Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (324) / 2017

Miłosz Markiewicz,

CZY ZNAJDZIE SIĘ JESZCZE MIEJSCE DLA... FAKTÓW? ('MIGRANCI, MIGRACJE')

A A A
Zaledwie kilka dni temu, 5 czerwca, w „Wiadomościach” TVP pojawił się materiał zatytułowany „Europa w czasie Ramadanu”. W ramach jego zapowiedzi prowadząca program, Danuta Holecka, wypowiedziała takie oto zdanie: „Fakty wyglądają tak, że to islamscy imigranci prowadzą swoistą inwazję kulturową na nasz kontynent”. W ramach tego materiału, emitowanego zaledwie drugiego dnia po zamachu terrorystycznym w Londynie, próbowano eksplicytnie połączyć obecność muzułmanów (bo już nawet nie imigrantów) w Europie z zagrożeniem terrorystycznym. Pozwolę sobie nie poddawać rzeczonego materiału telewizyjnego wnikliwej analizie. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na użycie w przywołanej zapowiedzi słowa „fakty” – umieszczone na początku zdania sugerowałoby, iż otrzymamy za chwilę szereg danych, które potwierdzą hipotezę o niebezpieczeństwie czyhającym na (chrześcijańskich) mieszkańców Europy ze strony wyznawców islamu. Zamiast rzetelnej analizy owych danych widzowie otrzymali jednak zbiór obrazów i wypowiedzi podporządkowanych lansowanemu w ramach materiału przekonaniu. Bo też właśnie z przekonaniem i opinią mieliśmy tu do czynienia, a nie – jak sugerowała to prowadząca program – z faktami.

Rozróżnienie to okazuje się dziś niezwykle ważne. W czasie, gdy słowem roku 2016 według słownika oksfordzkiego zostaje „post-prawda”, powinniśmy zwracać szczególną uwagę na informacje, których stajemy się odbiorcami. Post-prawda to bowiem termin odnoszący się do lub opisujący sytuację, w której obiektywne fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej niż odwołania do emocji i osobistych przekonań. Prawda zaczyna w takim przypadku tracić wartość. W kłamstwie mogła jeszcze odnaleźć swoją siłę ze względu na antagonistyczny charakter – funkcjonowanie w charakterze wzajemnej negacji musi wszak wiązać się z uznaniem istnienia strony opozycyjnej. Post-prawda tymczasem czyni z prawdy (oraz kłamstwa) rzecz marginalną, przekonuje nas, że liczy się tylko to, co odczuwamy w związku z daną informacją. To silne zaangażowanie emocjonalne nadaje jej wartość.

Odwołanie do emocji czyni z post-prawdy łatwe narzędzie w procesie sterowania społecznymi lękami. Jak pisał Zygmunt Bauman: „Rządów nie interesuje łagodzenie panującego wśród obywateli strachu, lecz podsycanie niepokoju wyrosłego z niejasnej przyszłości i ciągłego, wszechogarniającego poczucia braku bezpieczeństwa” (Bauman 2017: 38). Owo podsycanie niepokoju pozwala bowiem przekonać społeczeństwo do różnego rodzaju radykalnych działań (na przykład inwigilacyjnych), które poza sytuacją „stanu wyjątkowego” wywołałyby zapewne ostry sprzeciw. Pozwolę sobie w takim wypadku stwierdzić, iż post-prawda nie jest zjawiskiem neutralnym, ale bronią wymierzoną przeciwko społeczeństwu. Siłę tej broni stanowi odwołanie do afektywnej strony naszego istnienia oraz próba wyciszenia racjonalności czy nawet empiryzmu. Bez względu na to, która strona sceny politycznej jest nam bliższa czy jakie wyznajemy wartości, łatwo wpadamy w sidła post-prawdy. Jeśli więc nie chcemy poddać się sterowaniu, jakie ona zapewnia, powinniśmy zwracać większą uwagę na to, skąd pochodzą i jak przekazywane są nam informacje – tak, by odróżnienie faktu od opinii było dla nas czytelne.

Jednym z pomocnych narzędzi może tu się okazać książka „Migranci, migracje. O czym warto wiedzieć, by wyrobić sobie własne zdanie” pod redakcją Hélène Thiollet (polskie tłumaczenie ukazało się nakładem wydawnictwa Karakter). Redaktorka rozpoczyna publikację następującymi słowami: „W chwili, gdy Europa jest zaniepokojona napływem uchodźców z Syrii, a także z Iraku czy Erytrei, autorzy tej książki przyglądają się niektórym stereotypowym przekonaniom na temat migracji, integracji, azylu oraz polityki migracyjnej i azylowej. »Kryzys«, który dotyka Europę od 2015 roku, wpłynął, rzecz jasna, na radykalizację dyskursu i postaw politycznych, jednak z punktu widzenia badaczy ujawnił przede wszystkim nieznajomość historii migracji i kwestii związanych z integracją w Europie oraz poza nią. Nasuwa się jeden wniosek: mimo że badacze przez dziesiątki lat tworzyli solidne podstawy wiedzy na temat fal migracyjnych, emigracji i integracji, prawdy oparte na badaniach naukowych nie mogą przebić się do dyskursu politycznego, mediów i opinii publicznej. Niektóre obiegowe sądy dobrze odzwierciedlają socjologiczne i ekonomiczne aspekty migracji. Wydaje się jednak, że duża część wiedzy, jaką dysponują specjaliści, pozostaje nieznana szerszej publiczności lub też jest zniekształcona przez polityków, media i wszystkich tych, którzy mają wpływ na opinię publiczną. Wprowadzone w błąd lub niedoinformowane społeczeństwo jest atakowane stereotypami, które, poparte mniej lub bardziej dokładnymi liczbami, utrwalają się w zbiorowej wyobraźni i tworzą zdeformowany obraz złożonego zagadnienia, jakim jest migracja. (…) Trzeba oddzielić fakty i ich analizę od tego, co przynależy do dyskursu czy polityki strachu oraz zarządzania migracją i imigracją. Nie pretendując do podawania prawd objawionych na temat migrantów i imigracji, autorzy książki proponują wiarygodne dane i wyjaśniają pewne kontrowersje, tak aby każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie” (s. 5–7). Pozwalam sobie na przytoczenie dłuższego fragmentu zamiast własnego komentarza, ponieważ cytat ten doskonale pokazuje pozycję, jaką przyjmują autorzy tekstów pomieszczonych w książce. Jej publikacja okazuje się wynikiem szczególnego zatrwożenia stanem społecznej wiedzy i próbą przeciwdziałania opartym na post-prawdzie podziałom. Thiollet zbiera teksty badaczy zajmujących się ekonomią, socjologią, antropologią, demografią, politologią, historią czy geografią, zarówno po to, by pokazać złożoność problemu, o którym często mówimy ze sporą dozą łatwości, jak i dlatego, że chce przyjrzeć mu się niezwykle wnikliwie, nie pozostawiając wątpliwości w żadnej kwestii.

W książce znajdziemy – zapisane w krótkiej (acz treściwej) i przystępnej formie – odpowiedzi na 50 najczęściej podnoszonych kwestii związanych z migracją oraz asymilacją. Przeczytamy więc m.in. o tym, czy na świecie jest coraz więcej migrantów, czy Unia Europejska przeżywa masowy napływ uchodźców, czy migranci to głównie osoby bezrobotne, czy migranci (muzułmańscy) zagrażają demokracji, czy wzmocnienie granic pozwoli lepiej kontrolować migrację, czy imigracja wpływa na obniżenie płac rodzimych obywateli, a także czy migranci stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego. Łatwo więc zauważyć, iż publikacja ta rzeczywiście stanowi próbę „wyjścia naprzeciw” społecznym potrzebom. Nie rozważa zagadnień związanych z migracją na poziomie uniwersalizującej filozoficznej refleksji, ale próbuje rozwikłać te kwestie, które podnoszone są w mediach bądź przez polityków. Nie narzuca także konkretnej wizji rzeczywistości, a skupia się na faktach i próbie stabilizowania wiedzy – jak chociażby poprzez wyraźne rozgraniczenie i wytłumaczenie pojęć „imigrant” oraz „uchodźca”, a także skupienie się na stojących za nimi niejasnościach.

Co ważne, używane przez autorów dane są aktualne (oryginalne wydanie książki pochodzi z 2016 roku) oraz umiejscowione. Francja stanowi tu bowiem ważny kontekst, do którego bezpośrednio odnoszą się niektóre zagadnienia (jak np. czy Francja przyjmuje za dużo uchodźców, czy francuski model integracji się sprawdza i czy imigranci przybywają do Francji, by korzystać z pomocy społecznej). Wydaje się to o tyle znaczące, że w ustach polityków niechętnych wobec pomocy uchodźcom to właśnie Francja stanowi jeden z przykładów krajów, którym humanitaryzm i empatia miałyby przynieść więcej szkód niż korzyści. Publikacja zawiera jednakże również wątki polskie zawarte w niemal 50-stronicowym apendyksie, który jest o tyle interesujący, że przygląda się Polakom zarówno jako tym, którzy imigrantów przyjmują, jak i tym, którzy sami się nimi stają (w przypadku danych o Polsce ważną rolę odgrywają informacje związane np. z uchodźcami z Ukrainy czy Czeczenii, których – wbrew popularnym narracjom – nie ma w naszym kraju zbyt wielu). Udaje się w ten sposób zachować konkretne umiejscowienie zawartych w książce informacji. Dzięki zaproponowanemu przez redaktorkę ułożeniu zagadnień opisywane fakty płynnie przechodzą pomiędzy poziomem ogólności a uszczegółowienia.

Z badań przeprowadzony przez Instytut Ipsos Mori możemy dowiedzieć się, że Francuzi twierdzą, iż odsetek muzułmanów wobec całej ludności sięga w ich kraju 31%, podczas gdy w rzeczywistości jest to 8%. Tymczasem te same badania przeprowadzone w Polsce wskazują, że w opinii Polaków muzułmanie stanowią ok. 7% mieszkańców naszego kraju, gdy w rzeczywistości jest to ok. 0,1% (Pędziwiatr, Kozłowska 2017: 32). Dane te doskonale pokazują, jak łatwo ulegamy sugestiom i pozwalamy sterować swoją wiedzą – im więcej słyszymy o muzułmanach (i rzekomym zagrożeniu, które im towarzyszy), tym bardziej jesteśmy skłonni wierzyć w ich znaczącą liczebność oraz stojące za nimi „problemy”. Można by wręcz powiedzieć, że im więcej panuje „obiegowych opinii”, tym mniej tak naprawdę na dany temat wiemy. Jeśli natomiast przyjrzelibyśmy się faktom, okazałoby się, że sterowanie społecznymi nastrojami za pomocą post-prawdy nie wytrzymuje próby sił. Polski rząd za wszelką cenę broni się (twierdząc, iż broni swoich obywateli) przed zadeklarowanym wcześniej w ramach unijnego systemu relokacji przyjęciem 8 000 uchodźców z Syrii, Iraku i Afganistanu (bez względu na ich wyznanie). Populacja naszego kraju – według danych GUS z 31 grudnia 2016 roku – wynosi 38 432 992 osoby. Uchodźcy stanowiliby więc 0,02% mieszkańców Polski. Jeśli miałaby to być inwazja kulturowa, to trzeba tu przyznać rację redaktor Holeckiej – fakty wskazują, że byłaby ona wyjątkowo „swoista”.

LITERATURA:      

Bauman Z.: „Obcy u naszych drzwi”. Przeł. W. Mincer. Kraków 2016.   

„Europa stanie się muzułmańska. Konrad Pędziwiatr w rozmowie z Dominiką Kozłowską”. „Znak” 02/2017.
„Migranci, migracje. O czym warto wiedzieć, by wyrobić sobie własne zdanie”. Red. Hélène Thiollet. Przeł. Małgorzata Szczurek. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2017.