Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (323) / 2017

Anna Szumiec,

PAMIĘĆ SŁONIA, SAMOTNOŚĆ ŚLIMAKA (ROBERT PUCEK: 'SIEDEMNAŚCIE ZWIERZĄT')

A A A
Kilkadziesiąt lat temu ukazała się w Polsce jedna z ostatnich powieści kryminalnych Agathy Christie zatytułowana „Słonie mają dobrą pamięć”. Rzecz jasna Herkules Poirot w toku śledztwa nie skupia się na detektywistycznej obserwacji wielkich zwierząt. Postać wykreowana przez brytyjską pisarkę nazywa słoniami starych znajomych mogących posiadać istotne informacje dotyczące kryminalnej zagadki. Literacka realizacja słynnego powiedzenia traktującego o świetnej pamięci słoni stała się zatem jednym z ciekawszych wątków prozy Christie. Przy tym, co godne zaznaczenia, powiedzenie nie odbiega od stanu rzeczywistego, nie jest jedynie utartym związkiem czy frazeologizmem – zwierzęta, których nazwę brytyjska królowa kryminałów wykorzystała w tytule kolejnej części powieści, od lat zadziwiają swoją inteligencją.

Wydaje się, że podobne obserwacje można odnieść do „Siedemnastu zwierząt” Roberta Pucka: niewielkiej, bo liczącej nieco ponad 150 stron, książki. O czym bowiem traktuje jego najnowsza proza? O zwierzętach – to z pewnością – choć ich liczba nie jest równa tytułowym siedemnastu. Jak pisze autor: „Najbardziej bawi mnie to, że w tej książeczce w pewnym sensie nie ma siedemnastu zwierząt. Jest ich jednocześnie mniej, rozdziałów jakoś im poświęconych jest bowiem szesnaście, ale także więcej, gdyż w owych szesnastu rozdziałach pojawiają się inne zwierzęta – gatunki lub rodzaje – w roli, powiedzmy, aktorów drugoplanowych” (s. 149). I choć siedemnaste zwierzę także się pojawia, a sam Pucek przekonuje o przygodności owej liczby, poddać należy osobistemu już rozważaniu, czy tak jest w istocie.

Proza autora „Siedemnastu zwierząt” stanowi znakomity zbiór esejów zawierający niezwykle interesujące opisy zachowań naszych braci mniejszych. Czasem bracia ci pochodzą z odległych krajów, czasem zaś spotkać ich można w każdym przydomowym ogródku czy miejskim parku. Jak pisze Zofia Król w komentarzu na okładce książki, „[zwierzęta – AS] Łaszą się, jak rzadziej tu spotykane smok czy słoń, w zakamarkach niezrównanej wyobraźni autora albo wpełzają wprost do psiej michy”.

Przede wszystkim bowiem Pucek, korzystając z obserwacji dobrodziejstwa natury i obfitości zwierzęcego behawioryzmu znanego nam mniej lub bardziej, tworzy znakomitą narrację na tematy z zakresu filozofii czy literatury. Autor porusza (dosłownie i w przenośni) kwestie życia i śmierci. Zwierzęta stanowią punkt wyjścia – ale jakże istotny! – do snucia teorii czy przekazywania refleksji związanych z wieloma sferami nauki i życia (a wydawać się nawet może, iż Pucek w swojej prozie wykłada nic innego, jak właśnie naukę życia).

„Siedemnaście zwierząt” to bez wątpienia zbiór esejów równie dobry jak wcześniejsza książka Pucka „Pająki pana Roberta” – zarówno pod względem interesującej narracji, jak i świetnego stylu pisarza, pozwalającego czytelnikowi na wrażenie współuczestniczenia w niezwykłym świecie zawieszonym gdzieś między samotną chatą na skraju lasu a wielkimi bibliotekami światowych dzieł i myśli filozoficznych.

Pucek z pewnością zasługuje na miano erudyty. Ze swadą i wielką lekkością bryluje między Arystotelesem a Borgesem, ludowymi podaniami, wschodnimi mitami i gnozą. Szuka odpowiedzi na wielkie pytania ludzkości w wiejskiej chałupie oraz w tezach myślicieli, zwraca uwagę na kwestie fundamentalne, takie jak miłość czy samotność, przywołując przy tym postać zarówno swojej babki (Aleksandrze Antonownie zresztą dedykuje książkę), jak i Thomasa Stearnsa Eliota. Tworzy pajęczą sieć myśli, idei i nazwisk, w której równie istotne wydają się zachowania zaskrońców, jak przemyślenia największych starożytnych filozofów.

Pucek pisze swoiste bestiarium. Jest ono wypełnione łacińskimi nazwami zwierząt oraz komentarzami odnoszącymi się do biologii opisywanych gatunków, ale owo zwierzę nie jest zwierzęciem jedynie „teoretycznym”. Autor opisuje bardzo obrazowo inwazję wszy w szkole podstawowej czy wysyp ślimaków po deszczu. W „Siedemnastu zwierzętach” pojawiają się krokodyle, psy, pszczoły, małże, a nawet smok. Pucek nie unika – często bardzo dokładnej – charakterystyki życia seksualnego zwierząt, aby po chwili swobodnie przejść do opisu biogramu bohatera ludzkiego i okrasić całość myślą któregoś z filozofów czy literatów. Nic u Pucka nie jest jednak przypadkowe, a kolejne rozdziały książki wnoszą następne przemyślenia na temat – oczywiście – omawianych gatunków zwierząt, ale przede wszystkim kondycji życia człowieka.

„Siedemnaście zwierząt” jest książką z pewnością godną uwagi. To zbór niebanalny, w którym autor świetnie operuje językiem i obrazem. Narracja pełna erudycji, mnogość odniesień i kontekstów sprawiają, że książkę Pucka czyta się z wielką przyjemnością i zainteresowaniem. „Siedemnaście zwierząt” to kolejna, po „Pająkach pana Roberta” znakomita proza autora.
Robert Pucek: „Siedemnaście zwierząt”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017.