Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (323) / 2017

Przemysław Pieniążek,

JUGOSŁOWIAŃSCY ROBINSONOWIE (FAKS Z SARAJEWA)

A A A
Bośniak Ervin Rustemagić, założyciel firmy Strip Art Features oraz europejski agent Joe Kuberta (prywatnie: jego przyjaciel), na początku lat 90. przebywał wraz z najbliższymi w Holandii, gdzie trzymały go sprawy zawodowo-mieszkaniowe. Napięta sytuacja polityczna w Sarajewie umacniała mężczyznę w przekonaniu, że tymczasowa emigracja wcale nie jest takim złym pomysłem. Jednak tęsknota żony i dzieci za (nie tylko) rodzinnym domem w Dobrinji oraz sygnały o stopniowym normowaniu się sytuacji w stolicy sprawiły, że w 1992 roku Rustemagiciowie wrócili do Jugosławii.

Wraz z wybuchem wojny pozbawiona dachu nad głową familia rozpoczęła żmudną walkę o przetrwanie, zaś sam Ervin robił wszystko, by wiadomości o tym, co naprawdę działo się na Bałkanach, dotarły daleko poza strefę pandemonium. Bohater wykorzystywał do tego celu faks – wszak mimo regularnych przerw w dostawach prądu, informacje mogły być wysyłane i odbierane za pomocą transmisji satelitarnej. Jego „meldunki” nie pozostawiały złudzeń: rozpętany przez Slobodana Miloševicia konflikt w Bośni i Hercegowinie był niczym innym jak czystką etniczną prowadzoną na ulicach (obracanych w perzynę) miast i miasteczek. Po trwającej blisko dwa lata egzystencji w miejskich ruinach, Rustemagiciom, dzięki pomocy zaprzyjaźnionych artystów (w których gronie, obok Kuberta, znaleźli się m.in. Hermann Huppen, Hugo Pratt i Martin Lodewijk) oraz dziennikarzy, udało się zdobyć słoweńskie obywatelstwo i opuścić kraj.

„Będąc świadkiem, za pośrednictwem faksu, tej niesamowitej historii, czułem się zobowiązany, by uwiecznić ją najlepiej, jak potrafię. Mimo że kreskówki i komiksy w Stanach Zjednoczonych bardzo długo uznawane były za medium dziecięce, właśnie za ich pośrednictwem postanowiłem przekazać tę historię. Było to zobowiązanie, jakie podjąłem przed samym sobą, podczas gdy Ervin i jego rodzina wciąż jeszcze byli uwięzieni w piekle Sarajewa. Była to obietnica złożona sobie, że kiedy wydostaną się stamtąd i będą bezpieczni, tak właśnie zrobię” – zdradza Joe Kubert w posłowiu recenzowanego tomu, którego kanwą stały się (uwzględnione także w charakterze wizualnych reprodukcji) przejmujące wydruki docierające do nieżyjącego już mistrza amerykańskiego komiksu.

Charakterystyczna, z miejsca rozpoznawalna kreska twórcy przygód sierżanta Rocka czy Hawkmana, z wyczuciem oddaje grozę tamtych wydarzeń. Kule snajperów trafiające Bogu ducha winnych cywilów (szczególnie dzieci), krwawe egzekucje, gwałty, grabież mienia oraz wszechobecny odgłos wystrzałów/eksplozji obracających w niwecz dorobek życia, budynki użyteczności publicznej i architektoniczne zabytki to upiorny lejtmotyw powracający na kolejnych stronach „Faksu z Sarajewa”.

Równocześnie twórca albumu „Josel. 19 kwietnia 1943” niejednokrotnie ukazuje Ervina przy pracy, gdy ten stara się kontynuować swoją działalność wydawniczą (by zachować chociaż namiastkę normalności) lub gdy pędzi swoim „opancerzonym” oplem kadettem wzdłuż ostrzeliwanego przez wroga korytarza (zbudowanego z ciężarówek) prowadzącego do tytułowego miasta. To właśnie tam w pewnym momencie przenoszą się bohaterowie utworu, znajdując tymczasowy azyl w hotelu Holiday Inn, oczekując na sygnał do ewakuacji, który może nadejść dosłownie w każdej chwili.

Kubert bezbłędnie uchwycił bogatą paletę emocji rysujących się na twarzach dramatis personae, dbając przy tym o odpowiednią dynamikę kadrów (skądinąd rewelacyjnie pokolorowanych) oraz budowanie aury zaszczucia, przełamywanej jednak bardziej pogodnymi akcentami, takimi jak zaimprowizowane przyjęcie urodzinowe Mai, córki protagonisty.

Choć artysta nie ukrywał, że pozwolił sobie na pewną swobodę w konstrukcji dialogów, budowaniu dramatyzmu czy wprowadzaniu zmian w sekwencjach czasowych w celu wzmocnienia – a w pewnych przypadkach zredukowania – fabularnych aspektów opowieści, „Faks z Sarajewa” jest ważnym tytułem w dyskusji na temat dokumentacyjnego potencjału komiksowego medium. Godny odnotowania jest również fakt, że dzieło zadedykowane zostało Karimowi Zaimoviciowi, który zginął w 1995 na ulicy Sarajewa w wyniku ran odniesionych w trakcie eksplozji. To właśnie zdjęcia wykonane przez tego dwudziestoczteroletniego dziennikarza oraz miłośnika komiksów w znacznym stopniu pomogły amerykańskiemu twórcy uzyskać większą wiarygodność ilustracji przedstawiających rozdarte wojną miasto.

Uhonorowany m.in. nagrodami Eisnera, Harveya oraz Alph-Artem album Joe Kuberta doskonale sprawdza się jako przejmująca biografia, opowieść wojenna przedstawiona z perspektywy „biernych” uczestników konfliktu, ale i uniwersalna w swej wymowie parabola o poświęceniu, niezłomności oraz potrzebie nadziei. Mówiąc krótko: lektura obowiązkowa. 
Joe Kubert: „Faks z Sarajewa” („Fax from Sarajevo”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Warszawa 2017.