15 maja 10 (322) / 2017

Sara Nowicka,

TU (NATASZA GOERKE: 'TAM')

A A A
Najnowsza książka Nataszy Goerke, „Tam”, wymyka się, podobnie jak jej poprzednia twórczość, sztywnym kategoriom. Nie sposób nazwać ją reportażem, to bardziej zbiór opowieści czy impresji. Trudno również jednoznacznie określić jej temat, wszak narracje o Nepalu niejednokrotnie ustępują miejsca rozważaniom na temat nas samych – turystów, podróżników i emigrantów, którzy wchodzą z butami w inną kulturę.

Widmo Nepalu pojawiało się już w poprzednich książkach Goerke. Tybet i Nepal jako potencjalne miejsce zamieszkania były przedmiotem kłótni bohaterów jednego z opowiadań zawartego we „Fractalach”. O ucieczce do tego kraju marzy dziewczyna protagonisty „47 na odlew”, zaś inspirowane buddyjską i hinduską kulturą historie znajdują się i we wspomnianych zbiorach, i w „Pożegnaniach plazmy”. Od premiery nominowanego do Nagrody Literackiej Nike zbioru „47 na odlew” minęło piętnaście lat, jednak styl autorki nie zmienił się. „Tam”, mimo reporterskiego tematu, stylistycznie nie jest dalekie obyczajowym, surrealistycznym opowiadaniom Goerke. Opowieść o Nepalu jest złożona z fragmentów, urywków, historii różnorakich osób, różnych miejsc i różnych czasów. Goerke już we wstępie zaznacza, że próżno w jej relacji szukać holistycznego obrazu kraju: „Jako całość Nepal mi się jednak wymykał. Rozbiegał się, uciekał i za nic nie chciał pozować do grupowego zdjęcia. Jego dynamika zmieniała się wraz z wysokością nad poziomem morza i w miarę oddalenia od stolicy” (s. 9).

„Tam” pełne jest charakterystycznego dla pisarki czarnego poczucia humoru, odrealnionych, przypominających sen zdarzeń i zabaw językiem. Goerke buduje złożone, pełne przymiotników zdania, będące zapewne urzeczywistnieniem koszmaru każdego specjalisty od copywritingu i SEO , które jednak oczarują łasych na słowa czytelników. Autorka nie tylko sama tworzy takie wyrażenia jak „kraj kwitnącej biedy”, ale ma ucho czujne na napotkane językowe ciekawostki, jak nazwa potrawy „warzywa na słodko tudzież kwaśno”.

Goerke rozpoczyna „Tam”, zgodnie z mottem Alfreda Hitchcocka, od trzęsienia ziemi. Za tym, co dla reżysera stanowiło źródło suspensu, u pisarki kryje się ludzka tragedia, która przestawiła jej opowieść do góry nogami i nadała jej zupełnie nowego, dramatycznego tonu. Graniczne wydarzenie kazało autorce rozdzielić historię o Nepalu na przed i po, z końca zrobić początek. Proza Goerke stała się przez to poważna i zaangażowana. Obok ironii i satyry pojawiają się obrazy ludzi w obliczu tragedii, przedstawienie wzajemnej pomocy, ale także polityki, która tę pomoc uniemożliwia. Trzęsienia ziemi nie są jedynym zmartwieniem opisywanego kraju. Głównym problemem jest tu bieda. Goerke maluje zupełnie inny wizerunek ubóstwa niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Nie boi się pisać, że turyści lubią biednych Nepalczyków, gdyż ci, ładni, odziani w zachwycające kolorami stroje i ozdobieni piękną biżuterią, przypominają im zdjęcia z okładek kolorowych pism, a nie potrzebujących znanych z ulic naszych miast. Największą zaletą i jednocześnie problemem Nepalu jest jego malowniczość. Rękodzieło i lepianki tego kraju robią równie duże wrażenie, co bogata architektura europejskich miast. Turyści są w Nepalu, szczególnie po trzęsieniach ziemi, mile widziani, gdyż są najważniejszym źródłem utrzymania jego mieszkańców, jednak nie da się ukryć, że ich brak poszanowania dla lokalnej tradycji bywa dla kraju destrukcyjny.

„Tam” jest nie tyle antropologicznym spojrzeniem na Nepal, ale stawianiem pytań o Nepal, Tybet i inne egzotyczne dla mieszkańców Zachodu kraje. O to, dlaczego wchodząc w rolę turysty tracimy szacunek i zrozumienie dla poznawanego kraju. To próba, nie pozbawiona ironii, zdefiniowania na nowo takich kategorii jak turysta i podróżnik oraz pytanie o sens dalekich wypraw. Majstersztykiem są podrozdziały „Ćwiczenia z wyobraźni”, w których Goerke przenosi nepalskie sytuacje na nasz grunt i każe czytelnikowi wyobrazić sobie, na przykład, turystów z Nepalu robiących nam zdjęcia telefonem, gdy właśnie zażywamy kąpieli w domu w Bukowinie. Trudno nie docenić celności i dowcipu takich porównań, nawet jeśli, dla niektórych, przeglądanie się w lustrze podstawionym przez pisarkę może być nieprzyjemnym doświadczeniem.

Goerke podróżuje do Nepalu od lat 80., co pozwala jej pokazać, jak kapitalizm i nowe technologie zaczęły w nim powoli dojrzewać. Doświadczenie życia w Polsce w czasach ustrojowej transformacji pozwala autorce lepiej zrozumieć zachodzące zmiany i wyłowić związane z nimi absurdy. Nepal doby kapitalizmu to kraj stoisk z podróbkami zagranicznych marek, gdzie obok bokserek z nazwą „Calvin Klein” można znaleźć również takie z napisem „Gestapo”, mylnie wziętego przez autora za nazwę europejskiego miasta. Nepal jest także krajem kontrastów, gdzie stare nieustannie miesza się z nowym.

„Tam” jest połączeniem autorskiego stylu z wiarygodną reporterską pracą. Goerke pisze o swoich fatamorganach i przeżyciach, ale również kreśli historię kraju: opowiada o panujących w nim dynastiach, polityce, stosunkach z sąsiednimi państwami czy słynnych wyprawach w Himalaje. Na pewno relacja autorki jest „innym spojrzeniem”, zupełnie różnym od przekazów dotyczących Nepalu, Tybetu czy Everestu znanych dotychczas. To obraz miejscami gorzki, miejscami zabawny, ale zawsze bliski, pozbawiony antropologicznego czy reporterskiego dystansu. Bliski na tyle, że nie potrafiłam się oprzeć wrażeniu, że zamiast tytułowego „Tam”, pisarka cały czas zabiera czytelnika do swojego „tu”. Choć książkę otwiera cytat „This is not a love song” z utworu postpunkowej grupy Public Image Limited, odbiorca nie ma wątpliwości, że opowieść sączona przez Goerke jest podszyta prawdziwą, pozbawioną złudzeń, miłością do Nepalu.
Natasza Goerke: „Tam”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017.