15 maja 10 (322) / 2017

Kinga Kasperek,

KSIĄŻKA O KSIĄŻCE (KEITH HOUSTON: 'KSIĄŻKA')

A A A
„Książka” Keitha Houstona to kilkusetstronicowa opowieść, którą czyta się lepiej, niż niejeden kryminał. Autor rozkłada w niej historię książki na czynniki pierwsze, pozwalając czytelnikom zrozumieć, dlaczego współczesna książka wygląda, jak wygląda, i jakie działania oraz jacy ludzie doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Houston pisze o produkcji papieru, żmudnej pracy drukarzy i skrybów, zwracając naszą uwagę na to, co w literaturze zwykle zdaje się przeźroczyste – fizyczną stronę książki. Publikacja jest świetnie napisana, stanowi gratkę dla każdego bibliofila, literaturoznawcy i bibliotekoznawcy, jak i zwykłego czytelnika. Pięknie wydana przez Wydawnictwo Karakter to zarazem zbiór opowieści o najważniejszym medium naszych czasów, jak i doskonały przykład tego, jak wzorcowa współczesna książka powinna wyglądać.

Keith Houston nie jest naukowcem, jednak rzetelnie potraktował stojące przed nim zadanie – zbadać książkę jako przedmiot. W tekście nie znajdziemy za wiele wzmianek o historii literatury lub pisarzach (chyba że mieli związek z rozwojem drukarstwa), ale autor drobiazgowo przeczytał i przeanalizował wszelkie opracowania poświęcone historii książki, o czym świadczy imponująca bibliografia. Zdaje się, że wyszedł z założenia, iż chociaż rozwój tego przedmiotu jest bardzo interesujący, to jeszcze ciekawsi są ludzie, którzy przyczynili się do ewolucji kamiennych tabliczek w książki, które dziś zapełniają nasze półki. „Książka” podzielona została na cztery części, poświęcone stronie, tekstowi (a w zasadzie pismu i drukarstwu), ilustracjom i formie.

Lektura przypomina nieco podróż po spirali. Każda część w sposób chronologiczny opowiada o ewolucji danego elementu książki. „Strona” zaczyna się więc rozdziałem poświęconym wynalezieniu papirusu, by przejść do oprawy skórzanej i pergaminu, przez niejasną historię papieru w Chinach, aż do globalnej produkcji. W kolejnym rozdziale („Tekst”) znowu wracamy do starożytności, by poczytać o prasie drukarskiej Gutenberga i rewolucji przemysłowej. I tak dalej. Taki układ ma w zasadzie jedną istotną wadę – w trakcie lektury pierwszego rozdziału czytelnik chłonie opowieści np. o starożytnej Grecji, Rzymie i Egipcie (Houston kładzie nacisk na kontekst historyczny, społeczny i kulturalny), najważniejszych i mniej ważnych aktorach, by w kolejnej części znowu czytać o rozwoju pisma w starożytności. Możemy mieć więc wrażenie, że dekoracje pozostają takie same, zmienia się jedynie element książki, na którym autor się skupia. O ile opisy zmagań starożytnych z alfabetem, glinianymi tabliczkami i pracochłonnym w produkcji papirusie na początku zachwycają, z czasem wkrada się lekkie znużenie. Dobrze jednak, że Houston (prawdopodobnie świadomy takiego zagrożenia) nie powtarza tych samych informacji. Gdy raz wprowadza postać – dajmy na to Gutenberga – w kolejnych rozdziałach wyłącznie nawiązuje do jego historii. Zresztą autor ma wyjątkowo lekkie pióro i za każdym razem, gdy czułam się już lekko znudzona technicznymi szczegółami produkcji książki, w następnym akapicie czekała na mnie kolejna soczysta historia o drukarzach, papiernikach, królach lub zwykłych ludziach zmagających się z technicznymi ograniczeniami i wpływającymi swoimi odkryciami na ewolucję tego wyjątkowego przedmiotu. I chociaż Houston celowo kończy historię książki na masowej, współczesnej produkcji (rezygnując z ewolucji w plik elektroniczny), to i tak, jako fanka e-booków, czuję się usatysfakcjonowana. Co istotne, autor używa bardzo współczesnych porównań, dzięki którym można łatwiej wyobrazić sobie, dlaczego Rzymianie z czasem zrezygnowali z papirusów (Houston porównuje proces czytania papirusu do czytania e-booka, czyli ciągłego przewijania w górę lub w dół). Ze swadą charakteryzuje aktorów mających wpływ na ewolucję książki, szeroko opisując ich historię i sposób myślenia, dzięki czemu tekst nie jest przepakowany faktami i nudny, a czytelnikom łatwiej utożsamić się z marznącymi mnichami w skryptoriach lub Aldusem, drukarzem z mocnym zacięciem biznesowym, który z powodów ekonomicznych wymyślił czcionkę Romans i tak popularną dziś italicę, czyli kursywę.

Autor dobrze rozumie fascynację moli książkowych (chociaż jak w trakcie lektury okazuje się, że „mól książkowy” może oznaczać właściwie każdy typ insekta, który nadgryza książki, nie zaś konkretny gatunek) książką jako przedmiotem. Po publikację mogą więc spokojnie sięgnąć wszyscy, którzy z nieukrywanym wojeryzmem lubią przeglądać zdjęcia pięknych bibliotek, śledzą w mediach społecznościowych profile typu „Wącham książki” i zapełniają swojego Instagrama okładkami nowych nabytków. To książka o książkach dla fanów książek, jednak Houston wychodzi poza prostą fetyszyzację przedmiotu. Dzięki temu „Książka” nie skończy raczej jako guilty pleasure dla czytelników, którzy będą chcieli się upewnić, że stanowią wyjątkową grupę społeczną (jak świadczy ostatni raport Biblioteki Narodowej), obcującą z wyjątkowym przedmiotem. Publikacja zgrabnie pełni funkcje edukacyjne, jak na książkę popularnonaukową przystało. Wspomniane barwne historie, w przystępny sposób streszczone wyniki badań, odwołania do źródeł naukowych i kilkukrotnie powtórzone etapy powstawania omawianego przedmiotu ostatecznie mogą sprawić, że wielu czytelników dowie się, jaka jest różnica pomiędzy papierem drzewnym i bezdrzewnym, formatem folio i octavo, oraz będzie podejrzanie spoglądać na welin (czyli pergamin wykonany z bardzo cienkiej skóry cielęcej, czasem produkowany z płodów).

Pod koniec lektury przyszła mi do głowy pewna myśl – dzisiaj słyszy się dużo negatywnych opinii na temat rynku książki. Że produkcja wzrasta, książki są coraz gorzej wydawane, zalewa nas chłam. I paradoksalnie mam wrażenie, że umasowienie książki było od początku wpisane w jej formułę. Pismo wymyślone, by łatwiej dzielić się wiedzą i informacjami handlowymi, druk mający na celu przyspieszenie procesu produkcji, rezygnacja z deszczułek na rzecz tańszego kartonu… Książka od początku swojej ewolucji stawała się coraz tańsza i bardziej popularna. Gdy myślimy o mozolnym procesie iluminowania lub rzeźbienia matrycy do odbitek w drzewie, może nam się zdawać, że zawsze najważniejsza w tym była jakość. Niekoniecznie, bo sam Gutenberg celowo tak ułożył tekst swojej Biblii, by jak najwięcej znaków mieściło się na stronie, a drukarzom zawsze zależało na zysku i szerokiej dystrybucji. Idąc tym tokiem myślenia, można uznać, że źle wydane książki na kiepskim papierze zalegające w koszach w dyskontach nie powinny nas bardzo dziwić. To po prostu element procesu.

Ale Keith Houston i Wydawnictwo Karakter swoją pracą przypominają również o książkach pięknie wydanych. Iluminowanych płatkami złota, pieczołowicie garbowanych i tworzonych latami. O milionach ludzi zaangażowanych w proces tworzenia książek i poświęcających swoją pracę, by przedmiot, który czasem bezrefleksyjnie kupujemy, czytamy i odkładamy na półkę, był przede wszystkim funkcjonalny. Mam taką nieśmiałą nadzieję, że publikacja okaże się dla wydawców inspiracją i niejako potwierdzeniem, że dobrze napisane, ale i mądre non-fiction wciąż się może dobrze sprzedać, a czytelnicy chcą starannie wydanych książek.
Keith Houston: „Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski”. Przeł. Paweł Lipszyc. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2017.