15 kwietnia 8 (320) / 2017

Maciej Libich,

ARCYDZIEŁO WTÓRNE? (KLIENT)

A A A
Najnowszy film Asghara Farhadiego, który w polskich kinach oficjalną premierę będzie miał 21 kwietnia, na świecie zdążył już zdobyć nie tylko najważniejsze nagrody (Oscar w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego, Złoty Glob w kategorii najlepszego filmu zagranicznego oraz Złota Palma w Cannes za najlepszy scenariusz), ale również jednogłośne uznanie widzów i recenzentów. „Klient” nie jest w filmografii Farhadiego żadnym wyjątkiem, czego dowodzi choćby przykład „Rozstania” z 2012 roku, które również zostało wyróżnione Oscarem i, co więcej, zwróciło uwagę publiczności na fenomen bliskowschodniego kina, którego reżyser jest obecnie z całą pewnością jednym z najwybitniejszych przedstawicieli.

„Klient” wpisuje się w twórczość irańskiego reżysera i scenarzysty zarówno pod względem treściowym, jak i formalnym. To opowieść o małżeństwie aktorów – Ranie (Taraneh Alidoosti, znana z „Co wiesz o Elly?”) oraz Emadzie (Shahab Hosseini, grający wcześniej w „Rozstaniu”) – którzy w teatrze wystawiają sztukę „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera. Bohaterowie już na początku filmu muszą w pośpiechu ewakuować się ze swojego mieszkania, jako że budynek grozi zawaleniem. Dzięki pomocy znajomego aktora Babaka (Babak Karimi), udaje się im wynająć lokal w centrum Teheranu. Zwracają jednak uwagę na fakt, iż wciąż znajduje się w nim wiele mebli i osobistych rzeczy poprzedniej lokatorki. Widz podczas seansu może jedynie domyślać się, iż kobieta najpewniej zajmowała się prostytucją, gdyż Farhadi po raz kolejny w zaskakująco przemyślany sposób posługuje się niedopowiedzeniami. Zawiązanie akcji następuje w momencie, gdy Rana, myśląc, że do domu wpuszcza męża, zostawia otwarte drzwi, by już w następnej scenie znaleźć się w szpitalu z rozciętą głową i obwiązanymi dookoła niej opatrunkami.

W tym momencie filmu odbiorca znajduje się niejako w położeniu samego Emada próbującego dowiedzieć się, co właściwie wydarzyło się w mieszkaniu podczas jego nieobecności. Najważniejsza informacja, a więc kwestia tego, jakie zło zostało wyrządzone Ranie, jest jednak w „Kliencie” przemilczana, co znacząco wpływa na konstrukcję filmu i tworzy z niego swego rodzaju thriller, w którym Emad staje przed wyzwaniem odnalezienia przestępcy. W dość podobnej poetyce skonstruowane są poprzednie filmy irańskiego reżysera, aczkolwiek wszystkie w znaczący sposób wychodzą poza ramy gatunkowe, podobnie zresztą jak „Klient”, którego odczytywanie wyłącznie w konwencji thrillera byłoby z całą pewnością ogromnym błędem, przede wszystkim ze względu na wolne tempo akcji, ale również na mnogość poruszanych tematów i możliwych interpretacji.

Po raz kolejny na bazie prostej intrygi Farhadi tworzy skomplikowaną i wieloaspektową opowieść o warstwach społecznych i ich konfliktach, hierarchiczności płci oraz o irańskiej kulturze i zasadach, którymi rządzi się bliskowschodnia rzeczywistość. Reżyser, świadom tematycznej niepowtarzalności, tworzy od kilku lat kino, które nazwać można „eksportowym” – jest ono niehermetyczne, otwarte i zrozumiałe dla publiczności europejskiej i amerykańskiej. Można wręcz odnieść wrażenie, że w jego filmach znajdują się czasem sceny tworzone stricte dla widza zagranicznego, któremu należy wyjaśnić pewne aspekty irańskiej obyczajowości – mowa tu na przykład o (bardzo dobrej zresztą) scenie w taksówce, w której Farhadi oczami nastolatka obrazuje położenie kobiety w publicznej hierarchii.

Od „Przeszłości” i „Rozstania” „Klient” odróżnia się jednak niewątpliwie jednym interesującym zabiegiem. Farhadi prowadzi film na dwóch płaszczyznach – pierwsza to sztuka odgrywana przez bohaterów na deskach teatru, druga natomiast obejmuje właściwe wydarzenia. „Śmierć komiwojażera” Milera jest w gruncie rzeczy odległym wariantem fabuły „Klienta”, jednak po części odnosi się do życia Rany i Emada i, oprócz tego, oferuje widzowi możliwość zderzenia scenicznego dramatu z dramatem samego małżeństwa. Sztuka, prowokując swoją treścią, służy głównym postaciom również jako pretekst, dzięki któremu mogą dać upust swoim emocjom, czego usilnie próbują unikać we wszystkich innych sytuacjach. Rana na co dzień waha się między próbą zapomnienia o swojej krzywdzie a niekończącym się powracaniem do niej i przeżywaniem jej na nowo. Brak decyzji ze strony małżonki powoduje, iż w Emadzie narasta frustracja spowodowana nie tylko niemożnością rozmowy i podjęcia jakichkolwiek działań, ale również związaną z nimi bezsilnością.

Owa sytuacja staje się przyczyną dalszych komplikacji, a film pozostawia raczej w tle intrygujące obserwacje socjologiczne i poświęca się wymiarowi czysto filozoficznemu, a dokładniej: etycznemu. Farhadi ukazuje postaci jako moralnie ambiwalentne i niejasne. Emad z jednej strony stara się opiekować żoną i zrozumieć jej cierpienie, z drugiej – lekceważy jej prośby i wbrew nim podejmuje osobiste śledztwo. Rana, choć widzi ból męża, nie potrafi mu w nim ulżyć i momentami stawia własny komfort nad jego spokojem. Oboje dążą w swoich działaniach do zaspokojenia raczej własnych potrzeb psychologicznych, co w końcowej części filmu skutkuje koniecznością zmierzenia się z winowajcą odpowiedzialnym za rozpad ich szczęścia. Zakończenie „Klienta” – nie zdradzając szczegółów fabuły – jest skądinąd arcydziełem, jego najdoskonalszą częścią i w znaczący sposób wyróżnia się na tle całego filmu. Farhadi z niezwykłą przebiegłością odwraca misternie konstruowany porządek świata i pokazuje, iż przyjmowane przez widza wartości mogą prędko okazać się całkowicie zafałszowane, a w świecie „Klienta” nie istnieją żadne aksjomaty. Dowodem na to staje się współczucie, które obiorca odczuwa wobec filmowego antagonisty. Co więcej, emocja ta uniemożliwia przeżycie jakiejkolwiek formy oczyszczenia w trakcie seansu i raz jeszcze zmusza widza do postawienia się na miejscu moralnie rozdartych postaci. Farhadi zamyka następnie swoje dzieło istotną i niebanalną klamrą – film zaczynał się w teatrze i w teatrze się kończy, choć niewiele więcej łączy pierwszą i ostatnią scenę, pomiędzy którymi wydarzyła się tragedia.

Swoimi filmami reżyser zdaje się prowadzić raczej powtarzalny dialog, w dodatku w dość jednostajnej formie. „Klient” upodabnia się do swoich poprzedników przede wszystkim oszczędnością w obrazowaniu (statyczna praca kamery, zasadniczy brak muzyki, przewaga dialogów nad akcją, nieśpiesznie budowana fabuła), ale również ze względu na tematyczną wtórność i niebezpieczne oscylowanie na granicy nieoryginalności wobec poprzednich utworów. Z drugiej jednak strony, Farhadi posiada dar pozwalający mu na tworzenie niebywale poruszających dzieł. Mimo drobnych wad i mankamentów, jakimi są dłużyzny w środkowej części realizacji, lub niepotrzebnie wprowadzane krótkie wątki czy też dalszoplanowe postaci, „Klienta” można, nie budząc żadnych kontrowersji, nazwać filmem genialnym. Pozostaje jedynie pytanie o to, jak będzie wyglądał kolejny film Asghara Farhadiego. Czy reżyser, z pewnością świadom nieuchronności wyczerpania tej poetyki, zdecyduje się na odejście od wzorców, którym jest tak oddany i będzie przełamywał kolejne bariery światowego kina?
„Klient” („Forushande”). Scenariusz i reżyseria: Asghar Farhadi. Zdjęcia: Hossein Jafarian. Obsada: Shahab Hosseini, Taraneh Alidoosti, Babak Karimi i in. Produkcja: Iran, Francja 2016, 124 min.