Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Natalia Kaniak,

ZABÓJCZE ALL-INCLUSIVE (MIESIĄC MIODOWY NA SAFARI)

A A A
Niekończące się drinki na plaży Fuerteventury, przejażdżka wielbłądem podczas urlopu w Egipcie, skórzane torebki z wczasów w Turcji. Kultura all-inclusive to odpowiedź na najprymitywniejsze potrzeby i mało wyszukane gusta jej uczestników. To także cyniczny komentarz kapitalizmu, który zdaje się szeptać nam do ucha, że kupić można już wszystko i wszędzie. Nawet tam, gdzie jest to zupełnie niepotrzebne lub niestosowne.

„Miesiąc miodowy na safari” znalazł się w kilku zestawieniach najlepszych komiksów 2016 roku. W warstwie estetycznej jest to bardzo konsekwentny album, rozwijający styl Jesse’ego Jacobsa znany z jego wcześniejszych identyfikacji wizualnych, pojedynczych prac oraz dzieł takich jak „By This Shall You Know Him” czy „Even the Giants”. W swoim najnowszym utworze Jacobs wyraźnie nawiązuje do kolonialnych zapędów ludzkiej rasy, u której przedstawicieli ciekawość innej kultury kończy się tam, gdzie zaczyna się pragnienie komfortu oraz poczucia bezpieczeństwa.

Para nowożeńców postanawia wybrać się – w ramach podróży poślubnej – na egzotyczne safari. Na nie do końca określonej, obcej planecie towarzyszy im wyszkolony i doskonale znający teren rezydent-przewodnik. Nowożeńcy, niczym małe dzieci, oprowadzani są po zielonych i falujących łąkach zakazanej planety, która mimo przyjaźnie wyglądającej fauny i flory jest miejscem wysoce niebezpiecznym. Śmiertelnie drapieżne osobniki o uśmiechach aksolotla hipnotyzują i bezboleśnie atakują wszystkie obce istoty. Robią dokładnie to samo, co nowożeńcy, którzy dla zabawy wychodzą na polowanie, strzelając do uroczych i bezbronnie wyglądających stworzeń, tylko po to, by wieczorem wrócić do obozu, gdzie na wszystkich czekać będą masaże, kontynentalna kuchnia fusion i hotelowe atrakcje.

Jacobs rozumie rzeczywistość bardzo matematycznie. Jego świat to plątanina płaszczyzn i kątów, gdzie wszystkie przedmioty i podmioty są sobie równe. Nic nie jest w tym świecie pewne, a już z pewnością nie los bohaterów, którzy w każdej chwili mogą się zamienić w drzewo, ścianę lub kosmiczną istotę. Uniwersum Jacobsa to narkotyczne horror vacui, stworzone ku uciesze naszych oczu. Jednak te pozornie pretekstowe historie mówią o człowieku zaskakująco wiele. Opowieści autora przypominają powolną narrację filmów przyrodniczych, w których nawet najbardziej abstrakcyjne ujęcia z mikroskopów elektronowych potrafią być osnute głęboko humanistycznym komentarzem.

Właśnie z takich obrazów wydaje się zmontowany „Miesiąc miodowy na safari”. I choć nie ma tu dodatkowego narratora, niektóre wypowiedzi padające z ust istot zamieszkujących tytułową lokację przypominają lisa z „Antychrysta” Larsa von Triera, powarkującego o obezwładniającym chaosie. To pastelowy horror o drapieżnych gatunkach, napędzanych przemocą i pożądaniem, z dwójką homo sapiens w rolach głównych.
Jesse Jacobs: „Miesiąc miodowy na safari” („Safari Honeymoon”). Tłumaczenie: Agata Napiórska. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2017.