Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Aneta Kamińska, Kateryna Michalicyna,

WIERSZE

A A A
(dom bez domu)

trzecie lato w starym pochylonym domu

w jego kącikach ciemnych stunoga trwoga chodzi

czterdziestonoga – poprawia znad łóżka głos

czy to Matki Bożej czy pająka

który siedzi w sieciach i spode łba patrzy

grubiańsko wszystkimi ośmioma oczami

co ty wiesz? – pytasz i złościsz się bezsilnie

trzecie lato nie tam gdzie miałaś być

i nie tak i nawet czasem nie z tymi

trzecie lato mróz po skórze sypie igły

w najgorszy upał w najlepszy miodowy wieczór

i biegniesz do ekranu do radioodbiornika do monitora

jakby te projektowały otwarte rany

z cudzych żyć i dłoni które nie dosięgły

ostatniej w tej wielkiej wodzie słomki

i teraz ty delikatniejesz

toniesz

toniesz

w ciemności kulawej starego domu

(u niej też nagle – złamania łapek

nieważne setnych czy czterdziestych)

i tobie chyba trzeba czterdzieści dni modlić się

i prosić o nić z sieci pajęczych

na takie nietrwałe koło ratunkowe

pośród ścian i książek

które już nie utrzymują

ani twojego głosu

ani tego świata

tylko ciemność

tylko trwogę

już trzecie lato



(simple things)

dzieci strącają ostatnie jabłka z nagich drzew

a ktoś strąca samolot

komuś tak łatwiej

bo oduczył się już po prostu: jabłka

kijem

w przezroczystym sadzie

gdzie nie ma niczego

tylko wiatr

i nagie drzewa

i najbardziej naturalne ruchy:

rzucić i złapać



a samolotu nie złapiesz

tu nawet ziemia jest bezsilna

i anioły

a co dopiero maleńki ty



samolotu nie złapiesz

nie złapiesz

na nagim niebie

gdzie nawet gałęzi nie ma

żeby się zaczepić



a dzieci się śmieją

i strącają

czerwonoboczne

robaczywe

wyschnięte od słońca

jabłka



(...)

prosisz dzieci żeby nie strzelały

nie bawiły się w wojnę

chodzisz jak na paluszkach

i jakoś zbyt cicho

nie po ostrzu noża i nawet nie po

kruchym lodzie

nie po szkle tylko po dźwiękach

i dźwięki te jęczą

że bieda bieda

i że ty jej nie poznajesz

nie odwrócisz

nie nawleczesz na broń

jak nitkę na czarną igłę

świat za bardzo się chwieje

wszystkie sto naście opornych wież

a słonie i żółwie oporne

pokłoniły się staremu molochowi

i dlatego ty na paluszkach

dlatego ty dzisiaj tak

jak ptak w klatce –

obijasz się o ściany

przepuszczasz godziny

wypuszczasz z rąk chochlę

prosisz dzieci żeby nie strzelały

nie szły na wojnę



Przełożyła Aneta Kamińska