15 czerwca 12 (324) / 2017

Pamela Kalisz,

ZDOLNOŚĆ PRZEWIDYWANIA (SAMA PRZECIW WSZYSTKIM)

A A A
Pojęciu lobbing często towarzyszy negatywny kontekst. Zazwyczaj mówi się o nim w odniesieniu do mętnego świata korupcji oraz podejrzanych interesów. Doniesienia medialne dotyczące pseudolobbystów zamieszanych w afery łapówkarskie oraz brak stosownych uregulowań prawnych przez dłuższy czas tworzyły pejoratywny obraz tego zjawiska. Lobbing to jednak szczególna i zarazem najtrudniejsza forma public relations. Opiera się on na procedurach prawnych i jest elementem poprawnie funkcjonującego państwa demokratycznego. Niewątpliwie daje obywatelowi okazję, aby uczestniczył w życiu publicznym i jednocześnie miał wpływ na proces ustawodawczy, aczkolwiek współcześnie lobbować można już w każdej sprawie. Słowo, zarezerwowane dotąd dla środowiska politycznego, chętnie wykorzystywane jest jako synonim przekonywania. Granica między PR-em a lobbingiem jest bardzo płynna, ponieważ w obu przypadkach najważniejsze są gromadzenie i selekcja rzetelnych informacji, aby osiągnąć konkretny, realny cel. W Stanach Zjednoczonych zawód lobbysty jest niezwykle ceniony i poważany. Stanowi trwały element życia politycznego. Jednak nawet tam lobbing często ocenia się w kategoriach tajemniczej, niejawnej działalności, która może służyć wyłącznie specyficznym, wąskim grupom interesu. Technika prowadzona z ukrycia, niepodlegająca kontroli społecznej, wymagająca utrzymywania kontaktów towarzyskich z osobami na określonych stanowiskach oraz wiążące się z tym wątpliwości wobec stosowanych przez lobbystów metod powodują, że często określa się tę działalność jako szkodliwą i nieetyczną. Czyżby film Johna Maddena „Sama przeciw wszystkim” przeszedł bez echa właśnie z tego powodu, że ukazywał ciemną stronę lobbingu? Czy może to wyłącznie kwestia słabej promocji?

Fabuła skupia się na Elizabeth Sloane (Jessica Chastain), bezwzględnej i piekielnie inteligentnej lobbystce, która występuje przeciwko swojemu pracodawcy, odrzucając nowego klienta (producentów broni), aby w jedynym idealistycznym odruchu walczyć o to, w co wierzy. Bohaterka ma za zadanie wpłynąć na kongresmenów, tym samym forsując korzystną w jej opinii ustawę. Powinna działać w granicach prawa, ale tylko teoretycznie. Przecież najważniejsza jest skuteczność. Nawet oko kamery za nią nie nadąża i nie jest w stanie ukazać wszystkich prowokacji i prowadzonych przez nią inwigilacji współpracowników. Odbiorca nie ma do czynienia z filmem wikłającym się w meandry polemiki politycznej. Otrzymuje coś o wiele bardziej interesującego: wciągającą rozgrywkę przypominającą partię szachów (lub zdecydowanie bardziej pokera), w której stawka jest bardzo wysoka zarówno na poziomie społecznym, jak i jednostkowym.

Miss Sloane można uznać za antybohaterkę w klimacie serialu „House of Cards”, dla której przewidywanie ruchów przeciwnika, dobro projektu i bezwzględność w dążeniu do celu są najważniejsze. Z drugiej strony, widz próbuje zrozumieć jej postawę i zastanawia się nad przeszłością tej postaci i powodami, które sprawiły, że kłamstwo przychodzi jej z taką łatwością. Szuka w niej odrobiny empatii wobec innych, delikatności, słabości, słowem: stereotypowej kobiety. Melancholia objawiająca się co jakiś czas w jej zachowaniu, łykanie tabletek jak tic-taków, aby być w pełni sił do pracy, czy zatrudnianie męskiej prostytutki, aby wyobrazić sobie życie, którego nie ma, nie przesłania jednak silnej osobowości przypominającej zachowanie mężczyzny sukcesu. Blisko jest jej także do postaci Mirandy Priestly (Meryl Streep) w „Diabeł ubiera się u Prady”. Złożoność i niejednoznaczność protagonistki zostają prawie całkowicie przykryte przekleństwami oraz zdecydowanym działaniem, tj. cechami przynależnymi do męskiego świata. Takiej kobiety X muza potrzebuje, a kiedy już ją dostanie, to przesłania nią wszystkie inne postaci. Niezwykle charyzmatyczna i elektryzująca Sloan zyskuje rangę ikony filmowej wyróżniającej się na tle swego otoczenia.

Ostre, zgrabne potyczki słowne, ciągłe zwroty akcji oraz wszechobecny suspens sprawiają, że „Sama przeciw wszystkim” zyskuje mocne znamiona thrillera. Struktura filmu została wprowadzona w sekwencję przesłuchania bohaterki przez komisję śledczą, co pozwoliło Jessice Chastain pokazać pełną gamę swych umiejętności. Aktorka nie musi nawet wstawać z krzesła, aby zainteresować sobą widza. Przechodzi od defensywy do kontrataku sprawnie i naturalnie. Dwutorowość fabuły opartej na retrospekcjach mocno zagęszcza atmosferę. Surowa, niepokojąca ścieżka dźwiękowa, jak również zimna paleta barw dodają dziełu tajemnicy, powagi i elegancji. Scenariusz debiutującego Jonathana Perery, który swego czasu znajdował się na czarnej liście najlepszych niewykorzystanych skryptów w Hollywood, nie zawiera niczego, co należałoby poprawić albo wyciąć. Nawet początkowo zagubiony odbiorca, nieobeznany ze specjalistycznym językiem czy politycznym slangiem lub przepisami prawnymi, z biegiem wydarzeń rozezna się w sytuacji, a wrażenie monotonii prędko zniknie.

Elizabeth Sloan już na samym początku filmu pokazuje odbiorcy swoją siłę charakteru i cynizm, burząc czwartą ścianę. Przekroczenie tej symbolicznej granicy jest pierwszą pułapką dla widza. Ktoś zauważa naszą obecność, przemawia do nas, sytuuje tym samym bliżej siebie, niejako po swojej stronie; nie jesteśmy bezczynni. Bezpośrednie zwroty pobudzają zaangażowanie, zwłaszcza tak prorocze, jak definicja lobbingu prezentowana przez główną bohaterkę, która patrzy nam prosto w oczy. Podstawą jest, według niej, przewidywanie wszystkich ruchów przeciwnika. Należy zawsze być krok przed nim: „Wyciągnąć asa z rękawa tuż po tym jak on wyciągnie swojego. Lobbing to sztuka upewnienia się, że ty zaskoczysz ich, a oni nie zaskoczą ciebie”. Niewątpliwie w tej pracy ważne jest skuteczne prezentowanie racji w sposób przejrzysty, przy czym należy kierować się uczciwą walką na argumenty i fakty. Aczkolwiek droga prowadząca do pozyskania pożądanych głosów polityków lub ważnych informacji w „Samej przeciw wszystkim” ewidentnie już tak klarowna nie jest. Transparentność biur, ekrany telewizyjne ujawniające głęboko skrywany sekret jednej z postaci, smartfony, dzięki którym odbywa się wymiana tajnych informacji i lustra odbijające prawdziwe oblicza zderzone zostają z ukrywaniem strategii, oszustwami, podsłuchami i kontrowersyjnymi formami nacisku. Czy cel uświęca środki? Oceńcie sami.
„Sama przeciw wszystkim” („Miss Sloane”). Reżyseria: John Madden. Scenariusz: Jonathan Perera. Zdjęcia: Sebastian Blenkov. Obsada: Jessica Chastain, Mark Strong, Gugu Mbatha-Raw i in. Produkcja: USA, Francja 2016, 132 min.