Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Aneta Kamińska, Julija Musakowska,

WIERSZE

A A A
***

co jest w twojej walizce przetrwania – pytają mnie

jak to – jeszcze nie spakowałaś swojej walizki przetrwania

skąd mam wiedzieć co w niej jest skoro nie

odczuwałam wcześniej trwogi takiej przenikliwej

naprędce nadrabiam – co wezmę sobie

szczotkę starą do włosów dziurkę w głowie plamy od jagód

na dziecięcej koszulce

Lubelszczyznę Kaukaz i Sybir –

zetknięcie we Lwowie skręcone drutem pstrokatym

który mam zamiast żył

który pręży się w środku

wczepiony w ziemię korzeń nie puszcza ciągnie

głęboko

rzeczy z rąk wypadają – ręce mamo moje dziurawe

urwie się tylko ten drut – i mnie zabraknie

po co ta walizka kilka wyblakłych fotografii

żeby dzieci mogły rozróżniać swój zew krwi

leki woda kserokopie dokumentów radio

w którym ledwo się tli

ledwo dyszy

rock’n’roll



***

Kobieta, która rodzi tylko synów,

lepiej niż inni wie, co to znaczy wypuszczać.

Skulony przy jej nogach białowłosy śnieg

z oddaniem podnosi na nią źrenice-kratery.

Cicho siedzieć – uroni kącikiem ust,

do kogo naprawdę – trudno zrozumieć.

Pod futrem domyśla się krwi kłującej i nowej,

powstrzymuje się, choć w gardle skrobie mysz.

Przypięte do serca metalowe nitki

rozrywają na wszystkie cztery strony świata –

więcej do niej nie należy nic, za kim

wypatrywać oczy, dopóki się nie rozwidni.

Umie iść małymi krokami, ale do końca,

umie znajdować siłę, kiedy jej już nie ma.

W kieszeniach dzwonią dziesiątki kul,

złapanych w pół drogi do celu,

ale wciąż za mało.

Przyrosła włosami do nieba i w głąb

między martwe liście wpełza ubranie,

pęka pod nogami ziemia jak ciepły chleb,

słodko tak, wilgotno i spokojnie.

Śnieg wtula się nosem w szyję i nie daje

uklęknąć, wytrąca, powraca do rzeczywistości.

Czarne czasy,

kiedy wierzyć nie możesz swojemu psu –

trzeba będzie chyba zmienić się w kamień.

Bez łańcucha przywiązany, zawsze przy nogach.

Oderwała z mięsem, swego czasu dała wolność.

Wypuściła. Ze wszystkich został tylko śnieg,

wyludniony, nastroszony, niezagojony.



***

Co chowamy między arkuszami papieru, zakładkami świata?

Jesień wycina nasze postacie z liści, palcem rozkołysuje.

Jesteśmy prawie jak cienie byłych nas. Posmak późnych jagód.

Jesień trzyma się raźno, krzyżuje nad głowami dziurawe sztandary.

Wiązką przemian nagłych, zakurzoną drogą,

słońca żółtkiem rozlanym, zwierzątkiem przestraszonym,

zaniepokojeniem każdego źdźbła, promienia, pajęczyny,

w jesieni rezonujemy,

bezkarni i nieprzebaczalni.

Nadzy jak przy narodzeniu,

wtłoczeni w ból i zimno,

obserwujemy, jak jesień

zamyka koło.



Przełożyła Aneta Kamińska

Fot. Fot. Natalija Rajinyk