Wydanie bieżące

15 maja 10 (322) / 2017

Andrzej Ciszewski,

MROCZNA DZIELNICA (CAGE)

A A A
Kiedy przypadkowa kula, zamiast wstrętnego gangstera, zabija trzynastoletnią córkę Hope Dickens, zrozpaczona kobieta udaje się do jedynej osoby, która może wymierzyć sprawcy sprawiedliwość lub, jak kto woli, dokonać srogiej pomsty w zapalczywym gniewie. Człowiekiem tym jest Luke Cage, nie bez kozery zwany Bohaterem do Wynajęcia. Oczywiście, rosły oraz imponujący muskulaturą czarnoskóry twardziel ukarze odpowiedzialnego za tragedię, ale po drodze nadepnie na odciski członkom miejscowych gangów. Jak łatwo zgadnąć, od tego momentu stężenie ołowiu w powietrzu zacznie niepomiernie wzrastać, a odgłosy łamanych kości staną się jedną z dźwiękowych dominant mrocznej dzielnicy.

Pięcioodcinkowa seria „Cage”, ukazująca się w zbiorczej formie pod szyldem wydawnictwa Mucha Comics, to nie lada gratka dla miłośników bezkompromisowych opowieści kryminalno-sensacyjnych. Wielokrotnie nagradzany scenarzysta Brian Azzarello (mający w swoim pokaźnym portfolio takie zacne tytuły, jak „100 naboi”, „Loveless”, czy „Wonder Woman”) po raz kolejny udowadnia, że w neo-noirowych klimatach czuje się równie dobrze, co Ed Brubaker czy Warren Ellis. Dlatego w recenzowanym komiksie nie mogło zabraknąć tematu korupcji, mętnych układów i brutalnej manifestacji władzy, wzorowo budowanej dramaturgii, soczystych dialogów, równie siarczystych monologów protagonisty oraz krwawych porachunków, w których ramach tytułowy bohater ma szansę udowodnić, czy naprawdę zasługuje na miano Kuloodpornego.

Po owocnej współpracy przy projekcie „Banner” amerykański autor znów połączył siły z żywą legendą komiksowego medium, Richardem Corbenem. Twórca undergroundowy, którego prace niejednokrotnie gościły na łamach kultowych periodyków („Creepy”, „Eerie”, „Métal Hurlant”) i poszerzały możliwości dziewiątej sztuki („Den”) bądź oferowały nowe spojrzenie na literacką spuściznę Edgara Allana Poe i Howarda Phyllipsa Lovecrafta („Rat God”, „Spirits of the Dead”), od dawna doskonale odnajduje się w mainstreamie, nie zatracając przy tym swojego unikalnego stylu.

Chociaż w „Cage’u” nie ma już tej bajecznie jaskrawej psychodelii ani kolażowych form charakteryzujących ponadczasowe utwory Corbena, to postaci rysowane przez wiekowego już weterana wciąż mają w sobie turpistyczną obłość i – co dotyczy wizerunków kobiet – obfitość kształtów, a na ich karykaturalnych wręcz obliczach niezmiennie zastygają żywe emocje: rozpacz, pożądanie, wściekłość czy zwątpienie. Nieustannie kontemplujący swoje lustrzane odbicie Luke może i zdradza narcystyczne skłonności, ale to noirowy loser pełną gębą, dźwigający na karku demony przeszłości oraz spoglądający w otchłań czerwoną jak jego okulary. Richard Corben doskonale ukazuje opresyjność rzeczywistości, owo przedproże piekła, w którym role kata i ofiary w każdej chwili mogą ulec zamianie.

Siłę rażenia album amerykańskich wyjadaczy zawdzięcza także umiejętnie dobranej palecie barw (dominują różne odcienie czerwieni, żółci, pomarańczowego i niezawodnej szarości), za którą odpowiada równie ceniony w swoim fachu hiszpański kolorysta José Villarrubia („Batman: Rok setny”). To także dzięki niemu lektura „Cage’a”, zwieńczonego ambiwalentnym finałem, może dostarczyć sporo satysfakcji nie tylko zagorzałym fanom herosa, który w latach 70. minionego wieku był, obok Shafta i Blaculi, niekwestionowaną ikoną blaxploitation, aczkolwiek w komiksowym wydaniu. 
Brian Azzarello, Richard Corben, José Villarrubia: „Cage”. Tłumaczenie: Piotr Czarnota. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2017.