Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (324) / 2017

Przemysław Pieniążek,

BURZĄC CZWARTĄ ŚCIANĘ (NIE TYLKO) BLOKU (SCENKI Z ŻYCIA OSIEDLA)

A A A
„Lata siedemdziesiąte były bardzo burzliwym okresem. Marcel Miquelon co wieczór z miotłą w ręku trzykrotnym uderzeniem w sufit obwieszczał początek spektaklu swego blokowego teatrzyku. Od sufitu jak seria z pistoletu maszynowego rozchodził się stukot obcasów. Ja na szczęście mieszkałem na ostatnim piętrze. Stojąc przy oknie, patrzyłem na przepływające bloki czynszowe, myśląc jak generał Custer: »dobry Miquelon to martwy Miquelon«. Wahałem się między wsadzeniem klatki za kratki, bombą na półpiętrze i zawaleniem podestu czy nawet całego wieżowca. Ale czy to załatwi sprawę?...”. Refleksja Philippe’a „Cazy” Cazaumayou – francuskiego scenarzysty i rysownika, twórcy projektów graficznych do filmów animowanych (vide: „Gandahar” René Laloux, 1988) oraz wielu okładek powieści SF (z dorobku Philipa K. Dicka, Clifforda D. Simaka czy Isaaca Asimova) – doskonale wprowadza w klimat „Scenek z życia osiedla”: serii krótkich historii komiksowych ukazujących się, począwszy od roku 1975 roku, na łamach magazynu „Pilote”, potem wydawanych w samodzielnych tomach.

W ramach dowcipnej, pierwszoosobowej, niestroniącej od bezpośrednich zwrotów do czytelnika narracji snutej przez sympatyczne porte parole samego autora, Caza przenosi nas w realia – ukazanego w krzywym zwierciadle – nowoczesnego świata, w którym prym wiedzie egoistyczne, do cna konsumpcyjne i ogłupione przez telewizję społeczeństwo. Perypetie zarośniętego bohatera większości epizodów (wszak w niektórych pałeczkę przejmuje znienawidzony „dozorca” Miquelon, czego świetnym przykładem jest cykl „Hałasy nad głową”) udowadniają, że życie w blokowisku, w betonowej dżungli, a w szerszej perspektywie: w opresyjnym, uniformizującym, alienującym systemie, jest źródłem niekończących się frustracji.

Groteskowa rzeczywistość ukazana na kartach „Scenek z życia osiedla” jest przestrzenią nieustannej, choć często nieoczekiwanej metamorfozy. Stąd wielkomiejski habitat może nagle okazać się pułapką, z której przepastnych trzewi nie sposób się wydostać (vide: „Metropolitan Opera”). Dlatego nie dziwi fakt, że podłoga mieszkania skrywa oceaniczną głębię („Wraki”), a za fasadą wygodnego lokum znajduje się więzienna cela („Witamy w Villeville 2”). W tym delirycznym uniwersum czymś naturalnym wydają się inteligentne samochody, wygadane zapalniczki i buńczuczne imbryki, a zadziwiające transformacje stają się także udziałem samego protagonisty (epizody „Czerwony kamyk” czy „Kwitnienie”).

Jednocześnie bohater na różne sposoby stara się zadośćuczynić pragnieniu ucieczki od szarej codzienności, a to z zaskakującym efektem przemalowując swój pokój („Rozjaśnienie”), a to kreatywnie wykorzystując sezon urlopowy będący zapowiedzią nadchodzącej zagłady o iście starotestamentowym rodowodzie („Czynszówarka”). Caza kapitalnie igra sobie z gatunkowymi konwencjami, wzbogacając swoje cięte, zwieńczone błyskotliwymi puentami satyry o pierwiastek horroru, science fiction oraz surrealistycznej groteski spod znaku Rolanda Topora. Bezbłędnie dobrana kolorystyka poszczególnych epizodów, zróżnicowana kreska (karykatura idzie tu w parze z bardziej realistycznym stylem rysowania) oraz unikalny klimat każdej ze „scenek” (psychodeliczny „Ultrapacyfizm”, neo-noirowe akcenty w „Upadku wieżowca”, melancholia „Planety trwogi” czy chorobliwa aura proekologicznego „Homo Detritus”) sprawiają, że lektura woluminu jest czystą przyjemnością.

Niektóre z prac Cazy zdradzają duchowe, ale i formalne powinowactwo z animacjami Terry’ego Gilliama z czasów, gdy był członkiem Latającego Cyrku Monty Pythona. I bynajmniej nie mam na myśli tylko „scenek” z męczyduszą Miquelonem w roli głównej – fragment zatytułowany „Czarna Willa” budzi bowiem sympatyczne skojarzenie z „Karmazynowym Ubezpieczeniem Ostatecznym” (1983), wyreżyserowaną przez Amerykanina krótkometrażówką (otwierającą „Sens życia według Monty Pythona”), będącą utrzymaną w marynistyczno-pirackiej konwencji satyrą na globalizację. 

Ukazujący się pod szyldem oficyny Kurc wolumin to fascynująca, przezabawnie zgryźliwa, a przy tym szalenie metaforyczna kronika epoki rozdartej między powszechnym konformizmem a pragnieniem odmiany świata. Mimo upływu lat „Scenki z życia osiedla” w wielu aspektach nie straciły zbytnio na swojej aktualności. Bez wątpienia warto sięgnąć po album autora, stawianego na równi z takimi mistrzami komiksowego medium, jak Moebius, Enki Bilal czy Philippe Druillet.
Caza: „Scenki z życia osiedla” („Scènes de la vie de Banlieue”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawnictwo Kurc. Koluszki 2017.