Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Maciej Libich,

W PIEKLE OSAMOTNIENIA (UCIEKAJ!)

A A A
O najnowszym i – w pewnym sensie – debiutanckim filmie Jordana Peele’a powiedzieć można przede wszystkim to, że jest niemałym zaskoczeniem. Peele, który odnosił już sukcesy jako aktor, komik, współautor dowcipnego programu „Key & Peele” czy też scenarzysta cieszącej się uznaniem komedii „Keanu”, postanowił podjąć się odmiennego wyzwania, a mianowicie stworzenia hybrydowego horroru komediowego. Pierwsze projekcje wyczekiwanego filmu odbyły się 24 stycznia, podczas Sundance Film Festival. Wnet okazało się, że ani brak reżyserskiego oraz gatunkowego doświadczenia, ani niewielki budżet nie przeszkodziły Peele’owi w osiągnięciu ogromnego sukcesu – film nie tylko zdobył jednomyślne i jednogłośne uznanie krytyków, ale i cieszy się powodzeniem pod względem finansowym.

Przyczyny takiego stanu rzeczy doszukiwać się można przede wszystkim w aktualnej problematyce, którą w swoim dziele podjął Jordan Peele. „Uciekaj!” opowiada historię białej Rose Armitage (Allison Williams) oraz jej czarnego partnera, Chrisa Washingtona (Daniel Kaluuya). Para wybiera się w podróż za miasto, do niewielkiej, peryferyjnej miejscowości, gdzie mieszkają rodzice Rose. Dean (Bradley Whitford), ojciec dziewczyny, oraz Missy (Catherine Keener), jej matka, pozornie są w pełni normalną rodziną. Na wejściu przytulają Chrisa, swobodnie z nim rozmawiają i zdają się w żaden sposób nie potwierdzać schematów, przed którymi Rose ostrzegała jeszcze przed wyjazdem. Jednakże w trakcie pobytu w wytwornej i antycznej posiadłości Armitage’ów Chris zaczyna dostrzegać osobliwe zwyczaje rodziny. Dziwi go również fakt, że pracująca dla niej służba składa się wyłącznie z nienaturalnie zachowujących się Afroamerykanów, a stosunki panujące między nimi i pracodawcami w gruncie rzeczy przypominają te z XIX wieku. Czarni pracownicy zwracają się do Armitage’ów jak do swoich właścicieli, a ich ruchy są mechaniczne i bardziej przypominają działania robotów niż ludzi. Głęboko skrywana tajemnica ujawniona zostanie wszakże dopiero podczas corocznego zjazdu krewnych i przyjaciół rodziny.

„Uciekaj!”, choć z oczywistych względów różni się od poprzednich filmów Peele'a, bardzo wyraźnie wpisuje się w jego twórczość. W swoich skeczach i występach reżyser wielokrotnie poruszał tematykę narastającego w Stanach Zjednoczonych rasizmu. Sam zresztą stwierdził, że problematyka ta jest mu niezwykle bliska, a film ma charakter personalny, choć nie autobiograficzny. W „Uciekaj!” widoczne są również nawiązania nie tylko do klasycznych XX- wiecznych horrorów, takich jak „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego czy „Żony ze Stepford” Bryana Forbesa (z którego zresztą Peele czerpał jawnie), lecz również do komedii takich jak „Poznaj mojego tatę” Jaya Roacha.

Istotne w filmie Peele’a jest przeplatanie głównej fabuły wątkami komediowymi. Chris podczas trwania całej akcji pozostaje w telefonicznym kontakcie ze swoim przyjacielem Rodem (Lil Rel Howery), który przedstawia postać stereotypowego, stworzonego na wzór kliszy Afroamerykanina. Główną zaletą tego zabiegu jest możliwość doraźnego zneutralizowania kumulującego się podczas seansu napięcia, z drugiej jednak strony sylwetka Roda jest wyłącznie naszkicowana, a sama postać potraktowana raczej instrumentalnie. Peele’owi zarzucić można również to, iż konstruowane przez niego żarty operują wyłącznie na zasadzie chwytliwych odzywek bohatera i, co gorsza, sprawiają, że niektóre sceny wydają się zupełnie nieprawdopodobne (mowa tu m.in. o przesłuchiwaniu Roda na komisariacie). Humor znany z występów Peele’a w serialu „Key & Peele” niestety w „Uciekaj!” nie pojawia się nawet na chwilę.

Szablonowych postaci, podobnych do Roda, jest w filmie znacznie więcej. Adekwatnym przykładem będzie brat Rose, Jeremy' (Caleb Landry Jones). Od samego początku sprawia on wrażenie niemal modelowego psychopaty, agresywnego brutala, który podczas pierwszej kolacji próbuje za pomocą fizycznej siły zdominować gościa. Motyw ten zdaje się w ogóle nieprzemyślany, zmusza bowiem widza do refleksji na temat zasad panujących w rodzinie Armitage’ów. Odbiorca od razu musi zadać sobie pytanie, czy Jeremy mógłby zostać wychowany w tak liberalnej i tolerancyjnej rodzinie. W ten sposób film już na początku wyjaśnia część zagadki lub raczej nakierowuje widza na jej rozwiązanie.

Reżyserowi zarzucić można również dość chaotyczną konstrukcję początkowej części realizacji. Po scenie wstępnej, gdzie ukazane jest uprowadzenie czarnoskórego mężczyzny przez skrytego pod kominiarką porywacza, następuje dłużąca się sekwencja napisów pojawiających się na tle rozmytej drogi. Dopiero po niej rozpoczyna się właściwa akcja filmu. Zbyteczna zdaje się również scena potrącenia jelenia, która – choć w pewnym sensie ma znaczenie w finale – służy jedynie budowaniu tożsamości Deana Armitage’a i w dalszej konsekwencji nadmiernie wydłuża film.

Wszystkie te usterki można wszakże zrzucić na karb braku reżyserskiego doświadczenia Jordana Peele’a, a sam film należy ocenić pozytywnie przede wszystkim ze względu na ironiczne, a nawet satyryczne ujęcie zagadnienia amerykańskiego rasizmu. Obrazowanie, jakim posługuje się autor, miejscami przypomina to, które znane jest choćby z doskonałego futurystycznego „Black Mirror” Charliego Brookera, wydaje się jednak bardziej dojrzałe i kompleksowe. Społeczny problem – zarówno w filmie, jak i w serialu – analizowany jest nie tylko w ujęciu prognostycznym, lecz także często komediowym. Niemniej jednak, Peele konstruuje w „Uciekaj!” opowieść na nadzwyczaj aktualnej płaszczyźnie ścierania się białych liberałów z niełatwą, pełną uprzedzeń i upokorzeń historią Afroamerykanów. Nowatorstwo ujawnia się tu zatem w odważnym doborze tematyki i, przede wszystkim, w analitycznej i gruntownej diagnozie społecznej. Film, co ciekawe, powstawał jeszcze przed eskalacją konfliktu czarnej ludności Stanów Zjednoczonych z funkcjonariuszami policji w 2016 roku, wskutek czego reżyser zdecydował się na zmianę zakończenia.

„Uciekaj!” to również film doskonały w swoim gatunku. Intryga stworzona przez Peele’a jest z całą pewnością pomysłowa, a jej rozwiązanie i ostatnie sceny – nieprzewidywalne. Ponadto, Chris jest bohaterem, którego łatwo polubić i z którym w gruncie rzeczy nietrudno się utożsamić, gdyż „Uciekaj!” to nie tylko film o uprzedzeniu rasowym, ale również o nieakceptacji, poczuciu braku przynależności. W rozmowach Chrisa z rodzicami Rose Peele pokazuje subtelne niezręczności, które błyskawicznie potrafią przemienić ciepłą atmosferę przytulnego domu Armitage’ów w piekło osamotnienia i niezrozumienia.

Film warto zobaczyć zarówno ze względu na jego walory rozrywkowe, jak i z uwagi na doniosłość poruszanych w nim kwestii. Błędy, które pojawiają się w tej realizacji, nie są kluczowe dla wydźwięku całości oraz nie niwelują przyjemności płynącej z oglądania. Seans „Uciekaj!” staje się zresztą o tyle ciekawszy, o ile zwiastować może nowy etap w amerykańskiej kinematografii – kina popkulturowego oraz rozrywkowego, silnie zakorzenionego w rzeczywistości i zaangażowanego społecznie. 
„Uciekaj!” („Get Out”). Scenariusz i reżyseria: Jordan Peele. Zdjęcia: Toby Oliver. Obsada: Daniel Kaluuya, Allison Williams, Lil Rel Howery, Caleb Landry Jones i in. Produkcja: USA 2017, 103 min.