Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (323) / 2017

Sonia Nowacka,

UPDATES (SZYMON SŁOMCZYŃSKI: 'LATAKIA')

A A A
1. Latakia to trzecia książka Szymona Słomczyńskiego i pierwsza naprawdę dobra. Nie doczekała się jednak należytej recepcji: została spłycona albo całkowicie zlekceważona. Z recenzji doceniających sprawność warsztatową młodego poety i jego liczne „podpięcia do językowego prądu” (piękna metafora autorstwa Agnieszki Wolny-Hamkało) w istocie wynikało niewiele, ponieważ Słomczyński dla wielu jest autorem na tyle niezrozumiałym, że trudno napisać o jego poezji coś więcej niż: jest to „łamiąca przepisy ruchu drogowego podróż przez wyboistą jezdnię języka” (Mikołaj Borkowski), czy też: „jej lektura jest ryzykiem, które podejmujemy na własną odpowiedzialność” (Klaudia Muca).

Z jednej strony z niejasności wierszy trudno uczynić zarzut, z drugiej – biorąc pod uwagę niekontrolowane przez Słomczyńskiego wędrówki sensów, wyraźnie rozmijające się ze wskazanym przez niego szlakiem – można, a chyba nawet należy to zrobić. I o ile „Nadjeżdża” i „Dwupłat” okazywały się skrajnie przytłoczone spiętrzeniem zabiegów formalnych, o tyle na tle dwóch poprzednich książek „Latakia” rzeczywiście wyróżnia się przejrzystością.

Tomik składa się z czterdziestu jeden tekstów, z czego pierwszy – otwierający książkę – opatrzony jest tytułem „Ostatki”. Ostatki, czyli ostatnie dni karnawału, w porządku tradycji chrześcijańskich zapowiadające czterdzieści dni postu i umartwienia. Jeśli wziąć pod uwagę tendencje obecne w poprzednich tomach, już sama konstrukcja książki wydaje się nie bez znaczenia: czterdzieści kolejnych utworów oznaczać może pewną ekspiację podmiotu/podmiotów wierszy, ale o tym może później.

Jeśli chodzi o konstrukcję, w „Dwupłacie” teksty zostały ułożone symetrycznie względem siebie. W „Latakii” wiersze funkcjonują również w systemie binarnym, jednak tutaj nie jest to już tak oczywiste: wśród poruszanych przez autora tematów zarysowują się w gruncie rzeczy dwie perspektywy: pierwsza – osobista (tutaj wiersze takie jak „Ola jest łabędziem” czy „Norma”) oraz druga – szersza perspektywa człowieka-obywatela („Casino Loyal” czy „Program przywrócenia Kakapo”).

Słomczyński dość konsekwentnie wprowadza funkcjonujące na dwóch poziomach i ściśle związane z przeplataniem dwóch perspektyw motywy tanatyczne. Z jednej strony przedstawia tragedię osobistą (jak we wspomnianym już wierszu: „Jest trzeźwy. Tę nieścisłość się kiedyś poprawi. / Teraz Ola jest łabędziem. Ola jest na fali, / ona potrząsa grzywą, tylko nad barem / maleńka muszka wywija piruety. Na tej muszce, a ściślej: / na jej lewym skrzydełku, śmierć ich trzyma” – a zatem: śmierć w perspektywie jednostkowej; z drugiej – w wymiarze globalnym („Od wschodu od zachodu / bezdźwięczne bombowce / w bezszelestnej obstawie”).

W układzie całego tomu szczególnie wyróżnia się „Program przywrócenia Kakapo”. Złożony został z pięciu wariantywnych części, w których wymierająca populacja papugi Kakapo na poczet utworu staje się alegorią… no właśnie: kogo? czego? W części czwartej czytamy: „Kakapo wyszły z wyspy / i nie wróciły nigdy / Wyszły, bo takie z nich / niespławne nieloty. || Podmień wyspę na miasto. / Podmień miasto na ogród. / Podlej dławisza, fuksje. / Rumianek, koniecznie – / zobacz jak ma sucho i / nie oglądaj się za tą myślą; / kruche pożądanie, skoro / zdążyło się przełamać / w znak pokoju”.

Nieustanne zmienianie perspektywy jest widoczne także w obrębie poszczególnych fraz. Choć Słomczyński czasami zbyt łatwo popada w niewyszukane gry słowne, tutaj mamy ciekawy przykład skutecznej pracy wiersza, opartej na fonetycznym podobieństwie dwóch wyrazów (podmień – podlej) wprowadzających natychmiastową zmianę perspektywy. Podmiot towarzyszący rozproszonemu tokowi myśli odbiorcy, mało tego, kierujący jego rozproszeniem staje się sprawcą niepostrzeżenie przeprowadzającym świadomość czytelnika z jednego punktu w drugi. Bezwiedność miesza się ze świadomością, powinność etyczna – z codziennym obowiązkiem. Dalej podsumowuje zatem: „Nic dla niepoznaki / przebrało się w fartuch / sprzedawcy. Podsuwa / terminal. Chciałoby się / więcej niż tylko wyjść niespławny nielocie?”.

2. „Latakia” jest również głosem w sprawie instytucji interweniujących w życie jednostki. Słomczyński demaskuje w prowadzonych przez nie narracjach naleciałości z języka korzyści, neoliberalnej nowomowy i medialnej propagandy, podając w wątpliwość wiarygodność samego języka („Dasz się ustawić?”). Dokonuje tego, posługując się charakterystycznymi dla języka marketingu enumeracjami, obnaża ich ułomności chociażby poprzez zabiegi paragramowe czy strofy polisyndetoniczne (w „Ostatkach”: „tylko podpierać, póki nie proszą, / tylko nakarmić, kiedy nie żywią, / tylko odeprzeć, póki nie bronią”). Niejednokrotnie wykorzystuje też stylizacje i motywy biblijne zestawione ironicznie z systemem współczesnych wartości („Reliktowiec mały: Ty też nie urodzisz rekluzy ani dziedzica / Polikleta, ani następcy pana Jacka, mędrca / spod sklepu. Mamrotał: kto niezblazowany, niech pierwszy rzuci rodzinę, robotę i bieglej / ponagina rzeczy do wersetów, czy chociażby Brak środków: Kto ma, temu będzie dodane / i nadmiar mieć będzie, / kto zaś nie ma, temu / zabiorą również to, / co ma”).

Autor nieustannie krytykuje obłudę języka wykształconego przez instytucje, organizacje charytatywne i korporacje; wytyka – chociażby przez nieustannie nawracającą parabazę – współczesną bierność wobec konfliktów (ostatnia strofa wiersza „Sześciu Króli”: „Tyle go tu było, / ile ciebie nie ma”), obnażając przy tym jałowość fałszywego zaangażowania i powierzchowność odbioru przekazów medialnych („Tymczasem w Latakii nużąco giną ludzie / których imion nie znam. Jem sobie arbuza, / wychodzę zapalić do cudzego ogródka”). „Latakia” jest zatem nie tylko kolejnym głosem w dyskusji o zaangażowaniu poezji, ale przede wszystkim celnym rozpoznaniem etycznej kondycji człowieka w cywilizacji postprawdy.

Za taką diagnozą przemawiają też powracające kolejno wątki dotyczące chociażby in vitro czy też ślepego dążenia do odgórnie kreowanych potrzeb, do konieczności spełniania narzuconych norm społecznych, presji posiadania, presji czasu i pieniądza (perspektywy nakreślone szczególnie w wierszu „Obligacje”: „Trzeba zacząć oszczędzać / długoterminowo, określić / cel dalekosiężny: wesele / naszej przyszłej córki / albo chociaż jej czesne, / balet, małe mieszkanie, a także w kolejnym tekście A ja widzę, widzę jednorożca: w szarfie naszej odwiązanej córki, / w szyfrze naszej nieczytelnej córki, / w szumie naszej zagłuszonej córki,/ w szadzi naszej zamrożonej córki, / w szychcie naszej zakopanej córki, / powtarzamy: jednorożec, jedno / rożec”). W efekcie nakreśla Słomczyński rodzące się rozczarowanie i wewnętrzne konflikty związane z niemożnością spełnienia społecznego normatywu.

Słomczyński w zdecydowany sposób przedstawia w „Latakii” wyrazistą dystopię, demaskując ukryte mechanizmy opresji systemu wobec jednostki. Nie tyle jednak przybiera ton wieszcza (romantyczne rozpoznania Karola Maliszewskiego) albo katastrofisty, co najzwyczajniej – no właśnie... wizja ta w żadnym miejscu nie osiąga apogeum – świat w poezji Słomczyńskiego nie dociera do punktu krytycznego, ani też nie dąży do zrozumienia. Między wierszami zarysowuje się zatem dość istotny wątek zbawienia, które nie ma szans się dokonać, kiedy Bóg umarł lub stracił siłę sprawczą („Boże tak nieobecny jak ruch / w tym pokoju, chroń Madryt, / a jeśli się nie da, / ocal chociaż tego jednego Hoppera”); społeczeństwo nastawione na zaspokajanie popędów zatraca się w przedmiotach pożądania i kolejnych idée fixe, napędzane coraz silniej przez mechanizm sztucznego kreowania potrzeb.

W tym miejscu nie bez znaczenia są także konstrukcja i rozkład wątków w „Latakii”, a mianowicie wspomniana wcześniej ekspiacja, której to wyrazem w tradycji chrześcijańskiej jest kolejno: post, jałmużna i modlitwa – wszystkie wspomniane w najnowszej książce Słomczyńskiego. Układ tekstów w „Latakii” sugeruje pewną ciągłość: nie tyle jest to historia jednego, silnego podmiotu, co mozaika cech osobowości i systemów myślenia w jakiś sposób reprezentatywnych dla ponowoczesnego społeczeństwa.

Elementem zespalającym je stają się zatem sposoby ustosunkowania się do aktu ekspiacji: już w utworze wprowadzającym znajduje się zapowiedź wątku pokuty i oczyszczenia: post, czy może raczej zatarcie jego istoty („bez popiołu / bez postpostu”); dalej – modlitwy (rytm i melodia przywodzące na myśl utwory sakralne np. w wierszu „Sześciu króli”, w którym to aspekt religijny przysłonięty zostaje przez kontekst polityczny, oraz wspomniana wcześniej fraza rozpoczęta apostrofą: „Boże tak nieobecny jak ruch / w tym pokoju”) i w końcu – akt jałmużny opisany w formie parabolicznej ze znaczącym przesunięciem biblijnego sensu: „Raz niepokorny żebrak przyszedł po pieniądze. / Gołębia księżna dała tysiąc euro. / Przerżnął. / Dopiął zegarka i kurtki z kameleonowej skóry”. Ośmieszenie aktu ekspiacji – bo tak w gruncie rzeczy można podsumować problem podmiotu/podmiotów wierszy w „Latakii” – zdaje się prowadzić do paradoksu: trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że (nie)obecność Boga w tekstach Słomczyńskiego to nic innego jak obawa, że we współczesnym społeczeństwie nie istnieje nic ponad wspomnianym w „Obligacjach” „cel[em] dalekosiężny[m]: wesele[m] /(…)przyszłej córki / albo chociaż jej czesn[ym], / balet[em], mał[ym] mieszkanie[m]”.

Obierając szerszą perspektywę, poeta zaznacza, że (jak w tytule jednego z kolejnych utworów) wszystko rozgrywa się „Ponad głowami przechodniów”. Celem przeprowadzenia przez drogę ekspiacji nie jest zatem ukazanie ,,wewnętrznego oczyszczenia” czy ,,zjednania z Bogiem”, ale obnażenie nieuświadomionej sfery duchowego doskonalenia, którą – zgodnie z przedstawianą przez autora dystopią – człowiek zatracił na rzecz rytuałów związanych z konsumpcją, obracaniem się w świecie informacyjnego szumu i idącego za tym relatywizmu etycznego.

3. Wróćmy jeszcze na moment do utworu otwierającego „Latakię” (wiersz „Ostatki”). Michał Pranke, wspominając o tajemniczej figurze „sześcionoga wielkości człowieka”, pisał o perspektywie karalucha, którą – za Kafką – miałby wykorzystać Słomczyński. Teza niewątpliwie jest dość ciekawa, jednak biorąc pod uwagę, że autor porzuca ten wątek dość szybko i nie rozwija go dalej w książce, należy zastanowić się, czy podobne odczytanie nie kłóci się z konceptualną wizją tomiku poetyckiego jako całości, do której Słomczyński zdaje się mieć szczególną słabość.

Oprócz stawonogów w „Latakii” pojawiają się także inne rodzaje zwierząt: od mitologicznych jednorożców (z jednej strony w malarstwie chrześcijańskim symbolizujących postać Jezusa Chrystusa, z drugiej – przywodzących na myśl pokolenie dorastające zaraz po milenialsach, coraz częściej nazywane pokoleniem jednorożców) po wymierający gatunek ptaków-nielotów, wszystkie mogące stanowić alegorię człowieka ponowoczesności.

Wróćmy do karalucha. W pierwszym utworze „Latakii” zatytułowanym „Ostatki”, mowa o prowadzonym na smyczy sześcionogu, idącym wraz z dziewczyną z bloku („to nie spacer-spacer, / tylko spacer-wojna”). Jego rola nie jest sprecyzowana, w obrębie wiersza zauważalna jest jednak szczególna zmiana relacji pomiędzy nim a kobietą.

W początkowych wersach zarysowuje się niejasna sytuacja: „prowadzić na smyczy / sześcionoga wielkości człowieka // Z bloku dziewczyna o zszarganym imieniu / wyszła z takim na spacer // To nie spacer-spacer,/ tylko spacer-wojna”, po czym relacja sześcionoga i dziewczyny ulega odwróceniu: „Ze smyczy dalekowzroczny sześcionóg / niechętnie puszcza dziewczynę na tańce // To nie tańce-szyfry, / tylko tańce-szarże”, co nieszczególnie ją rozjaśnia czy rozwiązuje, ale pozwala wyprowadzić kolejne wnioski.

Jednym z kluczy interpretacyjnych, które nasuwają się przy podobnym opisie, może być dyskusja, jaka rozpętała się po prezentacji naukowców z North Carolina State University, którzy zademonstrowali projekt sterowania ciałem żywego organizmu przy pomocy smartfona. Sam eksperyment polegał na podłączeniu karalucha do specjalnie opracowanej elektrody i odbiornika, umożliwiających zdalne sterowanie jego ruchami. W teorii miał być to mechanizm przydatny w działaniach militarnych, służący do wślizgiwania się w tereny trudno dostępne i niebezpieczne.

Porównajmy teraz sytuację sześcionoga do sytuacji wspomnianych wcześniej nielotów Kakapo. W 1989 roku powołana została grupa „Kakapo Recovery Group”, mająca za cel chronić ostatnie osobniki zagrożonego gatunku papug. Dla bezpieczeństwa ptaków, przeniesiono je na osobne, pozbawione drapieżników wyspy: Maud Island, Little Barrier, Codfish oraz Mana Island. Bezpieczne od drapieżników i wyposażone w odpowiedni pokarm ptaki są pod ścisłym nadzorem. Każda papuga Kakapo wyposażona jest w nadajnik radiowy, umożliwiający nieustanne monitorowanie jej zachowań.

Słomczyński odwołuje się zatem do dwóch rodzajów wpływu technologii: ocalającego (Kakapo – w celu zachowania gatunku, prowadzącego jednak w ostateczności do zniewolenia) oraz technologii inwazyjnej, z góry zakładającej zniewolenie (ruchy karalucha sterowane za pośrednictwem smartfona).

Porównując obydwa teksty („Ostatki” oraz „Program przywrócenia Kakapo”), można zauważyć pewną zależność: zarówno sześcionóg, jak i nieloty Kakapo znajdują się pod wpływem osób trzecich, jednak – co istotne – Kakapo nie muszą być świadome swojego zniewolenia. Sześcionóg prowadzony jest na smyczy – tutaj relacja jest jednoznaczna, jednak w obrębie wiersza również pojawia się nieoczywistość, w momencie, w którym następuje wspomniany zwrot – koniec końców to prowadzony na smyczy „sześcionóg puszcza dziewczynę na tańce”.

W jakimś sensie oboje się trzymają, skoro to on ją puszcza, jednak wydaje się, że jest to wciąż jedynie odgórnie reżyserowana ułuda kontroli zaszczepiona świadomości sześcionóga („To nie tańce-szyfry, / tylko tańce-szarże”). Te ponure wizje zniewolenia mają swoje odzwierciedlenie chociażby w relacjach władza–obywatel, system–jednostka. Obecność dwóch tekstów o podobnym wydźwięku może tym bardziej potwierdzać tezę na temat dystopijnej wizji, którą zarysowuje Słomczyński w swojej ostatniej książce.

4. Ostatni problem, jaki pojawił się w recepcji „Latakii”, to niejednoznaczność*, z jaką autor odnosi się do wątków politycznych. Treść książki przemawiałaby raczej przeciwko temu, co w swoim podsumowaniu roku 2016 Jakub Skurtys zdiagnozował jako efekt niezamierzony przez poetę. Choć zadane pytanie – czy uwagi o zabarwieniu politycznym to intencjonalny uniwersalizm, czy nieprzewidziany przez autora efekt zawahania – jest niezwykle ciekawe i wpisujące się w aktualną (lecz trochę już przepracowaną i tym samym chyba coraz bardziej jałową) dyskusję na temat zaangażowania poezji, zapytałabym najzwyczajniej: czy istotą „Latakii” rzeczywiście jest tak rozumiana polityczność?

Choć Słomczyński odnosi się do polityki nad wyraz często (wojna, konflikty zbrojne, polska scena polityczna, z czym łatwo skojarzyć można chociażby wiersz „Sześciu króli”), nie wydaje mi się, żeby autor „Latakii” decydował się na gesty jednoznacznie przyporządkowujące go opcji politycznej, wręcz przeciwnie – książka występuje właśnie przeciwko poezji sprowadzającej się do haseł światopoglądowych.

Autor jasno stawia granice. Tu jesteśmy ,,my” – obywatele, tam są ,,oni” – jest Zachód-hazardzista, Wschód-krupier, jest wojna, jest władza i polityka – akcenty prawicowe/lewicowe (choć nie wiem, czy radykalne) pojawiają się w „Latakii” dość często, jednak funkcjonują raczej na metapoziomie, jako komentarz do różnych sposobów zaangażowania, aniżeli – być może oczekiwane przez czytelników – emocjonalne deklaracje.

5. Wracając już na koniec do kwestii odbioru: „Latakia” to kolejna książka Szymona Słomczyńskiego, która spotkała się z bardzo powierzchowną recepcją. Zmienił się sposób komunikacji autora, nie zmienił się jednak sposób czytania jego tekstów. Sam Słomczyński poniekąd jest temu winien, ponieważ próby awangardowych zabiegów często kończyły się u niego klasycystyczną klęską, naznaczając utwory mianem eleganckich formalnie wydmuszek. Tymczasem Słomczyński ma dużo do powiedzenia – szeroko i wielopłaszczyznowo nakreśla wewnętrzne konflikty współczesnego świata, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że dotychczas występująca krytyka nie miała zbyt wielkiej ochoty na drobiazgowe czytanie.

Nie wiadomo jednak komu należałoby uczynić zarzut – Słomczyńskiemu, dlatego że jego teksty są aż tak nieprzejrzyste, czy zastałej i zbyt powierzchownej krytyce? Uproszczenia są pomocne, choć niesprawiedliwie oddalają komentarz od pierwotnego tekstu. Krytyka, starając się dotychczas usłyszeć, jak mówi autor, nie do końca skupiała się na tym, co mówi. Wydawać by się mogło, że największy problem z „Latakią” nie do końca tkwi w niej – a poza nią.

* Mowa tu o fragmencie podsumowania, które ukazało się w styczniowym wydaniu ArtPapieru (2017, nr 1): ,,«Latakia» nadal nie pozwala stwierdzić, czy akcenty radykalnie prawicowe lub lewicowe są u Słomczyńskiego świadomie zaplanowane, czy to raczej wynik przeoczenia lub nadmiernego skoncentrowania się na jakimś koncepcie, ekfrazie czy innym, czysto estetycznym fakcie”. Przede mną całkiem obszernie odniósł się do tej wypowiedzi także Przemysław Rojek: http://fragile.net.pl/home/to-nie-jest-slomczynski.
Szymon Słomczyński: „Latakia”. Biuro Literackie. Wrocław 2016.