Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (324) / 2017

Justyna Kulisa,

TRZYDZIEŚCI LAT FENOMENU W PIGUŁCE (KATARZYNA KACZOR: 'Z "GETTA" DO MAINSTREAMU')

A A A
Jeśli spojrzeć na polską literaturę fantasy z perspektywy ostatnich kilku lat, większości czytelników przychodzi na myśl jedynie Andrzej Sapkowski. Można wręcz rzec, że mamy do czynienia z teatrem jednego aktora, który z upływem czasu w sposób praktycznie nieodwracalny podbił serca czytelników w kraju i na świecie, niemal stawiając znak równości pomiędzy sobą i gatunkiem literackim (by zachować zgodność z decyzją autorki o użyciu takiej, a nie innej terminologii), do którego można zaliczyć jego najsłynniejszy cykl powieściowy.

Katarzyna Kaczor w swojej książce. Polskie pole literackie fantasy (1982-2012)” z pietyzmem buduje dokładny obraz etapów, jakie przeszła polska fantasy od momentu jej ukształtowania się aż do osiągnięcia ugruntowanej pozycji na rodzimej scenie literackiej. Autorka pełnymi garściami czerpie z własnej, niezwykle głębokiej znajomości rozważanego tematu i umiejętnie korzysta z niej w celu zaprezentowania czytelnikom ostatnich trzydziestu lat rozwoju polskiej fantasy i jej stopniowego uzyskiwania autonomii w ogólnym polu literackim. Nakreślony zostaje obraz początku rodzimej fantasy jako zaledwie subpola w polu fantastyki naukowej, z ferworem deprecjonowanego wręcz od momentu pojawienia się, co w konsekwencji miało wpływ na pierwsze próby literackie, jakie z czasem stały się wyznacznikiem kierunku, w którym podążali polscy twórcy fantasy. Przytoczono pierwsze konflikty i inicjatywy wydawnicze na rynku książek i czasopism; widzimy kształtujące się osobowości autorów i ich odmienne poglądy na własną twórczość, które ostatecznie doprowadzają do niezwykłego bogactwa publikacji, jakiego czytelnicy doświadczyli na przełomie wieków i w pierwszej dekadzie wieku XXI.

Siłą rzeczy nie sposób było zlekceważyć twórczość Sapkowskiego i wpływ, jaki wywarł on na polską fantasy – zrozumiałe więc, że znacząca część pracy poświęcono właśnie temu pisarzowi. Począwszy od momentu zaistnienia fantasy w świadomości czytelników, poprzez jej rozwój i ostateczne okrzepnięcie w ogólnym polu literackim, Sapkowski w jakiś sposób jest obecny; czy to jako pisarz, czy to krytyk, czy wreszcie samozwańczy z początku ekspert korzystający z nieobecności potencjalnej konkurencji. Doskonale opisana została ścieżka, jaką przeszedł poprzez wszystkie etapy swojej kariery – aż do momentu, kiedy jego przeobrażenie się w autora konsekrowanego i późniejsze próby pisarskie w zupełnie odmiennych konwencjach literackich paradoksalnie zapoczątkowały powolny zmierzch fantasy w Polsce. Można się pokusić o stwierdzenie „Umarł król, niech żyje król”, z tym że autor cyklu o wiedźminie nie ma następcy, który w naturalny sposób przejąłby pałeczkę lidera w polu fantasy. Kaczor słusznie zauważa, że wiąże się to zarówno z ostateczną autonomizacją pola i migracją bardziej utalentowanych bądź ambitniejszych autorów do ogólnego pola literackiego i wiodących tam wydawnictw, jak również z faktem, że postępująca komercjalizacja i uwolnienie rynku sprawiły, iż ilość wygrała z jakością.

Nie jest jednak możliwe postawienie znaku równości pomiędzy polską fantasy a Sapkowskim i w książce zostało to wyraźnie zaznaczone. Otrzymujemy całą paletę nazwisk i tytułów, które przez lata odbiły swoje piętno w polu – nawet pomimo tego, że poza Sapkowskim jedynie Jacek Dukaj zdobył status autora konsekrowanego w ogólnym polu literackim, a spomiędzy pozostałych do uznanych można było zaliczyć jedynie niewielką grupę pisarzy wielokrotnie powtarzających się zarówno w kontekście nominacji do nagrody Zajdla, jak i jej laureatów. Kaczor ze szczegółami prezentuje rozwój tego wyróżnienia, przekształcenia, jakim podlegało, i konkurencyjne nagrody (o nieraz odmiennych kryteriach przyznawania), które jednakowoż nie zdobyły aż takiego prestiżu jak Zajdel. Warto zauważyć, że pomimo dużego potencjału dla utworzenia znaczącej nagrody przyznawanej na podstawie możliwie obiektywnych kryteriów, na polskim rynku nigdy tak naprawdę nie udało się takowej ustanowić, a marzenia o wyróżnieniu na miarę Nebuli okazały się nieuchwytne.

Poświęcenie części tekstu na przybliżenie historii i profilu największych polskich oficyn wydających fantasy poza oczywistym pokazaniem szybko rosnącej liczby autorów na rodzimym rynku pozwoliło też na zauważenie trendu, jaki dotknął również ogólne pole literackie. Wzrost liczby wydawanych pozycji nie przełożył się wcale na poprawę jakości tekstu, a wpływ uwarunkowań ekonomicznych na kondycję wydawnictw sprawił, że oferta wydawnicza szybko spolaryzowała się na mniej popularne, acz wartościowe fabularnie i warsztatowo pozycje oraz „produkowaną” nieomal literaturę łatwą w odbiorze, o nieskomplikowanej warstwie fabularnej, pełną wulgaryzmów i przemocy, która znacząco zdominowała rynek. Można jedynie domniemywać, w jakim stanie byłaby dziś polska fantasy, gdyby co bardziej utalentowani pisarze zdecydowali się na eksperymenty z fantasy mitopoetyczną, zamiast ograniczać się do gratyfikującej finansowo, lecz niewymagającej wysiłku ze strony czytelnika popularnej i wtórnej odmiany fantasy o znikomych walorach literackich.

Autorka wspaniale pokazuje zresztą, jaki wpływ miała jakość większości rodzimych tekstów na rozwój polskiego dyskursu fantasy, który od samego początku przeważnie ograniczał się do deprecjacji rozwijającego się subpola. Niejednokrotnie głęboko subiektywne opinie spowodowały aktywizację samych twórców i czytelników, prowokując wymianę idei i konflikty wewnątrz pola oraz dopuszczając fanów do głosu w sposób uprzednio niewidziany w ogólnym polu literackim. Jakkolwiek fandom sam w sobie jest zjawiskiem niezwykle istotnym i niejednokrotnie niedocenianym, to jednak po lekturze „Z »getta«…” można odnieść wrażenie, że zainteresowanie czytelników najmniej wysublimowanym podtypem fantasy w pewien sposób potwierdzało pierwotną tezę o niższości tego gatunku wobec szeroko pojętej beletrystyki. Autorka dokłada jednak starań by dowieść, że pomimo to na przestrzeni lat powstały też literackie perełki godne uznania w ogólnym polu literackim, a sam dyskurs fantasy przeszedł takie same etapy jak jego przedmiot – od lekceważącej deprecjacji, przez gwałtowny rozwój i konflikt dotyczący tak podstawowych elementów jak chociażby sama terminologia, aż po zaakceptowanie jego istnienia i przyjęcie go w poczet literatury i badań literaturoznawczych jako pełnoprawnego gatunku literackiego (bądź, w zależności od badacza, konwencji literackiej).

„Z »getta« do mainstreamu…” jest książką pozwalającą czytelnikowi na dogłębne poznanie historii rozwoju fantasy w Polsce – nie tylko od strony odbiorcy gotowego produktu, ale też kogoś, kto mógłby być zainteresowany procesami, jakie zachodziły w tle, przed publikacją i promocją oraz przed ostatecznym ukształtowaniem się schematu, który można określić mianem typowej polskiej fantasy. Przedstawienie tej ewolucji w kontekście ogólnego pola literackiego i jego charakterystyki pozwala na przyjęcie perspektywy umożliwiającej krytyczne podejście do oszałamiającej liczby utworów, z jakich wybierać może potencjalny czytelnik. I jakkolwiek oczywiste jest, że polską fantasy można podzielić na krajobraz sprzed i po Sapkowskim, to jednak nie sposób nie zgodzić się z konkluzją pracy, że postępujące skupienie się na wulgarności, przemocy i brak innowacyjnych elementów fabularnych doprowadzi w konsekwencji do wyczerpania potencjału gatunku i jego ostatecznej stagnacji.

Wygląda więc na to, że – skoro do tej pory nie pojawił się nasz własny Tolkien – polskiej fantasy potrzeba obecnie Sapkowskiego 2.0.
Katarzyna Kaczor: „Z »getta« do mainstreamu. Polskie pole literackie fantasy (1982-2012). Wydawnictwo Universitas. Kraków 2017.