Wydanie bieżące

1 maja 9 (321) / 2017

Teresa Fazan,

NIEŚWIADOMOŚĆ (JUSSI VALTONEN: 'NIE WIEDZĄ, CO CZYNIĄ')

A A A
„Nie wiedzą, co czynią”, niemal 600-stronicowa powieść fińskiego pisarza Jussiego Valtonena, została nagrodzona najważniejszą dla jego literatury narodowej nagrodą literacką Finlandia Prize. Książka stanowi niezwykle ambitny projekt, który w mojej opinii nie do końca się powiódł. Akcja obejmuje ponad dwadzieścia lat i rozgrywa się na dwóch kontynentach. Historia rozpoczyna się w latach dziewięćdziesiątych w Helsinkach: małżeństwo Aliny Heinonen i Joe’go Chayefskiego wkracza w fazę kryzysu. Bohaterowie postanawiają się rozstać: Alina i syn Samuel zostają w Finlandii, a Joe wraca do Stanów Zjednoczonych, by kontynuować karierę neuropsychologa i, jak się później okaże – założyć nową rodzinę. W momencie rozstania bohaterów historia się rozdwaja: równolegle obserwujemy losy rozdzielonych Oceanem Atlantyckich rodzin. Narratorów jest trzech: do dwójki eksmałżonków dołącza ich nastoletni syn Samuel. Tłem opowieści stają się losy społeczeństw – europejskiego i amerykańskiego. Każdy z krajów sportretowany jest jako zmagający się ze swoimi bolączkami – Finlandia w latach 90. boryka się z największym kryzysem od momentu rozpadu ZSRR, a USA w kolejnych dekadach XXI wieku z trudem wychodzi z kryzysu z początku lat dwutysięcznych. Charakterystyka obu krajów i próba rozprawienia się z obiegowymi stereotypami to jednak nie jedyne wątki, jakie podejmuje Valtonen. Kluczowym bohaterem powieści staje się Samuel, łączący historie dwóch zmieniających się rodzin – Aliny i Joe’go. Młody chłopak, podejmując decyzje dotyczące przyszłości, zaczyna interesować się ochroną życia zwierząt wykorzystywanych do badań laboratoryjnych wykonywanych przez naukowców takich jak jego ojciec. Konflikt ideologiczny między Joem i opuszczonym przez niego we wczesnym dzieciństwie synem stanie się źródłem ich późniejszego pojednania. Trzecim zasadniczym tematem powieści są daleko idące konsekwencje rozwoju technologicznego: część rozgrywająca się w Baltimore to nie tylko ciąg dalszy opowieści rodzinnej rozpoczętej w Helsinkach, ale także próba futurologicznej refleksji nad rozwojem nowych technologii. Wszystko to rozpisane jest na relacje między członkami dynamicznie zmieniających rodzin, podjęte są zatem tematy różnic międzypokoleniowych i trudów komunikacji, zwłaszcza z tymi, którzy są nam najbliżsi.

Sporo mówi się dzisiaj o tym, jak zmieniły się standardy rozmiaru powieści. Według jednego z badań ("The Guardian" 2015) w ciągu ostatnich piętnastu lat przeciętna grubość książki wzrosła o 25 procent. Ten ogólny trend trudno jednoznacznie ocenić: podobnie jak innych cech formalnych, rozmiaru powieści nie sposób oddzielić od jej treści. Każdy przypadek należałoby rozpatrywać oddzielnie, choć oczywiście można zaobserwować pewne charakterystyczne typy literackich olbrzymów. Mam wrażenie, że „Nie wiedzą, co czynią” jest przykładem niefortunnie napęczniałej powieści: momentami rozwlekłej i nużącej, tracącej przez swój rozmiar dynamikę i spójność. Skoki fabularne i zmiany narracyjne, zamiast zmieniać optykę i pogłębiać zarysowaną sytuację fabularną, rozpraszają uwagę i wprowadzają opowieść na inne pola tematyczne. Zakończenie, w którym dochodzi do długo oczekiwanego spotkania ojca i syna, jest w konsekwencji tak odwleczone, że ostatecznie nie przynosi spodziewanej satysfakcji, a światopoglądowa konfrontacja między nimi, jaką zapowiadają wcześniejsze perypetie, w ogóle się nie wydarza. Książkę Valtonena chwali się za sprawiedliwy krytycyzm – przedstawiając swoich bohaterów i ich postawy życiowe, autor żadnemu z nich nie szczędzi surowej oceny. Po równo krytykuje się mentalność europejską i amerykańską. Po równo dostaje się także zwolennikom i przeciwnikom kolejnych poruszanych przez powieść zagadnień, których jest naprawdę dużo – od bardzo generalnych i globalnych, do wąsko zakrojonych, wręcz specjalistycznych. Mam przykre wrażenie, że ostatecznie wychodzi z tego książka o wszystkim i o niczym: o koszmarze późnego kapitalizmu, problemach i traumach rodzinnych, destrukcyjnej działalności człowieka na Ziemi, wszechobecnym i niszczącym poczuciu słuszności, konflikcie pokoleń i kultur, trudzie bycia młodym człowiekiem w warunkach społeczno-gospodarczych XXI wieku, niebezpieczeństwie nowych technologii, ryzykownych zachowaniach radykałów ideologicznych, dylematach współczesnej neurobiologii… Tematów jest tyle, że nie sposób ich wyczerpująco poruszyć nawet w ramach 600-stronicowej powieści.

Jasne jest dla mnie, że projekt Valtonena jest próbą nakreślenia krytycznej wizji współczesności. Mam wrażenie, że projekt ten zrealizowany jest bardzo nierówno: niektóre zagadnienia omawiane są szczegółowo i interesująco (problemy komunikacji międzyludzkiej, różnic kulturowych, destrukcyjne przekonanie o własnej racji), podczas gdy krytyka innych nie wydaje się wystarczająco przenikliwa i ogranicza się raczej do rozpisania poglądów poszczególnych stron, bez dogłębniejszego badania dyskursów (problem wykorzystywania zwierząt podczas badań naukowych, relacje międzypokoleniowe, zagadnienie nowych technologii). Poruszane w powieści zagadnienia artykułowane są w sposób tak dosłowny, że nie ma w zasadzie miejsca na polemikę czy własną refleksję. Być może jest to intencjonalne – ostatecznie głównym tematem powieści jest wynikająca z przekonania o własnej słuszności niemożność komunikacji. Z kilku powodów lektura powieści skojarzyła mi się ze znacznie lepszą w mojej opinii książką, również stosunkowo niedawno przetłumaczoną na język polski – „Braćmi Burgess” Elizabeth Strout. Nieco podobny jest temat: syn jednej z bohaterek okazuje się radykalistą, z którego długo skrywanymi skłonnościami musi jakoś poradzić sobie rodzina. Pisarka wykazuje jednak znacznie większą wrażliwość na postawy bohaterów i relacje między nimi. Jej książka jest znacznie krótsza niż Valtonena i, jak mi się wydaje, nie zdradza podobnie rozległych ambicji. Strout potrafi niezwykle celnie pisać o ludziach – rozpisywać charaktery na relacje i sytuacje, przekazywać ich specyfikę w sposób wyraźny, ale nie dosłowny. Jej diagnozy – zarówno te dotyczące kwestii psychologicznych, jak i społecznych – nie są formułowane wprost, co zwiększa ich nośność i akuratność. Powieść Valtonena jest natomiast psychologicznie przegadana, postaci stają się przez to niewiarygodne, stanowią jedynie rozpisane na wiele stron reprezentacje własnych postaw i poglądów. Problematyczna jest także niekonsekwencja w konstrukcji bohaterów: dwie postaci, które towarzyszą nam od pierwszych do ostatnich stron powieści – Alina i Joe – pod wpływem czasu i życiowych doświadczeń zmieniają się tak, że momentami trudno je nawet rozpoznać. Podobnie jest z Samuelem, którego dziwnych niespójności psychologicznych nie sposób usprawiedliwić nawet burzliwym okresem dojrzewania. To jest być może największa wada powieści: stereotypowy i niekonsekwentny sposób budowania postaci, zwłaszcza kobiecych i nastoletnich.

Kilka lat temu uczestniczyłam w spotkaniu z J. M. Coetzee, podczas którego moderator zapytał pisarza, jak udaje mu się tak przenikliwie pisać o kobietach, konstruować tak wiarygodne kobiece narratorki i postaci, skoro jest mężczyzną? Pisarz spojrzał na niego zaskoczony: jesteśmy ludźmi, żyjemy obok siebie, obserwujemy się i rozmawiamy ze sobą – co w tym dziwnego? Coetzee miał oczywiście rację: to powinno być oczywiste. Jego kobiece bohaterki są ciekawe, adekwatne i bogate, bo pisarz traktuje je jak ludzi; nie unikając różnicy płci, wszystkim bohaterom, męskim i żeńskim, daje możliwość bycia sobą, a nie reprezentacją stereotypu. Nie mogę nie uniknąć wrażenia, że Valtonen wpisuje się natomiast w długą tradycję męskiej uzurpacji, która skłania pisarzy do tworzenia wątpliwych portretów kobiecych kreślonych z całą mocą stereotypu. Tandetna psychologizacja czyni główną bohaterkę powieści, Alinę, nieciekawą reprezentantką przebrzmiałego wyobrażenia o kobiecości, przypominającego raczej parafrazę bovaryzmu niż wnikliwą konstrukcję psychologiczną. Kobieta jest pod wiecznym wpływem huśtawki hormonalnej, jest niepewna siebie, wiecznie kontestuje własne kompetencje, w ramach oczywistej decyzji rezygnuje z kariery na rzecz macierzyństwa (choć bohaterowie to naukowcy, nigdy nie dowiadujemy się, czym zajmowała się Alina, natomiast o tym, co robi Joe, pisze się aż nadto), jest skromna i ma wieczne wątpliwości dotyczące swej rzekomej rozwiązłości seksualnej. Podjęta po wychowaniu dzieci późna kariera zawodowa, której nie będę tutaj streszczać, również zdaje się wyłącznie reprezentacją stereotypu dotyczącego kobiecych karier. Nawet jeśli uznać, że zabieg Valtonena jest celowy, brakuje w powieści jakiejkolwiek przeciwwagi dla postaci Aliny – nie pojawia się właściwie żadna bohaterka kobieca, która rozładowałaby tę łatwą stereotypizację. Trudno się spodziewać, by powieść mająca ewidentne ambicje poruszania w sposób adekwatny dylematów współczesności, mogła owe ambicje spełnić, pozostając tak feministycznie nieświadomą. Podobnie dzieje się z resztą z postaciami dziecięcymi i nastoletnimi – są sprowadzane do stereotypów w takim stopniu, że stają się wręcz karykaturalne. Sposób, w jaki Valtonen pisze o rozterkach nastolatków, jest w moim pojęciu wręcz obraźliwy – to po prostu głupie, niedojrzałe, niespecjalnie interesujące czy zniuansowane istoty. Samuel jest leniwym, irytująco głupim nastolatkiem, który popisowo przechodzi przez wszystkie typowe fazy późnego dojrzewania. Stereotypy bazują oczywiście na stanie faktycznym i często nie są bardzo dalekie od prawdy, jednak jeśli tak szeroko analizowane psychologicznie postaci ostatecznie się do nich sprowadzają, powieść staje się psychologicznie miałka i zwyczajnie niewiarygodna.

Problem krytycznego pisania o nowych mediach i technologiach wymaga od autorów sporej literackiej zręczności i może nawet bardziej – niezwykłej wyobraźni. W przeciwnym razie pojawia się wielkie ryzyko anachronizmu i nieadekwatności. Choć w powieści Valtonena nie pojawia się konkretna data, można wnioskować, że fragmenty, w których dyskutowana jest ta tematyka (miejscem akcji jest Maryland), rozgrywają się gdzieś w drugiej lub trzeciej dekadzie XXI wieku. Facebook należy już do przeszłości. Autor kusi się o konstruowanie nowych trendów wśród użytkowników platform społecznościowych, równocześnie jego wysiłki ograniczają się wyłącznie do reprodukowania nomenklatury i systemów organizacji danych istniejących już mediów. Mam wrażenie, że nie jest to ani ciekawe, ani prawdopodobne rozwiązanie: trudno wyobrazić sobie, żeby realną alternatywą dla Facebooka było kilka równolegle użytkowanych wersji nowego-Facebooka, warto byłoby tu pokusić się o stworzenie nowej ontologii dla technologii, która rozwiązałaby braki generowane przez istniejące już portale społecznościowe. Brak inwencji czyni tę futureskę nieco jałową, a krytyczne komentarze wymierzane w tworzone przez wirtualne społeczności problemy brzmią anachronicznie i nieadekwatnie. Być może powodem dla takiego akurat formułowania tez na temat nowinek technologicznych jest kontekst: konfrontacja pokolenia rodziców i ich nastoletnich córek. Uwikłanie w dobrowolną sprzedaż własnego wizerunku przy równoczesnych konstruowaniu go w oparciu o metody marketingowe późnego kapitalizmu to swego rodzaju oczywistość, wirtualna codzienność, w której żyjemy już teraz. Autor parafrazuje od dawna istniejące prognozy technologiczne (a może nawet już realnie istniejące), pisząc o nich rozwlekle i ze szczegółami, jakby mówił o czymś nowym. Ciekawszy jest natomiast wątek pojawiającego się w powieści sprzętu, nazwanego iAm, który służy optymalizacji user experience: użytkownicy mogą korzystać z sieci za pomocą ssawek, które bezpośrednio łączą się z ich mózgiem. Urządzenie działa na zasadzie rozszerzonej rzeczywistości – to, co wirtualne współistnieje z realnym obrazem świata, równocześnie wymiana informacji między urządzeniem a mózgiem użytkownika jest stała i niekontrolowana. Nie jest to co prawda nowa wizja technologiczna, ale Valtonen w interesujący sposób opisuje jej działanie, wpływ na użytkowników i relacje międzyludzkie, a także niebezpieczne i niemożliwe do skontrolowania konsekwencje korzystania z niej.

Sam tytuł zwiastuje już nieco moralizatorski ton powieści. Valtonen nie jest jednak zbyt nachalny, o czym można wnioskować z arbitralnego światopoglądowo rysu książki. Podstawowa teza brzmi prosto: jesteśmy zaślepieni swoimi przekonaniami, co uniemożliwia nam zrozumienie i w konsekwencji kontakt z drugim człowiekiem, nawet – a może zwłaszcza – z własną rodziną. Przedstawiani przez pisarza bohaterowie mają trudności komunikacyjne, często są samotni i wyobcowani, nie darzą zaufaniem ani siebie nawzajem, ani społeczeństw, w których żyją – do czego, jak zauważa Valtonen, mają zresztą uzasadnione podstawy. Przedstawiona w powieści charakterystyka Stanów Zjednoczonych pokrywa się do pewnego stopnia z obiegowymi stereotypami: ekspresywność emocjonalna i pozorna otwartość mieszkańców, dynamiczny, pragmatycznie zorientowany sposób funkcjonowania uniwersytetów i wynikające z niego uzależnienie akademii od sektora prywatnego, fasadowy dobrobyt czy uwikłanie w rozwijające się w wykładniczym tempie nowe technologie. Dużo ciekawsze staje się krytyczne spojrzenie na ojczyznę pisarza. Wydaje mi się, że dla wielu Europejczyków Finlandia pozostaje krajem na tyle nieznanym, że prezentowana w powieści charakterystyka może być naprawdę interesująca i nowa (choć nie potrafię ocenić, na ile adekwatna; dominująca część mojej wiedzy na temat neurotycznej fińskiej mentalności pochodzi z zabawnych komiksów „Finnish Nightmares”). Krytyka środowiska naukowego i fińskiego kształtu relacji społecznych jest bardzo dosadna. Autor kreśli obraz Finlandii jako kraju zamkniętego i konserwatywnego, niechętnego nawet tym zmianom, które mogły przysłużyć się postępowi i dobrobytowi. Próba komunikacji międzykontynentalnej okazuje się ostatecznie niemożliwa – pozostanie we własnym piekiełku, które przynajmniej dobrze się zna i rozumie, okazuje się łatwiejsze niż trudy emigracji. Jednak opisywane w powieści niezrozumienie nie wynika wyłącznie z różnic kulturowych – czasem najtrudniej zrozumieć tych, których powinno znać się najlepiej. Wizja Valtonena jest niewesoła, historia nie kończy się happy endem, a targające bohaterami problemy nie zostają ani rozwiązane, ani nawet załagodzone. Mam jednak wrażenie, że uczucie czytelniczego rozczarowania nie wynika jedynie z niedającego łatwiej satysfakcji zakończenia, ale także z wad konstrukcyjnych powieści i powierzchowności, z jaką poruszane są niektóre wątki.

LITERATURA:

https://www.theguardian.com/books/2015/dec/10/are-books-getting-longer-survey-marlon-james-hanya-yanagihara
Jussi Valtonen: „Nie wiedzą, co czynią”. Przeł. Sebastian Musielak. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2017.