Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (320) / 2017

Michał Paweł Urbaniak,

O CHŁOPCU, KTÓRY NIE MÓGŁ PŁAKAĆ (ROSE TREMAIN: 'SONATA GUSTAVA')

A A A
„W wieku pięciu lat Gustav Perle pewien był tylko jednego: że kocha swoją matkę” - tak rozpoczyna się powieść brytyjskiej pisarki Rose Tremain „Sonata Gustava”. Gustav Perle nosi w sobie przede wszystkim miłość do matki i usilnie zabiega o wzajemność. On i Emilie (nazywana „Mutti”) mieszkają sami w niewielkim szwajcarskim miasteczku Matzlingen. Ojciec Gustava, Erich Perle, zmarł w tajemniczych okolicznościach jeszcze podczas wojny. Emilie jest pełna frustracji i tęsknot – narzeka na biedę, topi smutki w alkoholu, wspomina dawne dostatnie życie, które było możliwe dzięki pracy Ericha w policji. Buduje legendę męża jako człowieka honoru, niedocenionego, niesłusznie skrzywdzonego bohatera (jak się okaże, to opowieść może nie podkolorowana, ale niepełna, pomijająca ważną część historii Ericha). „Mutti” ma nadzieję, że jej syn będzie miał „życie takie, jak trzeba”.

Dzieciństwo Gustava jest smutne, nie tylko z racji biedy. Pozostaje on właściwie niewidzialny i samotny. Jest bez reszty oddany swojej „Mutti”. Nie zna innej rzeczywistości niż ta, w której żyje z Emilie. Kierowany miłością, stara się dostosować do reguł narzuconych przez matkę. Najważniejsze okazuje się nieuleganie emocjom. To ma być recepta na szczęście. „Nigdy nie płakał. Często czuł, jak płacz wzbiera mu gdzieś w głębi serca, jednak zawsze udawało się go zdławić. Bo tego właśnie uczyła go Emilie. Miał panować nad sobą. (…) W ten sposób Gustav będzie przygotowany na wszystko, co może przynieść los”.

Tymczasem w przedszkolu Gustav poznaje kogoś, który reprezentuje zupełnie inne wartości i zachowania. Anton Zwiebel pochodzi z Berna, z zamożnej żydowskiej rodziny. Ten wrażliwy chłopiec nie został nauczony hamowania miotających nim uczuć. Gdy pierwszy raz przychodzi do przedszkola, płacze, a Gustav próbuje go uspokoić. Dzięki nowemu przyjacielowi Gustav poznaje inny świat – nie chodzi tylko o pełną rodzinę, względne bogactwo, konkretne ambicje (Anton jest dobrze zapowiadającym się pianistą) czy nawet większe możliwości, ale właśnie o nieskrywanie emocji. Ci dwaj uzupełniają się wzajemnie – Gustav stara się być na swój sposób silny, z kolei Anton chciałby uciec od problemów. Źródłem siły jest dlań muzyka, zmienia go, może oddzielić od innych. To właśnie dlatego Gustav odczuwa rozkwitający talent przyjaciela jako zagrożenie: „Gustav wpatrywał się w Antona. Trudno było sobie wyobrazić, że ten chłopiec na stołku przy fortepianie to ten sam, który płakał w przedszkolnej piaskownicy. Wyglądał na starszego. Oczy miał suche i jasne. Było prawie tak, jak gdyby Anton odszedł do innego życia, do miejsca, dokąd Gustav nie mógł pójść za nim, bo był za mały, albo za bardzo się bał”.

Między chłopcami rodzi się bardzo silna więź, która przetrwa całe dekady. Znacząca w tym kontekście jest scena w Davos. Wówczas podczas wakacyjnej quasi-erotycznej zabawy w ruinach dawnego sanatorium, Anton powie Gustavovi: „Będę żył, dzięki tobie”. Choć te słowa odnoszą się do konwencji gry, jest w nich głębszy, niewypowiedziany wprost sens. Również dla Gustava to wyjątkowy moment: „żadna chwila w jego życiu nie była tak dziwnie piękna jak ta”. A jednak drogi bohaterów się rozchodzą. Anton – już dojrzały mężczyzna, nauczyciel muzyki – ma poczucie, że przegrał swoje życie, z lęku przed wystąpieniami publicznymi zmarnował talent. Gdy pojawia się szansa na (spóźnioną) karierę pianisty, Anton wyjeżdża i nie zamierza wrócić do Matzlingen. Wówczas Gustav musi się zmierzyć z opuszczeniem, które – zdawałoby się – przerasta jego siły. Pozostając pod wieczną wyuczoną autokontrolą, nie jest w stanie wyznać przyjacielowi miłości. Inaczej mówiąc, to typowy dramat niewypowiedzianego homoseksualnego pożądania.

Miejsce akcji powieści nie zostało wybrane przypadkowo. Szwajcaria jest uznana za państwo „neutralne”, bezpieczne – koszmar II wojny światowej właściwie nie dotknął tego kraju bezpośrednio. Trzymanie się zasady neutralności miało chronić przed inwazją ze strony Hitlera. Herr Hodler, nauczyciel Gustava, już w latach powojennych przyrówna Szwajcarię do kokosa. Jak wyjaśni: „taka właśnie powinna być Szwajcaria i jej mieszkańcy – jak kokos. Chronimy siebie – i wszystkie dobre rzeczy, które mamy – stanowczym i zdecydowanym, ale racjonalnym zachowaniem: naszą neutralnością”. Jednak w „Sonacie Gustava” Rose Tremain pokazuje, że neutralność, trzymanie się ustalonych zasad nie jest zawsze najwłaściwszym rozwiązaniem, może budzić zastrzeżenia natury moralnej. Tego typu wątpliwości ma Erich Perle, zastępca komendanta policji, który, kierowany współczuciem, pomaga żydowskim uchodźcom, łamiąc przy tym prawo. Czy to błąd – a jeśli tak, to z jakiego punktu widzenia? W chwili załamania Erich zastanawia się: „Jako funkcjonariusze policji jesteśmy uczeni obojętności. Ale czy obojętność nie jest moralną zbrodnią?”. Za pomoc ofiarom wojny przychodzi mu drogo zapłacić – Erich zostaje zdegradowany, wykluczony z policji, napiętnowany społecznie. To odbija się także na Emilie – ich małżeństwo, które już wcześniej przeżywało poważny kryzys, rozpada się. Próba odbudowania związku nie może skończyć się dobrze (choć mają na to wpływ także inne czynniki – czysto osobiste).

Gustav musiał żyć w „neutralności”, tłamsić emocje, nie mówić o uczuciach. Najpierw przykazała mu to „Mutti”, później znalazł także potwierdzenie w słowach nauczyciela (Herr Hodler radzi Gustavowi, aby ten był tak twardy jak kokos – to ma go ochronić przed ewentualnym zranieniem). W rezultacie Gustav pozostaje wystraszonym, wycofanym dzieckiem, które kryje swoje traumy. To wycofanie trwa także w dorosłym życiu – bohater zamyka się w bezpiecznym mikroświecie prowadzonego hotelu. Zarazem pozostaje spragniony ciepłych uczuć i nie umie pogodzić się z tym, że jego miłość nie jest odwzajemniona (ciągle liczy na to, że Emilie, ta, która „wyćwiczyła go doskonale w tym, jak kochać, nie będąc kochanym”, w końcu sama nauczy się okazywać mu matczyne uczucia). Można zatem stwierdzić, że tytułowy bohater powieści Tremain nieświadomie dźwiga brzemię, które zaciążyło na jego ojcu (przy czym „neutralność” oznacza tu pasywność zbliżoną do unieszczęśliwiającego konformizmu). Oczywiście, Gustav żyje w Szwajcarii powojennej, jego dramat ma wymiar czysto osobisty, jest słabo związany z aktualną historią Szwajcarii. Panowanie nad sobą – to, co miało mu dać siłę – niszczy go. Rozstanie z Antonem staje się tragedią, ale zarazem prowokuje Gustava do działania. Pozwala mu przekroczyć granice ciasnego świata, a w dalszej perspektywie - zawalczyć o własne szczęście.

„Sonata Gustava” to w wielu aspektach bardzo interesująca powieść psychologiczna. Ma dosyć kameralny charakter – dramat rozgrywa się wśród kilku dobrze zarysowanych bohaterów. Gustav, Anton, ale także Emilie czy niekiedy nawet Lottie Erdman (kobieta pozornie silna i wyzwolona) to ludzie tkwiący w swoich biografiach jak w pułapkach. Obarczeni ciężarem braku miłości, wygórowanych ambicji czy niewypowiedzianego pożądania, zdominowani przez traumy i lęki – wolą trwać w świecie dającym poczucie bezpieczeństwa, ale bez szansy na prawdziwe szczęście. Brytyjskiej pisarce świetnie udało się oddać zwłaszcza psychikę zagubionego, osamotnionego dziecka. Historia Emilie – kobiety nijakiej, pozbawionej perspektyw, która chciała za wszelką cenę uciec od biedy, która w końcu sama musiała dźwigać trudy życia – także jest bardzo przekonująca. Niestety, książka wyraźnie obniża poziom w trzeciej części. Wówczas Tremain – dotąd przedstawiająca bohaterów i ich dramaty z prawdziwą subtelnością – więcej opowiada niż pokazuje, ponadto ostentacyjnie zwraca uwagę na symbole i ich znaczenia (przykładowo – nawiązanie do „Śmierci w Wenecji” Manna opatrzone narracyjnym komentarzem). Akcja przyspiesza, a zatem kolejne zdarzenia muszą być przedstawione pobieżnie. W rezultacie opowieść traci na wyrazistości i psychologicznym autentyzmie.

„Sonata Gustava” traktuje przede wszystkim o samotności, nawet wśród tych, którzy kochają; o (nie)trwałych relacjach i o narzuconych (przez społeczeństwo, przez okoliczności, przez nas samych) ograniczeniach niepozwalających na spełnienie. To także smutna opowieść o tym, że można spróbować przekroczyć granice, przełamać się, podążyć w stronę realizacji, choć nie ma gwarancji, że przyniesie to upragnione szczęście. Rose Tremain przypomina, że wychodząc z ustanowionej sfery komfortu, zawsze ryzykuje się przegraną – ale w takim razie można także wygrać.
Rose Tremain: „Sonata Gustava”. Tłum. Dominika Cieśla-Szymańska. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2017 [seria: Don Kichot i Sancho Pansa].