Wydanie bieżące

15 maja 10 (322) / 2017

Jan Zając,

KORZEC GŁOSÓW (ROLAND BARTHES: 'ZIARNO GŁOSU')

A A A
Nakładem wydawnictwa Eperons-Ostrogi ukazał się zbiór przeprowadzonych z Rolandem Barthes’em w latach 1962-1980 wywiadów, które pierwotnie publikowane były głównie w prasie francuskojęzycznej. Rozmowy, prowadzone przez dziennikarzy pracujących dla bardzo różnych periodyków (od „Les Lettres françaises”, przez „Le Monde” i „Le Figaro”, po „Elle” czy „Playboya”) dotyczą przede wszystkim kolejnych, ukazujących się przez lata książek semiologa, niejako towarzysząc cyklowi wydawniczemu i promocji nowych publikacji; rzadziej Barthes proszony jest o wypowiedzenie się na temat wskazanych przez jego rozmówców problemów (pojawiają się tu między innymi kwestie krytyki filmowej, surrealizmu, przemocy czy lenistwa).

Autor „Fragmentów dyskursu miłosnego” niejednokrotnie powtarza w zebranych w książce rozmowach, że nie jest miłośnikiem wywiadów. Argumentuje, że czuje się przede wszystkim pisarzem i właśnie w pisaniu ma najwięcej do przekazania, zaś mowa, poza wyznaczonymi ramami wykładów i seminariów, krępuje go, jako że „powtarzanie w mowie tylko (…) umniejsza” to, co wcześniej zostało napisane (s. 463). Choć jednak na część bardziej typowych i przewidywalnych pytań Barthes dysponuje gotowymi odpowiedziami, przywoływanymi w razie potrzeby, ogólnie jawi się jako dobry rozmówca – nie traci cierpliwości, zręcznie dopasowuje trudność i szczegółowość wypowiedzi do profilu gazety i sprawnie gra z przypisywanymi mu rolami, niezależnie od tego, czy ma to być rola intelektualisty-kontestatora, kontrowersyjnego profesora czy wręcz dandysa intelektu, u którego znaleźć można, jak głosi zapowiedź jednego z wywiadów, „niemożliwą do opisania równowagę między prawdziwą tolerancją, ogromną subtelnością i dyskretnym hedonizmem” (s. 463).

W niektórych z rozmów Barthes tłumaczy więc absolutne podstawy, nie tyle nawet swoich teorii, co współczesnej humanistyki w ogóle, w innych, adresowanych do odbiorcy specjalistycznego, a w każdym razie bieglejszego w dyskursie akademickim – wdaje się w bardziej szczegółowe rozważania, suplementując niejako swoje książki, w akcie powtórzenia, które jest jednocześnie pogłębieniem. Na wszystkich niemal wywiadach odbija się intelektualna jedność i spójność dzieła Barthes’a, przebijająca się ponad mnóstwem podnoszonych w jego pracach tematów i przekraczająca charakterystyczną dla jego biografii naukowej (choć po części tylko wyobrażoną jako faktyczna zmiana) ewolucję metody w stronę tzw. poststrukturalizmu. Powracają najistotniejsze motywy: wszechobecność znaczenia i specyficzna etyka znaku, sprzeciw wobec doksy, stereotypu, ideologii, połączony z deklaracją konieczności demaskowania ideologicznych podstaw swojego własnego pisania, walka o zatarcie granicy pomiędzy czytającym a piszącym, wreszcie przyjemność właściwa tym dwóm ostatnim, przyjemność tekstu, dla której trzeba koniecznie wywalczyć miejsce, jako że „występuje wciąż pewne prawo, cenzura, wyłączenie przyjemności”, niezależne od wzrostu znaczenia erotyzmu w kulturze drugiej połowy XX wieku – a może nawet dialektycznie z nim powiązane (s. 247).

Mniej dowiaduje się czytelnik na temat prywatnego życia Barthes’a, przede wszystkim są to szczegóły związane z jego pracą – poczucie konieczności organizacji przestrzeni, rytm pisania, podział czytania na to związane z pracą, przed południem, i to dla przyjemności – przede wszystkim klasyczni autorzy, czytani wieczorem, przed zaśnięciem. Barthes kilkakrotnie podkreśla w różnych wywiadach, że wcale nie czyta dużo. Szybko odrzuca książki, które go nudzą, te zaś, które go zajmują, łatwo skłaniają go do rozważań, wobec czego często odrywa się od tekstu, by rozmyślać, ewentualnie robić notatki. W jego praktyce, a nie tylko w jego postulatach, czytanie i pisanie jawią się jako nierozłączne, on sam zaś zbiera zawierające spostrzeżenia towarzyszące kolejnym lekturom fiszki i magazynuje wszystkie powstałe przez cały okres jego pracy twórczej. Pisze przede wszystkim ręcznie, posiadając znaczną kolekcję piór – „mam maniakalny stosunek do przyborów graficznych”, komentuje (s. 274).

Ta z pozoru marginalna informacja łączy się w szereg z przewijającymi się przez cały tom wzmiankami, wskazującymi na to, że dla Barthes’a przyjemność tekstu była nie tylko tematem, ale zupełnie podstawowym doświadczeniem, nierozdzielnie związanym z jego praktyką pisarską. Autor podkreśla, że swoje książki pisał z prawdziwą przyjemnością, wskazując na niektóre tytuły, szczególnie mu pod tym względem bliskie, m.in. „Imperium znaków” czy „Michelet par lui-même”. Z wielu rozmów przebija charakterystyczna zmysłowość pisarza-teoretyka. Zwłaszcza gdy opowiada on o swoim stosunku do Japonii, z jej specyficznym systemem znakowym, ścisłym i złożonym, lecz pozbawionym transcendentalnego centrum, ostatecznego signifié, jego mowa wyradza się w szczególne połączenie strukturalizmu i zmysłowości, dość trudne do pomyślenia w polskich warunkach.

Ostatecznie „Ziarno głosu”, choć powstało jako efekt pracy redaktorów, jawi się jako, po prostu, jedna z książek Rolanda Barthes’a. Pozostając w tym samym polu tematycznym, podobnie jak one jest nieciągła, oparta na poetyce fragmentu (co przecież konieczne dla każdej antologii), głęboko intertekstualna i rozpraszająca podmiot autorski na wiele niezależnych głosów – punktów widzenia (co przecież konieczne dla każdego wywiadu). Choć Barthes tu nie pisze, lecz mówi (i to nie żaden konkretny on, lecz różne jego warianty z okresu 18 lat), i choć nie mówi nigdy sam, lecz zawsze w (co najmniej) dwugłosie, tak że wiele jego głosów styka się z mnogością innych, dochodzących z wielu różnych miejsc, to właśnie przez to „Ziarno głosu” (choć nie z ziarnem, a z całym korcem mamy tu do czynienia) okazuje się książką w sposób głęboki i konsekwentny Barthes’owską.
Roland Barthes: „Ziarno głosu. Wywiady z lat 1962-1980”. Przeł. Maciej Falski. Red. Anna Zofia Jaksender. Wydawnictwo Eperons-Ostrogi. Kraków 2016.