Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (323) / 2017

Sabina Strózik,

ŁAD-NIE-ŁAD-NIE (JAKUB BANASIAK: '15 STULECI. ROZMOWA Z WILHELMEM SASNALEM')

A A A
ŁAD

Książka została jasno podzielona na części. Widać w tym podziale przemyślaną strukturę, która porządkuje żywioł pozornie swobodnej rozmowy. Z uwagi na tak sprofilowaną budowę, warto przyjrzeć się następującym po sobie częściom. Pozornie kluczem jest biografia, choć pojawiają się rozdziały będące wyłomem od prostego podziału następujących po sobie życiowych okresów. Tom rozpoczyna fragment „Sasnalomania. Sukces i hejt”, w którym artysta odnosi się do sławy, której stał się zarówno beneficjentem, jak i ofiarą. Nic dziwnego, że rozdział ten znalazł się na samym początku książki. Choć autor odżegnuje się od takiej klasyfikacji i próbuje zdjąć z Sasnala łatkę „najdroższego polskiego malarza” (na okładce książki właśnie dokładanie „naj” do każdego z przymiotników opisującego artystę wzięte zostaje za cel sprostowań i na malarskie „gwiazdorstwo” zwraca się uwagę), ma także świadomość, że kulisy tej sławy czytelnika przyciągną i zainteresują, a dalsze rozdziały niejako będą miały misję, by taki stan rzeczy wyjaśnić. Niestety, Wilhelm Sasnal funkcjonuje w polskiej wyobraźni jako malarz drogi, niekoniecznie znany ze swych artystycznych dokonań.

ŁAD-NIE

Zaraz po rozdziale o niezwykłej popularności artysty wracamy do początków, do krainy dzieciństwa –„Zakłady Azotowe jak sklepy cynamonowe. Mościce”. Sasnal mówi tu o dzieciństwie otwarcie, nie uciekając od tematów trudnych. Urzekające, że patrzy na swoją młodość po Schulzowsku, choć wydaje się, że Tarnów nie ma takiego potencjału. Malarz do Tarnowa nieustająco powraca, przygląda mu się, czerpie z niego. Mówi także o etosie pracy, do którego niejednokrotnie nawiązuje w dalszych częściach rozmowy, o „znoju” i o jego wartości. Nie upiększa, nie nadaje na siłę sensów, ale snuje opowieść o tym, co go ukształtowało. Kolejny rozdział –„Nieład, ładnie, nieład, ładnie. Akademia” traktuje o czasach studiów i trudnym do uniesienia brzemieniu grupy Ładnie. Artysta rozlicza się ze spuścizną tamtego czasu, dość wyraźnie mówi o wyrastaniu i odrastaniu od tamtejszych założeń. „Polska, wieczny problem” przynosi chwilowy wyłom w biografii. Rozdział stanowi rozliczenie z historią, jest boleśnie szczery, choć momentami pachnie elitaryzmem i odcięciem się. Godna podziwu wydaje się natomiast odwaga wygłaszania niepopularnych opinii. Artysta mówi tu o swoim trudnym stosunku do ojczyzny. Wyraźnie rozróżnia polską ziemię – „Mam duży szacunek do tej ziemi” (s. 78) i zamieszkujących ją obywateli, do których ma znacznie mniej sentymentu: „Połową serca nienawidzę Polski, jej głupoty, buńczucznej dumy, budowania tożsamości na tragediach” (s. 65). Największy nacisk kładzie oczywiście na trudne stosunki polsko-żydowskie, które powracają w jego twórczości. Tłumaczy także niektóre ze swych prac dotykających Shoah, objaśnia ich szerszy kontekst. Poświęca im wiele namysłu, porusza także delikatną kwestię sprzedaży obrazów mówiących o Zagładzie: „Często się zastanawiam, czy nie instrumentalizuję cierpienia. No i jest sprzedaż. Przecież ja te obrazy sprzedaję” (s. 71). Wspomina również o roli Kościoła katolickiego, który, w jego mniemaniu, przyczynił się do teraźniejszego kształtu polskiego społeczeństwa: „Kościół katolicki jest instytucją, która w największym stopniu odpowiada za to, że ten kraj wygląda tak, jak wygląda: że jest zaściankowy, wsteczny, a jego rozwój zbyt powolny. (…) w Polsce przyjął się katolicyzm, ale nie przyjęło się chrześcijaństwo” (s. 79). Takie uczestnictwo, ale z oddalenia, świadoma alienacja, pozwala Sasnalowi zachować dystans na tyle, by móc patrzeć jaśniej i celnie wytknąć rysy na obrazie współczesnego świata, by kazać się czytelnikowi zastanowić, spróbować przyjąć, choć na moment, jego punkt widzenia.

„Jaka piękna niewiadoma. Z garażu w świat” to z kolei opowieść o życiu po akademii. Czasy tworzenia komiksu, sięgania po nowe środki wyrazu. Tu znajduje się bodaj najważniejszy manifest artystyczny Sasnala, do którego tytuł książki jest nawiązaniem: „Wierzyłem, że tu nie chodzi o 15 minut, dla mnie to zawsze było 15 stuleci. Nigdy mnie nie interesowała doraźność malarstwa” (s. 96).

„»Jestem mendą galeryjną«. Rynek sztuki i obywatelskie nieposłuszeństwo” jest chyba najciekawszym rozdziałem dającym wgląd w rynek sztuki i rządzące nim mechanizmy, ujawniającym też pewne niekonsekwencje w myśleniu artysty, który co prawda rozlicza siebie i innych z historią i odpowiedzialnością, ale równocześnie przyznaje, że zasłania się galerią w przypadku nabywców, co do których miałby moralne wątpliwości (przypadek sprzedaży obrazu rodzinie, która dorobiła się fortuny na handlu bronią [s. 119]).

Następująca zaraz potem „Ścieżka dźwiękowa”, ujawniająca muzyczne inspiracje malarza, wydaje się najsłabszą częścią książki. Muzyka jest na tyle ważna w dorobku Sasnala, że nie postuluję rezygnacji z niej, ale lepiej funkcjonowałaby chyba jako uzupełnienie poszczególnych części, a nie jako korowód muzyków i utworów czy wysłuchanych koncertów. Mogłaby zaistnieć jak literatura – podskórnie i nienarzucająco się. Po lekturze nie ma się wrażania, że Sasnal nie czyta. Wręcz przeciwnie – podziwiam jego zdolność odwołań i czerpanie z lektur Miłosza, Schulza, Leśmiana, Camusa czy Lessing. Rozdział o muzyce pozwala wyłonić się ciekawej triadzie – malarstwo (czy szerzej: sztuki wizualne), literatura i muzyka. Artystyczna wyobraźnia interlokutora widocznie żywi się jej składnikami, czerpie z nich, przetwarza i wytwarza. Czytelnik ma zatem niezwykłą okazję, aby się procesowi temu przyglądać.

„Kamera to nie pędzel” ujawnia stosunek artysty do kręconych przez niego filmów. Ciekawi fragment, w którym Sasnal oburza się po spotkaniu w łódzkiej filmówce. Relacjonuje to „żenujące doświadczenie” (s. 167), mówiąc, że tamtejsi profesorowie i studenci posługują się „archaicznymi kategoriami” (s. 167), że pojmują filmy w bardzo ograniczony sposób. Ten fragment będący zapisem rzeczywistego poczucia afrontu zastanawia. Mierzi także Sasnala ciężar obowiązku narracji w filmie, będący brzemieniem dla osoby, która myśli obrazami – pojedynczymi i niewymagającymi ciągów przyczynowo-skutkowych. W kolejnej części („Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Wpływologia i nie tylko”) Sasnal mówi o swych malarskich fascynacjach i inspiracjach, zarówno tych sprzed wieków – zaskakujące dość inspiracje chłodnym malarstwem niderlandzkim – a także tych współczesnych, czyli o najważniejszych dla niego Tuymansie i Richterze. Mówi o gigantach malarstwa, by potem skonstatować swoje działa z urzekającą pokorą (czy kokieterią?): „ (…) to przecież tylko malarstwo” (s. 177). Równocześnie wyznaje etos malarstwa, wierzy w brak patosu, możliwość uwznioślenia dzięki obrazom codzienności, która byłaby nudna na ekranie, ale na płótnie ma możliwość zaistnienia i niesienia znaczeń (s. 173).

NIE-ŁAD

Jak już zauważyłam, struktura jest przeglądem biografii artysty i jego wypowiedziami na rozmaite tematy – błahe i poważne. Przy takiej mozaikowej budowie niestety niektóre poglądy nie wydają się do końca spójne. Trudno robić z tego artyście zarzut – czyni go to bardziej ludzkim, spotkałam się nawet z opinią, że bardziej wiarygodnym. Zdarzają się w książce fragmenty sentencjonalne, popadające w aforystyczny ton, wypowiedzi ciążące w kierunku ogólników lub z potencjałem do stania się bon motem, ale przypisane zapewne rozmowie jako takiej.

Po przeczytaniu książki nadal nie znalazłam odpowiedzi na kilka pytań. Między innymi na to, czy Sasnal jest artystą zaangażowanym. Jest, jak sam mówi, kontestującym obywatelem: „Nie jestem kontestującym artystą, jestem kontestującym obywatelem!” (s. 121), ale wiele jego obrazów wyraźnie ukazuje skalę zaangażowania poprzez swój wyraz artystyczny. Jest na pewno twórcą oceniającym rzeczywistość, pełnym sprecyzowanych poglądów, przemyślanych, wyważonych. Niby konkretnym, obecnym, a jednak często się w tej rozmowie wymyka. Banasiak próbuje oddać głos Sasnalowi – artyście i człowiekowi, którego wycena nie jest najważniejsza, pozwala mu ujawniać tyle, ile o sobie chce powiedzieć. Nie naciska, kieruje rozmową i słucha.

„15 stuleci” nie pozwala nam zobaczyć całego Sasnala. Kto na to czekał, niech jeszcze raz przyjrzy się okładce. Odwrócona od nas twarz nie dopuszcza nas do siebie. Każe zrobić coś zgoła odmiennego – nakazuje patrzeć w tym samym kierunku.

LITERATURA:

Banasiak J.: „Sto utraconych kawałków”. W: „Sasnal. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Warszawa 2008.
Jakub Banasiak: „15 stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017