Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Mirosław Skrzydło,

WEJŚCIE SUPERŁUCZNIKA (HAWKEYE. TOM 1. MOJE ŻYCIE TO WALKA)

A A A
W czasie prawie pięćdziesięciu lat komiksowej kariery Clint Barton przeżył mnóstwo fascynujących przygód oraz zaskakujących metamorfoz. Wystarczy wspomnieć, iż podczas nieobecności Kapitana Ameryki wcielił się w rolę najsłynniejszego superbohatera ze stajni Marvel Comics, a innym razem w zamaskowanego obrońcę uciśnionych znanego jako Ronin. Amerykański scenarzysta Matt Fraction z grupą uznanych grafików (w gronie których znalazł się m.in. David Aja) stworzył w miniserii „Hawkeye” jedną z najlepszych inkarnacji sławetnego łucznika.

W przeciwieństwie do innych superbohaterskich opowieści rodem z amerykańskiego wydawnictwa, w recenzowanym dziele nie uświadczymy spektakularnych pojedynków superistot, kosmicznych awantur, podróży w czasie czy klasycznej walki z arcyłotrami. W pierwszym tomie cyklu (nagrodzonego wianuszkiem prestiżowych nagród) znajdziemy typowo przyziemne problemy związane z codziennych życiem. Zło przyjmuje tu bardziej realistyczne oblicze. Samozwańczy heros staje do walki z rosyjską mafią terroryzującą mieszkańców biednej kamienicy, rozmyślając przy tym o społecznej niesprawiedliwości oraz o swoim powołaniu. Barton otrzymuje również ważne zadanie od agentów S.H.I.E.L.D. związane z odzyskaniem pliku wideo obciążającego zarówno protagonistę komiksu, jak i całą organizację. Nagranie pragną także zdobyć słynni przestępcy – na czele z Kingpinem oraz Madame Masque – a licytacja kasety przyjmie nieoczekiwany obrót.

Ważną rolę odgrywa w albumie zmysłowa Kate Bishop z grupy Young Avengers, która po niespodziewanym zgonie Hawkeye’a (wydarzenia znane z miniserii „Avengers: Disassembled”) została jego godną następczynią. Kate pełni obecnie funkcję wiernej uczennicy oraz oddanej sojuszniczki tytułowego strzelca, pomagając mu w trudnych chwilach. Fraction kapitalnie zarysował ich dwuznaczną relację, a dialogi między nimi są soczyste i bezbłędnie rozpisane. Autor w przekonujący sposób ukazał codzienne rozterki Clinta, jego kontakty z sąsiadami oraz dynamiczne sceny akcji kojarzące się z klasycznymi filmami akcji (kłania się choćby legendarny „Bullitt” Petera Yatesa). Przy okazji warto wspomnieć, że wolumin uzupełnia nowela wprost z „Young Avengers Presents”, przedstawiająca pierwsze spotkanie Bartona z zabójczą wojowniczką.

Najmocniejszym akordem debiutanckiego tomu „Hawkeye” są estetyczne i charakterystyczne ilustracje Davida Aji, odpowiedzialnego za warstwę graficzną trzech pierwszych zeszytów serii. Hiszpan wypracował własny, niepowtarzalny styl, w bezpośredni sposób nawiązujący do pierwszych publikacji z Marvel Comics. Na przykuwających oko planszach Aja doskonale akcentuje ważne wydarzenia, elementy drugiego planu (wszechobecne strzały) oraz konkretnych bohaterów (szczególne brawa za kreację wyrafinowanego złodzieja, Ringmastera, oraz skutecznej panny Bishop). Na uwagę zasługuje konsekwentne trzymanie się stałych barwnych dominant, wśród których odnajdziemy różne odcienie fioletu, niebieskiego i pomarańczowego. Równie efektownie wyglądają okładki poszczególnych zeszytów, bez wątpienia jedne z najlepszych w całej linii Marvel NOW!.

„Moje życie to walka” jest kawałem porządnego komiksowego rzemiosła – wyborne połączenie akcji, kryminału, opowieści szpiegowskiej, obyczajówki oraz subtelnego romansu. Album w sam raz dla czytelników zmęczonych klasycznymi historiami superbohaterskimi. 
Matt Fraction, David Aja i in.: „Hawkeye. Tom 1. Moje życie to walka” („Hawkeye, Vol. 1. My Life as a Weapon”). Tłumaczenie: Marceli Szpak. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.