Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (320) / 2017

Agnieszka Karpiel,

160x210 (MARGOT SPUTO: KTO GDZIE?)

A A A
Świat sensowny, to świat, w którym istnieje inny człowiek…

(Emmanuel Levinas)

W Muzeum Etnograficznym w Krakowie od 16 grudnia 2016 roku możemy oglądać wystawę polsko-francuskiej artystki Margot Sputo „Kto Gdzie?”. Prace poruszają problem uchodźców, którzy próbują przedostać się do Europy przez Morze Śródziemne. Autorka bazuje na materialnych pozostałościach po tych wyprawach. Są to koce, przemoknięte okładki paszportów, kawałki materiału z ubrań. Artystka kładzie nacisk na fotografie, które dokumentując te wydarzenia, docierając do nas, budują patchworkowy obraz sytuacji. Zwraca przy tym uwagę na fakt, że z powodu ogromnej ilości tych obrazów przestaliśmy już zwracać na nie uwagę, nie wpatrujemy się w poszczególne kadry z odpowiednią dawką empatii. Czy to możliwe, abyśmy z powodu nadmiaru patrzenia przestali dostrzegać? W świetle tak postawionego pytania znamienne zdaje się to, że Sputo używa tylko fragmentu fotografii. Bazuje na zdjęciach znalezionych w Internecie i kadruje je. Przesuwa nasze spojrzenie w głąb fotografii, chce, abyśmy skupili się na tym, czego nie dostrzegamy w medialnym chaosie. Mamy podjąć próbę „odwidzienia” zdjęcia i skomponowanie je na nowo w spójną całość w oparciu o prowizorycznie nieznaczące fragmenty. Poszatkowanie użytych fotografii zdaje się wyrazem bezsilności, jaka towarzyszy odbiorcy klasycznych medialnych przekazów. Co możemy zrobić, oglądając kolejne obrazy łodzi wypełnionych ludźmi? Dopiero przejście z ogólnego spojrzenia, które z definicji generalizuje i spłaszcza, do skupienia się na fragmentach, detalach pozwala zacząć budować historię na nowo. Kadrując i wycinając pojedyncze elementy fotografii, Sputo zdaje się poszukiwać odpowiedniego spojrzenia, które pozwoli nie sprowadzić problemów emigracji do niewiele znaczących frazesów.

Na całej wystawie nie zobaczymy ani jednej twarzy czy postaci. Nie znaczy to, że nie spotykamy się z człowiekiem. Obecność zostaje zbudowana nieobecnością, prostota użytych materiałów kontrastuje ze skomplikowaną sytuacją uchodźców, podobnie jak brak twarzy na zdjęciach powoduje, że widzimy ich wszędzie. Nie dostrzegamy ciał, ale podświadomie wiemy, że pod każdym kawałkiem materiału chroni się człowiek. Nie zostaniemy nakarmieni obrazami tragedii; artystka nie bazuje na bezpośrednim ukazywaniu cierpienia. Z tym jesteśmy oswajani w codziennych przekazach medialnych, jednak nikt nie potrafi przekierować naszej uwagi na pojedynczego człowieka – oto, co zdaje się dopowiadać Sputo w swojej pracy.

Wystawę rozpoczyna dyptyk „Koce”, czyli zszyte w format 160x210cm wcześniej wydrukowane na płótnie, wykadrowane zdjęcia autentycznych koców, którymi otulali się uchodźcy na jednej z tysięcy łodzi płynących w stronę Europy. Te wydrukowane kawałki zostały wielokrotnie wyprane, a następnie pozszywane przez krawcowe z krakowskiego Kazimierza. Czułość ich rąk, czas, który poświęciły na wykonanie tej pracy, ręczne obszywanie to gesty, które mogą przywrócić uchodźcom ich godność. Krawcowe otoczyły ich swoją empatią, opieką i zainteresowaniem. Pomiędzy nimi a uchodźcami wytworzyła się więź, a ich praca nabrała dodatkowego metafizycznego znaczenia.

Szczególną uwagę przykuwa część „The Blue Marble” nawiązująca do słynnego zdjęcia kuli ziemskiej wykonanego w 1972 roku przez astronautę Harrisona Hagana z pokładu statku kosmicznego Apollo 17. Zdjęcie to obiegło cały świat i zaczęło funkcjonować jako idealny obraz świata pozbawionego konfliktów. Odległa perspektywa kosmosu, z którego widzimy naszą planetę, pozwala uwierzyć w wizję świata jako jednej, spójnej całości. Zdaje się mówić, że ważne jest tylko to, iż możemy być jednością. Przy tej skali oddalenia nie dostrzegamy niczego niepokojącego: pożarów, wojen, ucieczek, śmierci.

Margot Sputo konfrontuje ten idealistyczny przekaz o naszej planecie z sześcioma fotografiami, które przedstawiają okrągłe niebieskie naczynie pełne wody i zanurzone w nim kolorowe płótno. Nie widzimy jednak, jak w przypadku pierwowzoru z lat 70., oazy wypełnionej wodą, słonecznym piaskiem i zielonymi przestrzeniami kontrastującymi z czernią kosmosu. Wyobraźmy sobie, że widzimy zdjęcie Ziemi pierwszy raz i nie wiemy, że kształty, na które patrzymy, to kontynenty, tylko bliżej nieokreślone plamy rozlewające się po niebieskościach. Naczynia na tych pięciu fotografiach też są otoczone czarnym tłem. Zaczynamy się jednak wpatrywać i powoli dostrzegamy więcej, a nasze wyobrażenie zaczyna się chwiać w posadach. Faktura materiału, ściegi, szwy, łączenia, rozlane czerwone plamy – płótno zdaje się barwić wodę, być może krwią (to sugeruje czerwony barwa), ale także zielenią, szarością, brązem. Wszystko to przykrywa pierwszy moment estetycznego zachwytu i wprowadza niepokój. Autorka chce, abyśmy płynnie przeszli od fascynacji do refleksji. Sugeruje też, że patrząc z odległej perspektywy, nie możemy niczego dostrzec, a już tym bardziej zrozumieć. Jednocześnie, przybliżając się, tracimy idealistyczną metanarrację i pozostaje nam tylko obojętne patrzenie. Pusty wzrok.

W kolejnej sali znajduje się praca „Pass-port” bazująca na pozszywanych okładkach. Artystka używa okładek z paszportów i pozbawia je nazw państw, które je wydały. Nie jest dla niej ważna instytucja, która za pomocą dokumentu nadaje formalną tożsamość jego właścicielowi. Sputo nie chce skupić naszej uwagi na państwowej przynależności, ale kładzie nacisk na wyobrażeniowe granice, które wszyscy podświadomie tworzymy. W opisie do tej pracy pojawia się informacja o „mocy” paszportów, która pozwala swobodnie poruszać się po świecie. Ich siła jest wypadkową tożsamości formalnej i tej, którą sami dookreślamy.

Tytuł tej pracy to specyficzna gra słów: pass to z angielskiego „przejść obok czegoś”, ale też „przekroczyć”, natomiast port to cel podróży lub miejsce przesiadki. Artystka świadomie rozbija słowo passport na dwie części, podkreślając drogę, którą trzeba przebyć do portu. Sputo wykorzystuje myślnik jako graficzny symbol zawieszenia, bycia poza wyjściem z jednego świata a dotarciem do celu. Jej gest czyni myślnik znakiem wędrówki, bycia pomiędzy portami.

Ten formalny zabieg na słowie pass-port odnosi nas też do innego słowa: passe-partout, terminu pochodzącego z języka francuskiego, oznaczającego kartonową ramę, którą stosuje się w oprawach prac. Passe-partout wydziela z tła, staje się dodatkowym odgrodzeniem, szczelnie zamykając to, co znajduje się wewnątrz. Sputo stworzyła czerwoną ramę z okładek europejskich paszportów; jej środek jest dokładnie wypełniony różnokolorowymi obwolutami paszportów uchodźców przybywających do Europy. Czy czerwony kordon ma sugerować kontrolę nie do sforsowania? Być może odwołuje nas do flagi Unii Europejskiej, która też przybiera kształt ramy dodatkowo naszpikowanej ostrymi rogami gwiazdek. Kto kogo od siebie odgradza i dlaczego? Wszystkie okładki, podobnie jak w przypadku „Kocy”, zostały pozszywane w całość przez krawcowe. Symbolicznie udało się więc „pozszywać” nasz świat ze światem ludzi, którzy też chcą stanowić jego część. Czerwone okładki również pozszywano: między prostokątami tego samego koloru widzimy wyraźny ścieg. Świat w pracy Sputo to nie jest jednolita i zunifikowana całość, ale zbiór różnorodnych elementów, które mogą współistnieć obok siebie. Patchworkowa forma, jaką przybrała ta praca, dodatkowo podkreśla jej charakter.

Na wystawie oglądamy tylko (i aż) materiały, fragmenty koców, plastikowe prostokąty. Możemy mieć uczucie niedosytu, biel ścian galerii zdaje się przecież górować nad niewielkimi pracami. Ekspozycja zostawia dużo miejsca na własną interpretację i dopowiedzenie. Duży margines wolnej, niezagospodarowanej przestrzeni powoduje, że nie czujemy się zdominowani umieszczonymi w niej pracami i ich tematyką.

Margot Sputo konsekwentnie buduje poczucie bliskości z uchodźcami. Jednocześnie wystawa przeraża nas pustką i poczuciem osamotnienia. Jej ascetyczna forma jest spełnieniem idei less is more, w której myśl niedosyt to walor zarówno pod względem estetyki, jak i treści. Artystka nie stawia nas „twarzą w twarz” z ludźmi na łodziach. Być może zdaje sobie sprawę z tego, że ten sposób już nie działa, chce znaleźć inną drogę. Sputo podkreśla wyraźnie, że na co dzień, za sprawą mediów, ulegamy złudzeniu spotkania, a obraz fotograficzny wziął we władanie nie tylko wizerunek, lecz także człowieczeństwo sfotografowanych. Artystka świadomie idzie tym tropem, ale poprzez dosłowne pozbawianie uchodźców twarzy przywraca im szacunek.

Emmanuel Levinas w swojej filozofii dialogu kładł nacisk na spotkanie „twarzą w twarz” jako najbliższą i najpełniejszą formę spotkania, sytuację, w której obie strony stają się sobie równe. Oglądamy Innego, a on nas. Spoglądamy w siebie wzajemnie. Nie jest to zatem „spojrzenie na twarz”, jakie oferuje nam to fotografia lub przekaz medialny. Czemu jednak bronimy się przed prawdziwym kontaktem? Pytanie to, jak i wiele innych, wydaje się zadawać Margot Sputo, upominająca się o przywrócenie człowieczeństwa tym, na których twarze patrzymy od miesięcy, ale jeszcze (a może już?) ich nie dostrzegamy. Medialne przekazy bazują na obrazach, które interpretujemy tylko poprzez wizualne reprezentacje rzeczy takich jak koce, łodzie, kamizelki, odzież, paszporty. Naszym zadaniem jest wejrzenie poza zapisane na fotografiach rekwizyty dziejących się na co dzień tragedii.
Margot Sputo: „Kto Gdzie”. Muzeum Etnograficzne w Krakowie, 16.12.2016–23.04.2017.