15 kwietnia 8 (320) / 2017

Maciej Duda,

NA POCZĄTKU BYŁO CIAŁO, CZYLI WSPÓLNOTA POZA SŁOWEM (JUDITH BUTLER: 'ZAPISKI O PERFORMATYWNEJ TEORII ZGROMADZEŃ')

A A A
Humanistom znany jest dawny spór o możliwość aplikacji myśli Judith Butler do konkretnych, realnych i politycznych działań grup mniejszościowych, przede wszystkim do aktywności feministek, które w imię wspólnej tożsamości walczyły o własne prawa. Wiele lat temu w miejsce niemożliwości ukonstytuowania podmiotowego i stałego „ja” czy wspólnotowego „my” Butler podłożyła formułę performatywnego orzekania o tożsamości. Wydaje się, że dzisiaj w podobny, choć nie tożsamy, sposób czytać można przetłumaczone na język polski „Zapiski o performatywnej teorii zgromadzeń”.

Wydaje się także, że nie ma lepszego momentu na opublikowanie tej niewielkiej książki. Dlaczego? Ponieważ – po trzykroć – wydaje się, że doskonale ilustrować może ona także współczesny kontekst polskiej polityki, w szczególności działań krytycznych wobec parlamentarnej aktywności ostatnich dwóch lat. Butler stara się bowiem teoretycznie przemyśleć to, co aktualnie dzieje się na ulicach i placach wielu miast, oraz to, co z tych ulic przy pomocy portali społecznościowych i tradycyjnych mediów przedostaje się do świadomości ogółu. Protesty przeciw władzy rządowej, protesty w obronie demokracji, protesty wsparcia dla Trybunału Konstytucyjnego, czarne protesty i strajki kobiet, ale też miesięcznice smoleńskie i fakt, że na wokandzie wiszą niekorzystne dla obywateli, czy jakby napisała autorka „Zapisków…” – dla ludu (próby definicji tegoż przedstawia w piątym rozdziale opisywanej książki), zmiany prawa do zgromadzeń publicznych – wszystko to staje w centrum refleksji polskiego czytelnika Butler. Czy jednak sama filozofka mówi nam coś, co ubogaca, pogłębia nasze rozumienie lokalnych spraw? Coś, co odmienić może strategię działań, wreszcie sprawi, że te staną się cenniejsze/widoczne i zyskają większy wpływ? Prawdopodobnie nie to jest jednak rolą książki, której autorka już w tytule zawiadamia, że jej słowa to tylko zapiski na temat performatywnej teorii. Zapiski – więc próby, zbiór myśli, niekoniecznie konkluzywna całość. Na temat teorii, czyli poza praktyką, raczej w abstrakcji niż realności. Toteż uproszczone przeświadczenie, że książka Butler stanie się narzędziem w rękach zgromadzonych na placach i ulicach tłumów wydaje się naiwnym wyobrażeniem kogoś, kto nazwisko Butler zna z polskich debat medialnych o ideologii gender. W takim razie zapytać należy o to, jakie są więc pożytki z lektury tej pracy?

Głównym założeniem filozofki okazuje się teza, że już samo ukonstytuowanie się zgromadzenia w przestrzeni publicznej jest niezbywalną deklaracją i polityczną aktywnością. Już sama obecność werbalnie niemego ciała znaczy. W ten sposób performatywne założenia dotyczące roli i wpływu aktów mowy przesuwa autorka na ciało. Samo uobecnienie cielesności – ruch, bezruch, oddech – staje się aktem krytycznym wobec idei czy działań, przeciw którym powstaje zgromadzenie. W ten sposób działanie niewerbalne skatalogowane zostaje jako narzędzie oporu wobec praktyk opartych na słowie/akcie wypowiedzenia/zapisie kształtowanych przez władzę zbiorów praw. Publiczna-polityczna obecność ciała poprzedzać ma wypowiedź językową. Co więcej, nie wymaga ona utrzymania normy werbalizacji – „zgromadzenie mówi, zanim wypowie jakiekolwiek słowo, zebranie się razem już stanowi akt woli ogółu” (s. 137) – pisze Butler. Jednocześnie filozofka nie mówi nic na temat owych ciał. Nie określa ich, nie opisuje, nie wymienia czynników dlań charakterystycznych. Wszystko to zostaje w sferze potencjalności. Jedynym zastrzeżeniem na ich temat jest informacja, że każde z ciał pozostać musi istotą żywą. Definicja tej ostatniej obejmuje odmienność od „normatywnego ideału” (s. 37), który, internalizując wszelkie narzucane normy, traci życie.

Polityczne działanie tak pojętego ciała uwarunkowane jest relacją, wspólnotą, która nie zakłada podobieństwa, lecz różnice – „działać wspólnie to nie to samo, co działać identycznie; ludzie mogą poruszać się jednocześnie w różnych kierunkach lub mówić różne rzeczy, nawet sprzeczne” (s. 137). To właśnie pojęcie relacyjności, nie pojęcie ludzkiej godności, stanie się w zapiskach filozofki podstawą rozumienia człowieczeństwa. Przy pomocy wspomnianej kategorii Butler chce przeprowadzić krytykę klasycznej, liberalnej wersji indywidualizmu. W tym celu naświetli możliwości zawierania performatywnych sojuszy, wspólnot składających się na kategorię prekarności. To „podatność na prekaryzację” stanowić ma podstawę potencjalnej równości i wzajemnych zobowiązań. „Prekarność to kategoria obejmująca kobiety, osoby identyfikujące się jak queer, osoby trans, biednych, niepełnosprawnych i bezpaństwowców, ale także mniejszości religijne i rasowe; to kondycja społeczna i ekonomiczna, ale nie tożsamość (przecina bowiem te kategorie i stwarza potencjalność sojuszy między tymi, którzy nie dostrzegają, że przynależą do siebie nawzajem)” (s. 53) – przekonuje autorka.

Performatywne rozumienie polityczności aktów zgromadzeń, czyli wspólnoty ciał opartej na współzależności i współodpowiedzialności, to teza, która podważa kulturowo ustanawianą bezkonkurencyjną skuteczność aktów mowy uwarunkowaną stabilnym oddzieleniem sfery prywatnej i publicznej, reprodukcją mowy aktora będącego zawsze płci męskiej oraz zakorzenioną w kodzie/języku przystosowanym do działań werbalnych, które definiują politykę (por. s. 178). To, powtórzę, główne założenie Butler przyglądającej się kolejnym protestom. W podsumowaniu zapisków filozofka zrównuje siłę różnych działań charakteryzujących opór. Wśród nich wymieni werbalne akty mowy, heroiczną walkę oraz „cielesne gesty odmowy, milczenia, ruchu czy odmowy poruszania się” (s. 189), które związane są z „wystąpieniami urzeczywistniającymi demokratyczną zasadę równości oraz ekonomiczną zasadę współzależności” (s. 189).

Ta przywołana teza to niewątpliwy zysk z lektury „Zapisków o performatywnej teorii zgromadzeń”. Dzięki takiemu postawieniu sprawy możliwa staje się wiara, choć to może zła kategoria, w realne i skuteczne (od)dział(yw)anie zgromadzeń – poza praktykami, do których jako zidentyfikowani przez Butler prekariusze nie mamy dostępu. Wiara w to, że nieme zgromadzenie nie potrzebuje uznania tego, przeciw komu milczy, by wypowiedzieć siebie. Nie potrzebuje wspólnotowego sojuszu wyrażonego w werbalnych postulatach. W ten sposób zawiązuje się realna wspólnota poza słowem i poza stabilnym i jednorodnym sojuszem. Wspólnota, której nie można zbyć słowem. Wspólnota, która jak w przypadku protestów kobiet w Polsce i USA prowadzi do największych zgromadzeń. To niewątpliwie najważniejszy, choć wciąż ulotny, pożytek z lektury Butler.
Judith Butler: „Zapiski o performatywnej teorii zgromadzeń”. Przeł. Joanna Bednarek. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2016 [seria: Idee, t. 63].