15 czerwca 12 (324) / 2017

Paulina Zięciak,

KOLEKCJONER SZTUKI I LUDZKICH IDEI (ROBERT KUŚMIROWSKI: TĘŻNIA SZTUKI)

A A A
Obok Gmachu Głównego Muzeum Narodowego w Krakowie Robert Kuśmirowski stworzył drugie muzeum – dzieło, które budował przez 12 lat. „Tężnia sztuki”, bo tak artysta zatytułował swoją instalację, jest znakomitym przykładem na to, jak zrobić coś z niczego lub jak przywrócić do życia coś, co zostało już go pozbawione, a nawet pogrzebane pod powierzchnią kurzu i brudu.

Zapraszając do swojego obiektu, Kuśmirowski podaje definicję tężni solankowej, z której nie tylko wywodzi tytuł swojego dzieła, lecz także wyciska całą esencję: „tężnie solankowe, inaczej gradiernie, to drewniane budowle pokryte gałązkami tarniny, które pierwotnie służyły do zagęszczania solanki w toku produkcji soli konsumpcyjnej i leczniczej. (…) Z czasem jednak zauważono, że powietrze wokół nich nasycone jest aerozolem z solanki, powstającym wskutek jej obciekania przez elementy gradierni i naturalnego odparowywania. Inhalacje tak bogatym w mikroelementy powietrzem zaczęto stosować w różnego typu kuracjach”. Artysta zwraca się tym samym, jak to zwykł czynić w swoich pracach, do przeszłości – w tym przypadku do wieku XIX – i wykorzystywanych w lecznictwie konstrukcji, pozwalając widzowi zachłysnąć się nie tyle powiewem bogatego w mikroelementy powietrza, co podmuchem doznań emocjonalnych. Tym samym przygotowane przezeń miejsce czeka na kuracjuszy z objawami nie tyle cielesnymi, co egzystencjonalno-duchowymi.

Dzięki zwrotowi ku wiekom minionym, ciąg przyczynowo-skutkowy, do którego wkracza artysta-performer, nie zamiera, ale utrzymywany jest przy życiu, nabierając nowych, współczesnych znaczeń. Ogromna drewniana konstrukcja ma nas sycić sztuką – sztuką zebraną i wybraną przez Kuśmirowskiego, zagarniętą nie z przestrzeni wystawienniczych, nie z archiwów muzealnych, ale z zapyziałych magazynów, przysypanych brudem, zapomnianych, pełnych rzeczy przeznaczonych do wyrzucenia.

„Niektórzy zbierają znaczki”głoszą pierwsze słowa wstępu do wystawy. Kuśmirowski zbiera to, czego nie zbiera nikt, tworząc z nagromadzonych artefaktów nową kolekcję. Najbardziej atrakcyjne w jego pracach stają się obiekty najbardziej nieatrakcyjne, będące zarazem nośnikiem treści minionego czasu, naznaczone rytmem przemian. Stają się one punktem zapalnym do głębszych refleksji, wnikając w głąb umysłu jak mikroelementy aerozolu solankowego do płuc. A refleksja, rozpoczęta nad pojedynczym przedmiotem, prowadzi do rozważań nad losem człowieka. Zwrot Kuśmirowskiego ku przeszłości pokazuje zatem, że dawne motywy i zamierzchłe rozważania trwają nadal, ba, nawet często w niezmienionej formie. Jedyne, co jest konieczne, to otrzepanie ich z kurzu i brudu.

Zbieractwo Kuśmirowskiego, z drugiej strony, jest atrapą otaczającego świata. Wchodząc do uniwersum stworzonego przez artystę, przybysz znajduje się w zrekonstruowanej, skopiowanej bądź z premedytacją zaaranżowanej strefie. Jej dokładność i skrupulatność wzbudzają niepokój, a nagromadzenie i nadmiar przedmiotów wywołują uczucie lęku, przygniatając i nie pozwalając złapać tchu. Owa duchota może jednak widza doprowadzić do niezmiennie obecnej w pracach Kuśmirowskiego zadumy – nad pamięcią, historią, czasem.

Duże skale czynią każdą jednostkę „nikim” wobec otaczającej, wykreowanej przez performera, alternatywnej, ale równoległej rzeczywistości, która – tak samo jak ludzki los – zmienia się: tutaj – pod wpływem światła, deszczu, chłodu i wiatru; na co dzień zaś – kłamstwem byłoby jednoznacznie stwierdzić, że pod wpływem działania człowieka. Panta rhei – niezależnie, czy tego chcemy, czy nie. 
R. Kuśmirowski: „Tężnia sztuki”. Muzeum Narodowe w Krakowie. Instalacja jest zapowiedzią wystawy #Dziedzictwo, której wernisaż planowany jest na 23 czerwca 2017 roku.