Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (324) / 2017

Przemysław Pieniążek,

BÓG, KOT I UDRĘCZONE DUSZE (KLATKI)

A A A
Dave McKean bez wątpienia zasługuje na miano człowieka instytucji. Twórca komiksów, ilustrator, filmowiec, fotografik – portfolio brytyjskiego artysty budzi zasłużony podziw. Mnogość projektów zrealizowanych wspólnie z Neilem Gaimanem, w których gronie znalazły się m.in., kultowe dziś albumy „Sygnał do szumu”, „Drastyczne przypadki” i „Czarna Orchidea”, książeczka „Wilki w ścianach”, klimatyczna animacja „Lustrzana Maska” (2005) oraz, last but not least, niezapomniane okładki „Sandmana”, przyniosły plastykowi olbrzymią popularność także w Polsce.

Współautor „Azylu Arkham” (według scenariusza Granta Morrisona) cieszy się również uznaniem branży reklamowej – realizował zlecenia od koncernów Sony, Kodak czy Nike – nie mówiąc już o przemyśle muzycznym: jego fantasmagoryczne ilustracje zdobiły okładki płyt Tori Amos (singiel „God”), Alice’a Coopera („The Last Temptation”), formacji Fear Factory („Obsolete”), Machine Head („Burn My Eyes”), Counting Crows („This Desert Life”), Dream Theater („Metropolis pt. 2. Scenes from a Memory”), Paradise Lost („Shades of God”), a nawet skomponowanej przez Michaela Nymana ścieżki dźwiękowej do filmu „Fortepian” (1993) Jane Campion.

W 2012 roku nakładem oficyny Egmont Polska ukazał się album „Pictures That Tick” – zbiór krótkich, wykonanych przeróżnymi technikami form komiksowych sygnowanych nazwiskiem słynnego Brytyjczyka. Teraz, dzięki inicjatywie Timofa i cichych wspólników, rodzimy czytelnik ma okazję poznać „Klatki” – ukazujący się początkowo w latach 1990-1996 dziesięcioodcinkowy cykl, który przyniósł McKeanowi nominacje do nagród Eisnera i Harveya (statuetka za najlepszy komiks). W liczącym ponad pięćset stron, przepięknie wydanym woluminie śledzimy perypetie kilku nietuzinkowych bohaterów: malarza Leo Sabarsky’ego, jego muzy Karen, charyzmatycznego performera Angela, pani Featherskill od lat oczekującej na powrót męża, pisarza Jonathana Rusha i jego małżonki, a także pewnego kota bacznie obserwującego losy mieszkańców wielokondygnacyjnego budynku.

To galeria osobliwych lokatorów, z których każdy (mówiąc metaforycznie) tkwi w przyciasnej klatce zbudowanej z osobistych dramatów, nadziei oraz wątpliwości, tęsknot i żalów, egzystencjalnych niepokojów i sekretnych pragnień. Pytając o to, kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy, McKean proponuje czytelnikowi niebanalną refleksję nad relacją człowiek-Bóg, zgłębiając przy tym zagadnienie przeznaczenia i wolnej woli oraz udowadniając, że mimo wszystko (przywołując myśl Leibniza) żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Mnogość absurdalnych sytuacji oraz nieśpieszny rytm opowieści sprawia, że na pewnym poziomie „Klatki” mają coś wspólnego z poetyką filmu „Million Dollar Hotel” (2000) Wima Wendersa, kładąc nacisk na dobre, nie pozbawione humoru dialogi (efekt „gadających głów” równoważą sekwencje kadrów pozbawionych słownego komentarza) oraz na szkatułkowość narracji, znajdującej odzwierciedlenie w różnorodnych formach artystycznej ekspresji.

Album otwiera galeria kolażowych obrazów stworzonych przy użyciu farb akrylowych, tuszu, plasteliny, zdjęć, kości, suszonych ryb, a nawet pudełka na owady. Trzon opowieści stanowią precyzyjnie wykonane, oferujące kapitalne punkty widzenia czarno-białe, podkolorowane morską bryzą kadry (często grupowane po dziewięć na stronie), okazjonalnie przeplatane obrazami o intensywnej palecie barw, jak i rysunkami bazującymi na bardziej ekspresyjnej kresce bądź pociągnięciu pędzla. Do tego dochodzą abstrakcje oraz materiały fotograficzne wzmacniające oniryczną aurę dzieła, w którym płynnie dokonują się przejścia między miejscami i czasami.

Manipulując licznymi zbliżeniami i detalami, zapuszczając się w przestrzeń jednostkowej podświadomości (mindscreen pani Featherskill) oraz przesycając swój utwór duchem muzyki, autor zaprasza czytelnika do uczestnictwa w jedynym w swoim rodzaju komiksowym doświadczeniu, na którego końcu – jak przekonuje w przedmowie Terry Gilliam – oczekuje nas wzniosłość. Amerykański reżyser i niegdysiejszy członek trupy Latającego Cyrku Monty Pythona trafnie zauważa, iż dzieło McKeana to „prawdziwa chimera, zbudowana z filozofujących czarnych kotów, pokrętnych historii, śpiewających kamieni, samotności i deszczu, czarnych i pustych płócien, nut i dziurek od klucza, wzburzonych fanatyków literatury, paranoi i bólu, irytująco spokojnych snów, coraz mroczniejszych filozofów, przemijających nadziei, mądrych baśni, niekończących się korytarzy i schodów, ludzi ze złymi psami i w melonikach oraz rozlicznych metafor, nakładanych gęstymi warstwami. Wszystko to razem tworzy wyjątkową i przerażającą bestię”. Nie muszę chyba przekonywać, że kameralna, wieloznaczna, prowokująca do egzystencjalno-teologicznych rozważań graficzna opowieść Brytyjczyka jest wydawniczym rarytasem, którym można (a właściwie trzeba) delektować się po wielokroć. Smacznego! 
Dave McKean: „Klatki” („Cages”). Tłumaczenie: Marceli Szpak. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2017.