Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (320) / 2017

Miłosz Markiewicz,

CO ZROBISZ, GDY ZAPUKAJĄ? (ZYGMUNT BAUMAN: 'OBCY U NASZYCH DRZWI')

A A A
Zanim 9 stycznia 2017 roku świat obiegła informacja o śmierci jednego z najważniejszych myślicieli naszych czasów, teoretyka kultury, filozofa i socjologa, którego rozważania o płynnej nowoczesności stanowią dziś kanon teorii postmodernizmu, Zygmunt Bauman zdążył po raz kolejny zabrać głos na temat kondycji współczesnego człowieka. Jego – wydana pod koniec 2016 roku nakładem wydawnictwa PWN – książeczka (liczy zaledwie 136 stron, a jej format można by nazwać kieszonkowym) „Obcy u naszych drzwi” to erudycyjne i błyskotliwe studium tzw. „kryzysu migracyjnego”. W sześciu krótkich esejach – można je czytać odrębnie, choć ich treści się zazębiają – Bauman opisuje i analizuje zjawisko, które znamy z pierwszych stron gazet, które stanowi siłę napędową wielu politycznych postaw i które prawdopodobnie długo jeszcze będzie dla nas tematem „do przepracowania”. To właśnie społeczne funkcjonowanie owego „kryzysu” oraz związane z nim napięcia i lęki stanowią dla autora główne źródło zainteresowania. Nie ukrywa tego już w pierwszych słowach książki, gdy czytamy: „Służące skupianiu oraz ekspresji społecznych niepokojów i obaw wiadomości telewizyjne, nagłówki prasowe, wystąpienia polityków oraz tweety w Internecie, przepełnione są doniesieniami o »kryzysie migracyjnym«, który bez wątpienia ogarnia Europę. Zwiastuje on upadek i zagładę sposobu życia, jaki znamy, praktykujemy i cenimy. Ów kryzys stał się czymś w rodzaju poprawnego politycznie hasła, służącego określeniu obecnej fazy odwiecznej walki o zdobycie i podporządkowanie sobie ludzkich umysłów i emocji, jaką toczą środowiska opiniotwórcze” (s. 7).

Choć główny wybuch „kryzysu migracyjnego” datować możemy na rok 2015, to Bauman zwraca naszą uwagę na to, że uchodźcy właściwie stanowią nieodłączny element nowoczesnej rzeczywistości. To ludzie, których życie „znaczy mniej”, jeśli w ogóle nie zostało przesunięte poza skalę i hierarchię znaczeniową. Nie posiadają już swojego miejsca zamieszkania (punkt wyjścia staje się niebyłym po przekroczeniu – szeroko rozumianego – progu domostwa), a jednocześnie cel ich tułaczki pozostaje niepewny i niekonkretny (brak więc określonego punktu dojścia, istnieje zaledwie kierunek, w którym podążają). To „ludzie-odpady” czy też „ludzie na przemiał” (por. Bauman 2004), co czyni ich nadliczbowymi i zbędnymi z punktu widzenia systemu, o którego uwagę proszą. Nie ma więc dla nich miejsca, muszą pozostać w przestrzeni marginesu, jakim niewątpliwie stają się uchodźcze obozy. Sprawia to, że możemy użyć wobec nich kategorii opisywanej przez Giorgia Agambena – są homines sacri (por. Agamben 2008). Przetrzymywani już zawsze w przestrzeni marginesu (nawet po przyjęciu do jakiegoś kraju pozostają przecież pod nadzorem różnego rodzaju urzędów ds. uchodźców), naznaczeni piętnem odrzucenia, funkcjonują niejako poza prawem, choć jednocześnie pozostają mu podlegli. Uchodźcy, a zwłaszcza ich wzmożona obecność związana z „kryzysem migracyjnym”, ujawniają luki w działaniu systemu, w którym żyjemy.

Choć próbuje się ich uniewidocznić i pozostawić w przestrzeni ślepej plamki, to sama świadomość ich istnienia nie powinna nam dawać spokoju. Zwłaszcza w sytuacji postępującego zobojętnienia wobec uchodźczych problemów. Nietrudno bowiem zauważyć, że problemem „kryzysu migracyjnego” żyjemy przede wszystkim wtedy, gdy pojawia się w medialnych doniesieniach. Temat odżywa przy okazji zamachów terrorystycznych czy podejmowanych przez polityków działań związanych z przyjmowaniem (bądź nie) osób uciekających z terenów pogrążonych w wojnie. Co jednak dzieje się pomiędzy? Przecież ci ludzie ani ich problemy nie znikają. Nie dematerializują się w oczekiwaniu na kolejne zainteresowanie opinii publicznej. Każdego dnia uciekają, walczą o życie, giną bądź przeżywają. Ich egzystencja to nieustająca i pełna niebezpieczeństwa tułaczka. Tymczasem ich obecność w medialnym czy politycznym dyskursie czyni z nich zaledwie figury retoryczne. Odbywa się w ten sposób szczególny proces dehumanizacji, polegający na odcieleśnieniu i przeniesieniu w przestrzeń abstrakcji. To proces, którego efektem jest nasze zobojętnienie na problemy Innych. Jak zauważał Wolfgang Welsch, zbyt duża liczba bodźców prowadzi do anestetyzacji otaczającej nas rzeczywistości (por. Welsch 1997). Jesteśmy „przeładowani” i nie możemy już przyjmować kolejnych impulsów płynących z zewnątrz. W ten właśnie sposób wypala się zainteresowanie „kryzysem migracyjnym”. Tym bardziej należałoby więc zadać pytanie, jak to się dzieje, że uchodźcy budzą w ludziach tak silne emocje. Dlaczego tak łatwo wykorzystuje się ich w populistycznie uprawianej polityce? Jaka jest ich rzeczywista siła oddziaływania, skoro im bardziej są nieobecni, tym bardziej odczuwamy ich obecność? Skąd bierze się lęk, który wywołują?

To główne zagadnienia interesujące Baumana w jego „Obcym u naszych drzwi”. Przewrotnie bowiem filozof niewiele miejsca poświęca samym uchodźcom i ich losom. Większość swojej uwagi skupia na nas i tym, jak reagujemy na „kryzys migracyjny”. Dlatego właśnie w tytule książki podkreślone zostaje, że chodzi o „nasze drzwi”, a nie drzwi abstrakcyjne. To do nas pukają uchodźcy i to do nas należy decyzja, czy drzwi te otworzymy. Ciężaru odpowiedzialności nie da się przesunąć, uzasadniać polityką, brakiem czasu czy możliwości, ponieważ – zgodnie z filozofią Jeana-Paula Sartre’a – nawet brak decyzji jest podjętym wyborem. Doskonale oddaje to zaprojektowana przez Kalinę Możdżyńską okładka książki. W swojej minimalistycznej formie posiada niezwykle znaczący przekaz. Jej żółty kolor ma charakter alarmujący, niczym znaki drogowe, które krzyczą do nas: „Uwaga!”. Przede wszystkim jednak, ilustrację na okładce stanowi tzw. „judasz”, czyli wizjer znajdujący się w drzwiach zewnętrznych. Został przedstawiony z tej strony, która widoczna jest dla osób stojących wewnątrz domu bądź mieszkania. Trzymający książkę czytelnik zostaje więc ustawiony nie w pozycji tego, który puka do drzwi, ale tego, który od środka „podgląda”, zanim podejmie decyzję o ich otwarciu. W ten oto sposób okładka książki staje się niejako jej dopowiedzeniem. Przestaje być zaledwie ilustracją czy wizualizacją przekazu, a okazuje się kolejnym elementem treści przekazywanej nam przez publikację.

Jak pisze Bauman: „Uchodźcy uciekający przed bestialstwem wojny i despotyzem lub barbarzyństwem, na jakie skazuje życie w głodzie i bez perspektyw, od zarania nowoczesności pukali do cudzych drzwi. Z punktu widzenia tych, którzy stoją po drugiej stronie drzwi, ci przybysze byli zawsze – tak jak i teraz – obcymi” (s. 14). I właśnie kategoria obcości staje się niezwykle ważna w proponowanych przez filozofa analizach. Obcość podkreśla bowiem, że ludzie ci pochodzą z przestrzeni tego, co nieznane. Czyni ich nieprzewidywalnymi i niepewnymi. Bez względu na sympatie i antypatie wiemy, czego możemy się spodziewać po osobach, które znamy czy szerzej – które reprezentują znany nam krąg kulturowy. Wiemy, jak się wobec nich zachowywać i na jakie interakcje możemy liczyć. Mamy więc sytuację pod kontrolą. Tymczasem w obcości zawiera się zbyt dużo niepewności. Obcy reprezentuje to, co nieznane, czego nie potrafimy zdefiniować i objąć schematami, za pomocą których myślimy na co dzień. Przy spotkaniu z nim możemy więc stracić kontrolę, a to wywołuje w nas lęk i niepokój. Bauman nazywa obcych „wielką niewiadomą” (s. 117), z którą musimy się zmierzyć.

Ów strach przed obcością nabiera szczególnego znaczenia w najniższych warstwach społecznych. Ci, którzy sami funkcjonują niejako na granicy kategorii „ludzi na przemiał”, których miejsce w społeczeństwie znajduje się pod nieustającym znakiem zapytania, mają według filozofa największy problem ze zmierzeniem się z obcymi, którzy przychodzą do naszych drzwi. To bowiem ludzie żyjący w niepewności, nieposiadający życiowej stabilizacji, czujący, iż system się nimi nie interesuje. Boją się chociażby utraty swoich miejsc pracy na rzecz tych, którzy mogą pracować za niższe wynagrodzenie. Uchodźcy stanowią więc dla nich niebezpieczeństwo, okazują się wrogami czyhającymi na ich – i tak już mocno niepewną – pozycję. W tym kontekście Bauman przywołuje jedną z bajek Ezopa (powtarzaną później chociażby przez La Fontaine’a czy Mickiewicza), która opowiada o zającach. Ich życie przepełnione jest lękiem i trwogą, każdego dnia doświadczają zła od pozostałych zwierząt, więc przeraża ich każdy szelest w pobliżu. Przekonane o tym, iż znajdują się na samym dole hierarchii istnienia, postanawiają popełnić samobójstwo, topiąc się w stawie. Zanim jednak do niego wskoczą, okazuje się, że siedzące nad wodą żaby uciekają przed nimi w popłochu. To podnosi zające na duchu i pozwala częściowo „odzyskać godność”. W najprostszym znaczeniu, bajka ta opowiada o tym, iż czujemy się lepiej, gdy mamy świadomość, że inni mają gorzej. Swoją siłę czerpiemy nie z wewnątrz, a z zewnątrz – z czyjejś słabości. Dlatego też ci, którzy są społecznie uciskani, będą budować swoją pozycję poprzez wyszydzenie i poniżenie innych. To bowiem jedyne, co im pozostało. Mechanizm ten opisywał także Andrzej Leder, zauważając: „(…) pierwszą potrzebą skrzywdzonych jest zadośćuczynienie. Dopóki zadośćuczynienie się nie dokona, wszystko inne jest nieważne. Ból trwa i zamyka wszystko inne. Potrzebę zadośćuczynienia zaś tworzą dwa fundamentalne pragnienia. Jedno to potrzeba uznania cierpienia przez innych. Uznania wyjątkowości ich cierpienia. To wiąże się z tym, że krzywda nie zna miary. Ci, którzy czują się skrzywdzeni, nie znoszą lekceważenia, umniejszania, porównywania. Również relatywizowania. To wszystko, w ich odczuciu, służy zakłamywaniu prawdy o absolutnym wymiarze ich krzywdy; jest szydzeniem z ich bólu. Dlatego nie chcą słuchać o krzywdach innych. Dopóki ci »inni« nie staną się »swoi«, mówienie o ich cierpieniu służy w odczuciu skrzywdzonych pomniejszaniu tego, co dotknęło właśnie ich. Zaś sytuacja, w której skrzywdzony miałby pomyśleć o tym, że sam był źródłem krzywdy, jest już w ogóle niemożliwa” (Leder 2014: loc. 577).

Sytuacja ta jest cynicznie wykorzystywana przez polityków, którzy za pomocą populistycznych haseł i kanalizowania społecznego lęku, budują swoją pozycję. Chcą być postrzegani jako silni przywódcy, którzy obronią swoich obywateli przed nieznanym. W ten sposób tworzą podziały i jedynie pogłębiają skutki oraz przyczyny „kryzysu migracyjnego” (podziały te służą bowiem nie tylko sterowaniu społecznymi napięciami, ale także wzmacniają propagandę, którą wśród muzułmanów sieją terroryści). Tworzą z uchodźców wspomnianą już figurę retoryczną, metaforę mrocznej i nieznanej siły, z której nadejściem wiąże się jedynie zło. Jak pisze Bauman: „Rządzący chcą zrobić wszystko, żeby to widmo stało się jak najbardziej namacalne i wiarygodne – tak »realistyczne«, jak to tylko możliwe. To przecież oficjalny strach ich obywateli jest ostatnią instancją trzymającą ich przy władzy” (s. 70). Efekt takiego działania stanowi adiaforyzacja „problemu migracyjnego”, a więc wyłączenie uchodźców i tego, co się z nimi dzieje, z moralnej oceny. Prowadzi to do zaniku empatii, a wzrostu agresji i nienawiści, które nie zawsze spotykają się ze stanowczym potępieniem. Co ważne, Bauman nie ma obaw przed wymienianiem nazwisk konkretnych polityków, którzy wykorzystują te mechanizmy. Znajdziemy więc w „Obcym u naszych drzwi” opisy działań Marine Le Pen, Viktora Orbána czy Donalda Trumpa. Oprócz uniwersalnego charakteru rozważań filozofa niezwykle silnie widoczna jest tu więc aktualność poruszanych problemów. Dzięki temu podejmowane w publikacji zagadnienia nie dematerializują się, a zyskują konkretne ucieleśnienie i umiejscowienie.

Książka „Obcy u naszych drzwi” to jednak nie tylko błyskotliwa – choć przerażająca – diagnoza rzeczywistości, ale także próba dostrzeżenia nadziei. Bauman pyta o możliwości wyjścia z impasu, w jakim znajduje się świat pogrążony w tzw. „kryzysie migracyjnym”. Skłania więc swoje rozważania ku funkcjonowaniu moralności, poszukując odpowiedzi na swoje pytania u Immanuela Kanta czy Hannah Arendt. Wnioski, do których dochodzi, bliskie są jednak przede wszystkim filozofii dialogu. Możliwość rozwiązania problemów znajduje bowiem w spotkaniu i towarzyszącej mu rozmowie. To właśnie podczas spotkania horyzonty wiedzy spotykających się podmiotów zaczynają ze sobą wzajemnie pracować, a nawet się zazębiać. Bez względu na to, czy mamy do czynienia z przyjacielem, czy z wrogiem – próbę zrozumienia go możemy podjąć dopiero podczas realnego dialogu. A próbę tę zawsze powinniśmy podejmować, przy jednoczesnej świadomości niekończącej się procesualności rozumienia. Zawsze pozostanie ono niedokończone, niepełne i „bieżące”. Stąd wynika potrzeba nieustannego spotykania się i bycia otwartym na możliwość podjęcia rozmowy. Jak bowiem piał Bernhard Waldenfels: „Między własnym i obcym istnieją przejścia, ale nie ma stałego pomostu, po którym do woli można by chodzić tam i z powrotem” (Waldenfels 2002: s. 152-153).

Skojarzenie z filozofią dialogu jest o tyle ważne, że pozwala nam zastanowić się nad tym, jak łatwo zapomnieliśmy o dziedzictwie Holocaustu. O dematerializacji towarzyszącego mu cierpienia i o społecznej bagatelizacji wymiaru zbrodni świadczą chociażby komentarze użytkowników internetu, którzy sugerują wykorzystanie pozostałości obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu dla „pozbycia się problemu uchodźców”. Dlatego właśnie książeczka Zygmunta Baumana okazuje się dzisiaj tak ważna. Przypomina bowiem o sile naszej własnej sprawczości, o odpowiedzialności za podejmowane (bądź nie) działania i – przede wszystkim – jednoznacznie wskazuje, że problemy związane z „kryzysem migracyjnym” nie leżą na zewnątrz, a swoje źródło znajdują przede wszystkim wewnątrz nas samych. Jej niewątpliwą zaletą jest także niewielki, kieszonkowy wręcz rozmiar. Pozwala to mieć ją zawsze blisko, by w odpowiednich momentach przypomnieć sobie analizy otaczającego nas świata, którego zachowania coraz trudniej jest nam zrozumieć.

LITERATURA:      

Agamben G.: „Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie”. Przeł. M. Salwa. Warszawa 2008.

Bauman Z.: „Życie na przemiał”. Przeł. T. Kunz. Kraków 2004.  

Leder A.: „Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej”. Warszawa 2014.      

Waldenfels B.: „Topografia obcego”. Przeł. J. Sidorek. Warszawa 2002. 

Welsch W.: „Estetyka i anestetyka”. W: „Postmodernizm. Antologia przekładów”. Red. R. Nycz. Kraków 1997.
Zygmunt Bauman: „Obcy u naszych drzwi”. Przeł. Weronika Mincer. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2016.