Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (320) / 2017

Maria Janoszka,

POD SZKLANYM KLOSZEM (MAGDALENA BIZIOR-DOMBROWSKA: 'ROMANTYCZNA NUDA')

A A A
Książka Magdaleny Bizior-Dombrowskiej podejmuje problematykę od lat obecną w refleksji nad literaturą romantyczną, jednak poruszaną przede wszystkim niejako „obok” innych zagadnień lub kontekstowo, przy okazji interpretacji poszczególnych dzieł literackich. To rozproszenie tekstów powodowało, że można było dostrzec potrzebę monograficznego ujęcia zagadnienia – tym bardziej, że od mniej więcej dwóch dekad przybywa również poświęconych zjawisku nudy w kulturze, literaturze czy filozofii współczesnej opracowań i artykułów, bez których trudno byłoby wyobrazić sobie dzisiejszą humanistykę.

Jak zaznacza Bizior-Dombrowska, idea przedstawienia romantycznego ennui nie wiąże się jedynie z pragnieniem wypełnienia pustego miejsca w polskim dyskursie romantologicznym, lecz wynika z przekonania o bliskości romantycznego i współczesnego doświadczenia nudy. „(…) nuda romantyczna – pisze – nie jest przypisana wyłącznie określonej epoce literackiej, lecz stanowi pewną postawę myślową – niezależną od ram czasowych – charakteryzującą się określonym sposobem postrzegania świata” (s. 21). Tak pojęta historia nudy pierwszej połowy XIX wieku staje się swoistym kluczem do zrozumienia kondycji człowieka nowoczesnego i ponowoczesnego. By uwypuklić tę relację wzajemnych podobieństw i zależności, badaczka uczyniła linią przewodnią swej rozprawy cytaty z „Księgi niepokoju Bernarda Soaresa” Fernanda Pessoi, „najsmutniejszej książki Portugalii” (s. 12), wieloaspektowo przedstawiającej przeżycie nudy w sugestywnych metaforach (to stamtąd zaczerpnięta została podtytułowa „wielka nostalgia za niczym”). Pessoa otwiera katalog wielu analityków „choroby duszy” – filozofów, pisarzy czy encyklopedystów – jedynie z rzadka obserwujących ten stan z dystansu, w większości zaś osobiście uwikłanych w jego doświadczenie.

Otrzymujemy w ten sposób syntetycznie przedstawiony, lecz jednocześnie bogaty i żywy zarys poglądów na nudę w epokach wcześniejszych, przygotowujących wystąpienia romantyczne, oraz konstatacje najważniejszych pisarzy i filozofów XIX wieku i współczesnych, co umożliwia wgląd w ewolucję postaw wobec poczucia czczości od Blaise’a Pascala, przez Sørena Kierkegaarda i Artura Schopenhauera, po Émile’a Ciorana, Martina Heideggera, Jeana-Paula Sartre’a i Josifa Brodskiego (nie jest to bynajmniej pełna lista nazwisk). Refleksje tych filozofów – aż do Heideggera traktujących nudę jako zjawisko jednoznacznie negatywne, choć jednocześnie nieuniknione – przynoszą również pewne propozycje środków mogących powstrzymać czy przekroczyć ten stan. To przede wszystkim przeżycie religijne (Pascal, Kierkegaard), świadoma obserwacja nudy, by w odczuciu własnej skończoności odnaleźć ponownie impuls życia (Brodski), lub koncentracja na jej poznawczych walorach, umożliwiających ujęcie bytu w jego całości (Heidegger).

Doświadczenie ennui nie jest więc tylko pewnym wzorcem literackim, powielanym przez kolejne uwiedzione „książkami zbójeckimi” pokolenia pisarzy, upatrujących w bohaterach Johanna Wolfganga Goethego czy François-René Chateaubrianda modelu autentycznego przeżywania świata i niezgody na jego płaskość, wielkości ducha dostępnej tylko wybranym. To przede wszystkim utrwalone w literaturze świadectwo pierwszego na tak dużą skalę kryzysu wartości, którego doświadcza(ł) także XX i XXI wiek. Związek poczucia czczości z kryzysem cywilizacyjnym przełomu wieku XVIII i XIX był oczywisty już dla Chateaubrianda, który w 1797 roku opisywał zniszczenie wartości i chaos panujący w porewolucyjnym świecie. Podobną postawę zajął blisko czterdzieści lat później przedstawiciel kolejnego już pokolenia, wcale nie w mniejszym stopniu naznaczonego syndromem kryzysu, Alfred de Musset, przedstawiając swą generację jako zbiór jednostek wykorzenionych ze świata, który utracił solidne podstawy, urodzonych zbyt późno, już u zarania skazanych na klęskę lub niepełność istnienia (s. 115-117). Przyczyny „epidemii nudy” nie leżały więc jedynie w estetycznej fascynacji portretami nieszczęśliwych wrażliwców i samotników, jakże pięknych w swej bezsilnej rozpaczy, choć nie sposób pominąć także roli literatury w roznoszeniu „wirusa” nudy.

Obywatele „państwa niepotrzebnych” (s. 21) buntują się przeciwko niespełniającej ich oczekiwań rzeczywistości i niszczącej indywidualność machinie społecznej, odwracając się od nich ze wstrętem, lub doświadczają metafizycznej pustki i osamotnienia we wszechświecie, gdzie brak jakichkolwiek stałych zasad czy punktów oparcia, brak również scalającego jednostkową tożsamość mitu lub idei sakralnej, wszystkie zaś byty podporządkowane są nieodwracalnemu przemijaniu. Nuda paraliżuje wolę, powoduje inercję, niszczy także emocjonalną relację ze światem, skazuje więc nudzącego się na jednostajną wegetację wobec pustki świata i pustki wewnętrznej, na tworzenie w sobie, jak ujął to Oktaw ze „Spowiedzi dziecięcia wieku”, „wielkiego lamusa ruin” (s. 135).

Jednocześnie jednak to nudzący się staje twarzą w twarz z prawdą o rzeczywistości – o dominacji prawa śmierci i zniszczenia, o braku niepodważalnych znaczeń i wartości, wreszcie o nieprzekraczalnych antynomiach, w sieć których uwikłana jest jednostka ludzka. Nuda okazuje się więc podstawowym doświadczeniem egzystencjalnym i metafizycznym, pozwalającym ujrzeć tragizm conditio humana bez obsłonek i filtrów oferowanych przez filozofię, doktryny społeczno-polityczne czy religie. Nuda ujawnia nagą istotę rzeczywistości, co prowadzi na ogół do odmowy uczestnictwa w „kamiennym świecie”. Umożliwia jednak również autoidentyfikację, samookreślenie się wobec tak pojętej rzeczywistości. Oto paradoks nudy: paraliż woli lub poczucie „słabości istnienia”, dezintegracji wewnętrznej, może jednocześnie dać romantykowi szansę krystalizacji jego tożsamości, staje się wręcz koniecznym warunkiem realizacji projektu romantycznej egzystencji, którego ośrodkiem jest marzenie o osiągnięciu pełni.

Nuda to zresztą zjawisko złożone – jej źródła mogą być bardzo zróżnicowane, podobnie jak poszczególne typy: w książce Bizior-Dombrowskiej przeczytamy między innymi o nudzie sytuacyjnej, z przesytu, towarzyskiej, z samotności, komunikacyjno-artystycznej (to wątek bardzo ciekawy – chodzi o odczucie wyczerpania znanych konwencji literackich lub samego języka i jego relację z twórczością literacką), egzystencjalnej, metafizycznej i twórczej (s. 82–85). Istotny wkład w refleksję nudologiczną stanowią również próby definicji i rozróżnienia poszczególnych stanów czy terminów używanych do ich określenia nierzadko wymiennie czy bez większej troski o dokładność. I tak zjawisko nudy zostaje odróżnione od melancholii, acedii, mal du siècle, spleenu i weltschmerzu. Szczególnie interesująco wypadają tu refleksje związane z dyferencjacją nudy i melancholii – badaczka podkreśla twórczy, aktywny wymiar melancholii, będącej zdaniem romantyków cechą ludzi o wielkich duszach i umysłach, o wyjątkowej predyspozycji do wewnętrznej autoanalizy. „Melancholia – pisze – to wciąż podejmowana próba odczytywania znaków świata, próba najczęściej nieudana, potęgująca poczucie braku, to bezustanne wyglądanie przez okno, przyglądanie się światu i sobie, z nadzieją na odnalezienie czegoś »poza«. Nuda jest natomiast absolutną obojętnością wobec świata, będącego dla nudzącego się pustą przestrzenią, w której nic nie jest godne uwagi” (s. 96–97). Bizior-Dombrowska przyznaje zresztą, że granice znaczeniowe między tymi pojęciami bywają nieraz rozmyte, czego dowody odnaleźć można również w kilku miejscach jej rozprawy.

Wśród analizowanych tekstów literackich odnajdziemy i te dzieła, które przyczyniły się do romantycznej „epidemii nudy”, kreując wzorce literackie mające ogromny wpływ na świadomość romantyków, jak i te, które są owej epidemii wynikiem. W ten sposób obserwować można przemiany poszczególnych ujęć i paradygmatu nudy od „założycielskich” „Cierpień młodego Wertera” Goethego i „René” Chateaubrianda po równie słynną, ale już rozliczeniową „Spowiedź dziecięcia wieku” Musseta (analizie podlegają również: „Obermann” Étienne’a Senancoura, „Adolf” Benjamina Constanta oraz kilka dzieł George’a Gordona Byrona). Ci nudzący się bohaterowie ujawniają różnorodność doświadczeń nudy: u jej źródeł znajdować się może banalność codzienności, kierat obowiązków, płaskość salonowego życia towarzyskiego, moda na spleen, kryzys wartości, poniesiona porażka, deziluzja, utrata lub rozpoznanie nicości jako metafizycznej zasady świata. Dołączona do tej plejady bohaterów zachodnioeuropejskich postać Edmunda, tytułowego protagonisty dramatu Stefana Witwickiego, umożliwia wgląd w przedlistopadową próbę polskiej kreacji „człowieka zbędnego” i w rodzimą recepcję popularnych tematów literackich. Stan nudy zajmował bowiem większość polskich romantyków, jednak tylko Witwicki poświęcił mu odrębny utwór, czyniąc nudę głównym problemem swego nie do końca udanego dzieła, o którym trudno rzec jednoznacznie, czy przestrzega przed ennui, czy prezentuje tragizm życia Edmunda i poszukuje uzasadnień dla jego postawy. To wartościowe omówienie dopełnia badania nad utworem dość zapomnianym, niemającym nawet XX-wiecznego wydania.

Najpełniejszy wyraz czczości daje twórczość literacka i epistolarna Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego, dwóch poetów, którzy doprowadzili analizę stanu nudy na wyżyny sztuki. W ich dziełach odnaleźć można właściwie wszystkie formy „choroby duszy” (Słowacki uniknął tylko nudy małżeńskiej), a natężenie tych wątków potwierdza jej bardzo istotną rolę zarówno w doświadczeniach biograficznych twórców, jak i w ich pomysłach literackich (badaczka omawia „Lambra”, „Godzinę myśli”, „Kordiana” i „Horsztyńskiego” Słowackiego oraz fragmenty genewskie, „Irydiona” i „Nie-Boską komedię” Krasińskiego). Obydwaj poeci przechodzą przez etapy dandyzmu, mal du siècle i nudy egzystencjalnej, by ostatecznie ją przekroczyć – Słowacki w swej filozofii genezyjskiej, Krasiński zaś – w dziełach artystycznych – pod wpływem filozofii czynu Augusta Cieszkowskiego. Korespondencja Krasińskiego ujawnia jednak dobitnie, że wyrwanie się z kręgu nudy dokonuje się u autora „Irydiona” w sferze idei (vide „Przedświt”, „Psalmy przyszłości”), lecz bez dalej idącego wpływu na większość jego listów, w których konsekwentnie powracają różne obrazy nudy metafizycznej i egzystencjalnej oraz wszelkich form „słabości bytu”, jakby psychika poety zdolna była tylko do ekspresji doświadczenia tanatycznego.

Lektura analiz korespondencji poetów prowokuje jednak pytania o rolę mody lub wpływu wzorców literackich na konstrukcje podmiotu listów. Bizior-Dombrowska sygnalizuje, że dzieła epistolarne obu twórców powinny być czytane ze świadomością, iż są konstruowane według określonych strategii pisarskich, co badaczka podkreśla szczególnie mocno w przypadku Krasińskiego (cytowany przez nią Mirosław Strzyżewski zauważa, że cechą charakterystyczną korespondencji Krasińskiego jest multiplikacja jej podmiotów, których nie da się sprowadzić do tylko jednego bądź dominującego). Faktem pozostaje jednak, że wyobraźnia obydwu poetów, w szczególności zaś Krasińskiego, nieustannie powraca do obrazów i doświadczeń związanych z nudą, nawet jeśli w jakimś stopniu są one wynikiem świadomej autostylizacji.

Romantyzm zawiera więc klucz do współczesności – ta diagnoza wyznacza dziś podstawowy paradygmat myślenia o epoce Byrona w pracach historyków idei, kultury i literatury czy filozofów. Polska humanistyka otrzymała właśnie kolejny rozdział w tej rozległej historii wzajemnych związków – dzieje „wielkiej nostalgii za niczym”. Romantyczny etap „rozwoju” nudy stanowi lustro, w którym przeglądają się kolejne jej wersje. Bizior-Dombrowska skłonna jest jednak uznać nudę romantyczną za najpełniejszą i jednocześnie najgłębszą realizację ennui, bo ściśle związaną z humanistyczną refleksją nad światem, motywowaną także dogłębnym, niekłamanym poczuciem utraty wartości. Jednocześnie badaczka dba o zarysowanie różnic pomiędzy charakterystycznymi dla konkretnych formacji kulturowych odmianami nudy: zauważa między innymi, że młodopolskiej dekadencji brak wymiaru poznawczego i samopoznawczego, dlatego też wydaje się ona najbliższa spleenowi. Z kolei nuda współczesna ściślej wiąże się z nihilizmem i poczuciem absurdu. Romantyczne pragnienie „bycia gdzie indziej”, stojące u podstaw doświadczenia czczości, wydaje się pod wieloma względami podobne do współczesnej dominacji życia wirtualnego nad realnym i dyktatu rozrywki, rodzącymi w konsekwencji nudę i jednocześnie strach przed nią – przed prawdą o istnieniu na skraju nicości (s. 303).

Na okładce polskiego przekładu „Historii nudy” Petera Tooheya widnieje znacząca adnotacja: „Przeczytasz bez ziewania!”, jakby obecność pojęcia nudy w tytule groziła czytelniczą nudą i wydawniczą klapą (tytuł oryginału także stosuje pewien chwyt „ożywiający”: „Boredom: A Lively History”). Magdalenie Bizior-Dombrowskiej udało się uniknąć naukowej nudy (choć podjęta problematyka skutkuje czasem pewnymi powtórzeniami). W tej rozprawie, rzetelnej i dokładnej, napisanej giętkim, bogatym językiem, czytelnik odnajdzie nie tylko katalog analiz najważniejszych dzieł romantyzmu europejskiego poświęconych nudzie, omówienia polskich utworów zapomnianych, a jednak ważnych jako dokument recepcji postawy reneizmu, czy syntetyczne zestawienie dziejów nudy w twórczości literackiej i epistolarnej Słowackiego i Krasińskiego. Odnajdzie również przekrojowy szkic dziejów zmagania się ze świadomością „bycia ku śmierci”, zdążania ku nicości. Romantyczna nuda nie jest jedynie literacką sztampą, lecz wynika z doświadczenia pustki i utraty wartości, które tak głęboko przeżył jako pierwszy właśnie romantyzm. Oczywiście, także i w obrębie tej epoki doszło ostatecznie do rozliczeń z własnymi mitami i zanegowania „choroby duszy”, jednak bez przeżycia nudy egzystencjalnej czy metafizycznej romantyczna tożsamość nie mogłaby uzyskać pełni autentyczności.

Oświecenie przeciwstawiło tragicznej świadomości nieprzekraczalnych antynomii bytu etykę obowiązku społecznego oraz Wolterowską ideę „pracy bez rozumowania” i „wszystkoznośności” („tout est passable”). Podobnie pozytywiści pragnęli uleczyć nudzących się, wskazując im filozofię pozytywną i wartość pracy dla społeczeństwa. Romantyzm z gestem cokolwiek może aktorskim odrzucił te paliatywy – i nieraz przegrał z nudą. Jednak nie aktorsko, a bardzo dramatycznie brzmią słowa Krasińskiego z listu do Delfiny Potockiej: „Czyś słyszała o tych kotach lub psiaczkach, które pod dzwon szklany pneumatyczny profesorowie fizyki kładą, by podrygi ich konania uczniom pokazać, w miarę jak powietrze wyciągają spod dzwonu? Wkoło wszędzie światło i powietrze, jedno pod tym szkłem próżnia, nicość, zdech. Otóż my jak te koty” (s. 278). Jeśli to teatr, to „życiem płacony”.
Magdalena Bizior-Dombrowska: „Romantyczna nuda. Wielka nostalgia za niczym”. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2016.