15 maja 10 (322) / 2017

Dominik Szcześniak,

PODROBY (PODBOJE. TOM 1: HORDA ŻYWYCH)

A A A
Kiedy w ekspozycji utworu uciekający przed śmiercią bohaterowie mówią do siebie pełnymi, składnymi i elokwentnymi zdaniami, a w meandry fabuły wprowadza czytelnika dwóch jegomości gaworzących ze sobą na targu, należy zachować czujność. Jeżeli ponadto świat przedstawiony upstrzony jest galopującym słowotwórstwem (dalekim od sensownych konstrukcji słownych mistrzów Alexandro Jodorowskiego i Nikodema Skrodzkiego), alarm w głowie poddawanego tej próbie czytelnika powinien wyć nieustannie. Ci, którzy czują się pewnie w byciu czujnym, oraz tacy, co uwielbiają atakujący umysł alarm, powinni sięgnąć po „Podboje” – najnowszy projekt znanego z komiksowej adaptacji „Millennium” Sylvaina Runberga oraz (w sumie) nieznanego rysownika Françoisa Miville-Deschênesa.

Kierowany pragnieniem przeczytania jakiegoś interesującego dialogu odbiorca „Hordy żywych” będzie musiał jeszcze trochę poczekać, bowiem do strony numer 59, kończącej pierwszy album, takowy się nie pojawia. Główni bohaterowie opowieści owiani są tak ogromną nudą, że trudno stwierdzić kim są, o co im chodzi i dokąd zmierzają. Gdyby nie pomoc wydawcy, oznajmiającego w opisie, że mamy tu do czynienia z historią przygodowo-fantastyczną, której akcja dzieje się w świecie stylizowanym na starożytny Bliski Wschód, nie dałoby się ogarnąć złożoności wizji autorów. Opis wydawcy rozjaśnia też kilka innych kwestii: oto państwo niszczone jest przez imperium, a ratunkiem dla niego jest fakt, że imperium przeciwstawia się stare przymierze – tytułowa horda żywych. Fabuła rozwija te ogólniki tylko w niewielkim stopniu, stawiając na brutalność, nagość i ostry seks, w którym mężczyzna jest ofiarą.

Skoro mowa o przemocy, seksie i pochodnych – warto przyjrzeć się warstwie graficznej „Podbojów”. François Miville-Deschênes rysuje tak samo jak wielu jego kolegów po fachu. Trzyma się scenariusza, sprawnie reaguje na sugestie i poprawki redaktorów, jest im posłuszny i nie wychodzi poza kadr, operując nierozpoznawalnym stylem, niewyróżniającym go z grona mu podobnych. Kompletnie bezpłciowe ilustracje powinny zauroczyć fanów taśmowo produkowanego komiksu frankofońskiego.

Z czym „Podboje” chciały się mierzyć? Z „Grą o tron” czy z „Dynastią”? Pragnęły zapukać do bram pierwszej ligi czy może z premedytacją dotrzeć do tych komiksiarzy, którzy przyswoją wszystko, co narysowane jest według odwiecznego wzoru? Oto komiks z zaprogramowaną nudą, wtórny, banalny i niewnoszący niczego nowego do rozwoju medium. I, niestety, zero z nim zabawy.
Sylvain Runberg, François Miville-Deschênes: „Podboje. Tom 1: Horda żywych” („Reconquêtes: La Horde des Vivants”). Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.