15 kwietnia 8 (320) / 2017

Kamila Czaja,

MIŁOŚĆ I ŚMIERĆ W AMSTERDAMIE (MAJA WOLNY: 'KSIĘGOBÓJCA')

A A A
Ktoś popełnia morderstwo, są podejrzani, inspektor Eva Paelinck prowadzi śledztwo. A jednak „Księgobójca” Mai Wolny to kolejna w Czarnej Serii pozycja wykraczająca poza ramy gatunku. Z jednej strony może to stanowić rozczarowanie dla fanów Stiega Larssona czy Camilli Läckberg, dla czytelników oczekujących zawrotnego tempa akcji i nacisku na szukanie sprawcy. Z drugiej – wierzę, że ktoś spodziewający się typowego kryminału (czy „thrillera”, bo tak oznaczona jest książka) też doceni świat wykreowany przez Wolny, a pisarka ta stanie się bardziej rozpoznawalna dzięki publikacji książki w tej popularnej serii (sama pod wpływem „Księgobójcy” postanowiłam, że przy najbliższej okazji sięgnę po „Czarne liście” i „Dom tysiąca nocy”).

Książki zbójeckie

W powieści poznajemy zdarzenia z perspektywy kilkorga bohaterów, a najintensywniej towarzyszymy Wiktorowi Krzesimowi (i to on snuje narrację pierwszoosobowo, podczas gdy pozostałe postacie mają do dyspozycji najwyżej mowę pozornie zależną). Wiktor na pierwszy rzut oka uosabia ideał bibliofila. Wyznaje na przykład: „Od ponad trzydziestu lat prowadzę księgarnię w sercu Amsterdamu. Oferuję tylko takie książki, które sam bym chciał przeczytać (…). Pogodziłem się z tym, że to ja będę utrzymywał moje książki, a nie one mnie; będę je karmił, chronił przed pleśnią i nadmiarem dotyku” (s. 9, 13). Z czasem jednak czytelnik odkrywa, że fascynacja książkami przybiera w przypadku Wiktora niepokojące rozmiary, a deklaracja: „Ja jestem wasalem książek (…)” (s. 86) chwilami mogłaby brzmieć ostrzej: „Ja jestem niewolnikiem książek”.

„Księgobójca” to bardzo ciekawy obraz różnego podejścia do książek. Od „zabijania” ich (Jan), przez poczucie bezsilności wobec ich „wymagań” (Lucyna), obojętność (większość mijających księgarnię ludzi) lub zdrowe zainteresowanie (Marianna), po obsesję toczącą Wiktora. Powieść Wolny pozwala się zamyślić nad rolą literatury, nad granicą między fascynacją a fetyszem, między czytaniem jako szkołą empatii a lekturą stanowiącą źródło pogardy (Wiktor: „Biblioteki to burdele dla intelektualistów, przytułki dla biedoty, która nie jest w stanie zgromadzić prawdziwego księgozbioru” [s. 70]) i między życiem literaturą a zaledwie jego pozorem. Jeśli więc ktoś sięgnie po „Księgobójcę” ze względu na zapowiadany w tytule wątek „ksiąg”, a nie z powodu odsyłającego mocniej w stronę kryminału „-bójcy”, to czeka go interesujące przeżycie – choć niekoniecznie prowadzące do wniosków, które łatwo przyjąć.

Emigranci

Pod kryminalnym pretekstem Wolny opowiada jednak nie tylko o książkach. Ta powieść jest fascynującym obrazem życia polskich emigrantów od lat mieszkających w Amsterdamie. Stolica Holandii na kartach „Księgobójcy” ma wyjątkowy klimat, stanowi też ciekawą odmianę po licznych skandynawskich czy brytyjskich małych miasteczkach będących sceną zbrodni. Na tle zmysłowo opisanego miasta przedstawiono losy Wiktora i Marianny, którzy mimo dekad upływających od wyjazdu z Polski (odpowiednio: dobrowolnego i przymusowego) – wciąż próbują odnaleźć swoją tożsamość. Wiktor wyznaje: „Kiedy mówię »moje miasto« czy »moja ulica«, myślę o Amsterdamie. Ale »mój kraj« to już Polska” (s. 156), by w innym miejscu zaprezentować bilans zysków i strat: „Poniosło nas z powrotem na Zachód, skusiły nas kolory, zapamiętana różnorodność smaków, odważna moda na ulicach, wolność słowa i nie tylko. Uciekliśmy od kłamstw, choć wiedzieliśmy, że porzucamy również prawdę o nas samych” (s. 263).

Wolny doskonale gra planami czasowymi – od lat 50. aż po rok 2016. Ma to znaczenie dla rozwoju kryminalnej intrygi i naświetlenia potencjalnych motywów zbrodni, ale jeszcze lepszy wpływ wywiera na złożoność ludzkich portretów w „Księgobójcy”. Każda kolejna retrospekcja mówi coś ważnego o bohaterach, wpisuje się w ich dzisiejszą kondycję, niuansuje obraz postaci. Najlepiej sprawdza się to właśnie w przypadku dwojga emigrantów, tu bowiem pisarka proponuje ciekawie opowiedzianą historię Polski i Europy drugiej połowy XX wieku. Perspektywa Evy pozwala z kolei wyodrębnić i logicznie poprowadzić wątek śledztwa. Mniej wyeksponowane bohaterki (Lucyna i Damaris) też dostają szansę pokazania, jak znane z wcześniejszych rozdziałów sprawy wyglądają z innego punktu widzenia – a czasem kobiety te rozjaśniają kwestie, o których główni bohaterowie wiedzieć nie mogą.

Przeniknij pozory, które mnie skrywają”

Świetnie wypada w „Księgobójcy” zderzenie tego, jak widzą swoje losy bohaterowie, a jak postrzegają ich inni. Wiktor obsesyjnie obserwuje Mariannę, chłonie każdy szczegół, żyje jej życiem, a przecież jego skrupulatne obserwacje nie mogą dotrzeć do tego, jaka naprawdę jest i co przeszła idealizowana przez Krzesima kobieta. Niemożność przeniknięcia Innego, a często i niemożność wypowiedzenia samego siebie (bohaterowie Wolny są ciekawsi w monologach wewnętrznych niż w próbach rozmowy z drugą osobą) to interesujący wątek książki, ładnie łączący się z motywem kryminalnego śledztwa, polegającego wszak na odkrywaniu tego, co ludzie próbują ukryć. Podczas lektury odmiennych – bo zarówno ich własnych, jak i cudzych – wizerunków tych samych postaci towarzyszyła mi fraza z „Córki Robrojka” Małgorzaty Musierowicz: „Przeniknij pozory, które mnie skrywają”.

Co ważne – i eksponowane przez Wolny w „Posłowiu” – bohaterów poznajemy, gdy nie są już młodzi. Autorka potrafi z empatią pisać o grupie ludzi, którzy wiele przeszli, a w dojrzałym wieku postanawiają zmienić swoje życie (lub życie samo narzuca im zmiany), zmagają się w silnymi uczuciami i próbują jakoś urządzić się na kolejny etap. Ciekawym pomysłem okazuje się przeplatanie rozdziałów fragmentami książki „Historia starości” Jeana-Pierre’a Boisa – nie wypadają pretensjonalnie, lecz subtelnie uniwersalizują losy przedstawionych w powieści postaci.

Złota proporcja

O trudności z uznaniem „Księgobójcy” za typowy kryminał decydują proporcje. Niby są tu wszystkie niezbędne elementy tego gatunku, ale jednak w lekturze na pierwszy plan wysuwają się kwestie obyczajowe, kulturalne, historyczne. Ale proporcje to również źródło siły tej opowieści. Autorka nie boi się wykraczać poza konwencję, a dobrze napisanej, nie do końca kryminalnej czy romansowej, lecz po prostu wielowątkowej prozy wciąż jest na półkach za mało.

Najnowsza książka Mai Wolny nie jest przełomowa ani idealna. Chwilami pisarka idzie na skróty, charakteryzując postacie za bardzo wprost, zamiast dać im się pojawić przed oczami odbiorcy poprzez wypowiedzi i czyny. Niektóre opisane relacje wypadają płycej niż inne, wydają się bardziej konwencjonalne, gdyż czytelnik nie dostaje wystarczająco dużo czasu na obserwowanie ich rozwoju (Marianna i Jan, Eva i Peter). Ale powieść wypada naprawdę dobrze, sprawdza się na wieczór czy dwa z dobrze napisaną lekturą, która mocno wciągnie, trochę wzruszy, a nawet da do myślenia. Raczej nikt nie zapragnie pod wpływem tego czytelniczego doświadczenia zostać „księgobójcą”.
Maja Wolny: „Księgobójca”. Wydawnictwo Czarna Owca. Warszawa 2017 [seria: Czarna Seria].