do niego nie należeć (powołanie się na spopularyzowaną przez Alison Bechdel kategorię „obiektów przejściowych” jest może interpretacyjnym nadużyciem, ale naprowadza nas na właściwy trop). W ten sposób wracamy do tytułowej „pamięci zewnętrznej”:

Bywa się pamięcią najchętniej zewnętrzną

pamięć doskonała: mały czarny pendrive

najprostszy dajmonion mówi zero jeden



Bywa się tym momentem kiedy umiera techno

i jest coś co zostaje uderza uderza uderza

i to nie jest muzyką bo jest kontynentem

Pamięć, gwarant – jeśli nie rdzeń – tożsamości, zgrana na pendrive’a, do trzymania i obracania w dłoni („czarny” pendrive – aluzja do czarnej skrzynki?). Dajmonion nie tyle ucieleśniony czy urzeczowiony, co wypchnięty na granicę ja i nie-ja; to, co najbardziej czy najgłębiej „moje”, poza obrębem oczywistego „ja”. Oczywiście, chodzić może o podmiot zbiorowy i pamięć zbiorową, Jurczaka bowiem cały czas interesują konteksty społeczne i wspólnotowe, a ten konkretny wiersz jest komentarzem do stanu europejskiej polityki czy tożsamości. „Śmierć techno” z kolejnego trójwersu można by czytać zapewne jako „śmierć technokracji” jako jednej z podstaw unijnego projektu; czarny pendrive byłby efektem outsourcingu europejskiego sumienia do „niezależnych”, rzekomo apolitycznych instytucji.

Oprócz tytułowej pamięci zewnętrznej znajdziemy w książce Jurczaka kilka innych wyrazistych figur tego, co na granicy ja i nie-ja (czy też tego, co ową granicę kwestionuje i podważa). Jest wśród nich dron – to dziwne technologiczne przedłużenie oka i ręki, a zarazem symbol maksymalnie zdehumanizowanej i sproceduralizowanej militarnej agresji. Jest imigrant – najbardziej chyba dociążona symbolicznie figura tego, kogo wyklucza się ze wspólnoty, oddziela od „nas”, w sposób zupełnie arbitralny. Poza wspomnianym już cyklem (czy poematem) „18 elegii dla Aylana Kurdiego” uwagę zwraca choćby quasi-ironicznie zatytułowany wiersz „#państwo_islamskie”:

Islam kobiety w chuście która wychodzi z Biedronki

kiedy pora zbyt późna za to dziecko za wcześnie Islam głodu



Islam nocnego tramwaju islam powrotu do domu islam chusty

zsuwanej z włosów islam zimnej wody islam nocy



Islam mężczyzny który kroi mięso oczy ma szare jak kostka brukowa

kiedy pora zbyt późna chowa nóż i wyjeżdża wtedy islam benzyny islam głodu

Wskazówek, jak czytać wiersz, dostarcza przywołana przez Jurczaka na wstępie słownikowa definicja al-islam: „posłuszeństwo, poddanie prawu”. Podmienianie w kolejnych wersach słowa „islam” na określenia podsuwane przez słownik polsko-arabski („posłuszeństwo kobiety w chuście która wychodzi z biedronki”; „poddanie prawu głodu” etc.) daje ciekawe, niejednoznaczne efekty; sugeruje niespodziewane podobieństwa i łączności, podważa proste oddzielenie „tu” (wschodnia Europa) od „tam” (Bliski Wschód), pyta o uniwersalność pewnych społecznych kategorii (głód, prawo, patriarchat).

Niejako lustrzanym odbiciem, symetrycznym przeciwieństwem imigranta jest terrorysta z „Vilanelli dla Jacka S.”. Mowa o terroryście specyficznym – jak wyjaśnia autor, Jacek S., to „pierwszy polski zamachowiec-samobójca w szeregach Państwa Islamskiego”. Jeśli figura imigranta kwestionuje pochopne domykanie kategorii „my” i zwodniczą stabilność „ja”, to obraz Polaka-dżihadysty robi w wierszu coś podobnego, chociaż niejako z drugiej strony czy w przeciwnym kierunku: kwestionuje przynależność do jakiegoś „my” tego, kto niejako domyślnie, w oczywisty sposób powinien w obrębie zbiorowości się mieścić. Znów mowa więc o granicach, podmiotowości i arbitralności oddzielenia:

[…] Naszych granic



nie ustalano z nami: Jacku są pytania

których nie postawię bo wiem że co narasta

jest nieprzejrzyste a chciałbym wierzyć w odszumianie



(bo język odpowiedzi wybiera się wedle uznania

pytań Jacku) To oczywiście kusi: wejść nie zastać

się w sobie nie zastać żadnych granic

Brak granic, zniesienie problemu oddzielenia, zupełne rozmycie „się” (a może nawet uniwersalna, nieoparta na żadnym kryterium wspólnota?); to „kusi”, ale ostatecznie byłoby zbyt proste.

Tymczasem jest jeszcze w „Pamięci zewnętrznej” tyle innych powracających obrazów czy motywów, o których wypadałoby napisać, a na które nie ma już teraz miejsca: ekran dotykowy; moneta; światło (i światłowód); miasto; morze. To książka „gęsta” nie w sensie nagromadzenia jukstapozycji i dwuznaczności, ale w sensie ciasnego splotu różnych równoległych głosów – wiersze składają się jakby z fragmentów kilku dłuższych narracji, czytać można je „pod kątem” tej czy innej kluczowej figury, a całość wydaje się nastawiona na długie przebiegi (co nie znaczy, że pojedyncze utwory są jakoś niewystarczające czy niereprezentatywne dla tomu – wręcz przeciwnie). W pewnym momencie czytelnik może nawet złapać się na tym, że książkę Jurczaka widzi raczej w kategoriach wielowątkowej eksperymentalnej mikropowieści niż tomu wierszy.

***

Na chwilę warto jeszcze zatrzymać się na figurze ręki. W wywiadzie przeprowadzonym przez Dawida Kujawę autor „Pamięci zewnętrznej” twierdzi, że metaforyka dłoni interesuje go po prostu ze względu na efektywność komunikacji, „semantyczną nośność”*; jednak budowana w kolejnych wierszach opozycja ręki i oka naprowadza czytelnika na jedną z najistotniejszych dla Jurczaka inspiracji:

Bywa się ręką okiem się nie bywa

okiem bywa kto inny zawsze bywa kto inny



(z „Europy”)

Ręka i oko jako naraz komplementarne i przeciwstawne części (funkcje? kompetencje?) dynamicznego, niestabilnego, „bywającego” podmiotu narratora – tę opozycję znaleźć można oczywiście w wielu literackich tradycjach, jednak u Jurczaka wydaje się nawiązywać głównie do opozycji „ręki” i „głowy” wykorzystywanej w wierszach Tomka Pułki. Niech za przykład posłuży programowa „Abrewiatura” z „Zespołu szkół”:

Zauważyłem że głowa nie ponosi winy

Za to że ciężko jest nam dotrzeć tam gdzie chcemy* (?)

Że wszystko to wina rąk którym ciągle mało

I które próbują unieść więcej niż potrafią

Jednak z Pułką łączy Jurczaka dużo więcej: upodobanie do zaimka „się”, częste odwołania do kultury internetu i mediów społecznościowych, eksperymenty z gramatyką i składnią (założenie, że w gramatyce ślad odciskają różne społeczne struktury, hierarchie i mechanizmy przemocy), krótsze i dłuższe przebiegi zamierzonej nieprzejrzystości; sposób wykorzystania symboliki pieniądza i monety również może nasuwać na myśl wiersze autora „Zespołu szkół”. Od Pułki wydaje się w „Pamięci zewnętrznej” pochodzić szyk zdania, sposób wersyfikacji, eksperymenty ze składnią – to Pułka przyswojony głęboko, ale świadomie i z pożytkiem dla książki.

Należąc do powiększającego się z roku na rok grona literackich potomków Pułki – czy też kontynuatorów jego projektu – Jurczak wchodzi też w dialog z Maciejem Tarankiem; na przykład wiersz „#pokoleniowy” z „Pamięci zewnętrznej” można chyba widzieć jako odpowiedź na ciągle rozwijany przez Taranka cykl „#boom”.

Nie tylko Pułka jest jednak wyraziście obecny u Jurczaka; w przytoczonym wcześniej konceptualnym wierszu „#państwo_islamskie” pobrzmiewają choćby tony znane z poezji Konrada Góry. Nie wszystkie łączności wydają się też zamierzone – nie wiadomo na przykład, czy Jurczak świadomie prowadzi dialog z Kacprem Bartczakiem, ale niektóre fragmenty „Pamięci zewnętrznej” wskazują na podobny rodzaj fascynacji językami nauki i metaforyką tego, co organiczne czy biologiczne (a nie po prostu „cielesne”).

Jest też młody autor wyraźnie pod wpływem Andrzeja Sosnowskiego; przy czym zaznaczyć trzeba, że wpływ ten jest przez Jurczaka rozumiany i ciekawie przepracowywany w wierszu. To nie tylko Sosnowski przefiltrowany przez lekturę Pułki i na pewno nie Sosnowski zinternalizowany nieświadomie, to również nie jałowe epigoństwo. Wpływ autora „Sezonu na helu” widać w składni „Pamięci zewnętrznej”, w sposobach godzenia językowego flow z rygorami literackiej formy (czy nawet konceptu), w konstrukcji podmiotu – i w refleksji o (nie)możliwości stabilnej podmiotowości. Przede wszystkim jednak z Sosnowskim łączy Jurczaka – i tu debiutant zbliża się bardzo do Sosnowskiego w lekturze Pułki – swoiście utylitarne nastawienie do językowego szumu, lingwistycznego rozproszenia i „kadłubkowości” znaczeń. Nieprzejrzystość wiersza, jego przygodność czy wręcz przypadkowość – zarówno pozorna, jak i faktyczna – podporządkowane są określonym celom: chęci powiedzenia czegoś o wspólnocie, empatii, solidarności (a z drugiej strony choćby o przemocy i nierówności); o jakimś „życiu”, które da się mimo wszystko znaleźć poza medialnym, informacyjnym, późnonowoczesnym szumem.

Innego świadectwa łączności między Jurczakiem a autorem „Życia na Korei” dopatrywać się można w zainteresowaniu symboliką czy metaforyką światła. Jej rolę w poezji Sosnowskiego opisał w kanonicznym już eseju „W sercu słońca” Jacek Gutorow*. Pytanie, które Sosnowski stawia w wierszu „Proszę, nie zaprzeczaj”, a od którego wychodzi jego towarzyszący krytyk – „Kto chce być Linneuszem w samym sercu słońca?”, kto chce rysować granice i proponować klasyfikacje w obliczu „czystego żywiołu”, „żywiołu egzystencji”? – wydaje się istotne również dla Jurczaka, u którego znajdziemy na przykład taki wiersz:

GoogleGlass

: a teraz jesteś przezroczysty jak Internet

jak wyszukiwarka czytelni jak szkło)

A coś jest przyłożone do korzenia chociaż

być może nie siekiera z pewnością nie korzeń

A coś jest przyłożone i każde twoje lustro

gdziekolwiek ma korzenie nie wierzy już w odbicia

A coś jest przyłożone jeżeli są korzenie

to one o tym wiedzą: zgubiłeś się wśród luster

więc nie pomnażaj odbić bo skąd wiesz które mrugnie





(w prawym górnym rogu rozsuwa się światło

epifania systemu: popatrz tyle ikon

Jeden z najbardziej przejrzystych, a zarazem najbardziej otwarcie „politycznych” wierszy „Pamięci zewnętrznej” „#kolonializm” – także kończy się świetlną metaforą:

(2)

Taka rozmowa z kumplem z Nigerii: stary nie pierdol nie byłem

właścicielem niewolników nie ładowałem okrętów

ani strzelba i bat

(wtedy widzenie:

byłem właścicielem niewolników albo inaczej: światło

chciałem jeść rękami ale w żadnym miejscu

nie było już rąk którymi mógłbym jeść)

Z kolei w „#introduction_to_cognitive_science (2)” znajdziemy – znów pobrzmiewający Pułką – solarny aforyzm: „Im głębiej tym jaśniej a potem się ślepnie”. Oczywiście w żadnym z tych fragmentów nie da się pod światło podstawić, na zasadzie prostej alegorii, jednej określonej siły, elementu czy zjawiska; jest ono przecież (zwłaszcza jeśli wierzyć Sosnowskiemu i Gutorowowi) nazwą dla tego, co pozostaje ostatecznie bez nazwy. Ale to przez metaforę światła do wierszy Jurczaka raz po raz wkrada się przekonanie o pewnym życiu „poza” czy „wbrew” szumom i granicom; i trudno oprzeć się pokusie, by młodego poetę wpisać w tę samo tradycję „poszukiwaczy życia”, do których Sosnowski zaliczył choćby Raymonda Roussela czy Guy Deborda (a także siebie samego).

***

Jednak najbardziej zaskakującą dla czytelnika najmłodszej poezji, a zarazem fundamentalną dla Jurczaka inspiracją jest twórczość Czesława Miłosza. Autor „Traktatu poetyckiego” nie ma dziś wśród młodych poetów i poetek (a także krytyków i krytyczek) najlepszej reputacji – trudno znaleźć wśród nich osoby nieironicznie czy nieparodystycznie powołujące się na noblistę – tymczasem „Pamięć zewnętrzna” chętnie posługuje się cytatami z Miłosza, często naśladuje charakterystyczne dla niego struktury zdaniowe, otwarcie dialoguje z jego wierszami.

O pozytywnym stosunku do autora „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada” Jurczak mówi w wywiadach – zaznaczając, że najbardziej u Miłosza ceni nie relatywnie łatwą do odzyskania twórczość katastrofistyczną, ale wiersze z przełomu lat 60 i 70. W niej odnajduje „jedne z pierwszych porządnych wierszy ekologicznych po polsku”, lewicową wrażliwość, wyczulenie na głos „cierpiącego Innego”. Cytowanie w elegiach dla Aylana Kurdiego wersu otwierającego Miłoszowe „O książce” sugerować może, że Jurczakowi jest też blisko do historiozoficznej refleksji Miłosza – a przynajmniej do założenia, że w wierszu jest na taką refleksję miejsce. Podbudowują to poczucie charakterystyczne konstrukcje składniowe – inwersja, liczba pojedyncza, czas przeszły, otwarcie słowem „i” bądź „a”: „i każdą składnię znaliśmy i smutne były inwersje”; „I modliłem się żebym nie napisał tego wiersza / I modliłem się żebym potrafił napisać ten wiersz”; „A przecież graliśmy w Fallouta więc nie będzie nam nowe / nieprzejrzyste powietrze” – które nadają „Pamięci zewnętrznej” pewien kronikarsko-profetyczny ton, a wydają się z Miłosza zaczerpnięte.

Najważniejszy, a zarazem najtrudniejszy do zwięzłego opisania punkt styczny projektu noblisty i debiutanckiej książki Jurczaka dotyczy chyba jednak refleksji o podmiotowości – zainteresowania wspomnianą wcześniej granicą między ja i nie-ja. Sceptycznie nastawieni do Miłosza (włącznie z niżej podpisanym) często automatycznie kojarzą jego rozważania o jednostce i miejscu człowieka w świecie z tezami na temat wyobraźni religijnej i pewnym rodzajem religijnie motywowanej naiwności; tylko przypadek czy bardzo osobnicze skojarzenie przypomina więc o takim na przykład fragmencie – z wiersza „To jedno” Miłosza:

Doznał radości, mocnej, bez przyczyny,

Radości oczu. Wszystko było rytmem

Przesuwających się drzew, ptaka w locie,

Pociągu na wiadukcie, świętem ruchu.

Wraca po latach, niczego nie żąda.

Chce jednej tylko, drogocennej rzeczy:

Być samym czystym patrzeniem bez nazwy,

Bez oczekiwań, lęków i nadziei,

Na granicy, gdzie kończy się ja i nie-ja.

„Radość oczu”, „święto ruchu”, „czyste patrzenie bez nazwy”, „granica, gdzie kończy się ja i nie ja” – fascynacja wzrokiem, pędem, tym, co na granicy podmiotu – to obrazy i tematy bliskie Jurczakowi; można by pokusić się wręcz o stwierdzenie, że gdyby autor „Pamięci zewnętrznej” pisał w sposób bardziej dyskursywny czy narracyjny (czyli nie przeczytawszy Sosnowskiego i Pułki), pisałby właśnie tak.

***

O książce Jurczaka można mówić jeszcze długo; to jeden z tych rzadkich debiutów, o których chciałoby się napisać od razu cykl tekstów, które wciągają w kolejną lekturę od razu po zakończeniu poprzedniej, stawiając poetę natychmiast w gronie nie tylko najbardziej obiecujących, ale zwyczajnie najlepszych młodych twórców. Jeśli da się mówić dziś bez oskarżenia o kicz i przesadę o „debiutach genialnych”, „Pamięć zewnętrzna” z pewnością właśnie takim debiutem jest.

Na zakończenie warto może pochwalić wydawcę: oto Dom Literatury w Łodzi (tym razem wspólnie z Tłocznią Wydawniczą Ach Jo, której niżej podpisany śle za tom Jurczaka wielkie krytycznoliterackie propsy) kolejny rok z rzędu daje nam mocnego kandydata na poetycki debiut roku – konkurować z nim może chyba tylko Dawid Mateusz. Co ciekawe, niezależnie od dystansowania się Rafała Gawina – jako krytyka – wobec tak zwanej młodej poezji zaangażowanej, łódzki DL wydaje dziś więcej obiecujących „politycznych” autorów niż bodaj jakiekolwiek inne wydawnictwo poetyckie (oprócz Jurczaka choćby Domagała-Jakuć, Przybyła, Bartczak czy Krause); co bardzo, rzecz jasna, cieszy.



*„Łatwo nieświadomie odpalić cały ten mechanizm opresji. Z Radosławem Jurczakiem rozmawia Dawid Kujawa”, „Inter-. Literatura-krytyka-kultura” 1(7)/2016, s. 60.

* Jacek Gutorow: „W sercu słońca”. W: „Urwany ślad”. Wrocław 2007.
Radosław Jurczak: „Pamięć zewnętrzna”. Dom Literatury w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo. Łódź 2016.